poniedziałek, 21 maja 2012

Monachium + turbulencje! (mini)



MONACHIUM!!!
było super :D V. miała komunie, dostała ode mnie Lilou + maskotke Schnappi. Podobało się :)
Z jednej strony wygrawerowany aniołek, z drugiej jej imie i data komunii :)
Od mojej mamy dostała laptopa ze wszystkimi możliwymi dodatkami (w tym torbą). Rozmowa podczas dawania (dzień przed komunią żeby zamieszania w restauracji nie robić...)
 Moja mama:
- V. bo ciocia tak myślała co Ci kupić i wymyśliła, że dostaniesz taką dobrą torbę... żebyś zawsze wszystkie ciuszki mogła spakować, i żeby długo z Tobą była...
V:
- yhym (niby ok., ale minka smutna :D)
MM:
- bo tak nie wiedziałam co Ci kupić, a taka torba Ci przez lata posłuży...

V. bierze torbę i...
- ale cieżka :D <na twarzy już mały banan>...

Potem zobaczyła że to laptop i była cała happy :D Za kulisami powiedziała że "jak ciocia mówiła że to torba to ja myślałam że ciocia tam tak duużo ciuszków włożyła :D 

Niedziela- bardzo mi się podobało w kościele... fajnie przeprowadzili wszystko :D (tak- MI się podobało W KOŚCIELE ^^). Potem restauracja. Bardzo ładna i z prawdziwym bawarskim jedzeniem :) Objadłam się że ohoho... dobry Indyk był :D i deser, i zupka, i przystawki... także polecam kuchnie bawarską- bardzo smaczna ^^
Po powrocie do domu spacer po górach (o 19 :D) + uciekanie przed wyimaginowanym niedźwiadkiem... O.o

Poniedziałek- góry, obiad, zakupy (piwo dla S. i coś słodkiego dla M. i K.) i do Monachim na samolot. Pogubiłam się na lotnisku :D Może nie tyle pogubiłam, co nie rozumiałam czemu nie mogę iść oddać bagażu tylko babka do mnie nawija łamanym angielsko podobnym czymś:/ Na szczęście D. pojechał ze mną i się dogadał po niemiecku w końcu z nią. Chodziło jej o to że sama muszę wydrukować sobie boarding card, i potem tylko dam bagaż... (ech, te wielkie lotniska... ) teraz już wiem o co chodzi, ale wcześniej nie do końca... :D dlatego- podróże kształcą ^^
Oddałam bagaż, i poszłam czekać na samolot. Jeszcze zakupy, chciałam złapać Wifi, ale mi kazali nr tel. podać:/ więc sobie podarowałam.

No i wszystko ładnie, pojechałam autobusem do samolotu z Chińczykami- biznesmenami:D którzy jak obaczyli stan samolotu (EuroLOT) to się przestraszyli i zdjęcia zaczeli robić... Tak jakby nie za dobrze się prezentował wśród pięknych, błyszczących samolotów Lufthansy :D

Ale... pilot Polak to przeżyjemy :D ale... przed Poznaniem przelatywaliśmy przez chmure i turbulencje!!! Tzn. trząść nie trząsło tak bardzo... tylko lekko. Gorzej że wszystko zaczęło mrugać i za oknami jakby światła od błyskawic ciągle... gdyby nie to "mryganie świateł"  to trzęścia (?? :D) samolotu by nie było tak bardzo czuć. Wtedy się przestraszyłam, ale teraz myślę że było fajnie :D


Jak przelecieliśmy przez chmurę to mym oczom ukazał się niesamowity widok- Poznań nocą (po 23) z góry... super :D jeszcze zrobiliśmy kółko nad miastem zanim wylądowaliśmy, więc było fajnie :D

xoxo,
A. ;)