czwartek, 30 kwietnia 2015

Kwietniowe prematche (3-9)

Nie pisałam, bo szału nie było i wiedziałam, że przez kwiecień nie poznam "tej" rodziny. Pojawiały się one strasznie nieregularnie - 10 dni ciszy, a później 3 w jeden dzień. Nie wiem na jakiej zasadzie to działa... Z plusów - w końcu pojawiły się rodzinki, które mają mniej niż 4 dzieci! 

PREMATCH 3 - 12.04

Lokalizacja: okolice Stamford (CT)
HM: finanse
HD: własny biznes samochodowy
HK: 1 chłopak (10), 1 dziewczynka (11 i pół)
Zwierzaki: pies + szczeniak (od lipca)

Szukają au pair od czerwca lub lipca. Widzieli, że jetem dyspozycyjna od października, ale spytali, czy jestem elastyczna bo im się "very very" podobam (co tam 3 miesiące...). Cieszę się, bo nie musiałam nic wymyślać aby im podziękować. Chłopiec ma ADHD. Zdjęcia mnie przerażały - strasznie poważna rodzina, a dzieci wyglądały jak z koszmaru (przeszywający wzrok i zero uśmiechu).





PREMATCH 4 - 12.04

Lokalizacja: Okolice NYC (ale już NJ)
HM: projektantka wnętrz
HD: adwokat 
HK: 2 dziewczynki (5, 6)
Zwierzaki: pies (który wygląda jak maskotka!)

Fajna rodzinka! Mama wyglądała jak Nicole Kidman, a tata jak typowy amerykański przystojniak. Bardzo blisko do NYC. Jedno z hostów pochodzi z Las Vegas (nie mogli tam się przenieść?!). Oboje bardzo zajęci. Obowiązki standardowe przeważnie od ok. 6 do 18-19 z przerwą 8-14. Samochód do wożenia dzieci + okazjonalnie na weekendy. Miałabym swoje piętro w domu z sypialnią, salonem z TV, małą kuchnią z podstawowym wyposażeniem, dużą łazienkę, komputer i komórkę. Chociaż nie było łatwo, bo dziewczynki wydawały się fajne i wiek mi bardzo odpowiadał to odmówiłam.

W tym miasteczku miałabym mieszkać - chyba już wiadomo dlaczego odmówiłam (zdjęcie z wikipedii)

PREMATCH 5 - 13.04

Lokalizacja: Washington DC
HM: ??
HD: ??
HK: chłopiec (6)
Zwierzaki: brak


Ilość i wiek HK - idealne! Samotny rodzic, ale ciężko mi określić płeć po imieniu. Nie mieli listu ani zdjęć na profilu, tylko maila napisali, że mieszkają w mieście przy metrze (centrum), mają akurat au pair z Francji i że chcieliby pogadać na skype. Podziękowałam. 





PREMATCH 6 - 21.04

Lokalizacja: Brooklyn/Manhattan, NYC
HM: własny biznes
HD: pisarz
HK: dwóch chłopaków (6,8)
Zwierzaki: dwa koty, pies


Ilość i wiek dzieci mi odpowiadała. List zawierał chyba więcej informacji o tym jak super mieszkają, że wszędzie blisko (jeden przystanek metrem do najsłynniejszych rzeczy w Nowym Jorku, najlepszych restauracji, itp.) niż o moich obowiązkach. Wiem tylko, że miałabym zawozić (nie wiem jak, ale chyba metrem. W końcu to NYC) dzieciaki do szkoły - jedno na Manhattan, drugie gdzieś na Brooklyn i później odebrać. Nieregularne godziny pracy w tygodniu, w weekendy, a czasem nawet w nocy (HM), chcieliby więc, żebym była w miarę elastyczna. Napisali, że rozumieją zasady programu i chcieliby aby ten rok był dla mnie niezapomnianą przygodą, a sami są ludźmi, z którymi o wszystko idzie się dogadać i nie robią problemów. Byli spoko, ale chcieli kogoś na sierpień. Nie marnowałam ich czasu i po prostu napisałam, że nie jestem wtedy dostępna. 






PREMATCH 7 - 22.04

Lokalizacja: Princeton, NJ
HM: joge prowadzi pare razy w tygodniu (bardziej hobby)
HD: własny (ogroomny) biznes, znany również w Polsce
HK: chłopak (7), dziewczyna (15)
Zwierzaki: brak


Oferowali samochód, którym mogłabym jeździć gdzie i kiedy chce i inne rzeczy jakie bym potrzebowała. Częste wyjazdy z nimi do Kanady oraz w inne miejsca jeszcze niesprecyzowane. Miałabym być głównie do starszej dziewczyny (15), aby być jej koleżanką. Jeździłabym z nią na spotkania towarzyskie, malowanie paznokci, chodzenie na zakupy, na basen, itp. Dziewczyna chciałaby być piosenkarką, dlatego bardzo mnie polubili, bo chcieliby żebym grała na pianinie jak będzie śpiewać. Podstawy opieki z chłopakiem - zawieść do szkoły, do domu, itd. A... zapomniałam napisać - dziewczyna ma autyzm. Rodzina zapewniłaby mi szkolenie przygotowujące do pracy z nią na początku wyjazdu. Mimo, że jest u nich zimno to brałam ich pod uwagę, ale później miałam wizje, której finał pokazywał mnie z amerykańskim więzieniu i im podziękowałam. Za dużo minusów, za mało plusów.



Princeton

PREMATCH 8 - 25.04

Lokalizacja: Redwood City/Palo Alto, California
HM: ?
HD: ?
HK: ?
Zwierzaki: ?


Nie wiedziałam i dalej nie wiem nic o tej rodzince poza miejscem. Nie miałam jej na profilu, bo jak byli mną zainteresowani to polska strona APiA była modernizowana. Dopiero później moja koordynatorka z US zadzwoniła i powiedziała, że nawet jak nie jestem zainteresowana to powinnam odpisać rodzinie, bo rodzina XYZ z Kalifornii była mną bardzo zainteresowana, a ja nawet nie napisałam do nich... Wytłumaczyłam jej sytuacje, podała mi maila do rodzinki. Napisałam im wyjaśnienie i przeprosiłam (za nie moją winę), koordynatorka też miała z nimi gadać. Od 4 dni ani rodzinka, ani koordynatorka się nie odezwali. Widocznie nie byli aż tak mną zainteresowani.

Także chyba swój limit na Kalifornię już wykorzystałam. Żegnaj Dolino Krzemowa! 




PREMATCH 9 - 27.04

Lokalizacja: Providence, Rhode Island
HM: lekarz
HD: lekarz, który przez rok będzie w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, ale czasem wpadnie
HK: 2 dziewczyny (11,9), 2 chłopaków (5 - twins), 
Zwierzaki: pies, kot


Rodzina z Indii. Najbardziej nietrafiony prematch! Taty nie ma (-> ZEA), mama zalatana, wszystko na głowie au pair. Szkoda nawet więcej pisać...


Providence

Jak zauważyłam po innych blogach, jak dziewczyny publicznie narzekają, że nie mają w ogóle, albo nie mają interesujących prematchy, to wtedy na ich profilu pojawiają się fajne rodzinki. Także teraz czas na mnie - narzekam! Jest źle... Przez miesiąc tylko jedna z dziewięciu rodzin była na tyle fajna, że rozmawiałam z nią na Skypie (prematch 1). Wiem, że na 6 miesięcy przed mało kto szuka au pair, jednak w maju chciałabym znaleźć PM! Szczególnie że już zostało tylko 5, a nie 6 miesięcy.

środa, 8 kwietnia 2015

Prawie Perfect Match

Prawie, bo... rodzina mnie chciała, a ja jej nie.

Na żadnym blogu nie spotkałam się z tym, że ktoś ma problem w odmawianiu rodzinom. A ja właśnie taki problem mam. Wiem, że jak nie ja to sobie znajdą kogoś innego, ale boję się, że mogę im sprawić przykrość, jeżeli napisze im, że nie jestem zainteresowana (wiem, dziwna jestem...). Ale postanowiłam wziąć się w garść i od teraz stanowczo mówić nie.

Tydzień temu myślałam o moich 2 rodzinkach, które siedziały mi na profilu i nie wiedziałam jak im podziękować, żeby im nie było przykro. W końcu postanowiłam co napisze, bo żadna z nich mi nie pasowała. Zabrałam się do pisania maila rodzince nr 2 i... nie mogłam tej wiadomości wysłać! Nie mam pojęcia czemu. Klikam "wyślij", a wiadomość się zapisuje a nie wysyła. Wylogowałam się i ponownie zalogowałam, zresetowałam ruter, następnie komputer... nic nie pomogło. Po około 30 minut w końcu się udało. Chciałam napisać takiego samego maila do rodzinki nr 1, ale nie zdążyłam. Kiedy ja męczyłam się z wysłaniem wiadomości do Nowego Jorku, Houston napisało do mnie przemiłą wiadomość. Nie było innej opcji niż zgodzić się na Skype.


W piątek po północy poznałam całą rodzinkę (oprócz hosta). Byli przemili! Fajnie mi się rozmawiało z hostką (45 minut, które zleciało nie wiem kiedy). Powiedziała, że jestem dorosła i nie odczuwa potrzeby wyznaczania mi curfew i ingerowania z kim co robię. Dzieciaczki trochę zagadywały, ale głównie biegały dookoła, rozwalały jajka wypełnione konfetti, a następnie same to sprzątały. Mieszkają w ścisłym centrum Houston w dużym domu z basenem, ogrodem i placem zabaw w którym każdy sprząta po sobie - ja bym pomagała w tym, a nie sprzątała za nich. Niedaleko jedne z najlepszych Uniwersytetów w Stanach, na których już przeglądałam co bym mogła studiować (tak - chcę się tam na serio uczyć). Dzieci są duże i mogłybyśmy ułożyć plan tak, abym od 9 do 13 mogła siedzieć na Uniwersytecie. Mój samochód, który miałabym do wożenia dzieci raczej mogłabym używać też w czasie wolnym. Ona nie widzi w tym problemu, ale musiała byłego męża dopytać, aby nie było nieporozumienia później. Poznałam również jej chłopaka, który na koniec rozmowy jak przepraszałam za błędy językowe powiedział, że mówię bardzo dobrze i znacznie lepiej niż większość imigrantów, którzy od wielu lat mieszkają w Houston. Więc plus dla niego!  Wtedy też jeden z bliźniaków podleciał i powiedział, że on będzie ze mną ćwiczyć angielski. Byli nawet gotowi zmienić datę od kiedy chcą mieć au pair pode mnie - potrzebna im jest od lipca, a ja mogę przylecieć dopiero w październiku, także aż 3 miesiące! Wszystko to spowodowało, że naprawdę ciężko mi było podjąć decyzję, aby powiedzieć nie.

Tak właściwie to dlaczego nie?
- hości są świeżo po rozwodzie i mam wrażenie, że nie do końca żyją w dobrych stosunkach;
- życie na dwa domy. Mieszkanie zawsze u hostki, ale jak dzieciaki są u ojca to au pair jedzie tam, żeby je obudzić, nakarmić i zawieść do szkoły + popołudnie;
- jedno z dzieci jest chore i tak naprawdę poznam dopiero na miejscu prawdziwe życie z takim dzieckiem i zaawansowanie choroby;
- HM jest politykiem, a ja nie lubię polityki;
- nieregularny rozkład dnia, do ustalenia po przyjeździe. Mniej więcej ramy te same, ale przez wyjazdy i wieczorne spotkania z tygodnia na tydzień będzie się zmieniać;
- byłabym pierwszą au pair. Nie jest to dla mnie problem, ale podejście do godzin bardzo formalne. Zawsze 40-45 godzin musi być wykorzystane. Jeżeli akurat w danym tygodniu nie wyrobię tego przy dzieciach to dostane ekstra prace (nie wiem do końca jakie) przy dzieciach, aby godziny wyrobić;
- życie pod jednym dachem z jaszczurką, którą bym się zajmowała przez 2 tygodnie w miesiącu, kiedy to dzieci są u ojca.


Także mimo, że ciągle mam dwie rodziny na profilu (jednej podziękowałam tydzień temu, ale ciągle tam są), to dalej jestem wolna...