Valencia
(pl. Walencja)- jest trzecim (po Madrycie i Barcelonie) pod względem ludności miastem Hiszpanii (porównując do Polski- ma trochę więcej mieszkańców niż Kraków i prawie o połowę mniej niż Warszawa). Z kolei jak chodzi o powierzchnię, to miasto jest mniejsze niż Lublin (134 km2, Lublin- 147 km2)! Początki miasta sięgają aż 138 r. p.n.e.! Oczywiście ciągle było ono burzone, odbudowywane- burzone- odbudowywane.... i tak w kółko... Jest stolicą wspólnoty autonomicznej o tej samej nazwie.Miasto Walencja posiada liczne zakłady przemysłowe, jest ważnym ośrodkiem kulturalno- naukowym oraz komunikacyjnym: duże porty pasażerskie oraz handlowe, ważne węzły kolejowe, drogowe i lotnicze.
Zwiedzanie miasta jest bardzo proste- prawie wszystko znajduje się bardzo blisko siebie.
My mieliśmy na zwiedzenie centrum... jakieś 3 (może 4?) godziny...
Pan kierowca "wyrzucił" Nas przy Ratuszu (i stamtąd też miał Nas odebrać), skąd od razu poszliśmy do Katedry. Na początku szliśmy powooooli grupą i ciężko było się zorganizować i trzymać jakieś fajne tempo. Kościół jak kościół... ładny był, ale jakiegoś super wrażenia na mnie nie zrobił. Dlatego też razem z M. podarowałyśmy sobie godzinne (!) zwiedzanie wnętrza Katedry (płatne, chyba 10 euro. Dostaje się słuchawki i samemu się chodzi we własnym tempie. Osoby które weszły były raczej zadowolone). Budowana była od 1262 roku i wielokrotnie była modernizowana. Z tego powodu w teoretycznie gotyckiej budowli można zauważyć nie tylko elementy, ale także całe większe części w innych stylach. Znajduje się ona w miejscu, w którym wcześniej swoje świątynie budowali Rzymianie, Wizygoci i Maurowie. Każdy z trzech portali prezentuje inny styl:
- Porta del Palau (portal pałacowy)- styl romański
- Porta dels Ferros (portal żelazny)- styl barokowy
- Porta dels Apostles (portal Apostołów)- styl gotycki
Ja osobiście nie widziałam, ale wg książkowego przewodnika właśnie przed tym ostatnim z portali (Apostołów) "w każdy czwartek w południe wciąż zbiera się sąd wodny ustanowiony przez kalifa al- Hakama w 960 roku, a po rekonkwiście zatwierdzony w niezmienionej formie przez królów chrześcijańskich. Sędziowie- w tradycyjnych czarnych ubiorach- rozstrzygają spory i ustalają zasady użytkowania wody do nawadniania pól. Wybierani są spośród rolników korzystających z kanałów i od tysiąca lat od ich ustnych wyroków (nie prowadzi się żadnej pisemnej dokumentacji) nie ma odwołania." <przewodnik Hiszpania MasterCard, wyd. Pascal>
Częścią katedry jest również ośmioboczna dzwonnica (btw. symbol miasta:D) o wysokości 51 metrów (207 schodów). jest to tzw. "Michałek", a w oryginale- Micalet.
Jak już się zdecydujemy wydać te 10 euro, to co zobaczymy?? Otóż: płótna Goi, rzeźbę Alonsa Cano oraz największą atrakcję, którą przywiózł tutaj podobno sam Święty Wawrzyniec- Świętego Graala, czyli kielich z Ostatniej Wieczerzy (bilet kupuje się już w środku dlatego można do niego wejść. Płaci się za jego zwiedzanie, a nie zobaczenie- z daleka- wnętrza)
![]() |
| Zdjęcie po lewej- prezentuje część z portalem żelaznym- barokowym; u góry- widoczny jest symbol miasta- ośmioboczna wieża; na dole- jedna z ulic Walencji. Fot. źródło własne |
Kościół ten znajduje się przy Plaza de la Virgen, gdzie razem z M. podczas sesji przy fontannie z figurami gołych ludzi (nie wiem co autor miał na myśli...) pare młodą podczas sesji ślubnej! Z jednej strony miejsce to faktycznie jest wyjątkowe i sesja w takim miejscu to coś niesamowitego, ale z drugiej strony ilość ludzi jaka tam chodzi raczej nie pozwoliła na żadne zdjęcie bez turystów w tle :(
Dalej poszłyśmy już nad rzekę (Turia), dokładniej na Plaza de los Fueros, przy którym znajduje się Torres de Serrans- dwie wieże i brama z dawnych czasów. Jest to jedna z 12 bram strzegących dawnej Walencji. Bardzo dobrze zachowana. Wygląda jakby dopiero co ktoś ją wybudował! Można po niej chodzić. Czy wejście jest płatne- nie wiem (niestety brak czasu na sprawdzenie), ale myślę, że warto ponieważ z góry jest świetny widok na okolice rzeki, parki, ale również na centrum miasta.
![]() |
| Torres de Serrans. Fot. źródło własne |
![]() |
| Estacio del Norte. Fot. źródło własne |
![]() |
| Plaza de Toros. Fot. źródło własne |
| Ajuntamiento- ratusz. Fot. źródło własne |
| Ratusz c.d. Fot. źródło własne |
MEGA!!!
Futurystyczne centrum kulturalne zaprojektowane przez walenckich architektów: Calatravę i Candelę (chociaż często podawany jest tylko ten pierwszy). Usytuowany jest w ogrodach utworzonych w dawnym korycie Turii. Godny XXI wieku zespół architektoniczny składa się z pięciu części:
1. L'Umbracle- biała budowla ozdobiona metalowymi łukami. Posiada wewnątrz ogród z rodzimą florą. U góry znajduje się taras, z którego widać całe Miasto Stuki i Nauki. Wg głosów znajomych- budynek wyglądał jakby to była szczęka rekina.
2. Muzeum Nauki- posiada interaktywne ekspozycje dotyczące osiągnięć naukowych i nowoczesnych technologii. Hasło: "Zabrania się nie dotykać, nie myśleć, nie odczuwać".
3.Oceanarium- fauna mórz i oceanów wszystkich stref geograficznych. Posiada podwodną restaurację.
4.Palau de les Arts Reina Sofia- Koloseum XXI wieku. Cztery sale przeznaczone na spektakle muzyczne, teatralne i operowe.
5. L'Hemisferic- "oko mądrości". Całość otoczona wodą. Wyświetlane są tutaj filmy w systemie IMAX i laserium najnowszej generacji. Organizowane są prestiżowe wystawy czasowe i konferencje.
Punkt obowiązkowy podczas pobytu w Walencji!
![]() |
| Miasto Sztuki i nauki. Niestety dolne zdjęcia zrobione zza szyby :( Fot. źródło własne |
Salvador Calatrava (architekt Miasta Sztuki i Nauki) w najbliższym czasie będzie musiał stanąć przed sądem, ponieważ został oskarżony o brak praktyczności w swoich projektach. Chyba lotnisko w Bilbao i jakiś jeszcze duży projekt właśnie wytoczył mu proces. Władze Walencji również zachwycone nie są. W planach MSiN miało być jeszcze rozbudowane, jednak utrzymanie już aktualnej wielkości zaczyna ich przerastać.
Także Calatrava to architekt posiadający genialne pomysły, jednak nie do końca potrafiący umieścić projekt w odpowiednim klimacie (tak jak tutaj- budynek prawie cały ze szkła w momencie gdy Słońce świeci przez cały czas, a temperatuta wynosi 30+ przez większą część roku).
Zwiedzanie Walencji nie należało do zbyt udanych (ze względu na brak czasu). Najbardziej żałuję, że nie udało mi się zobaczyć Giełdy Jedwabiu oraz wejść do budynków Miasta Sztuki i Nauki. Uważam, że miasto jest niesamowite. Mimo, że nie jest zbyt duże jak chodzi o powierzchnię, to zdecydowanie jest tam co robić podczas tygodniowego, a nawet i 2- tygodniowego urlopu! :)
Peniscola
Urocze miasteczko turystyczne. Spodziewałam się, że będzie to mała wioska, a okazała się trochę większą wioską/ małym miasteczkiem.
Hmm... nazwa miejscowości dla polaków może się wydać... specyficzna, a najlepsze jest to, że podczas pobytu na zamku w Peniscoli była tablica tłumacząca skąd wzięła się taka nazwa i B. po przetłumaczeniu powiedziała, że właśnie kiedyś tam po hiszpańsku znaczyło to to samo co po Polsku teraz :D
Co ciekawego się działo?
- Wyprawa na zamek templariuszy <informacje z ulotki, którą się dostaje po wykupieniu biletu (3,5 euro) do zamku. Jest opcja otrzymać po hiszpańsku albo po angielsku>
"Zamek w Peniscoli zaczęli budować Templariusze, ukończył/li "Montesianos" w XIV wieku. Następnie zmodyfikowany przez Pope Luna". Warto wdrapać się tutaj na szczyt skąd można podziwiać panorame miasta oraz można zobaczyć tutaj sale mieszkalne, scene, były kościół, dawne meble, itd.
Organizowane są tutaj też wystawy (dodatkowo płatne)
- spacery po dwóch plażach
- jakaś impreza miasta + Nasz spontaniczny występ na scenie-> widok miny ludzi- bezcenny :D
- G. poparzyła meduza podczas wieczornej kąpieli w morzu
- urodziny Pana Myszki
- zakończenie urodzin na hotelowym dachu (bezpiecznym , ogrodzonym i przeznaczonym do chodzenia po nim)
Nasz hotel: http://www.hotelblasonjunior.com/
Bardzo fajny hotel- polecam :) Jedyne co mnie... może nie tyle denerwowało, co raczej krępowało to to, jak starszy Pan (chyba właściciel) przy śniadaniu chodził od stolika do stolika i częstował Nas świeżo wypieczonymi, ciastkami/ bułeczkami/ innymi ciastkami, i całą masą innych rzeczy. Po prostu było mi głupio. Ale widziałam że ten Pan się cieszy jak braliśmy i Nam smakowało i ciągle tylko brałam (mimo, że mój żołądek już miał spore problemy, żeby to zmieścić), uśmiechałam się i dziękowałam.
![]() |
| Peniscola. Fot. źródło własne |













