czwartek, 22 października 2015

Miesiąc - jest lepiej :)

Dziękuję wszystkim za wsparcie i dobre słowa! To było bardzo miłe :)

Tak jak przewidzieliście - jest już lepiej. Z Młodym już się fajnie dogaduje. Zna granice, sam wie kiedy przegnie i zna konsekwencje. Napady złości są teraz rzadsze i dużo krótsze. Wie że nic nie dadzą, więc czasem sobie popłacze, pokrzyczy i jest luzik. Przy następnej okazji użyje sposób Poli z liczeniem. Myślę, że może się sprawdzić! O wiele fajniej mi z nim jest jak jesteśmy sami. Przy rodzicach świruje i zachowuje się inaczej, a ja czuję się mniej pewnie, wiedząc że za ścianą ktoś mnie może obserwować i słyszy wszystko co mówię. Na szczęście Hostka rzadko kiedy pracuje w domu, więc jakoś to przeżyje. Często przychodzi, przytula się, mówi miłe rzeczy. Kochany jest i przestał mnie testować :)

Z Hostami cały czas ok. Niestety nie mogę powiedzieć, że są dla mnie jak prawdziwa rodzina. Są kochani i jak potrzebuję pomocy to zawsze pomogą, ale czuję że u nich pracuję. Mają wymagania i zasady. Jak je spełnię to jest ok, ale jak coś pomylę/ zapomnę/ przekręcę to mogę mieć problemy. Dlatego staram się jak mogę, aby wszystko robić dobrze. Nie mogę jeździć samochodem. Tylko jak pracuję to mogę po najbliższej okolicy. Jak zdam tutejsze prawko to mamy wrócić do rozmowy o używaniu samochodu w wolnym czasie. Myślałam, że uda mi się je zrobić wcześniej, ale mogę podejść do egzaminu dopiero po miesiącu mieszkania w Virginii, więc w następnym tygodniu trzymajcie kciuki!

Uczelnia - zapisałam się na NOVA Community College. Chciałam zacząć 21.10, ale nie ma nic fajnego. Uczelnia jest bardzo droga, więc wolę poczekać i od stycznia zacząć coś, co mnie będzie interesować i co przyda mi się w przyszłości. Najważniejsze, że zdałam egzaminy wstępne i mogę iść na co mam ochotę, co mnie bardzo cieszy! :)

Pierwsze wycieczki już za mną. Byłam kilka razy w Waszyngtonie, który uwieeelbiam! Jak na razie bardziej mi się podoba niż Nowy Jork, ale do niego na pewno wrócę w zimę (choinka i łyżwy na Rocefeller Center!) i jak już będzie cieplutko, więc ocenie jak spędzę w nim więcej niż kilka godzin. Plusem DC jest też to, że bardzo dużo rzeczy jest darmowych. W ostatnią niedziele można było za darmo zobaczyć ogród w Białym Domu. Teoretycznie po bilet trzeba było pojawić się wcześniej, ale ja poszłam od tak i akurat jeden bilet dał mi pewien przystojniak z obsługi. Moje szczęście! Także za cały dzień w DC przeważnie wydaję nie więcej niż 15$ (metro + obiad). W Columbus Day Washington Wizzards mieli "open practice", na który poszłam. Za darmo można było pooglądać jedną z najlepszych drużyn na świecie, w której szeregach jest Marcin Gortat! Na pewno wybiorę się tam jeszcze raz na ich mecz :)


Byłam też na Cox Farm z Host Rodziną. Miejsce typowo dla dzieci, ale mi też się podobało. Fajnie urządzone, a do tego sprzedają tam niesamowicie smaczny popkorn!

Soccer game - Cluster Meeting

Moja HF często jada na mieście. Tutaj mieliśmy swojego prywatnego kucharza, który do mojego dania ekstra dodał krewetki i cebulę, których nieznoszę! Ale żeby mu nie było przykro coś tam "pomerdałam" trochę zjadłam i powiedziałam, że nie jestem głodna. 



Orkiestra Obamy

Ogródek Obamy

Open prectice


Cox Farm
Taka Ameryka :D

Tyyyle dyń! 
W najbliższą sobotę jadę zagłosować do Ambasady, a później do Annapolis na mecz footballu amerykańskiego (cluster meeting)! W niedziele koleżanka planuje jechać do Parku Narodowego Shenandoah, ale nie wiadomo jeszcze czy pomysł wypali. A w następny weekend już Halloween! 

Żyję, mam się znacznie lepiej, w rematch póki co nie idę! 
A.






wtorek, 6 października 2015

Pierwsze dwa tygodnie - KATASTROFA!!!

Dzisiaj mijają równe dwa tygodnie od kiedy postawiłam stopę w tej cudownej, wymarzonej Ameryce. I co?? I nic.... Szału nie ma.... Zero fajerwerków, ekscytacji... 5 lat marzeń i planowania tego wyjazdu, a teraz siedzę i myślę, że lepiej mi było na Teneryfie i ze chętnie to tam właśnie bym wróciła. Albo do Polski (tak, do tej złej, okropnej Polski, z której wszyscy chcą uciec i której tak wiele osób nienawidzi). Ale od początku.

Wyjazd rozpoczął się szkoleniem, o którym pisałam w poprzednim poście. Zobaczyłam Nowy Jork i było super. W czwartek o 17 wsiadłam w pociąg do Waszyngtonu, w którym byłam o 22. Jechałyśmy dość sporą grupą osób, w tym we trzy Polki. Był to pierwszy moment kiedy na prawdę zaczęłam się denerwować. Jacy oni będą? Czy mnie polubią? Czy ja polubię ich? O czym na początku rozmawiać, żeby nie było niezręcznej ciszy? Jak się przywitać? A co jeśli kłamali i wcale nie są tacy jak pisali?

Waszyngton. Czas wysiadać. 
Idziemy my - zestresowane au-pairki. 
Czekają oni - zestresowane rodziny. Czasem całe, a czasem z powodu późnej pory, tylko przedstawiciel. 
Na mnie czekała cała rodzina. Przytulas z Hostką, przytulas z Hostem, piątka z Młodym, który dał mi rysunek  na przywitanie i poszliśmy do samochodu. W między czasie cały czas gadałam (w końcu tyle tematów zapisałam sobie w głowie podczas podróży) co chyba nawet dla nich było dziwne. Pojechaliśmy trochę dłuższą drogą, żeby pokazać mi DC nocą. Piękne, a do tego takie puste miasto... prawie zerowy ruch był tej nocy. 


Dojechaliśmy do domu. Mojego Nowego Domu. Pokazali mi mój pokój, Hostka dała mi parę kosmetyków, prysznic i spać, bo następnego dnia musiałam wstać o 7 (bo po co wyspać się po szkoleniu i przestawić na nowy czas)! Rano Hostka pokazywała mi codzienny poranny rytuał i zawieźliśmy go do szkoły. Później Hostka pracowała a ja od 9:30 do 15:30 miałam wolne. Pojechałyśmy po Młodego i do około 19 bawiłam się z nim. Hości zamówili pizze, obejrzeliśmy film i tyle. W między czasie pokazali mi wszystko. Osługę każdego urządzenia w domu, zasady, co gdzie jak robić, w jaki sposób co podawać.... Po filmie poszłam do pokoju, gdzie ryczałam w poduche i pytałam sama siebie, po co mi to było. Nie pamiętałam nic co mi mówili. Jak co działa, jakie śniadania mam robić Młodemu, gdzie co jest w domu.... Byłam przerażona.

Na dobitkę w sobotę pojechałam z Hostką otworzyć konto w banku (co by więcej do zapamiętania było) i na zakupy spożywcze (jakoś głupio było mi cokolwiek włożyć do koszyka). Wróciliśmy do domu, pobawiłam się z Młodym i pojechaliśmy na obiad do restauracji, a później do kina. Jak wróciłam do pokoju leżałam w łóżku i ryczałam. Nie wiedziałam co zrobić żeby wrócić...

W niedziele w sumie nic się nie działo. Poszłam na długi spacer po okolicy, a później Hostka wzięła mnie na parking, żebym spróbowała poprowadzić "ciężarówkę", bo nigdy wcześniej nie jeździłam automatem. Oczywiście poszło mi tragicznie i stwierdziła, że może lepiej na razie pojeżdżę mniejszym samochodem. Tak więc wróciliśmy i pojechałam z Hostem do centrum handlowego, po czym jak mieliśmy wracać to dał mi kluczyki i powiedział, że ja wracam. Zrobił to z poważną miną, więc raczej nie miałam co dyskutować i mówić że nie czuję się pewnie. Powiedział mi co gdzie jest i wróciłam do domu. Uznał że spoko jeżdżę i że na najbliższy tydzień zamienimy się samochodami. On weźmie większy, a ja będę jeździć mniejszym, bo widocznie czuję się w nim wygodniej. Wiedziałam, że następnego dnia mam już normalnie pracować, jeździć samochodem, itd. W nocy znowu ryczałam w poduche i zastanawiałam się co następnego dnia rozwalę, bo przecież nie pamiętam nic z rzeczy które mi co chwila ktoś mówił. Miałam tylko nadzieje, ze nie będzie to samochód, a coś mniej wartościowego.

Poniedziałek - piątek -> normalna praca, wg podanego rozkładu. Chyba środa była pierwszym dniem, kiedy nie uroniłam ani jednej łzy. Sukces!
Sobota -> świętowaliśmy urodziny Młodego, ale z rana Hostka wzięła mnie do polskiego sklepu, który jest ok. 20 minut ode mnie, bo stwierdziła, że tak mało jem bo mi ich jedzenie nie smakuje i mam sobie coś kupić! 
Tort urodzinowy Młodego!

Niedziela -> dwóch kolegów Młodego miało urodziny, więc pojechałam na impreze. Nie miałam tam pracować, a poznać się z inną Polką, która jest au pair właśnie tych dwóch solenizantów.

Poniedziałek, 05.10 -> Dzień byłby całkiem sympatyczny, gdyby nie: 
- niespodzianka z rana, że mam jeździć już dużym samochodem, bo Host chce swój z powrotem; 
- atak Młodego, który jak pojechałam odebrać go ze szkoły to zaczął mnie bić, bo chciał iść na plac zabaw, a nie mógł, bo miał inne obowiązki. Musiałam zatrzymać samochód i poczekać aż się uspokoi, bo odpiął pasy i w ogóle chciał z samochodu wychodzić. 10 minut później w domu przytulał się i mówił że mnie kocha i w ogóle było znowu spoko. Czasem ma takie napady. Ktoś ma jakieś rady co z tym można zrobić?
Zrobiłam na obiad (nie musiałam, tylko chciałam) gołąbki w sosie pomidorowym z ziemniaczkami. Smakowało im :)

Kontakt z Host Rodziną

Hości są super! Chociaż kilka rzeczy nie zgadza się z tym co ustaliliśmy (np. to że przez 10 dni miała być poprzednia aupairka jak przyjadę, a wyjechała tydzień przed moim przyjazdem. Więc nie było wprowadzenia, tylko od razu rzut na głęboką wodę). Ale generalnie są cudowni. Martwią się o mnie, dają dobre warunki, nazywają mnie członkiem rodziny, mają do mnie szacunek, którego tez oczekują od Młodego. Jak tylko powie coś lekko obraźliwego do mnie to bardzo za to obrywa - kara na iPad, najgorsza z możliwych. Także Hostom raczej nie mam nic do zarzucenia. Jak potrzebuje pomocy to zawsze pomagają i doradzają. Często pytają się jak coś wygląda w Polsce, jak powiedzieć coś po polsku. Interesują się moją kulturą, tak jak ja ich, co jest bardzo miłe :)

Host dziecko

na szkoleniu nasłuchałam się, że z tylko jednym dzieckiem to to będą wakacje a nie praca. Nie zgadzam się z tym! Jest sam, więc ciągle muszę z nim być. Nie ma że pobawi się z kimś innym, z bratem, z siostrą... Ale to jest spoko. W końcu to jest moja praca. Nie wiem tylko co mam zrobić z jego napadami... Czasem mogą być dosyć niebezpieczne nie tylko dla mnie, ale też dla niego.

Podróże

Nic nie widziałam, nigdzie nie byłam, bo cały zeszły tydzień lało, wiało i było ziiiimno (huragan). W ten tydzień będę mieć dużo pracy, ale w piątek wieczorem i w sobotę rano planuję zwiedzić Stare Miasto i port, a w niedziele chcę jechać do DC. Mam nadzieję, że wszystko wypali :) 


Było źle. Byłam sama. Chciałam wracać... Ale już jest lepiej. Za niedługo pójdę na uczelnię, poznam ludzi, będę planować wycieczki i czas zacznie lecieć szybko. Dam radę. Muszę!


A.