sobota, 18 października 2014

Animacyjny pamiętnik cz.2

Część druga animacyjnego pamiętnika- sezon
27.czerwca przywitał Nas rozmowami z managerami i poszukiwaniem naszych zaginionych przesyłek. Dlatego też nie miałyśmy za bardzo materiałów z którymi mogłyśmy pracować, no ale w końcu w pracy animatora chodzi o to aby być kreatywnym, więc powiedzmy, że jakoś sobie poradziłyśmy. Wieczorem natomiast przyszedł czas na imprezę urodzinową w strefie VIP na statku. Wow! Super impreza, niesamowity klub (podczas imprezy statek pływał, dzięki czemu dodatkową atrakcją było podziwianie Bodrum nocą z morza!), darmowe drinki i pokazy profesjonalnych tańców ze skąpo ubranymi paniami oraz półnagimi panami. Przy okazji poznawałyśmy się z teamem :)
Występ taneczny. Fot. źródło własne
Bodrum widziane z morza nocą. 
Fot. źródło własne
W sobotę tydzień później (05.lipca) Joseph, jeden z animatorów również miał urodziny i znowu padło na imprezę na statku „Dimond”. Tym razem my również złożyłyśmy się na prezent (po 15 lir) i musiałyśmy zapłacić za napoje i przekąski (orzeszki, itp.) po 10 lir. Wręczenie prezentu odbyło się na scenie po show. Impreza niestety nie odbywała się w strefie VIP, tylko w normalnej (bo tak wolał Joseph).  Nie było tak fajnie jak ostatnio, cały czas trze było stać, nie było wygodnych kanap, ale i tak było spoko J Imprezę mi trochę popsuła pewna turystka z Rosji… ale poza tym super się bawiłam :D Wytańczyłam (salsa z J. <3), wyskakałam, ‘wypoczęłam’ :) 

Po imprezowej sobocie miałyśmy w końcu pierwszy dzień wolny (dopiero 06.07)! Jak już się wyspałyśmy, poszłyśmy popływać w basenie hotelowym (w którym w sumie nie wiedziałyśmy czy możemy czy nie możemy się kąpać w naszym dniu wolnym, więc się pozakrywałyśmy, żeby nikt nas nie poznał). Następnie lunch i wycieczka do miasta na spacer w poszukiwaniu apteki (w niedziele apteki są zamknięte! Jest tylko jedna lub dwie otwarte i trzeba szukać która akurat w tą niedziele pełni dyżur)  i mały shopping, bo okazało się że dużo ciuchów w konkretnych kolorach powinnyśmy mieć, a nie miałyśmy. Tak więc najpierw centrum, gdzie kupiłyśmy pare rzeczy, opłaciłam turecki telefon i zjadłyśmy lody na których nas koleś oszukał :/ później centrum handlowe (Midtown) gdzie spotkałyśmy w sklepie „Koton” prawie cały team!
Fot. źródło własne
Jeszcze białe nogi :D 
Fot. źródło własne
Następny wolny dzień (13.07) spędziłyśmy na dłuższym spaniu, opalaniu na plaży w Gumbet (zdecydowanie przereklamowana. Brudna i nie ma pryszniców), spacerowaniu po centrum i zakupach (na których kupiłam aż jedną bluzkę).

Na szczęście na kolejny day off nie musiałyśmy długo czekać, bo był już w środę- 16.07 (odpracowany zaraz po przyjeździe). Dzień który zapowiadał się bardzo nudno (wizyta w banku w celu założenia konta) okazał się być super! Przyjechało nam pomóc dwóch „opiekunów” z firmy w której pracowałyśmy. Niestety ciężko było cokolwiek załatwić nawet rodowitym Turkom. Jeździliśmy od banku do banku oraz do urzędu w celu zmiany zameldowania mnie w Turcji :/ Okazało się to jednak zbędne i w końcu jednej Pani z 'ISbanku' udało się utworzyć mi konto. Później koledzy z firmy obwieźli Nas po prawie całym Bodrum! W końcu zobaczyłyśmy słynne mauzoleum (szału nie ma. Koszt 10TL), ruiny antycznej bramy (IV w. p.n.e.), zjadłyśmy pysznego lahmancuna, itd. Kaśka podrywała kierowcę (który później się w niej na maksa zakochał :D ), a ja musiałam jakoś pozbyć się jego kolegi, który chyba z poczucia obowiązku widząc jak tamta dwójka ze sobą flirtuje, zaczął ‘świecić oczami’ do mnie. Ale od razu sprowadziłam go na ziemie i w miarę szybko odpuścił.

19.07- Pamukkale!- „Bawełniany zamek”. Zdecydowanie inne niż na wszechobecnych fotografiach. Wapienie, które niegdyś były śnieżnobiałe, teraz są brudnobiałe, żółte, a nawet brązowe- co oznacza ogromny niszczący wpływ turystyki na ten cud natury. Szału na mnie nie zrobiło, ale na pewno warto zobaczyć, szczególnie, że niedługo je zamkną na minimum paręnaście lat.
Przy Pamukkale znajdują się również ruiny starożytnego (II w. p.n.e.) miasta Hierapolis, które położone jest nieco wyżej, na zboczu góry Cökelez. Warto przejść do końca Hierapolis, gdyż na końcu znajduje się Nekropola- wg mnie najciekwsze miejsce w całym Hierapolis.
Pierwszy widok na Pamukkale
Fot. źródło własne
Brama wejściowa- masówka! Większość tych ludzi i tak nie rozumie gdzie wchodzi :( 
Fot. źródło własne
Welcome to the world heritage Pamukkale. 
Fot. źródło własne
Przebieralnia. Można było (dodatkowo płatne) skorzystać z kąpieli w odmładzającym o 10 lat basenie Afrodyty, pójść do fish doctora, itp. 
Fot. źródło własne
Basen Afrodyty- zbiornik z wodą termalną w którym kilkunastominutowa kąpiel sprawi, że będzie się młodszym o 10 lat i wyleczą się choroby skóry. Tiaa... "niestety" nie skorzystałam- nie będę młodsza o 10 lat, ale może chociaż na tych ludzi jakoś placebo zadziała. 
Fot. źródło własne
Fot. źródło własne
W tym miejscu można sobie nakręcić film z różnych miejsc w Turcji, lecąc nad nimi na dywanie. Moje wujostwo coś takiego nagrało, więc ja już sobie podarowałam. Wygląda specyficznie, ale w sumie fajna pamiątka z tego może być :) 
Fot. źródło własne
Fot. źródło własne
Fot. źródło własne
Fot. źródło własne
Fot. źródło własne
Im dalej tym mniej ludzi. UWAGA! Wchodzi się po wapieniach na boso, a w miejscach gdzie jest woda często jest dość ślisko. 
Fot. źródło własne
Hierapolis. 
Fot. źródło własne
Fot. źródło własne
Fot. źródło własne
Jeden z grobów. 
Fot. źródło własne
26.07- Urodziny Fundy- animatorki z tureckiego teamu. Pojechaliśmy do centrum Bodrum pochodzić po klubach i na koniec do kina 3D. Ten wieczór był bardzo głupi i bezużyteczny. Lataliśmy po mieście, a team się podzielił, bo ktoś tam komuś nie powiedział gdzie będziemy i ktoś czekał….. Chyba w ten wieczór było epicentrum nienawiści  Francuzów i Turków. Później już nikt z nich nie udawał że się nie lubią. My nie obrałyśmy żadnej ze stron i pozostałyśmy neutralne po środku.

27.07- Day off, w którym nie robiłam nic, bo czekałam na wypłate...

03.08- wybrałyśmy się na KOS (statek- 19 euro). Cieszyłyśmy się jak głupie, kiedy chociaż na jeden dzień mogłyśmy odwiedzić Europe! Mimo, iż było Bodrum i Kos jest bardzo blisko siebie, to różnica w klimacie jest spora. Ludzie, jedzenie, zachowania... wszystko inne. Zobaczyłyśmy najważniejsze zabytki w mieście, zjadłyśmy obiad, kelner dał nam po darmowym kolorowym drinku i już trzeba było wracać :( Polecam restauracje "Akteon" (https://www.facebook.com/pages/Akteon/662763297084791)- znajduje się dość blisko portu. Zdjęcia z Kos będą w następnym poście

10.08- boat trip.+ hamman. Boat trip super! Za 25 lir z lunchem w cenie (nie był jakiś wypasiony, ale przynajmniej było tanio).Wizytę w hammamie dostałyśmy gratis, ale już na miejscu okazało się że koleś „radzi” nam wykupić masaż, bo to tylko jest podstawowe. Kupiłyśmy Aroma masaż za 50 lir. Miało byś 30 minut, było 20. Miało być przyjemnie, a było bardzo boleśnie. Miało być profesjonalnie, a było beznadziejnie. Chyba był to pierwszy masaż w wykonaniu tego Pana dlatego wszystkim odradzam ten Hammam w Gumbet (nazwy nie pamiętam, więc lepiej po prostu do innej dzielnicy pojechać do hammamu)
Fot. źródło własne
Fot. źródło własne
Fot. źródło własne
Absolutnie nie śmieszą mnie ich stroje kąpielowe, ale jak zobaczyłam dorosłe kobiety z tymi dmuchanymi zabawkami i
ich sposób "pływania" w nich... no nie mogłam się powstrzymać, żeby zdjęcia nie zrobić :D
F
ot. źródło własne
Fot. źródło własne
17.08- poszłyśmy na zamek Św. Piotra w Bodrum!  Później zakupy (prezenty i ciuch na sobotę, bo… wtedy były urodziny Aude= duża impreza! :D)
Wstęp- 25 lir. Brak zniżek studenckich :(
F
ot. źródło własne
Fot. źródło własne
Fot. źródło własne
Fot. źródło własne
Fot. źródło własne
Fot. źródło własne
Fot. źródło własne
Fot. źródło własne
Fot. źródło własne
Fot. źródło własne
Nie, to nie jest meczet. W środku znajduje się powyższa rekonstrukcja łodzi.
F
ot. źródło własne
Fot. źródło własne
Toaleta.
F
ot. źródło własne
Fot. źródło własne
Lochy!
F
ot. źródło własne
23.08- Impreza urodzinowa animatorki z Francji- Aude. Było bardzo fajnie mimo, że jeden turecki turysta o mało co mnie nie pobił, ale... czego się nie robi dla obrony zespołu. Z tureckiego teamu była szefowa z chłopakiem, ale dość szybko sobie poszli. Może właśnie przez to, że nikt się nikogo nie czepiał impreza się udała :) 

24.08- Day off w którym znowu nie robiłyśmy nic. Z imprezy wróciłyśmy koło 6 (nie wiadomo kiedy zleciało!), więc połowę dnia spałyśmy, a potem pojechałyśmy do Centrum Bodrum na spacer i zakupy. 
Bodrum. 
Fot. źródło własne
Bodrum Centrum. Główna uliczka sklepowa. 
Fot. źródło własne
Fot. źródło własne
29.08. była impreza pożegnalna animatorek (dwóch) z Holandii. W sumie gdyby nie to, że dzieliłyśmy to samo pomieszczenie w pracy to pewnie bardzo słaby kontakt byśmy miały. Na początku się nie lubiłyśmy, ale później lubiłyśmy wspólnie siedzieć po pracy i oglądać spadające gwiazdy (których w Bodrum widziałam bardzo dużo!). Impreza bardzo krótka, bo dziewczyny musiały następnego dnia wcześnie wstać na samolot.Ale było miło, był tort, świeczki i duuużo śmiechu! 
Tort ze świeczkami!
F
ot. źródło własne
Od 31.08 do 04.09 miałyśmy wolne! Planu konkretnego brak. Sprzątałyśmy po pracy wszystko, zamykałyśmy w kartony, itp. Przeważnie: 10- pobudka, ogarnianie i próba dopakowania walizek; 12- śniadanio- lunch; 13-16- basen, opalanie; 16- jakaś przekąska w tureckiej restauracji; 17-18:30- siłownia+ basen (niby) sportowy; 18:30-19:30- kąpiel, itp.; od 19:30- kolacja (obiad), czasem wyjście na zakupy, czasem spędzenie czasu ze znajomymi gdzieś w hotelu lub w pokojach... Gdzieś w między czasie się pakowałyśmy, a i tak jak zwykle wszystko na ostatnią chwilę wrzucałam do walizki. 

04.09. wieczorem wsiadłam do samolotu powrotnego do Polski. Jako jeden z nielicznych razów, chciałam już wracać. Nie czułam się tam tak jak chciałam. W domu byłam dopiero dnia następnego. 

A.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz