środa, 10 czerwca 2015

Visa approved!

W poniedziałek (08.06) otrzymałam paszport z wizą. Było trochę zamieszania, ale na szczęście w końcu do mnie dotarł. Ale.. wszystko po kolei.

26.05 napisałam ostatniego posta i chwilę po udostępnieniu go dostałam telefon z APiA, że moje dokumenty są w Warszawie i jutro wyślą. Udało mi się otrzymać parę informacji zanim kurier z papierami do mnie dojechał i już we wtorek wypełniłam prawie wszystko. Prawie, bo miałam problem z jednym punktem, a że było już po godzinach pracy to zadzwoniłam dopiero w środę o 10. Dokończyłam wszystko i zapłaciłam. Czytałam na forum, że dziewczyny czekały kilka dni na zaksięgowanie przelewu. Ja miałam już po paru godzinach :) 

Nie wiedziałam co wpisać tutaj:
Na szczęście pomoc innych au pair (nie tylko przy tym, ale i wcześniej) okazała się jak zawsze niezawodna (dzięki Anka i Ewelina!). Numer ten sam się uzupełni, jak wpłata zostanie zaksięgowana przez ambasadę. Wtedy można przejść dalej i pojawia się kalendarz z wolnymi terminami. Mi udało się zapisać jeszcze na 1.06 na 9:30. Wzięłam ostatnie wolne miejsce tego dnia. Zapłaciłam 592zł., także nie najgorzej.

01.06. rano wsiadłam w pociąg do Warszawy. Miałam być po 8:30, ale TLK popsuł się i wysiadłam z pociągu na Dworcu Centralnym o... 9:32! Pobiegałam po Warszawie w koszuli i o 9:45 byłam pod ambasadą. Była już mała kolejka, ale to były osoby na 10:00. Spytałam ochroniarza co mam zrobić jak się spóźniłam. Kazał mi normalnie czekać ze wszystkimi, także nie stresujcie się jak się spóźnicie! Mną się w ogóle nikt nie przejął. Po około 5 minutach weszłam do budynku. Nie można wnieść do ambasady płynów i elektroniki. Płyny trzeba wywalić gdzieś przed budynkiem, a elektronikę wrzuca się do koszyczka. Przeszłam przez bramkę, a torba przejechała przez taśmę i... oczywiście musiało zacząć pikać:
- Ma Pani jakąś elektronikę w torbie?
- Nie. Miałam tylko telefon, ale już oddałam.
- Jest Pani pewna że nie ma żadnej elektroniki?
- Tak, jestem pewna! Nie mam nic!
- Proszę wyjąć tą latarkę co ma pani przy kluczach.

Zapomniałam o niej! Zaczęłam go przepraszać, ale był spoko i się ze mnie śmiał tylko... Oddałam całe klucze w depozyt bo miałam przy nich też elektroniczny klucz do drzwi i wolałam już nie mieć więcej problemów.

Poszłam dalej. Młody chłopak sprawdził czy mam DS-2019, SEVIS, wniosek wizowy i paszport. Następnie czekałam w kolejce, żeby Pani po raz kolejny sprawdziła te dokumenty, dała pieczątkę i numerek. Później z tym numerkiem poszłam posiedzieć i poczekać na pobranie odcisków, a później siedziałam kawałek dalej czekając już (dłużej) na rozmowę z konsulem. Czekając tam usiadłam w pierwszym rzędzie i słyszałam wszystkie rozmowy przeprowadzane przez jedną z Pań konsul. Była to Pani, która chyba lubiła rozmawiać po polsku, bo ze wszystkimi w tym języku przeprowadzała wywiady. Nawet jedna au pair się trafiła i całą rozmowę miała po polsku. Ja trafiłam do młodej dziewczyny, która po polsku nie powiedziała nic poza "dzień dobry" z uroczym amerykańskim akcentem. 

Pytania jakie mi zadała:
- W jakim celu jadę?
- Jak się nazywa rodzina?
- Ile dzieci i coś o nich powiedzieć.
- W jaki sposób z nimi rozmawiałam i czy mamy ciągle kontakt?
- Czy mam doświadczenie w pracy z dziećmi?
- Co robiłam do tej pory? Czym się zajmowałam?
- Dlaczego chcę wyjechać?
- Co chcę robić jak wrócę?
- Czy dostałam broszurę na temat moich praw w US? Czy ją przeczytałam i czy wszystko jest dla mnie jasne? (nie pytała o nic więcej z niej)
- Pogadałyśmy też o miejscowości gdzie jadę, bo okazało się że Pani konsul pochodzi z Alexandrii :)

Dokumenty jakie musiałam pokazać (mimo całej teczki papierów):
- paszport
- DS-2019
- SEVIS
- wniosek wizowy

Siedziałam w ambasadzie prawie dwie godziny! Ale to była taka zła godzina... Jak skończyłam rozmowę, to może z 15 osób tylko jeszcze czekało. Także chyba najlepiej na późniejsze godziny się umawiać. Albo na te najwcześniejsze. 

Chciałam skorzystać z pobytu w Warszawie i trochę pozwiedzać. Trochę połaziłam po okolicy, ale dzieciaków było tyle (w końcu to był Dzień Dziecka), że wróciłam wcześniejszym pociągiem niż zakładałam.

Zamieszanie z kurierem!
2 dni po rozmowie (w środę) dostałam smsa, że w piątek (w czwartek było Boże Ciało) dostane paszport, a kurier wcześniej się skontaktuje. W piątek rano dostałam potwierdzenie że paszport otrzymam. Czekałam do 18 - nikt się nie odezwał. Sprawdziłam stan przesyłki przez Internet, gdzie było napisane, że 2 godziny temu kurier ją zabrał do doręczenia. Zadzwoniłam żeby się upewnić. Okazało się, że kurier już nie pracuje i że dostarczą mi paszport w poniedziałek, bo za daleko mieszkam i się nie wyrobił. Popsuło mi to wszystkie plany! Pani miała załatwić, że w poniedziałek z samego rana otrzymam przesyłkę, ale coś nie ogarnęła, bo jak w poniedziałek zadzwoniłam z przypomnieniem to powiedzieli mi że mieszkam daleko i najwcześniej 12-14:30 mogli by być. Nakrzyczałam na nich że tak się nie robi, bo widzą, że to ważny dokument, a nawet nie zadzwonią z przeprosinami, że zmienią datę dostawy tylko się człowiek musi sam dowiadywać. Udali zaskoczonych i przeprosili.

- Całe załatwienie wizy zajęło mi 14 dni (od momentu rozpoczęcia wypełniania wniosku do otrzymania paszportu), 
- Równo 7 dni po rozmowie kurier przywiózł mi z powrotem mój paszport 
- Od dnia zmatchowania do otrzymania paszportu minęło 23 dni.

AMERYKO NADCHODZĘ!!!!! :)




11 komentarzy:

  1. Gratulacje! :D czy ta młoda pani konsul była może blondynką? Bo wydaje mi się, że ja też z nią rozmawiałam. :) miałam praktycznie takie same pytania, ale pewnie to standard. :) ja czekam nadal na paszport. Też się spóźnilam.. Byłam taka przerażona, że już mnie nie wpuszczą, ale najwidoczniej oni się tym wgl nie przejmują. :)
    Gratuluję jeszcze raz! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak dla mnie była trochę ruda, ale możliwe że miałyśmy tą samą :D No to również gratuluję! Teraz tylko zapłacić, czekać na bilet i fruuu :D

      Usuń