wtorek, 1 grudnia 2015

Thanksgiving

Trochę mnie nie było, ale już jestem i obiecuję nadrobić zaległości. Wyjaśnię również dlaczego przez jakiś czas nic nie pisałam. Miałam małe problemy, ale już jest wszystko dobrze :)

Thanksgiving, czyli Święto Dziękczynienia jest świętem obchodzonym w USA (w czwarty czwartek listopada) oraz w Kanadzie (drugi poniedziałek października) na pamiątkę przybycia brytyjskich pielgrzymów (ang. pilgrim) do miejscowości Plymouth w stanie Massachusetts w 1621 roku. Miejscowa ludność pomogła im przetrwać, a Ci aby im się odwdzięczyć przygotowali dziękczynną kolację. 
The First Thanksgiving

Miałam szczęście i udało mi się spędzić to wyjątkowe dla Amerykanów święto  w prawdziwej amerykańskiej rodzinie. Dokładniej, spędziłam je u mojej LCC (najlepszej na świecie!), do której zjechało się ponad 20 osób.  Przygotowania zaczęły się kilka dni wcześniej, kiedy to moja LCC ze swoją mamą całymi dniami przygotowywały potrawy: przekąski, desery, kilka dań... no i oczywiście indyka! Stoły się uginały, a zamknięcie lodówek było nie lada wyzwaniem! 

Goście zjeżdżali się mniej więcej 14:30-16 (chociaż jeden syn LCC trochę zaspał i dojechał dopiero koło 18!). W tym czasie wszyscy się poznawali, jedli przekąski lub szykowali stół na obiad, a dzieci robiły czapki pielgrzymów i wręczały każdemu (mimo, że nikt jej później nie zakładał). LCC przedstawiała mnie jako swoją przyjaciółkę, a gdy podczas rodzinnej fotografii zaoferowałam się, że mogę zrobić zdjęcie usłyszałam, że absolutnie nie ma takiej opcji, bo teraz jestem częścią tej rodziny!
Przekąski

O 16 usiedliśmy do obiadu, który rozpoczął się podziękowaniem. LCC jako przedstawiciel rodziny dziękowała ze rzeczy, które spotkały ich w ostatnim roku. Podziękowała również za to, że w ten szczególny dla nich dzień jestem z nimi. Miło! Obiad to indyk przygotowany na dwa sposoby oraz masa towarzyszących mu dodatków, takich jak: puree ziemniaczane, sos, cranberry sauce, green bean casserole (nie polecam...okropne!) oraz wiele innych. 
Gotowi na obiad!
Po obiedzie był czas na odpoczynek i oglądanie footballu amerykańskiego (niestety nie mogliśmy pograć, bo było za zimno, więc oglądanie musiało wystarczyć). Ciągle nie czaje zasad, ale udawałam, że mniej więcej wiem o co chodzi :D Dzieci kleiły domek z piernika (miały zrobić 2 i miały być zawody w jego jedzeniu, ale ostatecznie zbudowanie jednego domku okazało się wystarczająco trudnym zadaniem), po czym przyszedł czas na ostatni posiłek - deser! Pumpkin pie, apple pie, masa ciasteczek... uwielbiam słodkie rzeczy, ale nie dałam rady wszystkiego spróbować! Później graliśmy w grę, które według mnie jest połączeniem Tabu i Gorącego ziemniaka. Świetna zabawa i dużo śmiechu do około 23, kiedy to powoli wszyscy zaczęli wracać do domów lub iść spać.
Piernikowy domek maksymalnie obklejony słodyczami
Deser!!!! :)
Piątek po Thanksgiving to Black Friday, czyli podobno dzień największych wyprzedaży. Usłyszałam dużo opinii, że wcale nie ma tak dużo promocji... Są na jakieś określone rzeczy i bierzesz to co jest, a nie koniecznie to co bardzo chciało się kupić. Słyszałam, że lepiej kupować po Bożym Narodzeniu - są większe promocje i na wszystko. Ja się nawet nigdzie w ten dzień nie ruszyłam, natomiast dziewczyny pisały mi, że ciężko było znaleźć miejsce na parkingu i wcale nie kupiły tak dużo. Były to zakupy bardziej na zasadzie "kosztowało tylko 15$ to wzięłam. Może się kiedyś przyda". Ja czekam na styczeń, żeby kupić cieplutką bluzę, iPada i być może lustrzankę Nikon. Nic więcej mi nie potrzebne :) 

Mam nadzieję, że Wy również spędziliście fajnie Święto Dziękczynienia i być może kupiliście coś ciekawego podczas Black Friday. Jak nie ma Was w Stanach, a planujecie wyjechać, to... szykujcie brzuchy! I nie jedźcie za dużo na obiad, bo to deser jest najlepszy ;)

A.


4 komentarze:

  1. Wow, świetną masz LCC! ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tyle się nasłuchałam i naczytałam o LCC, które mają au pairki gdzieś, ale moja jest niesamowita :) Każdemu takiej życzę, a pobyt w Stanach będzie dużo fajniejszy :)

      Usuń
  2. Twoja LCC to super babeczka! Miło że zabrała Cię do jej domu, fajnie z jej strony :) Powodzenia

    OdpowiedzUsuń
  3. glodna sie zrobilam na widok zdjec z zarciem ! :)

    OdpowiedzUsuń