Tak jak wspomniałam w poprzednim poście - prawie 2 miesiące temu byłam w rematchu.
Gdy 21 września wsiadałam na pokład samolotu lecącego z Warszawy do Nowego Jorku byłam przekonana, że czeka mnie niesamowity rok z rodzina, którą znalazłam aż 5 miesięcy wcześniej i która wydawała mi się być bardziej niż idealna! Fajni Hości, kochany dzieciak, którego "pokochałam" od pierwszej rozmowy na Skypie, samochód do dyspozycji, mieszkanie w uroczym miasteczku, pokój z własną łazienką i salonem... Byłam przekonana, że jestem największą szczęściarą ze wszystkich au pair i mimo że nie jadę do mojej wymarzonej Kaliforni, to jadę do najlepszej rodziny w całych Stanach.
Nie wiedziałam wtedy jeszcze jak bardzo się myliłam....
Lokalizacja, warunki, kontakt z Młodym - wszystko było super! Niestety ostatecznie nie mogłam używać samochodu w wolnym czasie. Na początku mówili, że będę mogła brać auto dopiero jak zrobię prawo jazdy amerykańskie. Zrobiłam je najszybciej jak się dało, czyli po miesiącu i 2 tygodniach. Prawo w Virginii pozwala zapisać się na egzamin dopiero po miesiącu mieszkania w tym stanie. Do teorii mogłam przystąpić od razu, natomiast na egzamin praktyczny musiałam czekać 2 tygodnie. Zgodnie z ich prośbą zrobiłam prawo jazdy, jednak wtedy zawsze mówili, że potrzebują oba samochody i żebym wzięła uber. I nie - nie chodziło o to że nie potrafie jeździć samochodem. Jeździłam z Młodym, ale nie mogłam po pracy. Więc skoro dawali mi auto, żebym woziła Młodego to raczej uznali, że jestem bezpiecznym kierowcą.
Kolejna rzecz która nie grała, to totalnie różne charaktery z Hostką. Chodziłam zestresowana starając się zrobić wszystko idealnie, a i tak miałam wrażenie że prawie nigdy mi się to nie udawało.
Ciężko mi było podjąć decyzje o rematchu. Nie miałam złej rodziny i bałam się że trafie gorzej. Tyle słyszałam/czytałam o dziewczynach/chłopakach które/którzy mają wydzielane jedzenie, pokój z robalami, dzieciaki bez respektu do au pair, itd. Mimo wszystko postanowiłam zaryzykować i poprosiłam o rematch, który okazał się nie być wcale taki zły jak się spodziewałam.
Miałam opłacone zajęcia w collegu (dużo wyłożyłam z własnej kieszeni), więc zależało mi żeby zostać w bliskiej okolicy i powiedziałam o tym LCC. Byłam przekonana, że znalezienie fajnej rodziny w określonym obszarze jest niemożliwe, a jednak się udało! 2 dni po zgłoszeniu rematchu poszłam na obiad z jedną z potencjalnych rodzin. Super było to, że mogliśmy poznać się osobiście! Po obiedzie powiedzieli, że bardzo by chcieli żebym została częścią ich rodziny. Z wielką przyjemnością się zgodziłam i tak oto mój rematch się zakończył. W sumie przez 2 dni rematchu moja LCC zaproponowała mi 4 rodziny, więc jest to całkiem fajny wynik! U nowej rodziny jestem prawie 2 miesiące. Z Hostką oglądam seriale, Host piecze nam babeczki, dużo rozmawiamy i śmiejemy się razem, jest luźna atmosfera, z dzieciakami super mi się pracuje, a samochód mam dla siebie - mogę brać kiedy chce i jechać gdziekolwiek chce. Także nie ma co się bać! To ma być Wasz rok! Macie się dobrze czuć i spełniać marzenia!
Co do byłej Host Rodziny... Ciężko mi było zostawić Młodego, bo zżyłam się z nim bardzo. Hostka na koniec rozmawiała ze mną poprzez moją LCC, co było dziwne i tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że podjęłam dobrą decyzje idąc w rematch. Mimo wszystko życzę im jak najlepiej i mam nadzieję, że znajdą idealną dla siebie au pair. Po prostu nie byli idealni dla mnie, a ja dla nich.
Rada: Żyjcie dobrze z LCC, bo ona może zdziałać cuda podczas Waszego rematchu!
JAK WYGLĄDA REMATCH?
Zgłaszasz go rodzinie i LCC (lub rodzina zgłasza go Tobie i LCC). Od czasu gdy LCC poinformuje agencje i otworzą Ci ponownie konto, masz 2 tygodnie na znalezienie nowej rodziny i przeprowadzenie się do niej. LCC robi rozliczenie między Tobą i Rodziną Goszczącą. W moim przypadku musiałam oddać mojej Rodzinie ok.100$, ponieważ oni zapłacili 500$ za moją edukacje a byłam u nich równe 5 miesięcy. Musiałabym oddać im więcej, jednak nie wykorzystałam w ogóle urlopu, przez co rodzina musiała mi za niego zapłacić, co w ostatecznym rozrachunku wykazało, że muszę im zapłacić 100$. Nowa rodzina dała mi 294$ na kolejny kurs, ale niestety z 10 dni wakacji zostało mi tylko 6 (z czego 5 mam już zaplanowanaych: Kanada w czerwcu i Kajmany + Belize + Honduras + Meksyk w lipcu).
Do napisania!
A.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz