niedziela, 22 stycznia 2012

Leje się..... krew!!!

Wczoraj byłam na pobieraniu krwi razem z drużyną lacrosse. Przyszło aż 7 osób i.... było strasznie:/ Przed pobraniem najpierw biorą małą próbke krwi (chyba 12 ml.) do badania. Jak poszłam pierwszy raz w maju 2011 to nie mogłam oddać bo miałam minimalnie za mało leukocytów, a że wcześniej nigdy u nich nie byłam to nie wiedzą, czy jest to spowodowane chwilowym osłabieniem, czy coś mi jest. Więc poszłam kolejny raz wczoraj i wyszło że mam super zdrową krew i mogę jej oddać więcej. Dostałam żeton na kawe/ herbatę i "Grześka". Zajadając się i czekając cała w nerwach, przeczytałam podnoszący na duchu cytat:

Dawaj dobro, jakie dawać możesz , wszystkimi środkami, jakie posiadasz,
 na wszystkich drogach po których kroczysz, wszystkim ludziom których spotykasz,
 tak długo jak tylko możesz...

Trochę spokojniejsza, słysząc swoje nazwisko poszłam na fotel. Bardzo miła pani podłączyła mnie do wszystkiego i tłumaczyła co robi. Dostałam piłke do ściskania podczas pobierania. Straciłam 450ml. w ok. 8 minut, więc raczej wolno. Maksymalnie można być podpiętym przez 12 minut i jak nie zdąży przez ten czas nalecieć 450ml. to i tak Cię odłączają. I ile będzie tyle będzie. Najgorsze zaczęło się dopiero później... Dosyć długo leżałam po wszystkim na fotelu z naklejonym plastrem, bo byłam pierwszy raz i pani mówiła, żebym sobie dłużej poleżała. W końcu wstałam i wyszłam. Podpisałam co trzeba i jak już się chciałam ubierać zaczęła mi z ręki sikać krew. Wyglądało to mniej więcej tak:



Nawet nie wiedziałam że podobnie do tego może lecieć krew z ręki?!?!?! Myślałam że jak już to parę kropel spłynie, a tu sikało jak z kranu woda!!! Odrzuciłam torebke na jakieś krzesło i wróciłam z powrotem. Oczywiście nie obeszło się bez histerycznego płaczu i ataku duszności^^ Panie mnie posadziły na fotel i zaczęły coś z tym robić. Ostatecznie obie ręce miałam we krwi. I zrobiłam taką ścieżkę z krwi jak szłam. A obok fotelu na który mnie posadzili zdążyła się zrobić całkiem spora kałuża krwi zanim panie to uspokoiły.  Poleżałam tam jeszcze z 20 minut i poszłam znowu do bufetu, bo chłopcy lacrossowcy(:D) mieli dopiero wchodzić. Jak myślałam że już jest dobrze, to schodząc ze schodów zakręciło mi się w głowie i zrobiło słabo. Dopiero potem K. przypomniał o zjedzeniu czekolady. Rzeczywiście pomogło:) No i mój brat musiał po mnie przyjechać, bo sama bym nie doszła... 
Całą sobotę nie miałam na nic siły i prawie całą przespałam^^ No i dzisiaj trzeba się na szybko przygotowywać do tygodnia z 2 egzaminami, odpowiedzą zaliczeniową po hiszpańsku i napisać sprawozdanie z zajęć :( Na szczęście mam jeszcze 4 czekolady (było 8, ale 2 dałam M, która nie mogła oddać krwi, bo nie widać u niej żył?!, 1 zjadłam po pobraniu i 1 zjadł mój brat^^) więc z taką dawką magnezu powinnam dać rade:D



Mimo traumatycznych przeżyć, cieszę się że poszłam i uratowałam komuś zdrowie lub życie :)

A.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz