sobota, 13 października 2012

I miss sooo much...

Temat na dzisiaj miał być inny (Podsumowanie cz.II), jednak po napisaniu wczorajszego posta długo latały mi w głowie wspomnienia z Turcji i nie dawały zasnąć. Może to się wydawać dziwne, ale to był po prostu inny świat. Na stałe bym tam zostać nie chciała, ale tak jeszcze z miesiąc... :)

I tak stwierdziłam, że wypiszę wszystkich animatorów i pare zdań o każdym z nich, aby za jakiś czas nie zapomnieć kto kim był (kolejność wg listy animatorów zrobionej dla Piotra, bo jakiś film chce montować ze swojego pobytu i na końcu będzie wszystkich imiennie wymienić):
Feyyaz: 
Pierwsze spotkanie-> pierwszego dnia jak nas Micho (szef animacji) oprowadzał na szybko po hotelu. Przy basenie. Z 3 lub 4 starszych dzieci. Pierwsze co się rzuciło w oczy to szeroki uśmiech i opalone, pięknie wyrzeźbione ciało.
Pierwsza myśl: Fuck... czemu on jest taki niski... I w ogóle jak on miał na imię?

Jako pierwszy dosiadał się przy posiłkach do mnie i B. Był bardzo przyjacielski i biło od niego ciepło. Pare osób z teamu myślało, że my coś do siebie (miał dziewczynę z Danii, która mieszkała w Turcji i pracowała jako rezydentka. A poza tym... kręcenie z kimś kto jest ok. 20 cm niższy?! Nigdy :P ). Cały czas ze sobą pisaliśmy smsy, gadaliśmy na próbach, śmialiśmy po kątach... Niestety po ok. 3 tygodniach został wywalony z naszego hotelu (totalne nieporozumienie z dyrektorem hotelu...) i pracował w innym hotelu niedaleko. Początkowo kontakt się utrzymywał, ale potem z czasem zanikał... Szkoda tylko, że nie pożegnałam się z nim:(
Niczym gwiazdy Hollywood, przyłapani na "randce" przez paparazzi :D
Anıl
Pierwsze spotkanie-> nie pamiętam, ale pierwsza impreza w Ex clubie była właśnie z nim. Pojechało wtedy bardzo mało gości z hotelu (5?). Poznałam wtedy też Shine ze Szwajcarii. Był bardzo miły i koleżeński, jednak na początku nie do końca komfortowo czułam się w jego towarzystwie i nawet trochę się go bałam :D Może to przez to, że właśnie na tej pierwszej imprezie wylałam mu przypadkowo CAŁEGO drinka i mimo, że mówił, że nie ma problemu, bo on i tak go za darmo dostał to ciągle się czułam głupio.
Jednak później traktował mnie jak kardeş, czyli młodszą siostrę- strasznie się o mnie martwił i "bronił" na imprezach przed pijanymi turystami. Jak Ricardo (turysta z Niemiec o włoskich korzeniach) się kręcił obok mnie i powiedział mu, że będzie coś ze mną próbował to się wkurzył i to tak fest. Ale potem się uspokoił i powiedział mu, że on mnie zna i że nie ma co liczyć na nic, bo ja taka głupia i łatwa nie jestem. I że jak mnie tknie to mu zrobi krzywdę :D Tą rozmowę widziałam z daleka i wyglądała dziwnie (jakby się mieli zaraz zacząć bić, czy coś). Od razu A. nie chciał mi powiedzieć o co chodziło, dopiero później się dowiedziałam.
Ma dziewczynę z Holandii którą ponoć kocha. Wątpię żeby im wyszło... ale życzę szczęścia :)
Raz po jednej z "poważnych" rozmów powiedział mi zdanie, które dało mi sporo do myślenia i które na pewno zapamiętam na zawsze :)
Mam nadzieje że obietnica nieupubliczniania na fb, dotyczyła tylko fb i nie zostanę za to zabita jak kiedyś przez przypadek na to trafisz :D 
Chu chu i jej chłopak Semih
Uwielbiałam ich jako parę i każdego z osobna również. Chu chu robiła mi za free tatuaże tak ładnie, czesała mi włoski, mówiła że mnie kocha, i że jestem taaaaka słodka^^ Ślicznie tańczyła i prezentowała się na scenie. Cały czas coś mi albo Burcu chciała zabrać:D Ale to jak wszystkie Turczynki z teamu. ooo... jaki śliczny zegarek... dasz mi to w prezencie jak będziesz wyjeżdżać?? a to jakie fajne... moge, moge, moge?? prooooszę... Mimo to i tak za nią tęsknię :* Semih też był super! Uczył mnie trochę tureckiego jak zamawiałam coś przy barze. Musiałam powiedzieć co chce po turecku, albo mi nie dawał :D Chyba że była kolejka to wtedy nie było czasu na takie "zabawy". A w Chu chu był tak zapatrzony, że świata poza nią nie widział. Szczęściara! Mam nadzieję, że długo będą razem, bo są idealną parą <3
<edit: 10.2013 wzięli ślub :) >

Ibo
Nie rozmawialiśmy za dużo (prawdopodobnie to przez jego dość słaby angielski), ale pare poważnych rozmów w Lunaparku się odbyło :) Uwielbiał mnie wnerwiać i wołać za mną A***** albo M***M***. :D Puszczał bąki podczas próby (w tak głupi, że aż śmieszny sposób), chrapał na backstage'u, 'bił' mnie i ganiał po scenie :D
Też mnie uczył tureckiego-> najczęściej używane: Naber bilader (Naber- co tam; bilader- brachu)

Melek i Zazu
Razem tańczyłyśmy na mini disco. Jak było Euro 2012 i mecz Polski to wszyscy na mini disco namalowali sobie flagi Polski na polikach. A biedna Melek namalowała odwrotnie kolory. Ale ewidentnie miała z tym problem, bo jak pisała na twarzy "LOVE" to też zawsze odwrotnie, bo patrzyła przodem do lustra. I zawsze z Burcu musiałyśmy jej to potem zmazywać i samemu robić :D Ale właśnie to w niej było wyjątkowe:D Nigdy nie było nudno. I malowała Nam paznokcie w miniklubie jak już posprzątałyśmy z B. po zabawach naszych urwisów :D
Zazu z kolei ciągle powtarzała "You speak english??" "ts you understand??", a jej angielski był delikatnie mówiąc tragiczny ^_^

Mero
Hmm... kolega z "Jamajki", a przynajmniej tak się przedstawił jak się poznawaliśmy. A ja naiwna uwierzyłam:D  Miał tak dużo włosów i to takich gęstych i kręconych, że nie jedna dziewczyna miałaby kompleksy stojąc obok niego. Nie wyglądał jak typowy Turek, a własnie bardziej jak ktoś z Jamajki, czy tego typu miejsca, mimo to i tak wszyscy się śmiali że dałam się nabrać :(

Micho
O nim co nieco napisałam we wcześniejszym poście. Nasz animacyjny tata :)Mimo że przez ponad 2 miesiące (z ponad 3) go nie było, bo miał problem wizowy to i tak smutno mi było podczas pożegnania z nim. Wszyscy w teamie go kochali. Ale tak naprawdę. Nie dlatego że był szefem animacji. Tak po prostu- jako człowieka.

Taylan i Bibi
2 animatorów od dekoracji. Bardzo zdolni. Oprócz tego że pracują w animacji to mają wystawy m.in. w Istambule. Na początku byli parą, ale jakiś miesiąc przed naszym wyjazdem zerwali. I co?? Idąc do baru po wode po wieczornym show wpadam na Bibi i...
Bibi-> [...] Proszę, porozmawiaj z Taylanem, żeby wszystko z nim było ok.;
Ja: Ale.. czemu ja?? W sensie... to wasze sprawy... 
Bibi-> proszę, wiem że macie dobry kontakt. Martwię się o niego i chcę żeby wszystko z nim było ok...

Chwile później sms od Taylana "Musimy porozmawiać. Gdzie jesteś? W hotelu czy w resorcie. To dla mnie bardzo ważne..."
-.-'
Nieprzespana noc, przesiedziana na plaży... ale przynajmniej trochę mu chyba pomogłam. A przynajmniej nie był sam, czego bardzo nie chciał. Po rozmowie z Bibi zrozumiałam, że ona boi się, że Taylan może coś sobie zrobić przez to zerwanie. Coraz częściej zaczynam zastanawiać się nad zmianą zawodu na psychologa ^^

A tak btw. dostałyśmy z Burcu od T. po pszczółce. Takiej malutkiej, zrobionej przez niego. Są mega! :D
Marina
31.07 skończyła pracę, ponieważ miała małą córeczkę i chciała trochę z nią też pobyć. Jest z Rosji (jedyna osoba w teamie, która nie była z Turcji) i była naszą choreografką. Niesamowita! Bardzo lubiłam próby z nią. A jak usłyszałam od niej pochwałę, to latałam między chmurami.

Tweety
O nim już wcześniej pisałam wspomnienia. Początkowo się trochę bałam. Dostałam od niego 3 róże. Ma niezwykły talent aktorski (ale z tanecznym już troszkę gorzej^^). Zastępca szefa animacji, ale jak Micho wyjechał to był szefem (czyli przez większość mojego pobytu). Pozytywna osoba, tylko prawie nigdy nie wiedziałam kiedy żartuje, a kiedy nie. A jak był szefem no to musiałam robić co kazał, a potem się okazywało że to żart -.-' Salak :D
Taki nasz "krejzol" :) Zdjęcie z imprezy na balkonie w animacyjnym domu:D
Memo
Chyba był Kurdem. Nie miałam z nim za bardzo przyjacielskich relacji. Czasem nie mogłam go zrozumieć...
Miało miejsce pare dziwnych sytuacji z nim, ale nie wiem, czy był taki specyficzny ze względu na pochodzenie, czy na osobowość.

<I tutaj lista dla Piotra się kończy, ale animatorzy nie!>

Toby
Przyjechał trochę później, bo jakoś na początku lipca. Mój "brat" (Kolejny... :D ). Czysto braterskie stosunki. Był nieziemsko zakochany w swojej dziewczynie z Holandii- Lisie, która była tam 3 razy (łącznie- ponad miesiąc!). Również bardzo o mnie dbał. Jak ubrałam trochę krótszą spódniczkę (oczywiście bez przesady, wiem w jakim kraju przyszło mi mieszkać ;) ), to mówił, że ona chyba trochę za krótka jest i że mam uważać, a najlepiej to się przebrać w spodnie :P. Troskliwy "braciszek" <3 Bardzo polubił moją bluzę firmową. Ogólnie wymienialiśmy się ciuchami. On chodził w moich za dużych bluzach, a ja we wszystkich jego ciuchach (trochę były za duże, ale dawały radę). Kochany był. I miał dobre serducho :) Bardzo jestem ciekawa jak dalej potoczą się jego losy i rodzinne, i miłosne, i sprawy ze studiami... Mam nadzieje, że wszystko będzie w jak najlepszym porządku :)

Okan
Też później przyjechał. Około tydzień po Tobym. Jego mama jest stylistką gwiazd (nie będę pisać jakich, bo to chyba tajemnica, ale takich z pierwszych stron gazet, znanych na całym świecie). Jak będę brać ślub to ona mi pomoże się ubrać :D
Nie będę tu rozpisywać jego życiowej historii, bo na pewno by tego nie chciał. Mieliśmy w naszej znajomości wzloty i upadki- dni gorsze i lepsze. Zawsze mówiłam mu prosto co myśle. I on tak samo, przez co czasem mieliśmy "ciche dni". Bardzo dużo rozmawialiśmy. Potrafił mi smsa w nocy napisać że ma problem i musi pogadać. Albo po pracy jak któreś miało problem to szliśmy na plaże na leżaki i gadaliśmy. Leżeliśmy i patrzeliśmy na gwiazdy i latające samoloty i po prostu spędzaliśmy tak czas czasem nawet do wschodu słońca! Dla niektórych byłoby to nie do zrozumienia... że na pewno "coś" się działo jak tak sami w nocy leżeliśmy na pustej plaży (no i do tego z Turkiem!). Otóż nie!
Jak już skończył prace (2 tygodnie przed nami) strasznie byłam smutna. Ale powiedział, że będzie jeszcze 2 tyg. w okolicy u kolegi w domku letniskowym i że nas zaprasza. Jak będziemy mieć chwile żeby wpaść. No i chwila się znalazła i to nawet nie taka krótka:D Prawie 2 dni. Po prostu wraz z B. wsiadłyśmy w autobus i pojechałyśmy. Dla jednych to może być szalone, bo przecież niby dobrze go nie znałam, a tam mają być jeszcze jakieś obce dla mnie osoby. Ale nie bałam się. W końcu do odważnych świat należy :D
Ostatecznie okazała się to super wyprawa. 2 piętrowy domek letniskowy na prywatnym terenie luksusowych domków, z bramą na pilota, ochroną, monitoringiem, itp. Ślicznie tam było. Ja, Burcu i 4 chłopaków. Szaleństwo? Prawie 2 dni siedziałam sobie na huśtawce przed domem i wcinałam jedzonko zrobione przez chłopaków. Nie dosyć że odebrali nas z dworca, na koniec zawieźli, gotowali dla nas, nie pozwolili nic tknąć (był wśród nich zawodowy kucharz, który wyganiał Nas jak chciałyśmy pomóc), robili zakupy i nawet nie pozwolili się dorzucić (co prawda kwota, jaką zapłacili za zakupy była przerażająco wysoka, ale zaproponowałyśmy zrzutę, jednak kategorycznie zabronili Nam się dokładać). W sumie i tak każdy z nich jadł 3 razy więcej niż my :D

Müleyke
Doszła do teamu około 10 dni przed moim wyjazdem. Super dziewczyna z ogromną ilością pozytywnej energii, którą zarażała wszystkich dookoła. Ciągle uśmiechnięta i bardzo przyjacielska. 

Meg
Szefowa Mini Klubu. Bardzo kochana istota. Jak miałam udar słoneczny to dała mi klucze od domku do baby sittingu i powiedziała że mam się położyć <3 Była od nas trochę starsza (38lat), ale była tak szalona i przyjacielska, że to nie miało żadnego znaczenia. Była tylko bardziej obyta w dzieciach :) Tęsknie za jej szalonym zachowaniem i specyficznym śmiechem, który często można było usłyszeć przez ścianę w naszej części mini klubu.... :)

Burcu
Moja polska koleżanka, czyli osoba z którą mogłam zawsze po polskiemu porozmawiać. Razem mieszkałyśmy, pracowałyśmy, spędzałyśmy czas wolny. Były wzloty i upadki. Czasem miałyśmy siebie dosyć, ale przeważnie jak się rozdzielałyśmy, to czekałyśmy aż się spotkamy i opowiemy sobie nowe ploty :D  Ja miałam parę rzeczy, które mnie denerwowały w niej, a ona pewnie nieraz zjadała sobie nerwy na moich dziwactwach :D Ale sezon nam się udał i obie będziemy go wspominać z uśmiechem na ustach (mam nadzieje... W każdym razie ja na pewno :) ). Między innymi też dzięki sobie. Jak kiedyś tego bloga upublicznie (w co wątpię) i to przeczytasz to wiedz, że mimo wszystko.... mimo że nie zawsze było tak super kolorowo... dziękuję. Dziękuję za te 100 dni. Dziękuję za współpracę, za dzielenie radości i smutków, za rozmowy z Panem Pepee, za naukę tureckiego i wplatanie w rozmowy słów z tego języka (których teraz- w Polsce nikt nie rozumie, nie łapie... nic... patrzą się na mnie jak z przyzwyczajenia mówię ,że coś jest yok, itp. :D ) za współudział w video pamiętniku, za ścieranie rozlanej wody spodenkami, za czepianie się mojego budzika, za wspieranie mnie w moim "związku" ze Starem :D, za "Hawaje" w Seaparku, za to że razem poszłyśmy nurkować z rekinami, za parasailing, za psie mordki na Flyerze, za wspólne imprezy, za siusianie pod płotem :D <może zdjęcie dodam?? :D->, za niełapanie czasem moich żartów <to ze zdjęciem to był żart oczywiście> no i oczywiście za to, że nie zostawiłaś mnie samej podczas pogoni za Niemcami w Izmirze! :D Była najważniejszą osobą wakacji i przede wszystkim dzięki niej mam tyle fajnych wspomnień.


Oczywiście o Drewnianej koleżance Sophie też nie zapomniałam, ale w sumie szkoda mi czasu żeby coś fajnego o niej napisać... :D W każdym razie było śmiesznie przez te parenaście dni jak pracowała :D WOODEN DANCE!!! :D


Team w ostatnim moim dniu w hotelu. Tweety yok, ale reszta już do domu na stałe wróciła.
 Micho, Chu chu,  Müleyke, Burcu; ja, Ibo, Memo; Mero


xoxo
A. ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz