Jak było?? G-E-N-I-A-L-N-I-E !!!!!
Organizacja super, ludzie mega, imprezy, stoki,...... Najlepszy wyjazd na narty na jakim byłam! :)
PIĄTEK 15.03
14:40-> pkp Poznań- Wrocław
Ciężko było z biletami, ale na szczęście Magda spotkała Kube w kolejce do kasy i nam je kupił :) Jak zawsze mogłyśmy liczyć na wysoki standard pociągów i na początku trafiły nam się unikatowe stojące miejscówki przy kibelku <3 Do tego ludzie nie mogli się zdecydować i latali jak szaleni z bagażami między przedziałami. A Nam nie za łatwo było się ruszyć, jak każda miała: duuuużą i ciężką torbę (Nina duży plecak), plecak lub torbę z butami do SKI/SB, spory bagaż podręczny i sprzęt (2x SKI; 1x SB).
Przed 18 byłyśmy już we Wro i piłyśmy herbaty w Coffee Heaven. "My" czyli ja, Magda i Nina- ekipa pociągowa. Potem szukałyśmy odpowiedniego przystanku tramwajowego i prawie bez problemów (po drodze połamała mi się rączka którą ciągnęło się walizkę) tramwajem nr 9 dojechałyśmy pod Uniwersytet Ekonomiczny.
20 -> godzina zbiórki. Grzecznie czekałyśmy już we wskazanym miejscu i oczekiwałyśmy informacji który autokar jest nasz, żeby móc się wprowadzać do środka. Tutaj też doszła do nas reszta naszej pokojowej ekipy, czyli Kornelia, Paweł (chłopak Korneli) i Michał (kolega Korneli i Pawła). Kornelie znałyśmy już wcześniej, natomiast obu chłopaków poznałyśmy dopiero wtedy.
20:30-> o tej godzinie miał być wyjazd, ale musieliśmy czekać na jedną osobę (jak się później okazało tą osobą był P.), która miała do nas przejść z autobusu z Warszawy.
21:15-21:30-> jakoś w tym czasie udało nam się ruszyć i czekało Nas tylko około 20 godzin w autobusie. Z tą miłą wizją wszyscy poszliśmy spać ^^ Jednak koleżanka siedząca akurat jeden rząd przed nami nie chciała spać, a wolała pić różne wysokoprocentowe napoje, przez co zorganizowała wszystkim dodatkową atrakcje w formie bardzo niemiłego zapachu :( <shit! czemu akurat przed nami?!?!>
SOBOTA 16.03
Jechaliśmy i poznawaliśmy się.....
około 17-18 dojechaliśmy na miejsce!!! Dostaliśmy swój pokój (109), i się powoli wprowadzaliśmy :)
Koło północy dostałyśmy smsa, że jest wyjazdowa impreza. Długo nie czekając, wraz z Magdaleną włożyłyśmy na siebie pierwsze lepsze ciuchy i wybrałyśmy się do Les 3 Diables. Był to bar, jednak "nasi" ludzie przerobili go na baro- klub :D Trochę pobłądziłyśmy zanim tam trafiłyśmy, ale było bardzo fajnie, poznałyśmy naszych pokojowych sąsiadów i innych ludzi. Po jakimś czasie dostałam smsa od chłopaków z pokoju, że idą do Nas, ale nie wiedza gdzie ten bar jest. Ciężko było to wytłumaczyć, więc napisałam im że poczekam na nich przy sklepie, czyli przy miejscu, które już każdy powinien znać. Niestety oni się zgubili, ja zmarzłam, do tego spotkałam dziwnych ludzi i gandarmerie :/ Doczekać się ich nie mogłam więc wróciłam, a oni mieli sobie radzić sami. W końcu trafili, ale akurat jak się wszyscy zaczęli zwijać do pokoi. Tak więc i my, posiedzieliśmy jakieś 15 minut i też poszliśmy. W końcu trzeba było rano wstać na stok :) Ludzie wołali że zapraszają do siebie na impreze, ale my już jakoś nie mieliśmy siły. Potem na schodach w naszym ośrodku spotkaliśmy Gandarmerie. Mysleliśmy że to nasi zabalowali, ale ponoć nic się nie stało (w umowie ośrodka było napisane, że za "wizytę" gandarmeri po godzinie 23 płaci się 4000 euro kary :/ Na szczęście podczas całego pobytu taka sytuacja nie miała miejsca)
NIEDZIELA 17.03
Rano na stok. Zapoznanie terenu, wyciągów, sprzętu.... bez większych szaleństw. Magda miała problemy z deską, tak więc mieliśmy dodatkowe atrakcje :D Ja 2 lata nart na nogach nie miałam więc powoli musiałam sobie przypominać jak to się jeździło:D
Niestety pierwszy dzień był fatalny... wiało, padał śnieg i nie było za ciepło.... więc po 14 się zwineliśmy i poszliśmy robić obiadek do pokoju :)
Po obiadku wykończeni udaliśmy się na drzemke, jednak po 20 minut obudziło mnie i Nine (nasze legowiska były w salonie) pukanie i...
Ja: Ej... ktoś puka
Nina: No wiem. To trzeba otworzyć....
Ja: No ale mi się nie chce...
Nina: No mi też nie.... dobra idę otworzyć...
Ja: Ej nie!!! Nie otwieraj!!! A jak to Gendarmerie?? Weź udajmy że nas nie ma...
Nina: No dobra.
<znacznie mocniejsze pukanie>
Ja: Ej znowu pukają... to może to coś ważnego??
Nina: Dobra. Ja idę otworzyć. I zobaczymy kto to.
Dzielna Nina jako jedyna miała tyle siły żeby otworzyć gościom drzwi... okazało się, że..... przyszedł Bartek z Piotrkiem na obchód. Rozmawiali przy drzwiach, ale że słyszałam tylko co drugie słowo to zaczęłam krzyczeć żeby weszli dalej bo ja nic nie słyszę!
No i tak ich oficjalnie poznałam- ze śpiochami w oczach owinięta kocem :D
Trochę pogadaliśmy, popytali czy wszystko ok., czy są jakieś problemy, itd. i poinformowali o planach na dalszą część dnia oraz na dzień następny.
Wieczorem była impreza w Brazylianie. Drogo, że ohoho.... Na dodatek przyczepił się do mnie pewien facet, który nie był od nas z grupy. Po prostu przyjechał ze swoimi znajomymi...
Tańczymy, tańczymy,.... (nie wiedziałam jak się go pozbyć) i nagle on wypala z tekstem:
- To Ty mówisz po polsku??
- yyy... troche?? (wtedy jeszcze myślałam że on jest od Nas więc to pytanie wydało mi się z lekka głupie)
- Ale super, bo ja tutaj ze znajomymi przyjechałem, a tutaj tyle polaków..... <historia jego wyjazdu>
W końcu coś tam palnęłam że muszę do koleżanki i potem omijałam go baaardzo szerokim łukiem. Jakiś straszny nie był.... ale wolałam się trzymać ludzi z którymi przyjechałam, bo wydawali się bardzo w porządku :)
Iiii.... "wygrałam" z Magdaleną "wojnę" :D Wynik 2:0. Jak się okazało później- spór zupełnie nie potrzebny :)
Jakoś do późna nie siedziałyśmy, bo w końcu "trzeba rano na stok" :)
PONIEDZIAŁEK 18.03
Rano na stok. Już jeździliśmy trójkami, a nie całym pokojem. było to zdecydowanie wygodniejsze. Łatwiej było pilnować się 2 osób niż 5 :)
O godzinie 13 odbyły się pierwsze zajęcia freestylu! Strasznie mi sie podobało! Co prawda pogoda znowu nie dopisywała i momentami nie było zupełnie nic widać.... ale jakoś daliśmy rade. Na pierwszy dzień była jazda tyłem, 180, jazda z trzymaniem nosków nart i inne teoretycznie proste rzeczy :)
Ze względów bezpieczeństwa szybciej skończyliśmy i przed 16 byliśmy w pokojach na obiadku :)
O 17:30 grupa pierwsza miała biegówki. Ja się na nie nie zapisałam i nie żałuje. Mimo że instruktor był bardzo przyjemny i ludzie wracali zadowoleni to jednak do biegówek jakoś mnie nie ciągnie... Z naszego pokoju zapisała się tylko Magda, ale była w grupie 3 więc miała zajęcia w piątek przed powrotem do Polski.
20:00- kurs salsy. Poszłam, ale tylko na chwile. Załamujący byli faceci, którzy przyszli i gapili się na tańczących ludzi:/ Ale Ci którzy brali udział w kursie plusowali :) Było ok., ale nudziło mi się :P
Potem było wyjście do trzech diabłów, jednak my zrobiłyśmy sobie babski wieczór. Facetów z pokoju wysłaliśmy szybko do łóżek a same zaczęłyśmy szaleć :D Było super! Kornelia porobiła dużo fajnych zdjęć, Nina dosyć szybko poszła spać, a ja i Magda całkiem zwariowałyśmy :D Latały narty i słoiki (zasługa Magdy), dwa razy wychodziłyśmy przez balkon na dwór, rzucałyśmy się śniegiem,.......
Było zdecydowanie pozytywnie! :)
WTOREK 19.03
Rano na stok i tu już było pięknie. Brzydka pogoda odeszła w niepamięć i świeciło piękne słoneczko! :) Warunki do jazdy genialne. Jedynie był lekki szok jak zobaczyłyśmy z Niną urwiska, koło których dzień wcześniej jeździłyśmy tyłem lub patrząc w dół na narty :D
13- freestyle i pierwszy raz w snowparku!!! :D Było fajnie! Głównie był Half Pipe, ale raz było też skakanie na hopkach (meeeeega!) :)
Jeździłyśmy do końca. Wieczorem salsa, potem jeszcze jakaś impreza w "świetlicy" (chyba mafia po raz pierwszy...).
Wieczorem wyjście do trzech diabłów i.... znowu trafiłyśmy na tych irytujących polaków co ich w niedziele w Brazylianie spotkałyśmy!!! :/ Zaczęli być lekko nachalni i niemili. Chcieli numery telefonów. Ja trzymałam się wersji, że "bez sensu kupiłam smartphona, który w tych temperaturach nie chce działać!". Chcieli się umówić następnego dnia u nich, a jak powiedziałyśmy że chcemy spędzić czas z ludźmi od Nas którzy nam organizują wyjazd to padł mega irytujący tekt z ust jednego z nich (To co Wy macie 5 lat, że musicie robić to co Wam karzą?? My tam przyjechaliśmy sami i robimy to na co my mamy ochotę.). Wtedy już był koniec uprzejmości i straciłyśmy siłę do bycia miłym. Totalnie ich olałyśmy i wyszłyśmy. Kiedyś ich tam jeszcze minęłyśmy, ale na szczęście się nie odezwali :)
c.d.n. a tymczasem parę pięknych zdjęć krajobrazu:
| Zimno!!!!!! Ale to tylko 2 dni takie były :) |
| Iiii.... nasza wnerwiająca firanka od której można było dostać oczopląsów! |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz