ŚRODA 20.03
Rano tak dla odmiany- na stok :D Ale tym razem również na
grupową rozgrzewkę J
Warunki znowu były idealne, więc nie wiadomo kiedy zleciał
czas i była godzina 12, co oznaczało zajęcia z Freestylu. Znowu w Snow Parku
<3 Niestety Mateusz był zaangażowany w organizacje apres ski i przed 14
zajęcia się skończyły. My jeszcze trochę pojeździłyśmy i poskakałyśmy (zaliczyłam całkiem ładną wywrotke (błąd przy "lądowaniu") z większej hopki) później również zjechałyśmy do naszej
bazy SnowMotion, gdzie czekały na nas różne ciekawe atrakcje. Co dokładnie się
działo nie napiszę, żeby czasem konkurencja nie zgapiła :P Ale naprawdę było
fajnie J
Magdalena w tym dniu totalnie zaszalała i m.in. się rozebrała (ale tylko do
bikini ;) ). Męska część widowni była niezwykle podjarana tym widokiem, ale
niestety nagrody nie dostała. Jakiś stary, obleśny facet ją dostał:/ fuj fuj
fuj!!!!
Po apres ski (czyli takich zabaw pozjazdowych na stoku) o 17:30 grupa 2 miała biegówki. Nikt od nas z pokoju
nie był zapisany, więc bezkonkurencyjnie w tym czasie wygrało spanie :D
20:00-> kalambury. Początkowo poszłam z Niną i obie
miałyśmy brać w tym udział, ale jak zobaczyłam jakie są hasła, to żeby nie
popsuć punktacji mojej drużynie postanowiłam pod byle pretekstem się wymknąć do
pokoju.
Zapomniałam wcześniej napisać, że po drzemce Michał chciał
zjeść swój kilogramowy jogurt (który zakupił myśląc, że to twaróg), jednak
Paweł wpadł na genialny pomysł, aby przykryciem od owego jogurtu pacnąć Magdę.
Ta w odwecie wsadziła rękę do jogurtu i….. zaczęło się rzucanie jogurtem po
pokoju, korytarzu i sąsiadach -.-‘ Generalnie było to mega śmieszne, ale akurat
byłam względnie ładnie zrobiona i przygotowana do wyjścia i z Niną schowałyśmy
się w łazience. Niestety i nam się oberwało, ale tylko troszeczkę ;) 5 minut i
byłam znowu czysta. Na dodatek popsuł mi się humor i nie chciałam brać w tym
udziału. Plus jest taki, że ominęło mnie sprzątanie. J Plamy z jogurtu prześladowały
Nas do końca wyjazdu i co chwila były odkrywane w nowych, coraz dziwniejszych
miejscach.
Gdy „uciekłam” z kalamburów do pokoju, moi współlokatorzy
akurat kończyli sprzątać i wybierali się właśnie na kalambury. Wzięłam chociaż zrobiłam sobie drinka i tak
ja z Magdą poszłyśmy do „świetlicy ” z orzechówką z mlekiem, a Kornelia, Paweł
i Michał dolali coli do końcówki whisky i odważnie nie krzywiąc się pili whisky prosto z butelki :D Udało mi się zająć baaardzo fajne miejsce w kącie ^^ I sobie tak
cichutko siedziałam i sączyłam pyszny napój.
Później tradycyjnie wjechała „mafia”, po której „dziubaski”
nie poszły spać tylko na impreze do trzech diabłów.
Ta impreza dała się później poczuć w kościach i nie miałyśmy siły rano
wstać…. Ale o tym dnia następnego J
CZWARTEK 21.03
Pierwszy dzień wiosny!!!! Przywitany baaardzo leniwie ^^ Na
stoku byłyśmy dopiero koło 11:30. I od razu kierowałyśmy się na snow park, bo
zajęcia zaczynałyśmy o 12:30. Było jak zawsze meeega :D Ale w sumie na snow
parku mało jeździliśmy. Tego dnia raczej przeważały rampy. Generalnie z boku
wyglądają one strasznie i jak się wyobraża upadek z nich to boli sama myśl o
tym, ale w praktyce jest to bardzo przyjemne (oczywiście nie upadki, a
jeżdżenie po nich :D ). Pojeździliśmy- było fajnie i jakoś przed 16 zjechałyśmy do
bazy. Nina poszła jeść obiad, a ja z Magdą czekałyśmy na zjazd golasów. Fajnie
to wyszło :D Ale generalnie trochę zimno już było więc pewnie „golasy” teraz
siedzą chorzy w łóżkach pod kołdrami z kubkami herbaty w ręku.
| Golasy na stoku! :) |
Wieczorem było kicz party (w trzech diabłach oczywiście)!
Było SUPER!!!! Wytańczyłam się, że o ho ho! No ale w końcu to końcówka wyjazdu
więc trzeba było korzystać. Impreza w 120% udana i niezapomniana! Niestety
poszłyśmy z pokoju tylko we trzy (ja, Nina i Magda). Magda z Niną koło 1-2
wróciły do pokoju spać, a ja zostałam bo w końcu chciałam nagrodę za przebranie
dostać. Powoli wszyscy się zaczęli zwijać i nie miałam z kim
się bawić. Faceci których znałam byli w trakcie „wyrywania”, więc absolutnie
nie chciałam im przeszkadzać. Dlatego podeszłam do A. i spytałam kiedy będzie
werdykt, a on… „o kurde….” za przypomnienie dostałam nagrodę :D Nikt inny się nie upomniał ^^
![]() |
| "Kich Party"- Panda style jest :D Nina, ja i M. Czyli Freeskierki z instruktorem :) |
Do domu wracałam z Bartkiem i dwoma sąsiadami, bo w barze
jacyś francuzi zaczęli się na mnie dziwnie patrzeć i zaczepiać, więc nie było
opcji, żebym sama wracała. Po drodze
zrobiliśmy sobie przepiękne zdjęcie z lampą i sztruksem! :D Muszę je jakoś
wywalczyć od właściciela aparatu (czyli Sebastiana?). Wróciliśmy do ośrodka i
słyszymy „do 301 na impreze!!!!”. No dobra- to poszliśmy. Gruuuubo tam było!
Mały apartament, a z 50 osób tam stało zduszonych i „tańczyło” (bo tańcem tego
raczej nazwać nie można było. Wszyscy jak śledzie jeden koło drugiego i
skaczą^^). W pewnym momencie mi się zaczęło nudzić, więc postanowiłam, że pójdę
do A. do 106. Poszłam, ale go nie było. Za to był P., z którym chwile pogadałam
i poszliśmy do 301 na imprezę z której dopiero co wyszłam. Ledwie weszłam 2 piętra po schodach (nawet nie
weszłam do pokoju 301) wpadłam na A., który powiedział, żebym poszła z nim do
106. No to znowu na dół….
Weszliśmy do 106, dostałam nagrodę, m,in. koszulkę <3 gadamy, po 5
minutach przyszedł P. i tak sobie później gadaliśmy w trójkę. Fajnie było :D
Nie wiedziałam że oboje są tacy spoko! W sumie nie chciało mi się wracać do siebie, ale w końcu wypadało…. Nie wiem o
której (póóóóźno….), ale w końcu trafiłam do siebie do pokoju. Przed drzwiami
przywitał mnie widok 3 kompletów prześcieradeł i gaśnica.. O.o Wszyscy spali, więc
obudziłam tylko Nine i się jej pytam czy to na serio tam stoi czy mam jakieś
omamy nocne. Nina coś przez sen mruknęła i poszła dalej spać. No
dobra… to ja też pójdę. :D
Dzień na plus! Był meeeeeega! :D
PIĄTEK 22.03
Rano narty (wstałam niemal wraz ze wschodem słońca).
13- Freestyle. Ostatni. W sumie ciągle hopki leciały + Mateusz Nas nagrywał! Chciałam to
później zobaczyć, ale niestety M. nie odpisuje. I już Freestyle do zdarcia czyli wróciliśmy do domu wszyscy freestylowcy (SKI i SB) razem
jednym z ostatnich wagoników i razem zjeżdżaliśmy. Oj…. 100% wykorzystany
ostatni dzień. Później nóżki bolały ^^
Magda zeszła do domu wcześniej, bo o 17:30 miała biegówki.
Także podczas gdy ja miałam sieste i obiadek, Magdalena popylała a’la Justyna
Kowalczyk :D
O 19 poszliśmy na
pokera. Ja Michał i Paweł. Michał oczywiście miał grać, ale…. No właśnie… jak
się okazało jednak grać nie umiał i szkoda mu było 5 Euro na wejście dawać :D
Poker raczej słabo szedł, więc nasza trójka zajęła się
organizacją gry „mafia” (znowu :D zdecydowanie gra wyjazdu :D )Niestety krótko
wyszło, bo o 21 było pakowanie sprzętu. Jednak w 15 minut to ogarnęliśmy i
wróciliśmy grać na „świetlice”. Ludzi było mało, więc wleciało „Makao”.
Niestety przez hałas (wcale nie był duży), przyszła ochrona i kazała nam sobie iść…
Poszliśmy do … 109 !!! Tak- 109, czyli do naszego pokoju :D
Pierwsza impreza w naszym malutkim pokoiku. Na szczęście nic złego się nie
działo i szkód nie było. Graliśmy ciągle w mafie i szamaliśmy orzeszki.
Około 23 wszyscy się zebrali sprzątać apartamenty, szykować
do podróży, spać, itp. My jednak powiedziałyśmy temu zdecydowane nie!
Sprzątanie?? Do rana i tak znowu nabłocimy, nakruszymy, pobrudzimy,…. Bez
sensu! „Zrobimy to rano jak nasze rzeczy
już wystawimy poza pokój”
Taaa… dobry pomysł, gorzej z realizacją… Ale po kolei.
Po 23 Kornelia, Paweł (Gaduła, Czerwona twarz) i Michał (Kaczor, Łysy) poszli spać, a ja,
Magda i Nina poszliśmy do 106. Niestety A. już się szykował spać (w końcu musiał wszystko
poogarniać następnego dnia…), ale powiedział, że śmiało możemy balować- jemu to
nie przeszkadza. No to z resztą staffu się bawiliśmy. Po drodze wleciały
wafelki (które miały być na podróż!), prostowanie włosów B. i M. Generalnie
było bardzo ciekawie :D P. (K.) co chwila zasypiał i budził się twierdząc, że teraz
to już się wyspał i tak szybko nie pójdzie spać- taaa… jasne :P
Jeszcze P. i M. okleili drzwi paru pokoi taśmą (w tym pokoju
106), przykleili papierosa do stołu, skleili szczoteczkę B. z gąbką do naczyń, itd. :D
Było mega śmiesznie :D
Około 3:30 zaczęłyśmy z Niną kierować się w stronę naszego
pokoju. Jednak wychodząc- puapka! Oklejone drzwi! Oczywiście nie dałyśmy się
wpakować w to tak jak Konrad (który poszedł dużo wcześniej bo już usypiał na
siedząco :D), więc kocimi ruchami przemknęłyśmy między pasami z taśmy. Po
przejściu nie wiem czemu w wejściu stał B. Podejrzewam, że chciał za nami
zamknąć drzwi. Zupełnie nie wiem w jakim celu, widząc go tak stojącego pomyślałam
że śmiesznie będzie jak go kopne. Oczywiście nie mocno… tylko tak- w zwolnionym
tempie, bezboleśnie, dla fanu. Tak też
zrobiłam. Moja stopa zwinnie przewędrowała pomiędzy taśmą i lekko dźgnęła B.
między biodrami, a talią. Teraz to naprawdę nie mam najmniejszego pomysłu w
jaki sposób do tego doszło, ale…. Odpięłam mu spodnie i ponieważ były luźne spadły na ziemie, a naszym oczom ukazały się luźne, szare, kraciaste bokserki! Mina B. „WTF?! Co się
dzieje?!?!”. Mina moja „WTF?!” i zaczęłam się tarzać (dosłownie) z Niną i M. po
korytarzu. Miałam problemy, żeby złapać oddech i jak tylko podnosiłam głowę i
widziałam B. zakładającego znowu spodnie to nawet bardzo chcąc nie mogłam się
zebrać w sobie i opanować niekończącego się ataku śmiechu! Naprawdę! Nie wiem
kiedy ostatni raz coś sprawiło mi tyle radości i śmiechu.
Magdalena też przyszła później do drzwi (pewnie po usłyszeniu naszych histerycznych śmiechów) spojrzała na Nas tarzających się po ziemi z politowaniem i niestety dopiero następnego dnia dowiedziała się co spowodowało u Nas tyle radości.
Magdalena też przyszła później do drzwi (pewnie po usłyszeniu naszych histerycznych śmiechów) spojrzała na Nas tarzających się po ziemi z politowaniem i niestety dopiero następnego dnia dowiedziała się co spowodowało u Nas tyle radości.
Totalnie nie mogliśmy się zebrać z podłogi, ale w końcu jakoś doszłyśmy do pokoju i Ja od razu ległam na łoże i
poszłam spać. Nina coś sobie gotowała, a Magda została jeszcze w 106. Wróciła około
godziny 5.
SOBOTA 23.03
O 8 miały być oddane pokoje. Budzik miałam nastawiony na 6,
ale jakoś nie wstałam… Nawet nie słyszałam jak dzwonił :D Nina mnie obudziła
o…. 7:12 Jak zobaczyłam zegarek to się zerwałam, szybko pod prysznic, byle jak
powrzucałam rzeczy do torby, złapała jakieś „śniadanie” i o 7:30 (razem z
resztą współlokatorów, którzy też trochę się nie wyrobili- Np. Magda wstała o 7:20 :D Jedynie Nina już jakoś od 6 na nogach była) zaczęłam sprzątać.
Poskładanie pościeli, umycie łazienki, pomycie garów, powycieranie garów,
odkurzenie, wyniesienie śmieci, względne zmycie podłogi, …. Wyrobiliśmy się w
30 minut! Pani sprawdzająca co prawda przyszła trochę wcześniej, ale została
przywitana przez Magdę z rozsypce, mnie ze szczoteczką w ustach mówiącą „What?!
Now?!” i totalnym sajgonem w tle. Pani spojrzała na Nas z politowaniem i
powiedziała tylko „Ok…. It’s not ready yet…. I’ll come later”.
Merci!!!
Tak więc godzina 9- pokój posprzątany, bagaże w autobusie,
zakupy zrobione…. Wyjazd o 11…. Dwie godziny nic nie robienia. Nie chciałam
siedzieć już w autobusie, bo czekało mnie jeszcze 20 godzin grzania siedzenia,
więc chciałam pochodzić i poruszać stare kości.
Były zdjęcia, rozmowy, pożegnania, itp. Smutno było… opuszczać miejsce w
którym mimo tylko 7 nocy tyle się działo…
Podróż jak podróż… tyłek bolał, im bliżej Polski tym zimniej
i paskudniej…. Filmy wleciały (kac Vegas, Pachnidło i coś jeszcze…) i jakoś
zleciało…
NIEDZIELA 24.03.
Przed 5 byliśmy we Wrocławiu. Wypakowanie bagaży, sprzętu,
itd… Na szczęście przemili panowie kierowcy nie pozwolili Nam (osobom spoza Wrocławia)
tłuc się znowu tramwajem i podwieźli Nas pod dworzec. P.(K) i P. (-.-‘) podreptali
na PKS, a ekipa Poznaniaków na PKP. Pociąg było o 7, więc po zakupie biletów
udaliśmy się znowu do Coffee Heaven na dużą herbatę.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz