wtorek, 2 kwietnia 2013

Valmenier- narty :) Cz. 2


ŚRODA 20.03
Rano tak dla odmiany- na stok :D Ale tym razem również na grupową rozgrzewkę J
Warunki znowu były idealne, więc nie wiadomo kiedy zleciał czas i była godzina 12, co oznaczało zajęcia z Freestylu. Znowu w Snow Parku <3 Niestety Mateusz był zaangażowany w organizacje apres ski i przed 14 zajęcia się skończyły. My jeszcze trochę pojeździłyśmy i poskakałyśmy (zaliczyłam całkiem ładną wywrotke (błąd przy "lądowaniu") z większej hopki) później również zjechałyśmy do naszej bazy SnowMotion, gdzie czekały na nas różne ciekawe atrakcje. Co dokładnie się działo nie napiszę, żeby czasem konkurencja nie zgapiła :P Ale naprawdę było fajnie J Magdalena w tym dniu totalnie zaszalała i m.in. się rozebrała (ale tylko do bikini ;) ). Męska część widowni była niezwykle podjarana tym widokiem, ale niestety nagrody nie dostała. Jakiś stary, obleśny facet ją dostał:/ fuj fuj fuj!!!!
Po apres ski (czyli takich zabaw pozjazdowych na stoku) o 17:30  grupa 2 miała biegówki. Nikt od nas z pokoju nie był zapisany, więc bezkonkurencyjnie w tym czasie wygrało spanie :D
20:00-> kalambury. Początkowo poszłam z Niną i obie miałyśmy brać w tym udział, ale jak zobaczyłam jakie są hasła, to żeby nie popsuć punktacji mojej drużynie postanowiłam pod byle pretekstem się wymknąć do pokoju.
Zapomniałam wcześniej napisać, że po drzemce Michał chciał zjeść swój kilogramowy jogurt (który zakupił myśląc, że to twaróg), jednak Paweł wpadł na genialny pomysł, aby przykryciem od owego jogurtu pacnąć Magdę. Ta w odwecie wsadziła rękę do jogurtu i….. zaczęło się rzucanie jogurtem po pokoju, korytarzu i sąsiadach -.-‘ Generalnie było to mega śmieszne, ale akurat byłam względnie ładnie zrobiona i przygotowana do wyjścia i z Niną schowałyśmy się w łazience. Niestety i nam się oberwało, ale tylko troszeczkę ;) 5 minut i byłam znowu czysta. Na dodatek popsuł mi się humor i nie chciałam brać w tym udziału. Plus jest taki, że ominęło mnie sprzątanie. J Plamy z jogurtu prześladowały Nas do końca wyjazdu i co chwila były odkrywane w nowych, coraz dziwniejszych miejscach.
Gdy „uciekłam” z kalamburów do pokoju, moi współlokatorzy akurat kończyli sprzątać i wybierali się właśnie na kalambury.  Wzięłam chociaż zrobiłam sobie drinka i tak ja z Magdą poszłyśmy do „świetlicy ” z orzechówką z mlekiem, a Kornelia, Paweł i Michał dolali coli do końcówki whisky i odważnie nie krzywiąc się pili whisky prosto z butelki :D Udało mi się zająć baaardzo fajne miejsce w kącie ^^ I sobie tak cichutko siedziałam i sączyłam pyszny napój.
Później tradycyjnie wjechała „mafia”, po której „dziubaski” nie poszły spać tylko na impreze do trzech diabłów.  Ta impreza dała się później poczuć w kościach i nie miałyśmy siły rano wstać…. Ale o tym dnia następnego J

CZWARTEK 21.03
Pierwszy dzień wiosny!!!! Przywitany baaardzo leniwie ^^ Na stoku byłyśmy dopiero koło 11:30. I od razu kierowałyśmy się na snow park, bo zajęcia zaczynałyśmy o 12:30. Było jak zawsze meeega :D Ale w sumie na snow parku mało jeździliśmy. Tego dnia raczej przeważały rampy. Generalnie z boku wyglądają one strasznie i jak się wyobraża upadek z nich to boli sama myśl o tym, ale w praktyce jest to bardzo przyjemne (oczywiście nie upadki, a jeżdżenie po nich :D ). Pojeździliśmy- było fajnie i jakoś przed 16 zjechałyśmy do bazy. Nina poszła jeść obiad, a ja z Magdą czekałyśmy na zjazd golasów. Fajnie to wyszło :D Ale generalnie trochę zimno już było więc pewnie „golasy” teraz siedzą chorzy w łóżkach pod kołdrami z kubkami herbaty w ręku.

Golasy na stoku! :)

Wieczorem było kicz party (w trzech diabłach oczywiście)! Było SUPER!!!! Wytańczyłam się, że o ho ho! No ale w końcu to końcówka wyjazdu więc trzeba było korzystać. Impreza w 120% udana i niezapomniana! Niestety poszłyśmy z pokoju tylko we trzy (ja, Nina i Magda). Magda z Niną koło 1-2 wróciły do pokoju spać, a ja zostałam bo w końcu chciałam nagrodę za przebranie dostać. Powoli wszyscy się zaczęli zwijać i nie miałam z kim się bawić. Faceci których znałam byli w trakcie „wyrywania”, więc absolutnie nie chciałam im przeszkadzać. Dlatego podeszłam do A. i spytałam kiedy będzie werdykt, a on… „o kurde….”  za przypomnienie dostałam nagrodę :D Nikt inny się nie upomniał ^^
"Kich Party"- Panda style jest :D Nina, ja i M. Czyli Freeskierki z instruktorem :)

Do domu wracałam z Bartkiem i dwoma sąsiadami, bo w barze jacyś francuzi zaczęli się na mnie dziwnie patrzeć i zaczepiać, więc nie było opcji, żebym sama wracała.  Po drodze zrobiliśmy sobie przepiękne zdjęcie z lampą i sztruksem! :D Muszę je jakoś wywalczyć od właściciela aparatu (czyli Sebastiana?). Wróciliśmy do ośrodka i słyszymy „do 301 na impreze!!!!”. No dobra- to poszliśmy. Gruuuubo tam było! Mały apartament, a z 50 osób tam stało zduszonych i „tańczyło” (bo tańcem tego raczej nazwać nie można było. Wszyscy jak śledzie jeden koło drugiego i skaczą^^). W pewnym momencie mi się zaczęło nudzić, więc postanowiłam, że pójdę do A. do 106. Poszłam, ale go nie było. Za to był P., z którym chwile pogadałam i poszliśmy do 301 na imprezę z której dopiero co wyszłam. Ledwie weszłam 2 piętra po schodach (nawet nie weszłam do pokoju 301) wpadłam na A., który powiedział, żebym poszła z nim do 106. No to znowu na dół….
Weszliśmy do 106, dostałam nagrodę, m,in. koszulkę <3 gadamy, po 5 minutach przyszedł P. i tak sobie później gadaliśmy w trójkę. Fajnie było :D Nie wiedziałam że oboje są tacy spoko! W sumie nie chciało mi się wracać do siebie, ale w końcu wypadało…. Nie wiem o której (póóóóźno….), ale w końcu trafiłam do siebie do pokoju. Przed drzwiami przywitał mnie widok 3 kompletów prześcieradeł i gaśnica.. O.o Wszyscy spali, więc obudziłam tylko Nine i się jej pytam czy to na serio tam stoi czy mam jakieś omamy nocne. Nina coś przez sen mruknęła i poszła dalej spać. No dobra… to ja też pójdę. :D
Dzień na plus! Był meeeeeega! :D

PIĄTEK 22.03
Rano narty (wstałam niemal wraz ze wschodem słońca).
13- Freestyle. Ostatni. W sumie ciągle hopki leciały + Mateusz Nas nagrywał! Chciałam to później zobaczyć, ale niestety M. nie odpisuje. I już Freestyle do zdarcia czyli wróciliśmy do domu wszyscy freestylowcy (SKI i SB) razem jednym z ostatnich wagoników i razem zjeżdżaliśmy. Oj…. 100% wykorzystany ostatni dzień. Później nóżki bolały ^^
Magda zeszła do domu wcześniej, bo o 17:30 miała biegówki. Także podczas gdy ja miałam sieste i obiadek, Magdalena popylała a’la Justyna Kowalczyk :D
 O 19 poszliśmy na pokera. Ja Michał i Paweł. Michał oczywiście miał grać, ale…. No właśnie… jak się okazało jednak grać nie umiał i szkoda mu było 5 Euro na wejście dawać :D
Poker raczej słabo szedł, więc nasza trójka zajęła się organizacją gry „mafia” (znowu :D zdecydowanie gra wyjazdu :D )Niestety krótko wyszło, bo o 21 było pakowanie sprzętu. Jednak w 15 minut to ogarnęliśmy i wróciliśmy grać na „świetlice”. Ludzi było mało, więc wleciało „Makao”. Niestety przez hałas (wcale nie był duży), przyszła ochrona i kazała nam sobie iść…
Poszliśmy do … 109 !!! Tak- 109, czyli do naszego pokoju :D Pierwsza impreza w naszym malutkim pokoiku. Na szczęście nic złego się nie działo i szkód nie było. Graliśmy ciągle w mafie i szamaliśmy orzeszki.
Około 23 wszyscy się zebrali sprzątać apartamenty, szykować do podróży, spać, itp. My jednak powiedziałyśmy temu zdecydowane nie! Sprzątanie?? Do rana i tak znowu nabłocimy, nakruszymy, pobrudzimy,…. Bez sensu!  „Zrobimy to rano jak nasze rzeczy już wystawimy poza pokój”
Taaa… dobry pomysł, gorzej z realizacją… Ale po kolei. 
Po 23 Kornelia, Paweł (Gaduła, Czerwona twarz) i Michał (Kaczor, Łysy) poszli spać, a ja, Magda i Nina poszliśmy do 106. Niestety A. już się szykował spać (w końcu musiał wszystko poogarniać następnego dnia…), ale powiedział, że śmiało możemy balować- jemu to nie przeszkadza. No to z resztą staffu się bawiliśmy. Po drodze wleciały wafelki (które miały być na podróż!), prostowanie włosów B. i M. Generalnie było bardzo ciekawie :D P. (K.) co chwila zasypiał i budził się twierdząc, że teraz to już się wyspał i tak szybko nie pójdzie spać- taaa… jasne :P
Jeszcze P. i M. okleili drzwi paru pokoi taśmą (w tym pokoju 106), przykleili papierosa do stołu, skleili szczoteczkę B. z gąbką do naczyń, itd. :D Było mega śmiesznie :D
Około 3:30 zaczęłyśmy z Niną kierować się w stronę naszego pokoju. Jednak wychodząc- puapka! Oklejone drzwi! Oczywiście nie dałyśmy się wpakować w to tak jak Konrad (który poszedł dużo wcześniej bo już usypiał na siedząco :D), więc kocimi ruchami przemknęłyśmy między pasami z taśmy. Po przejściu nie wiem czemu w wejściu stał B. Podejrzewam, że chciał za nami zamknąć drzwi. Zupełnie nie wiem w jakim celu, widząc go tak stojącego pomyślałam że śmiesznie będzie jak go kopne. Oczywiście nie mocno… tylko tak- w zwolnionym tempie, bezboleśnie, dla fanu.  Tak też zrobiłam. Moja stopa zwinnie przewędrowała pomiędzy taśmą i lekko dźgnęła B. między biodrami, a talią. Teraz to naprawdę nie mam najmniejszego pomysłu w jaki sposób do tego doszło, ale…. Odpięłam mu spodnie i ponieważ były luźne spadły na ziemie, a naszym oczom ukazały się luźne, szare, kraciaste bokserki! Mina B. „WTF?! Co się dzieje?!?!”. Mina moja „WTF?!” i zaczęłam się tarzać (dosłownie) z Niną i M. po korytarzu. Miałam problemy, żeby złapać oddech i jak tylko podnosiłam głowę i widziałam B. zakładającego znowu spodnie to nawet bardzo chcąc nie mogłam się zebrać w sobie i opanować niekończącego się ataku śmiechu! Naprawdę! Nie wiem kiedy ostatni raz coś sprawiło mi tyle radości i śmiechu.
Magdalena też przyszła później do drzwi (pewnie po usłyszeniu naszych histerycznych śmiechów) spojrzała na Nas tarzających się po ziemi z politowaniem i niestety dopiero następnego dnia dowiedziała się co spowodowało u Nas tyle radości. 
Totalnie nie mogliśmy się zebrać z podłogi, ale w końcu jakoś doszłyśmy do pokoju i Ja od razu ległam na łoże i poszłam spać. Nina coś sobie gotowała, a Magda została jeszcze w 106. Wróciła około godziny 5.

SOBOTA 23.03
O 8 miały być oddane pokoje. Budzik miałam nastawiony na 6, ale jakoś nie wstałam… Nawet nie słyszałam jak dzwonił :D Nina mnie obudziła o…. 7:12 Jak zobaczyłam zegarek to się zerwałam, szybko pod prysznic, byle jak powrzucałam rzeczy do torby, złapała jakieś „śniadanie” i o 7:30 (razem z resztą współlokatorów, którzy też trochę się nie wyrobili- Np. Magda wstała o 7:20 :D Jedynie Nina już jakoś od 6 na nogach była) zaczęłam sprzątać. Poskładanie pościeli, umycie łazienki, pomycie garów, powycieranie garów, odkurzenie, wyniesienie śmieci, względne zmycie podłogi, …. Wyrobiliśmy się w 30 minut! Pani sprawdzająca co prawda przyszła trochę wcześniej, ale została przywitana przez Magdę z rozsypce, mnie ze szczoteczką w ustach mówiącą „What?! Now?!” i totalnym sajgonem w tle. Pani spojrzała na Nas z politowaniem i powiedziała tylko „Ok…. It’s not ready yet…. I’ll come later”.
Merci!!! 
Tak więc godzina 9- pokój posprzątany, bagaże w autobusie, zakupy zrobione…. Wyjazd o 11…. Dwie godziny nic nie robienia. Nie chciałam siedzieć już w autobusie, bo czekało mnie jeszcze 20 godzin grzania siedzenia, więc chciałam pochodzić i poruszać stare kości.  Były zdjęcia, rozmowy, pożegnania, itp. Smutno było… opuszczać miejsce w którym mimo tylko 7 nocy tyle się działo…
Podróż jak podróż… tyłek bolał, im bliżej Polski tym zimniej i paskudniej…. Filmy wleciały (kac Vegas, Pachnidło i coś jeszcze…) i jakoś zleciało…

NIEDZIELA  24.03.
Przed 5 byliśmy we Wrocławiu. Wypakowanie bagaży, sprzętu, itd… Na szczęście przemili panowie kierowcy nie pozwolili Nam (osobom spoza Wrocławia) tłuc się znowu tramwajem i podwieźli Nas pod dworzec. P.(K) i P. (-.-‘) podreptali na PKS, a ekipa Poznaniaków na PKP. Pociąg było o 7, więc po zakupie biletów udaliśmy się znowu do Coffee Heaven na dużą herbatę.
Podczas podróży w pociągu było na przemian spanie i nauka na egzamin z hotelarstwa. W końcu dojechaliśmy! Zostało tylko tramwajem nr 14 dojechać  do domu, wziąć kąpiel i położyć się do łóżka.

Zdjęcia part 2:
Z psem, który jadł śnieg, który mu się rzucało

"Braziliana"



Przerwa ^_^
A.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz