niedziela, 19 października 2014

Kos

Wyspa malutka. Nie ma nawet 300 km², ale jest miejscem bardzo popularnym wśród turystów. Głównie dzięki pięknym plażom i mało zurbanizowanemu otoczeniu. Miasto Kos znane jest jako miejsce z którego pochodził Hipokrates oraz mówi się, że to tutaj został wybudowany pierwszy szpital. Spędziłam na wyspie około 8 godzin, a zobaczyłam całą stolicę wyspy- miasto Kos.  

Dość ciekawa jest historia wyspy- od 1523 roku przez 400 lat była terytorium Turcji, w 1912 roku przeszła we własność Włochów, następnie od 1943r. Niemców, od 1945 r. Wielkiej Brytanii i dopiero w 1947 roku została przekazana Grecji.
statek kursujący Bodrum- Kos- Bodrum.
 Fot. źródło własne
 Fot. źródło własne
Stolica wyspy Kos- miasto Kos. 
Fot. źródło własne
 Atrakcje turystyczne miasta. 
Fot. źródło własne
 Piękne drzewo, ale tak zniszczone przez ludzi :(
Fot. źródło własne
 Fot. źródło własne
 Dobrze, że nie zapomnieli się podpisać, że tu byli...
Fot. źródło własne
 Fot. źródło własne
Bilet do zamku  w mieście Kos. Wstęp wolny dla studentów! 
Fot. źródło własne
Zamek. 
Fot. źródło własne
 Panorama z muru zamku na zachodnią część portu.
Fot. źródło własne
 Taaaki duży statek przybijał!
Fot. źródło własne
 Zamek.
Fot. źródło własne
Fot. źródło własne
Kościół przy ulicy Hippokratous'a
F
ot. źródło własne
Ancient Agora
F
ot. źródło własne
Ancient Agora
F
ot. źródło własne
Ancient Agora
F
ot. źródło własne
Drzewo Hipokratesa
F
ot. źródło własne
Popularność Drzewa Hipokratesa
F
ot. źródło własne
Wyglądają lepiej niż smakują, ale generalnie są ok.
F
ot. źródło własne
Fot. źródło własne
Kościół przy Old Stadium
F
ot. źródło własne
Fot. źródło własne
W bramie znajduje się restauracja na wolnym powietrzu.
F
ot. źródło własne
McDonald's zawsze blisko.
F
ot. źródło własne
Fot. źródło własne
Xisto & Nimfeo
F
ot. źródło własne
Xisto & Nimfeo
F
ot. źródło własne
Xisto & Nimfeo
F
ot. źródło własne
Casa Romana
F
ot. źródło własne
Greckie babcie dają rade!
F
ot. źródło własne
Fot. źródło własne
Fot. Kasia 
Lunch w restauracji Akteon.
F
ot. Kasia
A.

sobota, 18 października 2014

Animacyjny pamiętnik cz.2

Część druga animacyjnego pamiętnika- sezon
27.czerwca przywitał Nas rozmowami z managerami i poszukiwaniem naszych zaginionych przesyłek. Dlatego też nie miałyśmy za bardzo materiałów z którymi mogłyśmy pracować, no ale w końcu w pracy animatora chodzi o to aby być kreatywnym, więc powiedzmy, że jakoś sobie poradziłyśmy. Wieczorem natomiast przyszedł czas na imprezę urodzinową w strefie VIP na statku. Wow! Super impreza, niesamowity klub (podczas imprezy statek pływał, dzięki czemu dodatkową atrakcją było podziwianie Bodrum nocą z morza!), darmowe drinki i pokazy profesjonalnych tańców ze skąpo ubranymi paniami oraz półnagimi panami. Przy okazji poznawałyśmy się z teamem :)
Występ taneczny. Fot. źródło własne
Bodrum widziane z morza nocą. 
Fot. źródło własne
W sobotę tydzień później (05.lipca) Joseph, jeden z animatorów również miał urodziny i znowu padło na imprezę na statku „Dimond”. Tym razem my również złożyłyśmy się na prezent (po 15 lir) i musiałyśmy zapłacić za napoje i przekąski (orzeszki, itp.) po 10 lir. Wręczenie prezentu odbyło się na scenie po show. Impreza niestety nie odbywała się w strefie VIP, tylko w normalnej (bo tak wolał Joseph).  Nie było tak fajnie jak ostatnio, cały czas trze było stać, nie było wygodnych kanap, ale i tak było spoko J Imprezę mi trochę popsuła pewna turystka z Rosji… ale poza tym super się bawiłam :D Wytańczyłam (salsa z J. <3), wyskakałam, ‘wypoczęłam’ :) 

Po imprezowej sobocie miałyśmy w końcu pierwszy dzień wolny (dopiero 06.07)! Jak już się wyspałyśmy, poszłyśmy popływać w basenie hotelowym (w którym w sumie nie wiedziałyśmy czy możemy czy nie możemy się kąpać w naszym dniu wolnym, więc się pozakrywałyśmy, żeby nikt nas nie poznał). Następnie lunch i wycieczka do miasta na spacer w poszukiwaniu apteki (w niedziele apteki są zamknięte! Jest tylko jedna lub dwie otwarte i trzeba szukać która akurat w tą niedziele pełni dyżur)  i mały shopping, bo okazało się że dużo ciuchów w konkretnych kolorach powinnyśmy mieć, a nie miałyśmy. Tak więc najpierw centrum, gdzie kupiłyśmy pare rzeczy, opłaciłam turecki telefon i zjadłyśmy lody na których nas koleś oszukał :/ później centrum handlowe (Midtown) gdzie spotkałyśmy w sklepie „Koton” prawie cały team!
Fot. źródło własne
Jeszcze białe nogi :D 
Fot. źródło własne
Następny wolny dzień (13.07) spędziłyśmy na dłuższym spaniu, opalaniu na plaży w Gumbet (zdecydowanie przereklamowana. Brudna i nie ma pryszniców), spacerowaniu po centrum i zakupach (na których kupiłam aż jedną bluzkę).

Na szczęście na kolejny day off nie musiałyśmy długo czekać, bo był już w środę- 16.07 (odpracowany zaraz po przyjeździe). Dzień który zapowiadał się bardzo nudno (wizyta w banku w celu założenia konta) okazał się być super! Przyjechało nam pomóc dwóch „opiekunów” z firmy w której pracowałyśmy. Niestety ciężko było cokolwiek załatwić nawet rodowitym Turkom. Jeździliśmy od banku do banku oraz do urzędu w celu zmiany zameldowania mnie w Turcji :/ Okazało się to jednak zbędne i w końcu jednej Pani z 'ISbanku' udało się utworzyć mi konto. Później koledzy z firmy obwieźli Nas po prawie całym Bodrum! W końcu zobaczyłyśmy słynne mauzoleum (szału nie ma. Koszt 10TL), ruiny antycznej bramy (IV w. p.n.e.), zjadłyśmy pysznego lahmancuna, itd. Kaśka podrywała kierowcę (który później się w niej na maksa zakochał :D ), a ja musiałam jakoś pozbyć się jego kolegi, który chyba z poczucia obowiązku widząc jak tamta dwójka ze sobą flirtuje, zaczął ‘świecić oczami’ do mnie. Ale od razu sprowadziłam go na ziemie i w miarę szybko odpuścił.

19.07- Pamukkale!- „Bawełniany zamek”. Zdecydowanie inne niż na wszechobecnych fotografiach. Wapienie, które niegdyś były śnieżnobiałe, teraz są brudnobiałe, żółte, a nawet brązowe- co oznacza ogromny niszczący wpływ turystyki na ten cud natury. Szału na mnie nie zrobiło, ale na pewno warto zobaczyć, szczególnie, że niedługo je zamkną na minimum paręnaście lat.
Przy Pamukkale znajdują się również ruiny starożytnego (II w. p.n.e.) miasta Hierapolis, które położone jest nieco wyżej, na zboczu góry Cökelez. Warto przejść do końca Hierapolis, gdyż na końcu znajduje się Nekropola- wg mnie najciekwsze miejsce w całym Hierapolis.
Pierwszy widok na Pamukkale
Fot. źródło własne
Brama wejściowa- masówka! Większość tych ludzi i tak nie rozumie gdzie wchodzi :( 
Fot. źródło własne
Welcome to the world heritage Pamukkale. 
Fot. źródło własne
Przebieralnia. Można było (dodatkowo płatne) skorzystać z kąpieli w odmładzającym o 10 lat basenie Afrodyty, pójść do fish doctora, itp. 
Fot. źródło własne
Basen Afrodyty- zbiornik z wodą termalną w którym kilkunastominutowa kąpiel sprawi, że będzie się młodszym o 10 lat i wyleczą się choroby skóry. Tiaa... "niestety" nie skorzystałam- nie będę młodsza o 10 lat, ale może chociaż na tych ludzi jakoś placebo zadziała. 
Fot. źródło własne
Fot. źródło własne
W tym miejscu można sobie nakręcić film z różnych miejsc w Turcji, lecąc nad nimi na dywanie. Moje wujostwo coś takiego nagrało, więc ja już sobie podarowałam. Wygląda specyficznie, ale w sumie fajna pamiątka z tego może być :) 
Fot. źródło własne
Fot. źródło własne
Fot. źródło własne
Fot. źródło własne
Fot. źródło własne
Im dalej tym mniej ludzi. UWAGA! Wchodzi się po wapieniach na boso, a w miejscach gdzie jest woda często jest dość ślisko. 
Fot. źródło własne
Hierapolis. 
Fot. źródło własne
Fot. źródło własne
Fot. źródło własne
Jeden z grobów. 
Fot. źródło własne
26.07- Urodziny Fundy- animatorki z tureckiego teamu. Pojechaliśmy do centrum Bodrum pochodzić po klubach i na koniec do kina 3D. Ten wieczór był bardzo głupi i bezużyteczny. Lataliśmy po mieście, a team się podzielił, bo ktoś tam komuś nie powiedział gdzie będziemy i ktoś czekał….. Chyba w ten wieczór było epicentrum nienawiści  Francuzów i Turków. Później już nikt z nich nie udawał że się nie lubią. My nie obrałyśmy żadnej ze stron i pozostałyśmy neutralne po środku.

27.07- Day off, w którym nie robiłam nic, bo czekałam na wypłate...

03.08- wybrałyśmy się na KOS (statek- 19 euro). Cieszyłyśmy się jak głupie, kiedy chociaż na jeden dzień mogłyśmy odwiedzić Europe! Mimo, iż było Bodrum i Kos jest bardzo blisko siebie, to różnica w klimacie jest spora. Ludzie, jedzenie, zachowania... wszystko inne. Zobaczyłyśmy najważniejsze zabytki w mieście, zjadłyśmy obiad, kelner dał nam po darmowym kolorowym drinku i już trzeba było wracać :( Polecam restauracje "Akteon" (https://www.facebook.com/pages/Akteon/662763297084791)- znajduje się dość blisko portu. Zdjęcia z Kos będą w następnym poście

10.08- boat trip.+ hamman. Boat trip super! Za 25 lir z lunchem w cenie (nie był jakiś wypasiony, ale przynajmniej było tanio).Wizytę w hammamie dostałyśmy gratis, ale już na miejscu okazało się że koleś „radzi” nam wykupić masaż, bo to tylko jest podstawowe. Kupiłyśmy Aroma masaż za 50 lir. Miało byś 30 minut, było 20. Miało być przyjemnie, a było bardzo boleśnie. Miało być profesjonalnie, a było beznadziejnie. Chyba był to pierwszy masaż w wykonaniu tego Pana dlatego wszystkim odradzam ten Hammam w Gumbet (nazwy nie pamiętam, więc lepiej po prostu do innej dzielnicy pojechać do hammamu)
Fot. źródło własne
Fot. źródło własne
Fot. źródło własne
Absolutnie nie śmieszą mnie ich stroje kąpielowe, ale jak zobaczyłam dorosłe kobiety z tymi dmuchanymi zabawkami i
ich sposób "pływania" w nich... no nie mogłam się powstrzymać, żeby zdjęcia nie zrobić :D
F
ot. źródło własne
Fot. źródło własne
17.08- poszłyśmy na zamek Św. Piotra w Bodrum!  Później zakupy (prezenty i ciuch na sobotę, bo… wtedy były urodziny Aude= duża impreza! :D)
Wstęp- 25 lir. Brak zniżek studenckich :(
F
ot. źródło własne
Fot. źródło własne
Fot. źródło własne
Fot. źródło własne
Fot. źródło własne
Fot. źródło własne
Fot. źródło własne
Fot. źródło własne
Fot. źródło własne
Fot. źródło własne
Nie, to nie jest meczet. W środku znajduje się powyższa rekonstrukcja łodzi.
F
ot. źródło własne
Fot. źródło własne
Toaleta.
F
ot. źródło własne
Fot. źródło własne
Lochy!
F
ot. źródło własne
23.08- Impreza urodzinowa animatorki z Francji- Aude. Było bardzo fajnie mimo, że jeden turecki turysta o mało co mnie nie pobił, ale... czego się nie robi dla obrony zespołu. Z tureckiego teamu była szefowa z chłopakiem, ale dość szybko sobie poszli. Może właśnie przez to, że nikt się nikogo nie czepiał impreza się udała :) 

24.08- Day off w którym znowu nie robiłyśmy nic. Z imprezy wróciłyśmy koło 6 (nie wiadomo kiedy zleciało!), więc połowę dnia spałyśmy, a potem pojechałyśmy do Centrum Bodrum na spacer i zakupy. 
Bodrum. 
Fot. źródło własne
Bodrum Centrum. Główna uliczka sklepowa. 
Fot. źródło własne
Fot. źródło własne
29.08. była impreza pożegnalna animatorek (dwóch) z Holandii. W sumie gdyby nie to, że dzieliłyśmy to samo pomieszczenie w pracy to pewnie bardzo słaby kontakt byśmy miały. Na początku się nie lubiłyśmy, ale później lubiłyśmy wspólnie siedzieć po pracy i oglądać spadające gwiazdy (których w Bodrum widziałam bardzo dużo!). Impreza bardzo krótka, bo dziewczyny musiały następnego dnia wcześnie wstać na samolot.Ale było miło, był tort, świeczki i duuużo śmiechu! 
Tort ze świeczkami!
F
ot. źródło własne
Od 31.08 do 04.09 miałyśmy wolne! Planu konkretnego brak. Sprzątałyśmy po pracy wszystko, zamykałyśmy w kartony, itp. Przeważnie: 10- pobudka, ogarnianie i próba dopakowania walizek; 12- śniadanio- lunch; 13-16- basen, opalanie; 16- jakaś przekąska w tureckiej restauracji; 17-18:30- siłownia+ basen (niby) sportowy; 18:30-19:30- kąpiel, itp.; od 19:30- kolacja (obiad), czasem wyjście na zakupy, czasem spędzenie czasu ze znajomymi gdzieś w hotelu lub w pokojach... Gdzieś w między czasie się pakowałyśmy, a i tak jak zwykle wszystko na ostatnią chwilę wrzucałam do walizki. 

04.09. wieczorem wsiadłam do samolotu powrotnego do Polski. Jako jeden z nielicznych razów, chciałam już wracać. Nie czułam się tam tak jak chciałam. W domu byłam dopiero dnia następnego. 

A.

czwartek, 16 października 2014

Animacyjny pamiętnik cz.1

Trochę (od 1.01!) czasu nic nie pisałam... ale w sumie nie za dużo się działo. W maju pojechałam do Niemiec, ale szczególnie dużo nie podróżowałam. Tylko po znanych mi już miejscach. Za to w wakacje... znowu wylądowałam w Turcji. Początkowo byłam zła, że i tym razem nie będą to moje wymarzone Wyspy Kanaryjskie, jednak teraz, gdy już wróciłam z bagażem nowych doświadczeń, patrzę na to z trochę większym dystansem i…. w sumie nawet fajnie było :)

Tak więc, od 26.06 do 04.09 (niestety, tylko tak krótko) spędziłam kolejny animacyjny sezon w ***** hotelu w Turcji. Tym razem w Bodrum, a moją animacyjną połówką z Polski była Kasia.  Czas tam leciał strasznie szybko i dwa i pół miesiąca zleciało jak miesiąc. Ogromnym minusem hotelu był brak Internetu. To znaczy niby był (tylko w lobby i czasami  w restauracji głównej), ale miał tak wolne tempo, że sprawdzenie maila i facebooka zajmowało około godziny. Dlatego też nie dodawałam nic na bloga. Za to zapisywałam w miarę regularnie notatki na komputerze i teraz przyszedł czas na ich sklejenie. Trochę się przez ten czas wydarzyło... Czas rozpocząć część pierwszą animacyjnego pamiętnika- dzień pierwszy.

26. czerwca rano wsiadłam w pociąg z Poznania do Warszawy Zachodniej, następnie stamtąd na Lotnisko Chopina. Oczywiście, aby nie było za nudno, nie obyło się bez pomylenia pociągów i zamiast na Chopina wsiadłam w pociąg do Modlina. W ostatniej chwili szybko wyleciałam i okazało się, że mój pociąg przed chwilą odjechał z bardzo odległego peronu i po dojściu na niego na następny czekałam ok. 20 minut. W końcu przyjechał i pojechałam kasując zwykły bilet jak na komunikację miejską. Oczywiście studencki, więc cała droga z Poznania na lotnisko kosztowała mnie około 25zł.
W końcu dotarłam i poznałam Kasie, która już czekała na lotnisku. Na początku trochę brakowało tematów do rozmów, ale później już było lepiej- w końcu czekało Nas czekanie około 4 godzin do odlotu, a później dwa i pół miesiąca wspólnej pracy. Wraz z otwarciem stoiska mojego lotu przybył kurier z naszymi paszportami z wklejonymi wizami pracowniczymi. Była to też przyczyna mojego wylotu z Warszawy- ambasadzie tureckiej zajęło 50 dni wydanie mi wizy -> 7.maja złożyłam dokumenty, wizę wydano 25.czerwca. Ale w końcu ją miałam. To już pewne- za 5 godzin będę w Azji!

Lot minął bezproblemowo, odbiór bagaży, przywitanie z rezydentką, transfer… ciągle przyglądałyśmy się ludziom i obstawiałyśmy, z którymi z nich spotkamy się w hotelu. Gdy goście się zameldowali przyszedł czas na Nas. Z „bananem” na ustach przedstawiamy się, a oni, że nic o tym nie wiedzą i czy jesteśmy pewne. Znowu nikt nie wiedział o moim przyjeździe! Po wytłumaczeniu dlaczego się tutaj znalazłyśmy miałyśmy zostawić walizki, pójść na kolacje, mini disco i show, a później wrócić. Oni w tym czasie mieli nam znaleźć jakiś nocleg. Kolacja już się kończyła, a zanim odnalazłyśmy amfiteatr to już było po mini disco. Czekałyśmy na show- jak w każdy czwartek, tak i wtedy czekało nas bingo i wieczór turecki- za pierwszym razem było ciekawe, ale w każdy kolejny czwartek- nuuuuda.

Po show poznałyśmy się z częścią teamu. Zapowiadało się super. No i już wtedy zostałyśmy zaproszone na imprezę dnia następnego- urodziny Erkana (brata managera animacji, a chłopaka szefowej animacji), które miały odbyć się w strefie VIP podczas dziewiczego rejsu statku- klubu!

Przyszedł czas na powrót do recepcji, aby dowiedzieć się co z naszym lokum. Miałyśmy mieszkać w części pracowniczej przy hotelu, a za sąsiadów mieć z jednej strony naszą szefową z chłopakiem, a z drugiej manager hotelu. Część pracownicza była niemal jak połowa naszego ogromnego hotelu! Z 45 kilogramami bagażu (dwie walizki + torba podręczna z laptopem) szłyśmy pod górę… znów pod górę… 50 schodów do góry… i dalej pod górę…. Wymęczone całodniowym maratonem, po wejściu do pokoju wzięłyśmy prysznic i poszłyśmy spać. Jutro czekało Nas odnalezienie rzeczy przysłanych przez firmę, o które jak pytałyśmy to nikt nic takiego nie widział i wieczorem- pierwsza impreza ;)
Widok na hotel prawie spod bramy wjazdowej. Fot. źródło własne

Nasze domki pracownicze. Widok z kafeterii. Pierwsze piętro, czwarte okno od lewej to nasz pokój :) Fot. źródło własne

Po prawej część hotelu, po lewej część pracownicza z kafeterią. Fot. źródło własne

Staff part.  Fot. źródło własne
A.

środa, 1 stycznia 2014

Noworoczne podsumowanie

Co się działo w 2013?

styczeń
- koncerty i zaliczenia
- 23-25.01-> Praga 

luty
- 02.02-> bal
- sesja
- problemy, problemy, problemy...

marzec
- Nartach we Francuskich Alpach.
- Wielkanoc w pracy- Chrzciny. 

kwiecień i maj
- koncerty, studia i praca nad licencjatem.
- 10.05.- ślub A. i M.

czerwiec
- zaliczenia, sesje, itp.
- 20.06.-> Egzamin na pilota podejście pierwsze- oblane.
- 25.06.-> Obrona licencjatu o 15 (ocena-> 5!), a o 14 przylot Brazylijczyków, których miałam odebrać z lotniska. Na szczęście K. poradziła sobie sama, a ja przywitałam ich już w hotelu.
- 25-30.06-> festiwal-> opieka nad grupą z Brazylii :)

lipiec i sierpień
- praca, imprezy na plaży, tańce na dechach. Dziękuję A., A. i P. :)
- 24.08.-> Wesele A. i K. w Obrze (jako osoba towarzysząca) 

wrzesień
17- 26.09.-> tournee po Hiszpanii. Super spędzony czas i zwiedzone wschodnie wybrzeże- od Alicante po granice z Francją :) (Początkowo miała być Rosja, ale została zamieniona właśnie na Hiszpanie)
- 28.09.-> ślub Agi i Grzesia <3

październik
- studia-> Znowu na pierwszym roku (ale przynajmniej II stopnia) ^^
- dr B. zgodziła się być moją promotorką! Praca nad magisterką trwa.
- Japan week.
- 29.10-> II podejście do egzaminu na pilota- tym razem z wynikiem pozytywnym :D

listopad i grudzień
- studia, koncerty, rozwiązywanie jednych problemów i dzielne przyjmowanie na klatę nowych.
- przyjemne, rodzinne święta :)

Podsumowując

Rok słaby jak chodzi o podróże, ale przynajmniej posunęłam do przodu inne ważne rzeczy.

Co będzie w 2014? 

- pisanie magisterki.
- luty- ślub U.
- maj- na 100% Alpy. Długość zależy od studiów.
- czerwiec- wrzesień- wyjazd do pracy. Może do Hiszpanii(bardzo bym chciała!), może Turcja... okaże się pewnie jakoś w lutym- marcu.
- wrzesień/ październik-> tydzień wakacji może gdzieś w UK... zobaczę jakie tanie loty będą :)
- grudzień- zachciewajka dzisiaj wymyślona-> przywitać Nowy Rok w niemieckich Alpach. Trochę nartkowania i 01.01.2015r. wybrać się na skoki narciarskie w GPK :)

Postanowienia noworoczne

- Jak rok temu- żyć zdrowo i być fit (bez skrajności)
- Zaoszczędzić jak najwięcej się uda... z tym może być ciężko, ale efekt tego będzie za rok :D

Happy New Year!!! :)

A.