piątek, 25 marca 2016

Pół roku w USA!

Dokładnie 185 dni, czyli 6 miesięcy i 4 dni.

Zleciało strasznie szybko! Dużo się działo - dobrego i złego. Od miesiąca jestem u nowej rodziny... Tak - byłam w rematchu. Była to moja decyzja, którą tak naprawdę rozważałam od samego początku. Za dużo nikomu nie mówiłam, bo wydawało mi się, że rematch to taka straszna sprawa i chciałam po prostu dotrwać do końca. REMATCH WCALE NIE JEST TAKI ZŁY! Ale napiszę o nim innym razem. Teraz chciałam podzielić się z Wami filmikiem jaki na szybko zrobiłam podsumowujący moje 6 miesięcy w Stanach. 

11 stanów "zaliczonych", 39 zostało do zobaczenia!

W weekend zamierzam poczytać blogi, bo przyznam, że mam spore zaległości! Postaram się też dodać kolejną notkę. 

Miłego weekendu!

A.



wtorek, 1 grudnia 2015

Thanksgiving

Trochę mnie nie było, ale już jestem i obiecuję nadrobić zaległości. Wyjaśnię również dlaczego przez jakiś czas nic nie pisałam. Miałam małe problemy, ale już jest wszystko dobrze :)

Thanksgiving, czyli Święto Dziękczynienia jest świętem obchodzonym w USA (w czwarty czwartek listopada) oraz w Kanadzie (drugi poniedziałek października) na pamiątkę przybycia brytyjskich pielgrzymów (ang. pilgrim) do miejscowości Plymouth w stanie Massachusetts w 1621 roku. Miejscowa ludność pomogła im przetrwać, a Ci aby im się odwdzięczyć przygotowali dziękczynną kolację. 
The First Thanksgiving

Miałam szczęście i udało mi się spędzić to wyjątkowe dla Amerykanów święto  w prawdziwej amerykańskiej rodzinie. Dokładniej, spędziłam je u mojej LCC (najlepszej na świecie!), do której zjechało się ponad 20 osób.  Przygotowania zaczęły się kilka dni wcześniej, kiedy to moja LCC ze swoją mamą całymi dniami przygotowywały potrawy: przekąski, desery, kilka dań... no i oczywiście indyka! Stoły się uginały, a zamknięcie lodówek było nie lada wyzwaniem! 

Goście zjeżdżali się mniej więcej 14:30-16 (chociaż jeden syn LCC trochę zaspał i dojechał dopiero koło 18!). W tym czasie wszyscy się poznawali, jedli przekąski lub szykowali stół na obiad, a dzieci robiły czapki pielgrzymów i wręczały każdemu (mimo, że nikt jej później nie zakładał). LCC przedstawiała mnie jako swoją przyjaciółkę, a gdy podczas rodzinnej fotografii zaoferowałam się, że mogę zrobić zdjęcie usłyszałam, że absolutnie nie ma takiej opcji, bo teraz jestem częścią tej rodziny!
Przekąski

O 16 usiedliśmy do obiadu, który rozpoczął się podziękowaniem. LCC jako przedstawiciel rodziny dziękowała ze rzeczy, które spotkały ich w ostatnim roku. Podziękowała również za to, że w ten szczególny dla nich dzień jestem z nimi. Miło! Obiad to indyk przygotowany na dwa sposoby oraz masa towarzyszących mu dodatków, takich jak: puree ziemniaczane, sos, cranberry sauce, green bean casserole (nie polecam...okropne!) oraz wiele innych. 
Gotowi na obiad!
Po obiedzie był czas na odpoczynek i oglądanie footballu amerykańskiego (niestety nie mogliśmy pograć, bo było za zimno, więc oglądanie musiało wystarczyć). Ciągle nie czaje zasad, ale udawałam, że mniej więcej wiem o co chodzi :D Dzieci kleiły domek z piernika (miały zrobić 2 i miały być zawody w jego jedzeniu, ale ostatecznie zbudowanie jednego domku okazało się wystarczająco trudnym zadaniem), po czym przyszedł czas na ostatni posiłek - deser! Pumpkin pie, apple pie, masa ciasteczek... uwielbiam słodkie rzeczy, ale nie dałam rady wszystkiego spróbować! Później graliśmy w grę, które według mnie jest połączeniem Tabu i Gorącego ziemniaka. Świetna zabawa i dużo śmiechu do około 23, kiedy to powoli wszyscy zaczęli wracać do domów lub iść spać.
Piernikowy domek maksymalnie obklejony słodyczami
Deser!!!! :)
Piątek po Thanksgiving to Black Friday, czyli podobno dzień największych wyprzedaży. Usłyszałam dużo opinii, że wcale nie ma tak dużo promocji... Są na jakieś określone rzeczy i bierzesz to co jest, a nie koniecznie to co bardzo chciało się kupić. Słyszałam, że lepiej kupować po Bożym Narodzeniu - są większe promocje i na wszystko. Ja się nawet nigdzie w ten dzień nie ruszyłam, natomiast dziewczyny pisały mi, że ciężko było znaleźć miejsce na parkingu i wcale nie kupiły tak dużo. Były to zakupy bardziej na zasadzie "kosztowało tylko 15$ to wzięłam. Może się kiedyś przyda". Ja czekam na styczeń, żeby kupić cieplutką bluzę, iPada i być może lustrzankę Nikon. Nic więcej mi nie potrzebne :) 

Mam nadzieję, że Wy również spędziliście fajnie Święto Dziękczynienia i być może kupiliście coś ciekawego podczas Black Friday. Jak nie ma Was w Stanach, a planujecie wyjechać, to... szykujcie brzuchy! I nie jedźcie za dużo na obiad, bo to deser jest najlepszy ;)

A.


czwartek, 22 października 2015

Miesiąc - jest lepiej :)

Dziękuję wszystkim za wsparcie i dobre słowa! To było bardzo miłe :)

Tak jak przewidzieliście - jest już lepiej. Z Młodym już się fajnie dogaduje. Zna granice, sam wie kiedy przegnie i zna konsekwencje. Napady złości są teraz rzadsze i dużo krótsze. Wie że nic nie dadzą, więc czasem sobie popłacze, pokrzyczy i jest luzik. Przy następnej okazji użyje sposób Poli z liczeniem. Myślę, że może się sprawdzić! O wiele fajniej mi z nim jest jak jesteśmy sami. Przy rodzicach świruje i zachowuje się inaczej, a ja czuję się mniej pewnie, wiedząc że za ścianą ktoś mnie może obserwować i słyszy wszystko co mówię. Na szczęście Hostka rzadko kiedy pracuje w domu, więc jakoś to przeżyje. Często przychodzi, przytula się, mówi miłe rzeczy. Kochany jest i przestał mnie testować :)

Z Hostami cały czas ok. Niestety nie mogę powiedzieć, że są dla mnie jak prawdziwa rodzina. Są kochani i jak potrzebuję pomocy to zawsze pomogą, ale czuję że u nich pracuję. Mają wymagania i zasady. Jak je spełnię to jest ok, ale jak coś pomylę/ zapomnę/ przekręcę to mogę mieć problemy. Dlatego staram się jak mogę, aby wszystko robić dobrze. Nie mogę jeździć samochodem. Tylko jak pracuję to mogę po najbliższej okolicy. Jak zdam tutejsze prawko to mamy wrócić do rozmowy o używaniu samochodu w wolnym czasie. Myślałam, że uda mi się je zrobić wcześniej, ale mogę podejść do egzaminu dopiero po miesiącu mieszkania w Virginii, więc w następnym tygodniu trzymajcie kciuki!

Uczelnia - zapisałam się na NOVA Community College. Chciałam zacząć 21.10, ale nie ma nic fajnego. Uczelnia jest bardzo droga, więc wolę poczekać i od stycznia zacząć coś, co mnie będzie interesować i co przyda mi się w przyszłości. Najważniejsze, że zdałam egzaminy wstępne i mogę iść na co mam ochotę, co mnie bardzo cieszy! :)

Pierwsze wycieczki już za mną. Byłam kilka razy w Waszyngtonie, który uwieeelbiam! Jak na razie bardziej mi się podoba niż Nowy Jork, ale do niego na pewno wrócę w zimę (choinka i łyżwy na Rocefeller Center!) i jak już będzie cieplutko, więc ocenie jak spędzę w nim więcej niż kilka godzin. Plusem DC jest też to, że bardzo dużo rzeczy jest darmowych. W ostatnią niedziele można było za darmo zobaczyć ogród w Białym Domu. Teoretycznie po bilet trzeba było pojawić się wcześniej, ale ja poszłam od tak i akurat jeden bilet dał mi pewien przystojniak z obsługi. Moje szczęście! Także za cały dzień w DC przeważnie wydaję nie więcej niż 15$ (metro + obiad). W Columbus Day Washington Wizzards mieli "open practice", na który poszłam. Za darmo można było pooglądać jedną z najlepszych drużyn na świecie, w której szeregach jest Marcin Gortat! Na pewno wybiorę się tam jeszcze raz na ich mecz :)


Byłam też na Cox Farm z Host Rodziną. Miejsce typowo dla dzieci, ale mi też się podobało. Fajnie urządzone, a do tego sprzedają tam niesamowicie smaczny popkorn!

Soccer game - Cluster Meeting

Moja HF często jada na mieście. Tutaj mieliśmy swojego prywatnego kucharza, który do mojego dania ekstra dodał krewetki i cebulę, których nieznoszę! Ale żeby mu nie było przykro coś tam "pomerdałam" trochę zjadłam i powiedziałam, że nie jestem głodna. 



Orkiestra Obamy

Ogródek Obamy

Open prectice


Cox Farm
Taka Ameryka :D

Tyyyle dyń! 
W najbliższą sobotę jadę zagłosować do Ambasady, a później do Annapolis na mecz footballu amerykańskiego (cluster meeting)! W niedziele koleżanka planuje jechać do Parku Narodowego Shenandoah, ale nie wiadomo jeszcze czy pomysł wypali. A w następny weekend już Halloween! 

Żyję, mam się znacznie lepiej, w rematch póki co nie idę! 
A.






wtorek, 6 października 2015

Pierwsze dwa tygodnie - KATASTROFA!!!

Dzisiaj mijają równe dwa tygodnie od kiedy postawiłam stopę w tej cudownej, wymarzonej Ameryce. I co?? I nic.... Szału nie ma.... Zero fajerwerków, ekscytacji... 5 lat marzeń i planowania tego wyjazdu, a teraz siedzę i myślę, że lepiej mi było na Teneryfie i ze chętnie to tam właśnie bym wróciła. Albo do Polski (tak, do tej złej, okropnej Polski, z której wszyscy chcą uciec i której tak wiele osób nienawidzi). Ale od początku.

Wyjazd rozpoczął się szkoleniem, o którym pisałam w poprzednim poście. Zobaczyłam Nowy Jork i było super. W czwartek o 17 wsiadłam w pociąg do Waszyngtonu, w którym byłam o 22. Jechałyśmy dość sporą grupą osób, w tym we trzy Polki. Był to pierwszy moment kiedy na prawdę zaczęłam się denerwować. Jacy oni będą? Czy mnie polubią? Czy ja polubię ich? O czym na początku rozmawiać, żeby nie było niezręcznej ciszy? Jak się przywitać? A co jeśli kłamali i wcale nie są tacy jak pisali?

Waszyngton. Czas wysiadać. 
Idziemy my - zestresowane au-pairki. 
Czekają oni - zestresowane rodziny. Czasem całe, a czasem z powodu późnej pory, tylko przedstawiciel. 
Na mnie czekała cała rodzina. Przytulas z Hostką, przytulas z Hostem, piątka z Młodym, który dał mi rysunek  na przywitanie i poszliśmy do samochodu. W między czasie cały czas gadałam (w końcu tyle tematów zapisałam sobie w głowie podczas podróży) co chyba nawet dla nich było dziwne. Pojechaliśmy trochę dłuższą drogą, żeby pokazać mi DC nocą. Piękne, a do tego takie puste miasto... prawie zerowy ruch był tej nocy. 


Dojechaliśmy do domu. Mojego Nowego Domu. Pokazali mi mój pokój, Hostka dała mi parę kosmetyków, prysznic i spać, bo następnego dnia musiałam wstać o 7 (bo po co wyspać się po szkoleniu i przestawić na nowy czas)! Rano Hostka pokazywała mi codzienny poranny rytuał i zawieźliśmy go do szkoły. Później Hostka pracowała a ja od 9:30 do 15:30 miałam wolne. Pojechałyśmy po Młodego i do około 19 bawiłam się z nim. Hości zamówili pizze, obejrzeliśmy film i tyle. W między czasie pokazali mi wszystko. Osługę każdego urządzenia w domu, zasady, co gdzie jak robić, w jaki sposób co podawać.... Po filmie poszłam do pokoju, gdzie ryczałam w poduche i pytałam sama siebie, po co mi to było. Nie pamiętałam nic co mi mówili. Jak co działa, jakie śniadania mam robić Młodemu, gdzie co jest w domu.... Byłam przerażona.

Na dobitkę w sobotę pojechałam z Hostką otworzyć konto w banku (co by więcej do zapamiętania było) i na zakupy spożywcze (jakoś głupio było mi cokolwiek włożyć do koszyka). Wróciliśmy do domu, pobawiłam się z Młodym i pojechaliśmy na obiad do restauracji, a później do kina. Jak wróciłam do pokoju leżałam w łóżku i ryczałam. Nie wiedziałam co zrobić żeby wrócić...

W niedziele w sumie nic się nie działo. Poszłam na długi spacer po okolicy, a później Hostka wzięła mnie na parking, żebym spróbowała poprowadzić "ciężarówkę", bo nigdy wcześniej nie jeździłam automatem. Oczywiście poszło mi tragicznie i stwierdziła, że może lepiej na razie pojeżdżę mniejszym samochodem. Tak więc wróciliśmy i pojechałam z Hostem do centrum handlowego, po czym jak mieliśmy wracać to dał mi kluczyki i powiedział, że ja wracam. Zrobił to z poważną miną, więc raczej nie miałam co dyskutować i mówić że nie czuję się pewnie. Powiedział mi co gdzie jest i wróciłam do domu. Uznał że spoko jeżdżę i że na najbliższy tydzień zamienimy się samochodami. On weźmie większy, a ja będę jeździć mniejszym, bo widocznie czuję się w nim wygodniej. Wiedziałam, że następnego dnia mam już normalnie pracować, jeździć samochodem, itd. W nocy znowu ryczałam w poduche i zastanawiałam się co następnego dnia rozwalę, bo przecież nie pamiętam nic z rzeczy które mi co chwila ktoś mówił. Miałam tylko nadzieje, ze nie będzie to samochód, a coś mniej wartościowego.

Poniedziałek - piątek -> normalna praca, wg podanego rozkładu. Chyba środa była pierwszym dniem, kiedy nie uroniłam ani jednej łzy. Sukces!
Sobota -> świętowaliśmy urodziny Młodego, ale z rana Hostka wzięła mnie do polskiego sklepu, który jest ok. 20 minut ode mnie, bo stwierdziła, że tak mało jem bo mi ich jedzenie nie smakuje i mam sobie coś kupić! 
Tort urodzinowy Młodego!

Niedziela -> dwóch kolegów Młodego miało urodziny, więc pojechałam na impreze. Nie miałam tam pracować, a poznać się z inną Polką, która jest au pair właśnie tych dwóch solenizantów.

Poniedziałek, 05.10 -> Dzień byłby całkiem sympatyczny, gdyby nie: 
- niespodzianka z rana, że mam jeździć już dużym samochodem, bo Host chce swój z powrotem; 
- atak Młodego, który jak pojechałam odebrać go ze szkoły to zaczął mnie bić, bo chciał iść na plac zabaw, a nie mógł, bo miał inne obowiązki. Musiałam zatrzymać samochód i poczekać aż się uspokoi, bo odpiął pasy i w ogóle chciał z samochodu wychodzić. 10 minut później w domu przytulał się i mówił że mnie kocha i w ogóle było znowu spoko. Czasem ma takie napady. Ktoś ma jakieś rady co z tym można zrobić?
Zrobiłam na obiad (nie musiałam, tylko chciałam) gołąbki w sosie pomidorowym z ziemniaczkami. Smakowało im :)

Kontakt z Host Rodziną

Hości są super! Chociaż kilka rzeczy nie zgadza się z tym co ustaliliśmy (np. to że przez 10 dni miała być poprzednia aupairka jak przyjadę, a wyjechała tydzień przed moim przyjazdem. Więc nie było wprowadzenia, tylko od razu rzut na głęboką wodę). Ale generalnie są cudowni. Martwią się o mnie, dają dobre warunki, nazywają mnie członkiem rodziny, mają do mnie szacunek, którego tez oczekują od Młodego. Jak tylko powie coś lekko obraźliwego do mnie to bardzo za to obrywa - kara na iPad, najgorsza z możliwych. Także Hostom raczej nie mam nic do zarzucenia. Jak potrzebuje pomocy to zawsze pomagają i doradzają. Często pytają się jak coś wygląda w Polsce, jak powiedzieć coś po polsku. Interesują się moją kulturą, tak jak ja ich, co jest bardzo miłe :)

Host dziecko

na szkoleniu nasłuchałam się, że z tylko jednym dzieckiem to to będą wakacje a nie praca. Nie zgadzam się z tym! Jest sam, więc ciągle muszę z nim być. Nie ma że pobawi się z kimś innym, z bratem, z siostrą... Ale to jest spoko. W końcu to jest moja praca. Nie wiem tylko co mam zrobić z jego napadami... Czasem mogą być dosyć niebezpieczne nie tylko dla mnie, ale też dla niego.

Podróże

Nic nie widziałam, nigdzie nie byłam, bo cały zeszły tydzień lało, wiało i było ziiiimno (huragan). W ten tydzień będę mieć dużo pracy, ale w piątek wieczorem i w sobotę rano planuję zwiedzić Stare Miasto i port, a w niedziele chcę jechać do DC. Mam nadzieję, że wszystko wypali :) 


Było źle. Byłam sama. Chciałam wracać... Ale już jest lepiej. Za niedługo pójdę na uczelnię, poznam ludzi, będę planować wycieczki i czas zacznie lecieć szybko. Dam radę. Muszę!


A.


czwartek, 24 września 2015

Już jestem w USA!

Post miałam wstawić w niedzielę, czyli dzień przed wylotem. Miał być o prezentach i pakowaniu. Nie wyszło... Dlatego teraz będzie większy miks - pożegnania, prezenty, pakowanie i szkolenie, na którym aktualnie jestem i które kończy się jutro. Już jutro wieczorem zobaczę moją Host Rodzinkę! Mam nadzieję, że mnie nie zawiodą i będą tak wspaniali jak są do tej pory :)

Pożegnania

Z Teneryfy do Polski wróciłam tylko na 10 dni, które zleciały niesamowicie szybko! W piątek zorganizowałam imprezę, na której poinformowałam rodzinkę, że za 3 dni - w poniedziałek, wylatuję do Stanów. Przez weekend zrobiłam ostatnie zakupy, pakowanie (parokrotne, bo nie mogłam się zmieścić w limicie kilogramów) i kolejne pożegnania. Resztę poinformowałam telefonicznie, albo dowiedzieli się z fb jak już byłam w NYC. 

Prezenty

Kupiłam sporo prezentów, z których ostatecznie mało wzięłam. Miały być 3 ptasie mleczka, 2 opakowania śliwek w czekoladzie, krówki, michałki, Prince polo, polski miód, wino z Teneryfy,…. Ostatecznie zabrałam jedno ptasie mleczko, jedne śliwki, kilka Prince polo i wymieszaną paczuszkę z krówkami i michałkami. Poza znacznie zredukowanymi słodyczami, mam dla Host Rodziny jeszcze: album o Polsce, 100 najlepszych przepisów tradycyjnej polskiej kuchni, bajki po polsku i angielsku, płyta z muzyką klasyczną polskich kompozytorów, film „Ida”, notesik z Teneryfy, karty „Piotruś” w wersji polskiej, kredki Bambino, maskotka rekin, gra „Dobble”, makieta wulkanu (do zrobienia samemu). Może się wydawać, że Młody dostanie sporo prezentów, ale dwie ostatnie pozycje otrzyma dopiero na urodziny, które ma 10 dni po moim przyjeździe. Wolałam zabrać coś fajnego z Polski, niż latać tam i na szybko kupować byle co.  
(Raczej) prezenty urodzinowe dla Młodego

Prezenty powitalne dla Młodego

Wino, kremy z Kanarów i miód (którego nie ma na zdjęciu) niestety zostawiłam w Polsce, bo walizka była za ciężka :(

Płyty z muzyką i "Ida"

Książka kucharska tradycyjnej polskiej kuchni

Album o Polsce i bajki po polsku i po angielsku

 Pakowanie


Poza prezentami (które zajęły pół walizki) spakowałam jeszcze leki (sporo, na niemal każdą przypadłość), aparat, kosmetyki na pierwsze dni, książki: „Ameryka po KaWałku” (świetna!) do angielskiego, hiszpańskiego i przewodniki ; no i oczywiście ciuchy (mało, ale na każdą porę roku) i 2 pary butów (na jesień/zimę i baleriny). Przydałoby się 5 kg więcej w walizce, ale przynajmniej zrobiłam porządną selekcję i wiem, że wszystko co mam faktycznie będę używać.

Szkolenie

W poniedziałek o 12:20 miałam samolot z Warszawy do Nowego Jorku. Leciało ze mną 8 innych dziewczyn, ale siedziałyśmy porozrzucane po samolocie. Na szkoleniu doszły jeszcze dwie - jedna przyleciała dzień wcześniej, bo miała szkolenie z jazdy samochodem po USA, a druga leciała z Berlina. Także było Nas sporo, aż sama prowadząca się zdziwiła.

Szkolenie - super. Nie wiem jak jest w innych agencjach, ale w APiA bardzo mi się podobało. Wiem, że opinie są podzielone i każdy ma inne odczucia. Tylko tyłek mnie boli od ciągłego siedzenia i zajęcia mogły by być w sali gdzie są okna, ale nie jest najgorzej. Prowadząca - Jode, jest świetną babeczką. Ma ogromne doświadczenie i w ciekawy sposób przekazuje to co wie. 

W poniedziałek po przyjeździe do hotelu spotkała mnie bardzo miła niespodzianka - wycieczka po NYC opłacona przez Hostów! Zdziwiłam się, ponieważ będę mieszkała blisko Nowego Jorku i sami mówili, że na pewno czasem będę sobie tam jeździć na weekend. Ale było to bardzo miłe z ich strony. 
Po dotarciu do  pokoju (który dzieliła z dwiema bardzo sympatycznymi dziewczynami: drugą Polką i Brazylijką) tak jak prosili napisałam im że już doleciałam i wszystko jest ok oraz że dziękuję za wykupienie mi wycieczki. Około 15 minut po wysłaniu maila zadzwonił hotelowy telefon i pogadałam z Hostką. Spytała, czy czegoś potrzebuję i powiedziała, że chciała żebym pojechała na wycieczkę, by poczuć klimat Stanów. Rzeczywiście tak było - dopiero w Nowym Jorku zrozumiałam, że mój rok jako au pair już się zaczął!


67 piętro

69 piętro - widok na Central Park

Time square! Mniejszy niż się spodziewałam, ale ilość reklam powala z nóg. 


M & M's World

Statua wolności! Niestety tylko z daleka... 

Widok na New Jersey
Do Nowego Jorku na pewno jeszcze wrócę. Na początku "szału nie było", ale na Manhatanie... było niesamowicie! Jednak w 4 czy 5 godzin da się zobaczyć bardzo mało, dlatego już planuję, aby niedługo wybrać się tam na weekend :)