Miejsca te znajdują bardzo blisko siebie, a dojazd tam z Poznania zajmuje 3 - 3,5 godziny.
Park księcia Pucklera w Branitz
Bardzo piękne miejsce, ale raczej nie w środku jesieni i w zimie. Dużo prac renowacyjnych i kwiatów, które żyją tylko na wiosnę i w lecie. Park jest otwarty dla wszystkich, więc sporo osób biega, spaceruje z psami lub kijkami. Wejście jest bezpłatne. Do dworku, który znajduje się w parku można wejść nie tylko w dni, kiedy odbywają się tam jakieś wystawy. Nie byłam w środku, więc niestety nie wiem, czy wstęp jest darmowy, ale jeżeli jest płatny, to zapewne jest to opłata symboliczna.
Tym co było dla mnie najbardziej interesujące to historia życia Pucklera, o której trochę można poczytać tutaj. Prowadził dość... kochliwy tryb życia, potrafiąc od pań swego serca dostać całkiem spore majątki.
| Wewnątrz tej piramidy pochowany jest Puckler Fot. źródło własne |
| Fot. źródło własne |
Myślałam, że będzie to najlepszy punkt wycieczki, ale trochę się przeliczyłam. Jadąc tam liczyłam, że będzie tak jak jak w fabryce czekolady Willy Wonka, czyli o tak:
![]() |
| Żródło: Internet |
Pierwszą częścią wizyty w fabryce było obejrzenie filmu (ok.10 min.) o fabryce, jej założycielach (rodzinie z Belgii) i procesie powstania czekolady. Film był z polskim lektorem.
| Panie przy wejściu częstowały kawałkiem czekolady oraz filiżanką gorącej czekolady Fot. źródło własne |
| Film Fot. źródło własne |
| Po filmie każdy dostał czekoladowego ogórka (zanim nie ugryzłam to serio się wkręciłam, że tam ogórek jest w środku!) i jeszcze jeden kawałek czekolady Fot. źródło własne |
| Kawiarnia w fabryce Fot. źródło własne |
| Kawiarnia w fabryce Fot. źródło własne |
| Jadąc tam liczyłam, że też tak będzie można sobie coś zrobić z czekolady. niestety- nie dla wszystkich takie atrakcje :( Fot. źródło własne |
| Urocza była :) Fot. źródło własne |
| Słoiczek z czekoladą- 5 euro. Fot. źródło własne |
| Sklep ze słodyczami z fabryki Fot. źródło własne |
| Sklep ze słodyczami z fabryki Fot. źródło własne |
| "felicitas chocolatier" Fot. źródło własne |
| Budynek był zadbany, ale zupełnie nie przypominał fabryki Willy Wonki Fot. źródło własne |
Cottbus i Jarmark Bożonarodzeniowy
Ostatnim punktem tego dnia było zwiedzanie miasta Cottbus (zwanym też "Chociebuż") i Jarmarku Bożonarodzeniowego odbywającego się tam.
| Fot. źródło własne |
| Figurka pocztyliona po wypadku :D Fot. źródło własne |
| Diabelski młyn! Oczywiście byłam tam ;) Fot. źródło własne |
| Fot. źródło własne |
| Fot. źródło własne |
| Fot. źródło własne |
| Pocztylion, który grał kolędy i w naprawdę fajny sposób opowiadało Cottbus Fot. źródło własne\ |
| Stary tramwaj-tylko na specjalne okazje Fot. źródło własne |
Jarmark? Bez szału. Bardzo dużo budek z jedzeniem i tylko pare straganików z rzeczami z drewna. Ale miła atmosfera panowała :)
Diabelski młyn? Kupuje bilet po niemiecku- Pani mi odpowiada po polsku. W ogóle, jako że to teren przygraniczny to bardzo dużo polaków tam pracuje.
A.


