sobota, 9 marca 2013

Praga

Pod koniec stycznia byłam z grupą w Pradze na ćwiczeniach terenowych, aby zakończyć kurs pilota wycieczek. Wyjazd bardzo udany i zaliczony na 5 :)

Nocleg
www.hostel-emma.com
tel.: +420 222 521 269
Baaaardzo polecam! Warunki (jak na hostel oczywiście) super! Na piętrze -1 znajduje się kuchnia razem z duuużym stołem, kanapą. Można bez problemu robić tam spotkania, imprezy, prowadzić zajęcia, itd. Dodatkowo znajdują się tam 2 komputery ogólnodostępne. W całym hostelu jest darmowe wifi, trzeba tylko  o hasło spytać na recepcji.
W każdym pokoju są szafki na kluczyk. W kuchni darmowa herbata, kawa, cukier, ... Można też przed odbiorem klucza do pokoju lub też po wymeldowaniu zostawić bagaż w zamykanym pomieszczeniu.
Lokalizacja jest świetna. 15 minut spacerkiem do Mostu Karola, 15 minut do placu głównego. wszędzie dookoła puby, pare restauracji, sklepy.... Wszystko blisko! Zaraz za pierwszym zakrętem znajduje się praski krzywy dom (który miał zostać wybudowany w Warszawie, ale władze się nie zgodziły i teraz masa turystów przyjeżdża do Czech, a nie do Polski, żeby go zobaczyć):


Widząc powyższy budynek z miejsca zrobienia zdjęć należy na widocznym skrzyżowaniu skręcić w lewo, potem na następnym znowu w lewo i po przejściu ok. 300 m będzie hostel EMMA  po prawej stronie :)

Przewodnik
Mimo iż pojechaliśmy w celu zakończenia kursu pilota wycieczek to mieliśmy wynajętego przewodnika. Generalnie my mówiliśmy informacje o mijanych zabytkach, budynkach,... ale po Pradze trzeba mieć przewodnika z praską licencją. Inaczej mogą wlepić nie mały mandat :( Wyszło i tak super, bo przewodnik okazał się meeeega pozytywną osobą i dopowiadał różne fajne ciekawostki :) Po zakończeniu wycieczki dał nam namiar na pare fajnych klubów ;)
Namiar:
Piotrek Gawliński
+420 734 459 358
piotrekgawlinski@o2.pl
www.gawlinskipopradze.pl

To był mój 2 raz w Pradze, więc większego wrażenia na mnie to miasto nie zrobiło, ale uważam, że jest to jedno z miast które trzeba w życiu zobaczyć :)

Gra wyjazdu: TABU

A za 5 dni-> Francja  i narty! :D

A.

czwartek, 1 listopada 2012

Postanowienia i plany- podsumowanie


Przeglądałam bloga i 2 posty w których napisałam jakieś postanowienia czy plany na rok 2012...

Postanowienia
- więcej czasu mieć dla siebie, mniej dla innych (po przejechaniu się w zeszłym roku na paru osobach trzeba zmienić swoje nastawienie do ludzi). Nie dotyczy tych, którzy jeszcze nigdy nie zawiedli ;)
- przestać się bać i po prostu robić to na co mam ochotę, nie patrząc na reakcje innych :)
- mniej imprez- więcej robienia przydatnych rzeczy

Plany I
Za dużo o planach nie można, bo się nie spełnią. Ale tak ogólnie to:
- pierwsze 4 miesiące będą baaardzo nudne, ale trzeba troche kasy zaoszczędzić na drugą połowę roku
- Maj-> ok, 2 tygodnie w Monachium i Garmisch (zależy jak uczelnia pozwoli)
- od czerwca mam nadzieje że mnie w Polsce nie będzie przez dłuuuugi czas. 
Za rok i za dwa posta noworocznego mam nadzieje będę pisać z za granicy. W przyszłym roku z troche biższej zza granicy, a za dwa lata z tej bardziej odległej :) Ale zobaczymy czy się spełni...

Plany II
W planach:
- za równo dwa miesiące-> Monachium^^
- za równo 3 miesiące-> Wyspy Kanaryjskie :D
- za ponad 6 miesięcy-> Chorwacja (rejs)
- za 8/9 miesięcy-> Tajwan lub Tajlandia
- za rok i 3 miesiące-> USA na rok ... :D <California dream>

Trzymam sama za siebie kciuki, żeby wszystko wyszło (szczególnie USA, bo tutaj największe trudności i już było raz przekładane, więc mam nadzieje że teraz wypali^^)


Więc... postanowienia- wszystkie robię ^^ łącznie z tym że mnie imprezuje... nawet na Juwenalia nie poszłam O.o (chociaż tu akurat plan był inny ale w ostatnim momencie musiałam wyjechać z Poznania...). I od razu jakoś więcej pieniędzy w portfelu się zrobiło... :D

Plany I- tu już trochę gorzej... 
- pierwsze 4 miesiące były nudne, ale nie aż tak jak przypuszczałam... :)
- Maj-> wyjazd w czwartek, powrót w nocy pon/ wt więc tylko 4,5 dnia :( Ale za to bardzo intensywne 4,5 dnia :D 
-  od czerwca nie było mnie w Polsce, ale krócej niż myślałam, bo wróciłam ok. 30.09 :( 
Pisząc tamtego posta miałam w głowie wyjazd na erazmusa do Madrytu, ale nie dałabym rady połączyć z pracą, itp.

Plany II:
- Monachium->  
- Wyspy Kanaryjskie zamienione na Turcje:) Wróciłam 19.09-> 
- Chorwacja rejs 21-30.09-> 
- Tajwan lub Tajlandia. Do Tajwanu chciałam lecieć do U., ale bilety za drogie... A do Tajlandii, Kenii czy Dominikany po prostu nie mam z kim! To jest straszne... chce, mogę, ale nie mam z kim:/ Sama nie chcę. Najlepiej +1, ewentualnie +2 lub +3, ale nie sama!  :(

- USA na rok... I tu jest problem, bo mam 2 wyjścia
1. Zdaję w czerwcu licencjat i w terminie lipiec- koniec września wyjeżdżam do USA. Po roku wracam i robię magisterkę.
2. Zdaję w czerwcu licencjat, od czerwca do września jade na animacje do Turcji do tego samego hotelu co w tym roku (zarobie wtedy więcej bo już wiem jak wszystko załatwiać po jak najmniejszych kosztach;) ), koniec września-> erazmus w Madrycie (o ile program przetrwa) na semestr albo cały rok. Lub od stycznia na jeden semestr. Potem znowu animacja (ale już w innym miejscu),zdanie magistra, wyjazd na animacje tak na pół roku i wtedy mogę już sobie szukać na spokojnie rodzinki w USA, wyjechać wtedy kiedy znajdę moją "Perfect family", a nie kiedy będzie idealny termin wyjazdu.... i jak mi się spodoba to wyjechać nawet na dwa lata i może znajdę też jakieś ciekawe studia tam :)

Jak tak teraz to czytam to wyjście 2 jest o wiele bardziej... życiowe? ułożone? rozsądniejsze? Ale ja bym chciała USA już teraz! Jutro! Zaraz! A tak... jeszcze 2,5 roku?? :(
Pocieszam się tym że jestem młodsza od innych "śmiertelników" i jak zdam licencjat to będę mieć 21 lat, a jak magistra to będę dopiero co po 23 urodzinach. Także w jakimkolwiek wieku nie wyjadę to taka stara nie będę :)

btw. Miałam teraz być w Istambule, ale do Okana przyjechała dziewczyna, więc nawet mu nie powiedziałam że znalazłam w miarę tani lot. Jak polecę to końcówka grudnia + początek stycznia. Także być może będzie sylwester w Istambule! 
A jak nie wypali, to poniańczę dzieci przez noc, kiedy to rodzice zapłacą 300% normalnej ceny <3 A na impreze pójdę pare dni później :)

xoxo
A. ;)

niedziela, 14 października 2012

Turcja- podsumowanie cz.2

Część 2 poświęcona będzie pierwszym razom jakie przeżyłam w Turcji. Brzmi kontrowersyjnie, ale dotyczyć będzie spraw dozwolonych do lat 18 :D (że tak to nazwę...)
1. Pierwszy raz wyjechałam zupełnie sama za granicę na tak długo.
2. Pierwszy raz pracowałam na własne konto. Nie była to praca w rodzinie, czy po znajomości. Sama ją zdobyłam i sama się w niej utrzymałam. Dałam sobie radę i jestem z siebie dumna! :D
3. Pierwszy raz byłam animatorką
4. Pierwszy raz wyjechałam z negatywnym nastawieniem, a wróciłam z zupełnie innym. Myślałam, że Turcja to koniec świata, że Turcy są dziwni i że będzie to bardzo nudny dla mnie czas. Okazało się zupełnie inaczej. Takie niespodzianki są jak najbardziej mile widziane:D
5. Pierwszy raz byłam na parasailingu :D


6. Pierwszy raz płaszczki ocierały się o mnie i pływały mi po stopach
7. Pierwszy raz karmiłam duże ryby(płaszczki) otwierając im pyszczek ręką i wsadzając tam małe rybki bez głów ^^ I jak na złość akurat jak ja dostawałam bezgłową rybe do ręki, to przypływały największe płaszczki jakie były w basenie! Ale już po trzech karmieniach przyzwyczaiłam się i dostawałam pochwały od Pana podającego rybki :)
8. Pierwszy raz pływałam z rekinami
M.in. z takimi rekinami nurkowałam. W akwarium spuścili nas w klatce. Liczyłam jednak na trochę większą adrenaline... ^^

9. i... pierwszy raz pływałam z delfinami <3
Mój "chłopak" Star :) <zdjęcie za 10 euro O.o sobie liczą nieźle...>
10. Pierwszy raz ukradli mi pieniądze. A dokładniej kartę płatniczą. Niestety zanim ją zablokowałam już zdążyli trochę wypłacić. Wszyscy mi suszą głowę, że jak to się stało, że nieodpowiedzialna jestem, itd. Byłam wściekła. Dalej jestem. Ale trudno. Stało się. Teraz muszę wyciągnąć morał z tego i na drugi raz być "mądrzejsza". Nie mam już siły rozmawiać z kimkolwiek o tym. I nienawidzę jak ktoś o tym chce rozmawiać, albo co gorsza pouczać ("A widzisz?? Trzeba się było pilnować. Jesteś bla bla bla....") bleeeee...
Ale tak na szybko. To nie Turcy tylko Arabowie. Było ich dwóch. Zablokowali bankomat przed hotelem. Pojawiłam się w złym czasie. To już nie pierwsza akcja. Policja w Turcji walczy z nimi jakiś czas.
Mam nadzieje że to był pierwszy i ostatni raz. Nigdy więcej takich rzeczy :(

Ale teraz też ukłon w stronę Turków. Bardzo mi wtedy pomogli. I osoby w hotelu, i w teamie i... na policji. Pierwsze moje spotkanie z policją było negatywne. Ale to było jak legalizowałam swój pobyt w Turcji. Pan był bardzo niemiły, czepiał się wszystkiego i doszukiwał się czegoś do czego mógłby się przyczepić. Za to drugi pobyt na policji (już dłuższy) był pozytywny. Panowie byli mili, pomocni. Nie oskarżali mnie. Współczuli. Powiedzieli, że zrobią wszystko żeby mi pomóc, że mam się nie przejmować. naprawdę się zainteresowali moją sprawą. Dużo czasu spędziłam na policji tłumacząc, opisując, zeznając. Potem musiałam podpisać papiery po turecku. Wcześniej mój tłumacz wszystko tłumaczył.  Dużo czasu mi to zajęło i byłam padnięta. A wieczorem jeszcze mieliśmy impreze pożegnalną, na którą nie miałam siły i nie chciałam iść. Ale poszłam. Nie żałuje. Przynajmniej nie leżałam u siebie w łóżku i nie przeżywałam. Byłam zajęta i miło spędziłam przedprzedostatni wieczór :)

A. ;)

sobota, 13 października 2012

I miss sooo much...

Temat na dzisiaj miał być inny (Podsumowanie cz.II), jednak po napisaniu wczorajszego posta długo latały mi w głowie wspomnienia z Turcji i nie dawały zasnąć. Może to się wydawać dziwne, ale to był po prostu inny świat. Na stałe bym tam zostać nie chciała, ale tak jeszcze z miesiąc... :)

I tak stwierdziłam, że wypiszę wszystkich animatorów i pare zdań o każdym z nich, aby za jakiś czas nie zapomnieć kto kim był (kolejność wg listy animatorów zrobionej dla Piotra, bo jakiś film chce montować ze swojego pobytu i na końcu będzie wszystkich imiennie wymienić):
Feyyaz: 
Pierwsze spotkanie-> pierwszego dnia jak nas Micho (szef animacji) oprowadzał na szybko po hotelu. Przy basenie. Z 3 lub 4 starszych dzieci. Pierwsze co się rzuciło w oczy to szeroki uśmiech i opalone, pięknie wyrzeźbione ciało.
Pierwsza myśl: Fuck... czemu on jest taki niski... I w ogóle jak on miał na imię?

Jako pierwszy dosiadał się przy posiłkach do mnie i B. Był bardzo przyjacielski i biło od niego ciepło. Pare osób z teamu myślało, że my coś do siebie (miał dziewczynę z Danii, która mieszkała w Turcji i pracowała jako rezydentka. A poza tym... kręcenie z kimś kto jest ok. 20 cm niższy?! Nigdy :P ). Cały czas ze sobą pisaliśmy smsy, gadaliśmy na próbach, śmialiśmy po kątach... Niestety po ok. 3 tygodniach został wywalony z naszego hotelu (totalne nieporozumienie z dyrektorem hotelu...) i pracował w innym hotelu niedaleko. Początkowo kontakt się utrzymywał, ale potem z czasem zanikał... Szkoda tylko, że nie pożegnałam się z nim:(
Niczym gwiazdy Hollywood, przyłapani na "randce" przez paparazzi :D
Anıl
Pierwsze spotkanie-> nie pamiętam, ale pierwsza impreza w Ex clubie była właśnie z nim. Pojechało wtedy bardzo mało gości z hotelu (5?). Poznałam wtedy też Shine ze Szwajcarii. Był bardzo miły i koleżeński, jednak na początku nie do końca komfortowo czułam się w jego towarzystwie i nawet trochę się go bałam :D Może to przez to, że właśnie na tej pierwszej imprezie wylałam mu przypadkowo CAŁEGO drinka i mimo, że mówił, że nie ma problemu, bo on i tak go za darmo dostał to ciągle się czułam głupio.
Jednak później traktował mnie jak kardeş, czyli młodszą siostrę- strasznie się o mnie martwił i "bronił" na imprezach przed pijanymi turystami. Jak Ricardo (turysta z Niemiec o włoskich korzeniach) się kręcił obok mnie i powiedział mu, że będzie coś ze mną próbował to się wkurzył i to tak fest. Ale potem się uspokoił i powiedział mu, że on mnie zna i że nie ma co liczyć na nic, bo ja taka głupia i łatwa nie jestem. I że jak mnie tknie to mu zrobi krzywdę :D Tą rozmowę widziałam z daleka i wyglądała dziwnie (jakby się mieli zaraz zacząć bić, czy coś). Od razu A. nie chciał mi powiedzieć o co chodziło, dopiero później się dowiedziałam.
Ma dziewczynę z Holandii którą ponoć kocha. Wątpię żeby im wyszło... ale życzę szczęścia :)
Raz po jednej z "poważnych" rozmów powiedział mi zdanie, które dało mi sporo do myślenia i które na pewno zapamiętam na zawsze :)
Mam nadzieje że obietnica nieupubliczniania na fb, dotyczyła tylko fb i nie zostanę za to zabita jak kiedyś przez przypadek na to trafisz :D 
Chu chu i jej chłopak Semih
Uwielbiałam ich jako parę i każdego z osobna również. Chu chu robiła mi za free tatuaże tak ładnie, czesała mi włoski, mówiła że mnie kocha, i że jestem taaaaka słodka^^ Ślicznie tańczyła i prezentowała się na scenie. Cały czas coś mi albo Burcu chciała zabrać:D Ale to jak wszystkie Turczynki z teamu. ooo... jaki śliczny zegarek... dasz mi to w prezencie jak będziesz wyjeżdżać?? a to jakie fajne... moge, moge, moge?? prooooszę... Mimo to i tak za nią tęsknię :* Semih też był super! Uczył mnie trochę tureckiego jak zamawiałam coś przy barze. Musiałam powiedzieć co chce po turecku, albo mi nie dawał :D Chyba że była kolejka to wtedy nie było czasu na takie "zabawy". A w Chu chu był tak zapatrzony, że świata poza nią nie widział. Szczęściara! Mam nadzieję, że długo będą razem, bo są idealną parą <3
<edit: 10.2013 wzięli ślub :) >

Ibo
Nie rozmawialiśmy za dużo (prawdopodobnie to przez jego dość słaby angielski), ale pare poważnych rozmów w Lunaparku się odbyło :) Uwielbiał mnie wnerwiać i wołać za mną A***** albo M***M***. :D Puszczał bąki podczas próby (w tak głupi, że aż śmieszny sposób), chrapał na backstage'u, 'bił' mnie i ganiał po scenie :D
Też mnie uczył tureckiego-> najczęściej używane: Naber bilader (Naber- co tam; bilader- brachu)

Melek i Zazu
Razem tańczyłyśmy na mini disco. Jak było Euro 2012 i mecz Polski to wszyscy na mini disco namalowali sobie flagi Polski na polikach. A biedna Melek namalowała odwrotnie kolory. Ale ewidentnie miała z tym problem, bo jak pisała na twarzy "LOVE" to też zawsze odwrotnie, bo patrzyła przodem do lustra. I zawsze z Burcu musiałyśmy jej to potem zmazywać i samemu robić :D Ale właśnie to w niej było wyjątkowe:D Nigdy nie było nudno. I malowała Nam paznokcie w miniklubie jak już posprzątałyśmy z B. po zabawach naszych urwisów :D
Zazu z kolei ciągle powtarzała "You speak english??" "ts you understand??", a jej angielski był delikatnie mówiąc tragiczny ^_^

Mero
Hmm... kolega z "Jamajki", a przynajmniej tak się przedstawił jak się poznawaliśmy. A ja naiwna uwierzyłam:D  Miał tak dużo włosów i to takich gęstych i kręconych, że nie jedna dziewczyna miałaby kompleksy stojąc obok niego. Nie wyglądał jak typowy Turek, a własnie bardziej jak ktoś z Jamajki, czy tego typu miejsca, mimo to i tak wszyscy się śmiali że dałam się nabrać :(

Micho
O nim co nieco napisałam we wcześniejszym poście. Nasz animacyjny tata :)Mimo że przez ponad 2 miesiące (z ponad 3) go nie było, bo miał problem wizowy to i tak smutno mi było podczas pożegnania z nim. Wszyscy w teamie go kochali. Ale tak naprawdę. Nie dlatego że był szefem animacji. Tak po prostu- jako człowieka.

Taylan i Bibi
2 animatorów od dekoracji. Bardzo zdolni. Oprócz tego że pracują w animacji to mają wystawy m.in. w Istambule. Na początku byli parą, ale jakiś miesiąc przed naszym wyjazdem zerwali. I co?? Idąc do baru po wode po wieczornym show wpadam na Bibi i...
Bibi-> [...] Proszę, porozmawiaj z Taylanem, żeby wszystko z nim było ok.;
Ja: Ale.. czemu ja?? W sensie... to wasze sprawy... 
Bibi-> proszę, wiem że macie dobry kontakt. Martwię się o niego i chcę żeby wszystko z nim było ok...

Chwile później sms od Taylana "Musimy porozmawiać. Gdzie jesteś? W hotelu czy w resorcie. To dla mnie bardzo ważne..."
-.-'
Nieprzespana noc, przesiedziana na plaży... ale przynajmniej trochę mu chyba pomogłam. A przynajmniej nie był sam, czego bardzo nie chciał. Po rozmowie z Bibi zrozumiałam, że ona boi się, że Taylan może coś sobie zrobić przez to zerwanie. Coraz częściej zaczynam zastanawiać się nad zmianą zawodu na psychologa ^^

A tak btw. dostałyśmy z Burcu od T. po pszczółce. Takiej malutkiej, zrobionej przez niego. Są mega! :D
Marina
31.07 skończyła pracę, ponieważ miała małą córeczkę i chciała trochę z nią też pobyć. Jest z Rosji (jedyna osoba w teamie, która nie była z Turcji) i była naszą choreografką. Niesamowita! Bardzo lubiłam próby z nią. A jak usłyszałam od niej pochwałę, to latałam między chmurami.

Tweety
O nim już wcześniej pisałam wspomnienia. Początkowo się trochę bałam. Dostałam od niego 3 róże. Ma niezwykły talent aktorski (ale z tanecznym już troszkę gorzej^^). Zastępca szefa animacji, ale jak Micho wyjechał to był szefem (czyli przez większość mojego pobytu). Pozytywna osoba, tylko prawie nigdy nie wiedziałam kiedy żartuje, a kiedy nie. A jak był szefem no to musiałam robić co kazał, a potem się okazywało że to żart -.-' Salak :D
Taki nasz "krejzol" :) Zdjęcie z imprezy na balkonie w animacyjnym domu:D
Memo
Chyba był Kurdem. Nie miałam z nim za bardzo przyjacielskich relacji. Czasem nie mogłam go zrozumieć...
Miało miejsce pare dziwnych sytuacji z nim, ale nie wiem, czy był taki specyficzny ze względu na pochodzenie, czy na osobowość.

<I tutaj lista dla Piotra się kończy, ale animatorzy nie!>

Toby
Przyjechał trochę później, bo jakoś na początku lipca. Mój "brat" (Kolejny... :D ). Czysto braterskie stosunki. Był nieziemsko zakochany w swojej dziewczynie z Holandii- Lisie, która była tam 3 razy (łącznie- ponad miesiąc!). Również bardzo o mnie dbał. Jak ubrałam trochę krótszą spódniczkę (oczywiście bez przesady, wiem w jakim kraju przyszło mi mieszkać ;) ), to mówił, że ona chyba trochę za krótka jest i że mam uważać, a najlepiej to się przebrać w spodnie :P. Troskliwy "braciszek" <3 Bardzo polubił moją bluzę firmową. Ogólnie wymienialiśmy się ciuchami. On chodził w moich za dużych bluzach, a ja we wszystkich jego ciuchach (trochę były za duże, ale dawały radę). Kochany był. I miał dobre serducho :) Bardzo jestem ciekawa jak dalej potoczą się jego losy i rodzinne, i miłosne, i sprawy ze studiami... Mam nadzieje, że wszystko będzie w jak najlepszym porządku :)

Okan
Też później przyjechał. Około tydzień po Tobym. Jego mama jest stylistką gwiazd (nie będę pisać jakich, bo to chyba tajemnica, ale takich z pierwszych stron gazet, znanych na całym świecie). Jak będę brać ślub to ona mi pomoże się ubrać :D
Nie będę tu rozpisywać jego życiowej historii, bo na pewno by tego nie chciał. Mieliśmy w naszej znajomości wzloty i upadki- dni gorsze i lepsze. Zawsze mówiłam mu prosto co myśle. I on tak samo, przez co czasem mieliśmy "ciche dni". Bardzo dużo rozmawialiśmy. Potrafił mi smsa w nocy napisać że ma problem i musi pogadać. Albo po pracy jak któreś miało problem to szliśmy na plaże na leżaki i gadaliśmy. Leżeliśmy i patrzeliśmy na gwiazdy i latające samoloty i po prostu spędzaliśmy tak czas czasem nawet do wschodu słońca! Dla niektórych byłoby to nie do zrozumienia... że na pewno "coś" się działo jak tak sami w nocy leżeliśmy na pustej plaży (no i do tego z Turkiem!). Otóż nie!
Jak już skończył prace (2 tygodnie przed nami) strasznie byłam smutna. Ale powiedział, że będzie jeszcze 2 tyg. w okolicy u kolegi w domku letniskowym i że nas zaprasza. Jak będziemy mieć chwile żeby wpaść. No i chwila się znalazła i to nawet nie taka krótka:D Prawie 2 dni. Po prostu wraz z B. wsiadłyśmy w autobus i pojechałyśmy. Dla jednych to może być szalone, bo przecież niby dobrze go nie znałam, a tam mają być jeszcze jakieś obce dla mnie osoby. Ale nie bałam się. W końcu do odważnych świat należy :D
Ostatecznie okazała się to super wyprawa. 2 piętrowy domek letniskowy na prywatnym terenie luksusowych domków, z bramą na pilota, ochroną, monitoringiem, itp. Ślicznie tam było. Ja, Burcu i 4 chłopaków. Szaleństwo? Prawie 2 dni siedziałam sobie na huśtawce przed domem i wcinałam jedzonko zrobione przez chłopaków. Nie dosyć że odebrali nas z dworca, na koniec zawieźli, gotowali dla nas, nie pozwolili nic tknąć (był wśród nich zawodowy kucharz, który wyganiał Nas jak chciałyśmy pomóc), robili zakupy i nawet nie pozwolili się dorzucić (co prawda kwota, jaką zapłacili za zakupy była przerażająco wysoka, ale zaproponowałyśmy zrzutę, jednak kategorycznie zabronili Nam się dokładać). W sumie i tak każdy z nich jadł 3 razy więcej niż my :D

Müleyke
Doszła do teamu około 10 dni przed moim wyjazdem. Super dziewczyna z ogromną ilością pozytywnej energii, którą zarażała wszystkich dookoła. Ciągle uśmiechnięta i bardzo przyjacielska. 

Meg
Szefowa Mini Klubu. Bardzo kochana istota. Jak miałam udar słoneczny to dała mi klucze od domku do baby sittingu i powiedziała że mam się położyć <3 Była od nas trochę starsza (38lat), ale była tak szalona i przyjacielska, że to nie miało żadnego znaczenia. Była tylko bardziej obyta w dzieciach :) Tęsknie za jej szalonym zachowaniem i specyficznym śmiechem, który często można było usłyszeć przez ścianę w naszej części mini klubu.... :)

Burcu
Moja polska koleżanka, czyli osoba z którą mogłam zawsze po polskiemu porozmawiać. Razem mieszkałyśmy, pracowałyśmy, spędzałyśmy czas wolny. Były wzloty i upadki. Czasem miałyśmy siebie dosyć, ale przeważnie jak się rozdzielałyśmy, to czekałyśmy aż się spotkamy i opowiemy sobie nowe ploty :D  Ja miałam parę rzeczy, które mnie denerwowały w niej, a ona pewnie nieraz zjadała sobie nerwy na moich dziwactwach :D Ale sezon nam się udał i obie będziemy go wspominać z uśmiechem na ustach (mam nadzieje... W każdym razie ja na pewno :) ). Między innymi też dzięki sobie. Jak kiedyś tego bloga upublicznie (w co wątpię) i to przeczytasz to wiedz, że mimo wszystko.... mimo że nie zawsze było tak super kolorowo... dziękuję. Dziękuję za te 100 dni. Dziękuję za współpracę, za dzielenie radości i smutków, za rozmowy z Panem Pepee, za naukę tureckiego i wplatanie w rozmowy słów z tego języka (których teraz- w Polsce nikt nie rozumie, nie łapie... nic... patrzą się na mnie jak z przyzwyczajenia mówię ,że coś jest yok, itp. :D ) za współudział w video pamiętniku, za ścieranie rozlanej wody spodenkami, za czepianie się mojego budzika, za wspieranie mnie w moim "związku" ze Starem :D, za "Hawaje" w Seaparku, za to że razem poszłyśmy nurkować z rekinami, za parasailing, za psie mordki na Flyerze, za wspólne imprezy, za siusianie pod płotem :D <może zdjęcie dodam?? :D->, za niełapanie czasem moich żartów <to ze zdjęciem to był żart oczywiście> no i oczywiście za to, że nie zostawiłaś mnie samej podczas pogoni za Niemcami w Izmirze! :D Była najważniejszą osobą wakacji i przede wszystkim dzięki niej mam tyle fajnych wspomnień.


Oczywiście o Drewnianej koleżance Sophie też nie zapomniałam, ale w sumie szkoda mi czasu żeby coś fajnego o niej napisać... :D W każdym razie było śmiesznie przez te parenaście dni jak pracowała :D WOODEN DANCE!!! :D


Team w ostatnim moim dniu w hotelu. Tweety yok, ale reszta już do domu na stałe wróciła.
 Micho, Chu chu,  Müleyke, Burcu; ja, Ibo, Memo; Mero


xoxo
A. ;)

czwartek, 11 października 2012

Turcja- podsumowanie cz.1

Ramowy plan dnia:
9:30- pobudka
10:00- śniadanie (dla śpiochów)
10:30- 12:30-> zajęcia z dziećmi w mini klubie (przez pierwsze 3 tygodnie przychodziłyśmy na 10, bo tak nam powiedziano pierwszego dnia, więc małe nadgodziny wyrobiłyśmy -.-')
12:30- 13:00-> lunch time
13:00- 14:30-> próba do wieczornego show (+)
14:30- 17:30-> zajęcia z dziećmi w mini klubie
17:30- 19:30-> czas wolny (prysznic, spacer, sport wodny, kąpiel w basenie/ morzu, spanie)
19:30- 20:00-> obiad (mogłyśmy później też jeść, ale tak nam najlepiej pasowało)
20:00- 21:00-> odpoczynek po obiadku + dojście do hotelu gdzie pracowałyśmy na mini disco
21:00- 21:15-> przygotowanie do mini disco
21:15- 21:50-> mini disco time!
21:50- 22:00-> przygotowanie do show (+)
22:00-23:00-> show time! (+)
23:00- 00:00-> life music albo inne spotkanie przy snack barze (+)
00:00- 3/4 -> disco tour w mieście (+)-> tylko we wtorek, piątek i niedziele

Tak wygląda plan dnia animatora :) Tam gdzie jest (+) to były zajęcia dodatkowe których nie musiałam robić, ale chciałam. Nie były one moimi obowiązkami. Też nie zawsze je robiłam. Tylko jak mnie potrzebowali. Chociaż na próby zawsze przychodziłam. A show jak nie brałam udziału to siedziałam na widowni.

Spędziłam niesamowite wakacje. Pracy było dużo, ale takiej pozytywnej. Jak komuś nie podpasuje ten tryb życia to tę pracę znienawidzi. Nie jest ona dla każdego. Albo się ją kocha, albo nienawidzi. Ja ją zdecydowanie pokochałam :)

Jednak we wszystkim miałam bardzo dużo szczęścia. Miałam super warunki mieszkalne. Profesjonalny, ale przyjacielski team animacyjny. Dobrze dobraną partnerkę animacyjną.W obu hotelach panowała niesamowita atmosfera (i w tym w którym mieszkałam i w tym w którym pracowałam). Nawiązałam przyjaźnie zarówno z gośćmi (nie tylko z Polski), jak i z pracownikami (animatorzy, fotografowie, kelnerzy, barmani (tata Semi<3), menagerowie, i inni) Trudno było to zostawić. Szczególnie z wizją, że nigdy więcej ich nie zobaczę.

Historyjka z ostatniego dnia w Turcji-> podczas lunchu (siedzieliśmy teamem razem) wzięłam ryż z jogurtem naturalnym. Pomieszałam, powrzucałam winogrona i chciałam gruszkę pokroić i też wrzucić, ale tu się pojawił problem. Miałam tępy nóż i się strasznie się z nią męczyłam. Naprzeciwko mnie siedział Micho. Popatrzył na mnie jak 'tata', wziął gruszkę i mi ją pokroił na ryż. Patrzyłam na to i już mi oczy łzawiły. Pamiętam jak powiedziano nam na początku, że Micho to jest dla wszystkich w teamie jak tata. Nigdy nie spytałam, ale wydaje mi się że on nie ma dzieci, a jako szef animacji wszystkich nas jak swoje dzieci traktował.


taki miałyśmy widok z "balkonu" <3

Wyprawa po okolicy

Mili park- pan (podpity) goniący dzika -.-'

Mili park- ostatnia plaża (najczystsza, najładniejsza i najmniej tłoczna)

Efez- Biblioteka Celsusa


Przy domku Maryi- miejsce gdzie każdy pisze o co prosi. Ja nic nie napisałam. Ale pomyślałam ;)


Izmir! (Tak- turcy bardzo kochają swój kraj. Niemalże jak Amerykanie. Wszędzie wieszają flagi i obrazy/ rzeźby Ataturka)


Pomnik Ataturka w Kusadasi. Normalnie nie jest taki... "ozdobiony". Zdjęcie zrobione 30.08, czyli w Dzień  Zwycięstwa nad Grekami


Ponownie Kusadasi 30.08. normalnie tyle małych flag tu nie wisi.

Wszystkie zdjęcia z Turcji są albo moje, albo B. (nie podpisuję, która zrobiła które, bo mam to wszystko i tak pomieszane^^)

Część II jutro

A.