wtorek, 6 października 2015

Pierwsze dwa tygodnie - KATASTROFA!!!

Dzisiaj mijają równe dwa tygodnie od kiedy postawiłam stopę w tej cudownej, wymarzonej Ameryce. I co?? I nic.... Szału nie ma.... Zero fajerwerków, ekscytacji... 5 lat marzeń i planowania tego wyjazdu, a teraz siedzę i myślę, że lepiej mi było na Teneryfie i ze chętnie to tam właśnie bym wróciła. Albo do Polski (tak, do tej złej, okropnej Polski, z której wszyscy chcą uciec i której tak wiele osób nienawidzi). Ale od początku.

Wyjazd rozpoczął się szkoleniem, o którym pisałam w poprzednim poście. Zobaczyłam Nowy Jork i było super. W czwartek o 17 wsiadłam w pociąg do Waszyngtonu, w którym byłam o 22. Jechałyśmy dość sporą grupą osób, w tym we trzy Polki. Był to pierwszy moment kiedy na prawdę zaczęłam się denerwować. Jacy oni będą? Czy mnie polubią? Czy ja polubię ich? O czym na początku rozmawiać, żeby nie było niezręcznej ciszy? Jak się przywitać? A co jeśli kłamali i wcale nie są tacy jak pisali?

Waszyngton. Czas wysiadać. 
Idziemy my - zestresowane au-pairki. 
Czekają oni - zestresowane rodziny. Czasem całe, a czasem z powodu późnej pory, tylko przedstawiciel. 
Na mnie czekała cała rodzina. Przytulas z Hostką, przytulas z Hostem, piątka z Młodym, który dał mi rysunek  na przywitanie i poszliśmy do samochodu. W między czasie cały czas gadałam (w końcu tyle tematów zapisałam sobie w głowie podczas podróży) co chyba nawet dla nich było dziwne. Pojechaliśmy trochę dłuższą drogą, żeby pokazać mi DC nocą. Piękne, a do tego takie puste miasto... prawie zerowy ruch był tej nocy. 


Dojechaliśmy do domu. Mojego Nowego Domu. Pokazali mi mój pokój, Hostka dała mi parę kosmetyków, prysznic i spać, bo następnego dnia musiałam wstać o 7 (bo po co wyspać się po szkoleniu i przestawić na nowy czas)! Rano Hostka pokazywała mi codzienny poranny rytuał i zawieźliśmy go do szkoły. Później Hostka pracowała a ja od 9:30 do 15:30 miałam wolne. Pojechałyśmy po Młodego i do około 19 bawiłam się z nim. Hości zamówili pizze, obejrzeliśmy film i tyle. W między czasie pokazali mi wszystko. Osługę każdego urządzenia w domu, zasady, co gdzie jak robić, w jaki sposób co podawać.... Po filmie poszłam do pokoju, gdzie ryczałam w poduche i pytałam sama siebie, po co mi to było. Nie pamiętałam nic co mi mówili. Jak co działa, jakie śniadania mam robić Młodemu, gdzie co jest w domu.... Byłam przerażona.

Na dobitkę w sobotę pojechałam z Hostką otworzyć konto w banku (co by więcej do zapamiętania było) i na zakupy spożywcze (jakoś głupio było mi cokolwiek włożyć do koszyka). Wróciliśmy do domu, pobawiłam się z Młodym i pojechaliśmy na obiad do restauracji, a później do kina. Jak wróciłam do pokoju leżałam w łóżku i ryczałam. Nie wiedziałam co zrobić żeby wrócić...

W niedziele w sumie nic się nie działo. Poszłam na długi spacer po okolicy, a później Hostka wzięła mnie na parking, żebym spróbowała poprowadzić "ciężarówkę", bo nigdy wcześniej nie jeździłam automatem. Oczywiście poszło mi tragicznie i stwierdziła, że może lepiej na razie pojeżdżę mniejszym samochodem. Tak więc wróciliśmy i pojechałam z Hostem do centrum handlowego, po czym jak mieliśmy wracać to dał mi kluczyki i powiedział, że ja wracam. Zrobił to z poważną miną, więc raczej nie miałam co dyskutować i mówić że nie czuję się pewnie. Powiedział mi co gdzie jest i wróciłam do domu. Uznał że spoko jeżdżę i że na najbliższy tydzień zamienimy się samochodami. On weźmie większy, a ja będę jeździć mniejszym, bo widocznie czuję się w nim wygodniej. Wiedziałam, że następnego dnia mam już normalnie pracować, jeździć samochodem, itd. W nocy znowu ryczałam w poduche i zastanawiałam się co następnego dnia rozwalę, bo przecież nie pamiętam nic z rzeczy które mi co chwila ktoś mówił. Miałam tylko nadzieje, ze nie będzie to samochód, a coś mniej wartościowego.

Poniedziałek - piątek -> normalna praca, wg podanego rozkładu. Chyba środa była pierwszym dniem, kiedy nie uroniłam ani jednej łzy. Sukces!
Sobota -> świętowaliśmy urodziny Młodego, ale z rana Hostka wzięła mnie do polskiego sklepu, który jest ok. 20 minut ode mnie, bo stwierdziła, że tak mało jem bo mi ich jedzenie nie smakuje i mam sobie coś kupić! 
Tort urodzinowy Młodego!

Niedziela -> dwóch kolegów Młodego miało urodziny, więc pojechałam na impreze. Nie miałam tam pracować, a poznać się z inną Polką, która jest au pair właśnie tych dwóch solenizantów.

Poniedziałek, 05.10 -> Dzień byłby całkiem sympatyczny, gdyby nie: 
- niespodzianka z rana, że mam jeździć już dużym samochodem, bo Host chce swój z powrotem; 
- atak Młodego, który jak pojechałam odebrać go ze szkoły to zaczął mnie bić, bo chciał iść na plac zabaw, a nie mógł, bo miał inne obowiązki. Musiałam zatrzymać samochód i poczekać aż się uspokoi, bo odpiął pasy i w ogóle chciał z samochodu wychodzić. 10 minut później w domu przytulał się i mówił że mnie kocha i w ogóle było znowu spoko. Czasem ma takie napady. Ktoś ma jakieś rady co z tym można zrobić?
Zrobiłam na obiad (nie musiałam, tylko chciałam) gołąbki w sosie pomidorowym z ziemniaczkami. Smakowało im :)

Kontakt z Host Rodziną

Hości są super! Chociaż kilka rzeczy nie zgadza się z tym co ustaliliśmy (np. to że przez 10 dni miała być poprzednia aupairka jak przyjadę, a wyjechała tydzień przed moim przyjazdem. Więc nie było wprowadzenia, tylko od razu rzut na głęboką wodę). Ale generalnie są cudowni. Martwią się o mnie, dają dobre warunki, nazywają mnie członkiem rodziny, mają do mnie szacunek, którego tez oczekują od Młodego. Jak tylko powie coś lekko obraźliwego do mnie to bardzo za to obrywa - kara na iPad, najgorsza z możliwych. Także Hostom raczej nie mam nic do zarzucenia. Jak potrzebuje pomocy to zawsze pomagają i doradzają. Często pytają się jak coś wygląda w Polsce, jak powiedzieć coś po polsku. Interesują się moją kulturą, tak jak ja ich, co jest bardzo miłe :)

Host dziecko

na szkoleniu nasłuchałam się, że z tylko jednym dzieckiem to to będą wakacje a nie praca. Nie zgadzam się z tym! Jest sam, więc ciągle muszę z nim być. Nie ma że pobawi się z kimś innym, z bratem, z siostrą... Ale to jest spoko. W końcu to jest moja praca. Nie wiem tylko co mam zrobić z jego napadami... Czasem mogą być dosyć niebezpieczne nie tylko dla mnie, ale też dla niego.

Podróże

Nic nie widziałam, nigdzie nie byłam, bo cały zeszły tydzień lało, wiało i było ziiiimno (huragan). W ten tydzień będę mieć dużo pracy, ale w piątek wieczorem i w sobotę rano planuję zwiedzić Stare Miasto i port, a w niedziele chcę jechać do DC. Mam nadzieję, że wszystko wypali :) 


Było źle. Byłam sama. Chciałam wracać... Ale już jest lepiej. Za niedługo pójdę na uczelnię, poznam ludzi, będę planować wycieczki i czas zacznie lecieć szybko. Dam radę. Muszę!


A.


czwartek, 24 września 2015

Już jestem w USA!

Post miałam wstawić w niedzielę, czyli dzień przed wylotem. Miał być o prezentach i pakowaniu. Nie wyszło... Dlatego teraz będzie większy miks - pożegnania, prezenty, pakowanie i szkolenie, na którym aktualnie jestem i które kończy się jutro. Już jutro wieczorem zobaczę moją Host Rodzinkę! Mam nadzieję, że mnie nie zawiodą i będą tak wspaniali jak są do tej pory :)

Pożegnania

Z Teneryfy do Polski wróciłam tylko na 10 dni, które zleciały niesamowicie szybko! W piątek zorganizowałam imprezę, na której poinformowałam rodzinkę, że za 3 dni - w poniedziałek, wylatuję do Stanów. Przez weekend zrobiłam ostatnie zakupy, pakowanie (parokrotne, bo nie mogłam się zmieścić w limicie kilogramów) i kolejne pożegnania. Resztę poinformowałam telefonicznie, albo dowiedzieli się z fb jak już byłam w NYC. 

Prezenty

Kupiłam sporo prezentów, z których ostatecznie mało wzięłam. Miały być 3 ptasie mleczka, 2 opakowania śliwek w czekoladzie, krówki, michałki, Prince polo, polski miód, wino z Teneryfy,…. Ostatecznie zabrałam jedno ptasie mleczko, jedne śliwki, kilka Prince polo i wymieszaną paczuszkę z krówkami i michałkami. Poza znacznie zredukowanymi słodyczami, mam dla Host Rodziny jeszcze: album o Polsce, 100 najlepszych przepisów tradycyjnej polskiej kuchni, bajki po polsku i angielsku, płyta z muzyką klasyczną polskich kompozytorów, film „Ida”, notesik z Teneryfy, karty „Piotruś” w wersji polskiej, kredki Bambino, maskotka rekin, gra „Dobble”, makieta wulkanu (do zrobienia samemu). Może się wydawać, że Młody dostanie sporo prezentów, ale dwie ostatnie pozycje otrzyma dopiero na urodziny, które ma 10 dni po moim przyjeździe. Wolałam zabrać coś fajnego z Polski, niż latać tam i na szybko kupować byle co.  
(Raczej) prezenty urodzinowe dla Młodego

Prezenty powitalne dla Młodego

Wino, kremy z Kanarów i miód (którego nie ma na zdjęciu) niestety zostawiłam w Polsce, bo walizka była za ciężka :(

Płyty z muzyką i "Ida"

Książka kucharska tradycyjnej polskiej kuchni

Album o Polsce i bajki po polsku i po angielsku

 Pakowanie


Poza prezentami (które zajęły pół walizki) spakowałam jeszcze leki (sporo, na niemal każdą przypadłość), aparat, kosmetyki na pierwsze dni, książki: „Ameryka po KaWałku” (świetna!) do angielskiego, hiszpańskiego i przewodniki ; no i oczywiście ciuchy (mało, ale na każdą porę roku) i 2 pary butów (na jesień/zimę i baleriny). Przydałoby się 5 kg więcej w walizce, ale przynajmniej zrobiłam porządną selekcję i wiem, że wszystko co mam faktycznie będę używać.

Szkolenie

W poniedziałek o 12:20 miałam samolot z Warszawy do Nowego Jorku. Leciało ze mną 8 innych dziewczyn, ale siedziałyśmy porozrzucane po samolocie. Na szkoleniu doszły jeszcze dwie - jedna przyleciała dzień wcześniej, bo miała szkolenie z jazdy samochodem po USA, a druga leciała z Berlina. Także było Nas sporo, aż sama prowadząca się zdziwiła.

Szkolenie - super. Nie wiem jak jest w innych agencjach, ale w APiA bardzo mi się podobało. Wiem, że opinie są podzielone i każdy ma inne odczucia. Tylko tyłek mnie boli od ciągłego siedzenia i zajęcia mogły by być w sali gdzie są okna, ale nie jest najgorzej. Prowadząca - Jode, jest świetną babeczką. Ma ogromne doświadczenie i w ciekawy sposób przekazuje to co wie. 

W poniedziałek po przyjeździe do hotelu spotkała mnie bardzo miła niespodzianka - wycieczka po NYC opłacona przez Hostów! Zdziwiłam się, ponieważ będę mieszkała blisko Nowego Jorku i sami mówili, że na pewno czasem będę sobie tam jeździć na weekend. Ale było to bardzo miłe z ich strony. 
Po dotarciu do  pokoju (który dzieliła z dwiema bardzo sympatycznymi dziewczynami: drugą Polką i Brazylijką) tak jak prosili napisałam im że już doleciałam i wszystko jest ok oraz że dziękuję za wykupienie mi wycieczki. Około 15 minut po wysłaniu maila zadzwonił hotelowy telefon i pogadałam z Hostką. Spytała, czy czegoś potrzebuję i powiedziała, że chciała żebym pojechała na wycieczkę, by poczuć klimat Stanów. Rzeczywiście tak było - dopiero w Nowym Jorku zrozumiałam, że mój rok jako au pair już się zaczął!


67 piętro

69 piętro - widok na Central Park

Time square! Mniejszy niż się spodziewałam, ale ilość reklam powala z nóg. 


M & M's World

Statua wolności! Niestety tylko z daleka... 

Widok na New Jersey
Do Nowego Jorku na pewno jeszcze wrócę. Na początku "szału nie było", ale na Manhatanie... było niesamowicie! Jednak w 4 czy 5 godzin da się zobaczyć bardzo mało, dlatego już planuję, aby niedługo wybrać się tam na weekend :)

niedziela, 13 września 2015

Au pair - kontakt z Host Family + Bilet

Cześć!
Od przedwczoraj jestem w Polsce, a wczoraj dostałam bilet do Nowego Jorku! AuPair in America ma idealne wyczucie czasu, bo akurat zmagam się z pokanaryjską depresją, więc tak miła wiadomość poprawiła mi humor i sprawiła, że zaczęłam znowu myśleć o USA. Brzmi dziwnie, że zapomniałam o wyjeździe? Zero stresu, przeżywania, planowania, itd. Zazwyczaj wszyscy ekscytują się wyjazdem, a ja nie. Ekscytacja była w maju i czerwcu. Późnej wyjechałam i... po prostu żyłam latem i starałam się maksymalnie wykorzystać Teneryfę. Teraz tęsknię za ludźmi (których pewnie już nigdy więcej nie zobaczę), pogodą, atmosferą, pracą i za całą resztą. No może poza karaluchami.... Ich to mi akurat nie brakuje!

Kontakt z Host Rodziną mam specyficzny. Znaleźliśmy się w maju i szybko "zaiskrzyło". Powiedzieliśmy sobie "tak", szybkie załatwianie papierów, rozmowa o wizę i wyjechałam. Na Teneryfie Internet miałam tylko w miejscu pracy, przez co w wolnym czasie wolałam tam nie siedzieć, jeżeli nie było takiej konieczności. Umówiliśmy się pare razy na Skypa, ale zawsze było to w środku nocy (u mnie), przez co nie rozmawialiśmy za długo, ale przynajmniej konkretnie. Powymienialiśmy się zdjęciami, powysyłaliśmy maile i tak zleciały 4 miesiące.

Moje przedwyjazdowe wrażenia o Host Rodzince:
Hostka - uwielbiam kobietę! Mimo, że jest mega zakręcona, szalona i ma problemy z liczeniem (różnicy godzin), to jest dobrze zorganizowana i punktualna. Bardzo pozytywna osoba, która zawsze uśmiecha się od ucha do ucha. Raz spóźniła się ok. 10 minut na rozmowę, ale napisała mi maila że się spóźni. Później wielokrotnie przepraszała za spóźnienie tłumacząc, że Młody spadł ze schodów i mu krew leciała, więc musiała się nim zająć. Nie wiem jak w ogóle mogła pomyśleć, że mogę mieć do niej pretensje za takie spóźnienie!

Host - najsłabiej go znam z całej rodziny. Tylko parę razy z nim rozmawiałam. Pozytywny (i podobnie jak Hostka - zakręcony) człowiek. Za każdym razem jak rozmawiałyśmy to pytał mnie się jak tam na Galapagos.... Najważniejsze, że pamiętał że jestem Polką :) 

Młody - wulkan energii. Przemądrzały i trochę pyskaty rozgadany chłopiec. Muszę uważać na początku, aby nie pozwolić mu za dużo, bo ciężko mi będzie później naprawić ten błąd. Jednak nie ma on samych wad. Ba! Zdecydowanie więcej ma zalet. Kochany, troskliwy, ambitny, bystry, umie dążyć do postawionych sobie celów. Oboje mamy silne charaktery, dzięki czemu sądzę, że fajnie nam będzie ze sobą (na pewno nuda nam nie grozi!).

Zdaję sobie sprawę, że moi Host Rodzice są bardzo zajęci - nie ukrywali tego przede mną. Host wyjeżdża do pracy po 5 rano, a wraca (najwcześniej) ok.19, a Hostka czasem wyjeżdża na drugi koniec USA w poniedziałek rano i wraca w piątek wieczorem. Ale nie przeszkadza mi to w ogóle. Mają ogromny szacunek do au pair. Co prawda będę dopiero ich drugą, a aktualna była przez rok, ale po sposobie mówienia i rzeczach jakie mi zapewniają, abym dobrze się czuła, uważam że wiedzą o co chodzi w programie i wcale nie szukają taniej siły roboczej. Na ten moment nie żałuję decyzji i jestem spokojna o rodzinkę :)

Na pewno dużym plusem jest to, że rodzice Młodego mają wszystkie weekendy  i święta wolne, dzięki czemu wolne będę mieć i ja. Są tak samo pokręceni na punkcie podróży jak ja i mimo, że jeszcze mnie tam nie ma, to już planujemy gdzie chcemy razem pojechać. Mają już wstępne daty wyjazdu do Kalifornii, Chicago, Las Vegas, Zachodniej Kanady i na Floryde. Co prawda są to dopiero plany, ale miło jechać z wizją, że i mnie w nich uwzględniają :)

BILET

Szczegóły lotu:
Warszawa - Nowy Jork (12:20-15:45)
Linia lotnicza: LOT
Lecę jeszcze w 8 innymi dziewczynami, więc będziemy chyba najliczniejszą polską grupą na szkoleniu jaka kiedykolwiek była!

8 dni do wylotu!!!

poniedziałek, 7 września 2015

Teneryfa + La Gomera

¡Hola!
Ciągle siedzę sobie na Teneryfie. Podróżuję ile się da i staram się wykorzystać pobyt tutaj na 100%. Pierwszy raz próbowałam surfingu! Fale były idealne na początek i nawet udało mi się (trochę) stanąć :) Miałam instruktora z Argentyny, który naprawdę zdziwił się, gdy powiedziałam, że wiem gdzie znajduje się kraj z którego pochodzi. Sama nie wiem co mam o tym myśleć...
Najpierw miałyśmy trening "na sucho" na plaży

Również mogę odhaczyć Paddle boarding. Godzina tego sportu jest świetnym ćwiczeniem na nogi. A to tego jakim przyjemnym!

Szukałam wielorybów i delfinów pływając katamaranem. Niestety delfiny się nie pokazały, ale wielorybów znaleźliśmy bardzo dużo! Wybrałam się tam z Pati, z którą pracuję oraz z Pauliną i z Marcinem, którzy przyjechali na dziesięciodniowe wakacje i mieszkali 10 minut pieszo od mojego mieszkania. Znamy się z Pauliną z czasów gimnazjum oraz liceum, a ostatni raz widziałyśmy się 5 lat temu, dlatego bardzo się ucieszyłam jak napisała do mnie, że przyjeżdżają na wakacje na "moją" wyspę.

Wspólna kąpiel z Pauliną :)
Poza wyprawami wodnymi również podróżowałam po lądzie, a nawet wybrałam się na pobliską wyspę - La Gomerę. Znana jest ona przede wszystkim z wyprawy Krzysztofa Kolumba, który podczas znanej wszystkim (nieplanowanej) wyprawy do Ameryki, na la Gomerze miał swój ostatni europejski przystanek (co upamiętnia tablica przed jego domem, na którego remont nie ma pieniędzy, dlatego nie można wejść do środka). Na tej wyspie było kręconych również kilka filmów, takich jak Park Jurajski, czy Gniew Tytanów.
Wyspa jest przepiękna - pomimo ogromu turystów, którzy każdego dnia przypływają z pobliskich wysp (głównie z portu w Los Cristianos na Teneryfie, gdyż taka podróż luksusowym promem zajmuje jedynie 35-45 minut) jej naturalne piękno jest nienaruszone. Turyści poruszają się jedynie już wydeptanymi ścieżkami, dzięki czemu nie ingerują oni zbytnio w przyrodę oraz w codzienne życie mieszkańców. Urokliwe kamieniczki w miasteczkach z panującym tam niepowtarzalnym klimatem oraz drzewka migdałowe, opuncje, plantacje bananów zapadn aw pamięci na bardzo długo. 
Hitem z La Gomery jest język gwizdany - jedyny taki na świecie! Jego nauka jest obowiązkowa dla dzieci w szkole. Poniżej filmik z krótką prezentacją :) 

Malownicza La Gomera

Chce ktoś banana?

San Sebastian

Tablica na domu Krzysztofa Kolumba w San Sebastian

Park Narodowy Garajonay - pomnik upamiętniający wielką miłość...

Banany!!!!

Co widziałam na Teneryfie? Między innymi:
- Los Gigantes

- Garachico

- El Teide

Selfie na szczycie wulkanu? Czemu nie :D

 - Masca

Tą drogą ścigał się pare lat temu Vin Diesel i Paul Walker w Szybkich i Wściekłych!

- Smocze drzewo


- La Orotava






- Siam Park (x3) i Loro Parque (x2)
Ten filmik najlepiej pokazuje piękno tych obu miejsc. Dla mnie są to najfajniejsze atrakcje na wyspie. Co prawda bardzo komercyjne, ale będąc tam cały dzień, spędzałam bardzo fajnie czas :)

Cała wyspa jest cudowna i ma wiele do zaoferowania. Każdy, kto przyjedzie tu na wakacje (czy to na urlop, czy tak jak ja do pracy), na pewno wróci z bagażem bezcennych doświadczeń i masą wspomnień :) Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś tu wrócę! 


Zostało mi tutaj jeszcze parę dni, które na pewno szybko zlecą. Jutro postaram się napisać posta o a pair- jak aktualnie wygląda moja sytuacja (kontakt z rodziną, załatwianie wszystkiego przez Internet, itp.). 
Lecę do NYC 21.09, ale w ogóle tego nie czuje. Jeszcze nie wierzę, że za niedługo będę musiała opuścić moją wspaniałą Teneryfę! Czas leci za szybko...

A.

niedziela, 19 lipca 2015

Teneryfa!

W końcu nadrobiłam zaległości w czytaniu blogów. Nie robiłam tego przez półtorej miesiąca, które zleciało mi jak jeden tydzień, a u Was tyle się wydarzyło! Gratuluję tym co znaleźli PM, a tym, którym to się jeszcze nie udało życzę cierpliwości (Sandra - naprawdę nie masz jeszcze PM?! I dlaczego nie mogę wejść na Twojego bloga... ). W końcu i Wam się uda. Trzymam za to mocno kciuki!

Paradoksalnie, mimo że jest teraz szczyt sezonu w turystyce, to w pracy mam luźniejszy tydzień. Także mam czas, żeby zaplanować wycieczki po Teneryfie, Gran Canarii i La Gomerze (dlaczego mam tylko jeden dzień wolny w tygodniu?!), w końcu zrobić część predeparture project (przez Internet, na szczęście w APiA nie muszę robić książeczki) i doszlifować  hiszpańską gramatykę, bo wszystko mi się miesza podczas rozmów z Hiszpanami.


Przepiękne Puerto de la Cruz

Wszystkie Au pair planują przed wyjazdem co będą zwiedzać, gdzie pojadą w USA, a ja w ogóle Stanów nie ruszam. Trochę mnie to przeraża, bo wszystko zostawiam na tydzień kiedy będę w Polsce. Nie wiem jak się wyrobię: lekarze, odbiór dyplomów z dwóch uczelni, zakupy, pożegnania. Jedyne co mam wpisane to impreza pożegnalna dla rodziny 18.09. Oficjalnie jest to impreza powitalna (powrót z Wysp Kanaryjskich) oraz opijanie ukończenia studiów. Przy okazji poinformuję wszystkich, że za około 48 godzin będę w Warszawie czekać na samolot do Stanów. Przynajmniej babcie krócej będą przeżywać, że znowu mnie nie będą widzieć przez jakiś czas :D 

Do napisania,
A.

P.S. Na Teneryfie mieszkam w miejscowości o nazwie: Playa de las Americas, co można by przetłumaczyć jako Plaża Amerykanów. Także trochę Ameryki mam już teraz :)