wtorek, 17 kwietnia 2012

100 days in Turkey !!!

Znam swoje wakacyjne miejsce zamieszkania (w sumie już jakieś 3 tygodnie je znam, ale dopiero teraz naszła mnie ochota, żeby o tym napisać). Przez 100 dni (no dobra... tak na serio to 99, ale 100 ładniej wygląda :D ) będę przesiadywać w ***** hotelu i prowadzić animacje- głównie dla dzieci, ale nie tylko. Ogólnie jest tam wszystko (baseny, zjeżdżalnie, siłownia, sauny, spa, centrum zabaw dla dzieci, ...) i jest przeeeeeślicznie. Na początku byłam podłamana, że jednak nie jadę na Wyspy Kanaryjskie, ale:

PLUSY KANARÓW:
- język hiszpański 
- przystojni, młodzi hiszpanie 

PLUSY TURCJI:
- będę mogła bardziej szaleć, bo w Turcji jest taniej :)
- mogę się wybrać na porządny shopping, bo są tam różne markowe ciuchy i dodatki za pare euro :)
- będę mieszkać ok. 5 km od delfinarium w którym można pływać z delfinami!!! pływać z rekinami (tak, tego też spróbuję), z płaszczkami i w ogóle jest super. Dodatkowo można przez jeden dzień uczyć się tresowania delfina, ale kosztuje to 250 euro, więc nie wiem jeszcze czy z tego skorzystam...
- kursują statki do Grecji, więc myślę że na jeden dzień sobie kiedyś skoczę na jakąś wyspę :D
- duuużo do zwiedzania i zobaczenia w bliskiej okolicy
- hotel bezpośrednio przy plaży z prywatną plażą gdzie mają swoje banany, skutery, narty wodne, itd.
- poznałam dziewczynę z którą będę jechać (drugą animatorke) i (nie zapeszając) jest mega spoko tak więc szykują się niezapomniane wakacje!!!

Oczywiście nawet w ostatniej chwili może ulec jakaś zmiana i mnie dadzą gdzieś indziej, ale już raczej nie, bo wiza wypełniona i za dużo zamieszania będzie potem ze zmienianiem... :)



Komu nie mówię o tym, że jadę na ponad 3 miesiące do Turcji to reakcja jest taka sama:
1. Uważaj na Turków, oni sobie Ciebie rozkochają i potem nie oddadzą już, bo będziesz ich własnością!       
lub
2. Pojedziesz i Cię Araby porwą!
-.-'

1. FAKT
Turcy lubią europejki i nie trzeba ich w ogóle namawiać do jednonocnej przygody (czy też dłuższej). A że turcy do brzydkich nie należą, niejedno europejskie serce już im uległo.
Jako że 98% mieszkańców Turcji to muzułmanie, to podziękuję za jakikolwiek bliższy związek z turkami. Szanuje ich kulturę, ale ja nie mam zamiaru skończyć pozakrywana i siedzieć w domu. Dlatego nie ma się co obawiać że się w kimś "zakocham bez pamięci".
Mamo, tato i inni- mam nadzieję że ten argument wystarczająco Was uspokoi.

2. MIT
Turcja jest o wiele bezpieczniejsza niż Europa Zachodnia. Jak wszędzie trzeba uważać, wiadomo. Na kieszonkowców- szczególnie na bazarach, targach, i innych większych skupiskach ludzi. Ale np. zagrożenie terroryzmem ma mniejsze niż Polska :D Bardzo dokładnie kontrolują ruch lotniczy. Przez to że chcąc wjechać do Turcji trzeba wykupić wizę, to dokładnie wszystko sprawdzają. Trochę gorzej wygląda sytuacja przy granicy z Syrią, Irakiem czy Iranem, ale będę na zachodnim wybrzeżu, więc w tamte rejony mam daleko.

Także postaram się mimo ogromu pracy jaki tam będę mieć i wycieczek w każdej wolnej chwili pisać jak faktycznie wygląda życie tam :D No i potwierdzę lub nie informacje jakie napisałam powyżej, bo jak na razie są to wiadomości wzięte z Internetu, a nie z życia.



Wylot- 12.06.2012 !!!
xoxo
A.A.



sobota, 10 marca 2012

3 miesiące...

taaaak!!! już za równo 3 miesiące będę albo na lotnisku, albo w drodze. Dostałam zaświadczenie na piśmie, że praca jest moja, więc mam dodatkową pewność. Destynacje poznam najwcześniej na szkoleniu, czyli pod koniec kwietnia. iiii dostane koszulki, bluze i spodenki służbowe^^ więc jest mega:D Tylko już muszę zacząć oszczędzać, bo zamierzam tam duuużo zwiedzać i robić, a niestety Kanary są drogie... :( Ale już się cieszę i tylko mam nadzieję że drugi animator będzie spoko i nie będziemy mieć problemów ze sobą:D
Powoli trzeba będzie kompletować ciuchy, bo tyle letnich nie mam O.o W ogóle musze zrobić liste co musze kupić, bo skończy się jak zawsze, czyli noc przed wyjazdem sobie przypomne że nie mam tego, tego i jeszcze tego... ^^

W planach:
- za równo dwa miesiące-> Monachium^^
- za równo 3 miesiące-> Wyspy Kanaryjskie :D
- za ponad 6 miesięcy-> Chorwacja (rejs)
- za 8/9 miesięcy-> Tajwan lub Tajlandia
- za rok i 3 miesiące-> USA na rok ... :D <California dream>

Trzymam sama za siebie kciuki, żeby wszystko wyszło (szczególnie USA, bo tutaj największe trudności i już było raz przekładane, więc mam nadzieje że teraz wypali^^)

xoxo
A.A.

czwartek, 16 lutego 2012

Jeden telefon, a daje tyle szczęścia :)


W poniedziałek miałam telefon z firmy X. Wynik pozytywny, więc w wakacje 3 miesiące na.... Wyspach Kanaryjskich (albo w jakimś innym gorącym miejscu):D :D :D :D :D :D :D

Potem było świętowanie lodami i podczas jedzenia odłamał mi się kawałek zęba    O.o 
Jutro do dentysty, bo podobno to dosyć skomplikowane jest :/ Ale to nic... ważne że jest plan na wakacje:D

niedziela, 12 lutego 2012

Szczęśliwy tydzień :D

Miały być Alpy, ale nie wyszło, więc luty będzie kolejnym miesiącem bez wyjazdów. Sesja zaliczona i teraz siedzę w domu nad morzem gdzie ciągle pada śnieg... Ale w sumie to nawet fajnie:) 
Ostatnie pare dni było baardzo szczęśliwe dla mnie


04.02. sobota-> impreza urodzinowa. Nie wyszła może do końca tak jak chciałam, ale było pozytywnie, bez policji, bez skarg sąsiadów i bez żadnej szkody :) I prezenty: torebeczka z kosmetykami "Inglot", cudowny kubek, 3 butelki alkoholu (takie fajnego, smacznego i kolorowego), bielizne, w której zamiar spać, śliczną apaszke i inne...

poniedziałek-> podczas nauki na prawo dostałam telefon z pewnego biura podróży gdzie składałam aplikacje że są mną zainteresowani i żebym w czwartek przyjechała na rozmowę kwalifikacyjną (do Warszawy) ^^

środa-> poprawka z prawa zdana na... 5 :D:D:D:D:D:D Do tego nasłuchałam się tyyyyyle komplementów jak to się super nauczyłam i że w ogóle bardzo fajnie o tym mówie :) Tylko że szkoda że na I termin się tak nie nauczyłam:/ Egzamin i poprawka były ustne i losowało się 3 pytania. Poziom wiedzy na obu egzaminach był podobny, tylko na poprawce wylosowałam lepsze pytania^^

czwartek-> kierunek Warszawa. Nie zaspałam. Jechałam mega nowym pociągiem (Express intercity). Za bilet studencki Poznań- Warszawa zapłaciłam 68zł., ale pociąg super. Idealna temperatura w środku, podczas podróży kawa/ herbata/ sok/ woda + ciasteczka za free ;) wszyscy bardzo mili. Fotele taaaakie wygodne... no po prostu jak nie pkp :) 

Dworzec Warszawa centralna jest dość spory i nie wiedziałam które wyjście jest na mój tramwaj. Trochę połaziłam bez celu po dworcu. Nawet nic nie czytałam. Weszłam na pierwszy lepszy przystanek tramwajowy który zobaczyłam i... to był mój:D 2 minuty poczekałam i przyjechał mój tramwaj. Poszukałam odpowiedniego budynku i nie spóźniłam się!!! :D Cz. I była w grupie. Prezentacja siebie (ja- tak jak 90% miałam multimedialną) przed całą grupą. potem prezentacja z ich strony na temat stanowiska. Zadanie w parach i przedstawienie ich przed wszystkimi. Potem "komisja" miała 20 minut przerwy na obradowanie kto przejdzie do następnego etapu. Usłyszałam swoje imie i nazwisko. Szooook:D ale dobrze. II część był spoko, bo rozmowa na osobności. Rozmowa o doświadczeniu, o życiu, o moim nastawieniu do niektórych spraw i pytanko po angielsku. Teraz mam czekać do końca lutego jak zadzwonią z informacją czy dostałam tę pracę czy nie. Niezależnie od wyniku nie żałuję że pojechałam. Bardzo mi się podobało. Atmosfera super. I dostałam fajnego powera do działania. Dodatkowo fajne doświadczenie i wiem na przyszłość czego się spodziewać :) Po zakończonej rozmowie niestety nie mogłam zostać dłużej w Warszawie i leciałam od razu na pociąg i zdążyłam na wcześniejszy niż się spodziewałam:)  W Poznaniu przesiadka na która również zdążyłam. Do tego na dworcu spotkałam starego znajomego, co było dla mnie dodatkowym miłym akcentem tego dnia :) W pociągu poznałam śmieszną babke ze Słupska i taaaak szybko cała podróż zleciała:)

Ogólnie wszystko czego się nie dotknę wychodzi dobrze. Z rozmowy też jestem zadowolona i mam optymistyczne przeczucie :)

Niech ma dobra passa trwa jak najdłużej:D

xoxo
A.

niedziela, 22 stycznia 2012

Leje się..... krew!!!

Wczoraj byłam na pobieraniu krwi razem z drużyną lacrosse. Przyszło aż 7 osób i.... było strasznie:/ Przed pobraniem najpierw biorą małą próbke krwi (chyba 12 ml.) do badania. Jak poszłam pierwszy raz w maju 2011 to nie mogłam oddać bo miałam minimalnie za mało leukocytów, a że wcześniej nigdy u nich nie byłam to nie wiedzą, czy jest to spowodowane chwilowym osłabieniem, czy coś mi jest. Więc poszłam kolejny raz wczoraj i wyszło że mam super zdrową krew i mogę jej oddać więcej. Dostałam żeton na kawe/ herbatę i "Grześka". Zajadając się i czekając cała w nerwach, przeczytałam podnoszący na duchu cytat:

Dawaj dobro, jakie dawać możesz , wszystkimi środkami, jakie posiadasz,
 na wszystkich drogach po których kroczysz, wszystkim ludziom których spotykasz,
 tak długo jak tylko możesz...

Trochę spokojniejsza, słysząc swoje nazwisko poszłam na fotel. Bardzo miła pani podłączyła mnie do wszystkiego i tłumaczyła co robi. Dostałam piłke do ściskania podczas pobierania. Straciłam 450ml. w ok. 8 minut, więc raczej wolno. Maksymalnie można być podpiętym przez 12 minut i jak nie zdąży przez ten czas nalecieć 450ml. to i tak Cię odłączają. I ile będzie tyle będzie. Najgorsze zaczęło się dopiero później... Dosyć długo leżałam po wszystkim na fotelu z naklejonym plastrem, bo byłam pierwszy raz i pani mówiła, żebym sobie dłużej poleżała. W końcu wstałam i wyszłam. Podpisałam co trzeba i jak już się chciałam ubierać zaczęła mi z ręki sikać krew. Wyglądało to mniej więcej tak:



Nawet nie wiedziałam że podobnie do tego może lecieć krew z ręki?!?!?! Myślałam że jak już to parę kropel spłynie, a tu sikało jak z kranu woda!!! Odrzuciłam torebke na jakieś krzesło i wróciłam z powrotem. Oczywiście nie obeszło się bez histerycznego płaczu i ataku duszności^^ Panie mnie posadziły na fotel i zaczęły coś z tym robić. Ostatecznie obie ręce miałam we krwi. I zrobiłam taką ścieżkę z krwi jak szłam. A obok fotelu na który mnie posadzili zdążyła się zrobić całkiem spora kałuża krwi zanim panie to uspokoiły.  Poleżałam tam jeszcze z 20 minut i poszłam znowu do bufetu, bo chłopcy lacrossowcy(:D) mieli dopiero wchodzić. Jak myślałam że już jest dobrze, to schodząc ze schodów zakręciło mi się w głowie i zrobiło słabo. Dopiero potem K. przypomniał o zjedzeniu czekolady. Rzeczywiście pomogło:) No i mój brat musiał po mnie przyjechać, bo sama bym nie doszła... 
Całą sobotę nie miałam na nic siły i prawie całą przespałam^^ No i dzisiaj trzeba się na szybko przygotowywać do tygodnia z 2 egzaminami, odpowiedzą zaliczeniową po hiszpańsku i napisać sprawozdanie z zajęć :( Na szczęście mam jeszcze 4 czekolady (było 8, ale 2 dałam M, która nie mogła oddać krwi, bo nie widać u niej żył?!, 1 zjadłam po pobraniu i 1 zjadł mój brat^^) więc z taką dawką magnezu powinnam dać rade:D



Mimo traumatycznych przeżyć, cieszę się że poszłam i uratowałam komuś zdrowie lub życie :)

A.