niedziela, 30 czerwca 2013

Egzamin na pilota wycieczek + obrona

Maj i czerwiec były niesamowicie intensywne. Egzamin, pożegnanie Magdy, absolutorium, obrona, sesja, festiwal....Zdecydowanie "najgorszą" z tych rzeczy był właśnie egzamin na pilota wycieczek. Zdawałam go 20.06. w Poznaniu. Egzamin składa się z 2 (3) części i można do niego przystąpić po ukończeniu kursu, który ja miałam zawarty w program studiów. Prywatnie kosztuje około 1500zł. Plus niektórych kursów prywatnych-> otrzymanie zestawów pytań jakie można wylosować. Na uczelni nikt nam ich nie podał, więc przygotowana musiałam być ze wszystkiego- architektura, malarstwo, muzyka, sztuka, starożytność, prawo w turystyce, Unia Europejska, wszystkie zasady, definicje związane z turystyką, itd.

PRZEBIEG EGZAMINU:

CZĘŚĆ 1- teoretyczna

a). test abc. 30 pytań, które zostały wzięte z listy około 600 pytań, która znajduje się na stronie urzędu marszałkowskiego. Niestety nie ma nigdzie klucza, więc przygotowując się do egzaminu trzeba wszystkie samemu rozwiązać. Aby zaliczyć trzeba było mieć minimum 20 odpowiedzi poprawnych (nie podali wyników, ale myślę, że miałam 100% :D )

b). Odpowiedź ustna na wylosowany zestaw pytań. Wg mnie jest to najgorsza część. Moje pytania:
1. Układ z Schengen- wszystko o nim. Nie tylko, że to są otwarte granice, tylko dużo gadania o jego ideach, historia, kto pierwszy podpisał, kiedy Polska dołączyła, co oznacza "członkostwo częściowe", a co "całkowite". Oczywiście się rąbnęłam i powiedziałam, że miejscowość Schengen w której został podpisany układ znajduje się w Holandii, co jest nieprawdą, bo jest w Luksemburgu ^^ Ale chyba nawet nie ogarnęli, że źle to powiedziałam :D
2. Asertywność- co to jest i co oznacza "asertywność pilota"- najłatwiejsze :)
3. Podać 3 najistotniejsze galerie malarstwa w Europie i powiedzieć jakie dzieła się w nich znajdują. No i tutaj poległam... malarstwo to jest ta część kultury o której wiem baaaardzo mało... Lubie oglądąc, ale jakoś nie analizuje każdej kreski, itd... Po prostu nie interesuje się malarstwem... To też moja wiedza na jej temat jest... prawie żadna. Powiedziałam o Muzeum Prado w Madrycie (dzieła o których powiedziałam: zbiory Goi (chciałam opowiedzieć o obrazie Saturn pożerający własne dzieci ale jak już tam siedziałam to zapomniałam jak on się nazywa...), Panny dworskie), Luwr (Mona Lisa i stela z kodeksem Hammurabiego- tak, wiem że to nie jest obraz, ale nie wiem nic więcej więc powiedziałam cokolwiek), National Gallery w Londynie (brak dzieł... więc powiedzieli, żebym jakąś inną powiedziała), Muzeum Watykańskie (chodziło mi o Pinakoteke, ale zapomniałam!)- również brak dzieł.
Potem komisja poprosiła o jakąś galerie z Polski to powiedziałam "Muzeum krakowskie w Zamku na Wawelu"  -.-'
Ostatecznie udało mi się zdać (prawie na minimum, ale zdane :D ). A za pytanie z galerii otrzymałam najniższą note, jaka wystarczyła żeby zaliczyć.


CZĘŚĆ 2- praktyczna

Dali mi bardzo mało czasu i nawet mapy nie zdążyłam obliczyć, a już miałam iść odpowiadać :/ Także nie wiem czy 10 minut miałam...
1. Obliczyć trasę z Lidzbarku Warmińskiego do Tarragony. Podać ile godzin będzie się jechać, ile kierowców, gdzie noclegi, itd. Nie zdążyłam wszystkiego poobliczać i już na "gorąco" przed komisją szybko w głowie dodawałam, mnożyłam, dzieliłam, itd. O dziwo wyszło mi dobrze :D Oni sami chyba nie wierzyli, że tak na żywo im wszystko podaje :)
2.Sytuacja problemowa. nawet wcześniej jej nie przeczytałam. Pierwszy raz przed komisją. Wyjście z tej sytuacji podałam dobre i wszystko było ok.
3. Zdjęcie... Po wylosowaniu zestawu koleś z komisji spytał mnie, czy jest tam polecenie aby wylosować zdjęcie. Myślałam że będzie tam wielki napis "WYLOSUJ ZDJĘCIE". Nic takiego nie było, więc powiedziałam, że nie mam. Dopiero siedząc już przed komisją przeczytałam że gdzieś w środku polecenia jest "...opierając się na materiale zdjęciowym..." -.-'
Wzięłam pierwszą kopertę z brzegu, otwieram, a tam.... BISKUPIN!!!
Zadanie generalnie polegało na tym, że przez 5 minut przez mikrofon trzeba było podawać informacje o tym co znajduje się na zdjęciu, ale nie tylko. Przykładowo, gdybym wylosowała gotycki kościół mogłabym mówić o danym kościele, o gotyku, o innych gotyckich kościołach... A ja miałam BISKUPIN!!! Do tego z nerwów pamiętałam tylko, że to nazywa się B..... i dopiero po wyjściu z sali mój mózg się dotlenił i wpadł na to, że reszta to "iskupin". Mówiłam może 1,5 minuty... i to zupełne pierdoły... Wychodząc wiedziałam że nie zdałam... 

Czy powinnam zdać?? Nie. Decyzja komisji jest dla mnie jak najbardziej obiektywna do tego co przedstawiłam. 
Jedynie mam pretensje o to że nie dali mi wystarczająco dużo czasu na przygotowanie. Wtedy bym zobaczyła że mam zdjęcie i bym wylosowała zdjęcie od drugiej strony. Może lepsze, a może gorsze. Ale może wtedy bym zdała. A tak wylosowałam pierwsze w brzegu od strony komisji. Zdecydowanie to nie było moje zdjęcie.


INFORMACJE O EGZAMINIE:

Egzamin zdaje się w urzędzie marszałkowskim w danym województwie (u mnie- wielkopolskim). Tam też trzeba dostarczyć wszystkie dokumenty minimum 2 tygodnie przed datą egzaminu. 
Koszt: 200zł. z czego 120 płaci się za teorie, a 80 za praktyke. I przykładowo w moim wypadku w październiku (bo wtedy jest najbliższy termin) zapłacę tylko 80zł. a nie 200, bo teorie mam zdaną.


EDIT- 2 podejście

Aby nie tworzyć nowego posta dopisze tutaj. 29.10.2013r. podeszłam po raz drugi do egzaminu. Zdać musiałam tylko część praktyczną. 
Pytania:
1. Obliczyć trasę z Pleszewa do Tarragony (tak- znowu do Tarragony. Spośród ok. 100 karteczek znowu wylosowałam to samo miasto :D ). Podać ile godzin będzie się jechać, ile kierowców, gdzie noclegi, itd. 
2. Sytuacja problemowa- nie mogę sobie przypomnieć jaka, ale nie było problemu z prawidłową odpowiedzią.
3. Pytanie obrazek lub pilotowanie na trasie. Za pierwszym razem miałam obrazek, teraz trafiło mi się pilotowanie po... Grecji! Grecji, którą tak dobrze znam i którą tyle razy już odwiedziłam! Tak więc bez najmniejszego problemu mówiłam przez cały czas, aż komisja powiedziała, że już mogę przestać :) 

Wynik pozytywny! Legitymacje i dokumenty odebrane. Legalnie mogę już pilotować wycieczki zagraniczne :)

OBRONA!!!!!!!!

Praca oceniona na 5;
Obrona oceniona na 5.
:)
Atmosfera bardzo fajna. Komisja dopisała. Promotor dumny :)

Także od 25.06.2013 roku jestem licencjonowaną tirówką!!!! :)
Przed absolutorium z Katarzyną, której dyplom również miałam odebrać. Fot. źródło własne
Po absolutorium z Magdaleną :) Rada- pod togę nie ubierać sukienek rozchodzących się na dole.
 Wyglądam na wszystkich zdjęciach przez to jak pączek :/ Fot. źródło własne
Przemowa dziekana- najlepsiejszego :D Fot. źródło własne

A.

wtorek, 2 kwietnia 2013

Valmenier- narty :) Cz. 2


ŚRODA 20.03
Rano tak dla odmiany- na stok :D Ale tym razem również na grupową rozgrzewkę J
Warunki znowu były idealne, więc nie wiadomo kiedy zleciał czas i była godzina 12, co oznaczało zajęcia z Freestylu. Znowu w Snow Parku <3 Niestety Mateusz był zaangażowany w organizacje apres ski i przed 14 zajęcia się skończyły. My jeszcze trochę pojeździłyśmy i poskakałyśmy (zaliczyłam całkiem ładną wywrotke (błąd przy "lądowaniu") z większej hopki) później również zjechałyśmy do naszej bazy SnowMotion, gdzie czekały na nas różne ciekawe atrakcje. Co dokładnie się działo nie napiszę, żeby czasem konkurencja nie zgapiła :P Ale naprawdę było fajnie J Magdalena w tym dniu totalnie zaszalała i m.in. się rozebrała (ale tylko do bikini ;) ). Męska część widowni była niezwykle podjarana tym widokiem, ale niestety nagrody nie dostała. Jakiś stary, obleśny facet ją dostał:/ fuj fuj fuj!!!!
Po apres ski (czyli takich zabaw pozjazdowych na stoku) o 17:30  grupa 2 miała biegówki. Nikt od nas z pokoju nie był zapisany, więc bezkonkurencyjnie w tym czasie wygrało spanie :D
20:00-> kalambury. Początkowo poszłam z Niną i obie miałyśmy brać w tym udział, ale jak zobaczyłam jakie są hasła, to żeby nie popsuć punktacji mojej drużynie postanowiłam pod byle pretekstem się wymknąć do pokoju.
Zapomniałam wcześniej napisać, że po drzemce Michał chciał zjeść swój kilogramowy jogurt (który zakupił myśląc, że to twaróg), jednak Paweł wpadł na genialny pomysł, aby przykryciem od owego jogurtu pacnąć Magdę. Ta w odwecie wsadziła rękę do jogurtu i….. zaczęło się rzucanie jogurtem po pokoju, korytarzu i sąsiadach -.-‘ Generalnie było to mega śmieszne, ale akurat byłam względnie ładnie zrobiona i przygotowana do wyjścia i z Niną schowałyśmy się w łazience. Niestety i nam się oberwało, ale tylko troszeczkę ;) 5 minut i byłam znowu czysta. Na dodatek popsuł mi się humor i nie chciałam brać w tym udziału. Plus jest taki, że ominęło mnie sprzątanie. J Plamy z jogurtu prześladowały Nas do końca wyjazdu i co chwila były odkrywane w nowych, coraz dziwniejszych miejscach.
Gdy „uciekłam” z kalamburów do pokoju, moi współlokatorzy akurat kończyli sprzątać i wybierali się właśnie na kalambury.  Wzięłam chociaż zrobiłam sobie drinka i tak ja z Magdą poszłyśmy do „świetlicy ” z orzechówką z mlekiem, a Kornelia, Paweł i Michał dolali coli do końcówki whisky i odważnie nie krzywiąc się pili whisky prosto z butelki :D Udało mi się zająć baaardzo fajne miejsce w kącie ^^ I sobie tak cichutko siedziałam i sączyłam pyszny napój.
Później tradycyjnie wjechała „mafia”, po której „dziubaski” nie poszły spać tylko na impreze do trzech diabłów.  Ta impreza dała się później poczuć w kościach i nie miałyśmy siły rano wstać…. Ale o tym dnia następnego J

CZWARTEK 21.03
Pierwszy dzień wiosny!!!! Przywitany baaardzo leniwie ^^ Na stoku byłyśmy dopiero koło 11:30. I od razu kierowałyśmy się na snow park, bo zajęcia zaczynałyśmy o 12:30. Było jak zawsze meeega :D Ale w sumie na snow parku mało jeździliśmy. Tego dnia raczej przeważały rampy. Generalnie z boku wyglądają one strasznie i jak się wyobraża upadek z nich to boli sama myśl o tym, ale w praktyce jest to bardzo przyjemne (oczywiście nie upadki, a jeżdżenie po nich :D ). Pojeździliśmy- było fajnie i jakoś przed 16 zjechałyśmy do bazy. Nina poszła jeść obiad, a ja z Magdą czekałyśmy na zjazd golasów. Fajnie to wyszło :D Ale generalnie trochę zimno już było więc pewnie „golasy” teraz siedzą chorzy w łóżkach pod kołdrami z kubkami herbaty w ręku.

Golasy na stoku! :)

Wieczorem było kicz party (w trzech diabłach oczywiście)! Było SUPER!!!! Wytańczyłam się, że o ho ho! No ale w końcu to końcówka wyjazdu więc trzeba było korzystać. Impreza w 120% udana i niezapomniana! Niestety poszłyśmy z pokoju tylko we trzy (ja, Nina i Magda). Magda z Niną koło 1-2 wróciły do pokoju spać, a ja zostałam bo w końcu chciałam nagrodę za przebranie dostać. Powoli wszyscy się zaczęli zwijać i nie miałam z kim się bawić. Faceci których znałam byli w trakcie „wyrywania”, więc absolutnie nie chciałam im przeszkadzać. Dlatego podeszłam do A. i spytałam kiedy będzie werdykt, a on… „o kurde….”  za przypomnienie dostałam nagrodę :D Nikt inny się nie upomniał ^^
"Kich Party"- Panda style jest :D Nina, ja i M. Czyli Freeskierki z instruktorem :)

Do domu wracałam z Bartkiem i dwoma sąsiadami, bo w barze jacyś francuzi zaczęli się na mnie dziwnie patrzeć i zaczepiać, więc nie było opcji, żebym sama wracała.  Po drodze zrobiliśmy sobie przepiękne zdjęcie z lampą i sztruksem! :D Muszę je jakoś wywalczyć od właściciela aparatu (czyli Sebastiana?). Wróciliśmy do ośrodka i słyszymy „do 301 na impreze!!!!”. No dobra- to poszliśmy. Gruuuubo tam było! Mały apartament, a z 50 osób tam stało zduszonych i „tańczyło” (bo tańcem tego raczej nazwać nie można było. Wszyscy jak śledzie jeden koło drugiego i skaczą^^). W pewnym momencie mi się zaczęło nudzić, więc postanowiłam, że pójdę do A. do 106. Poszłam, ale go nie było. Za to był P., z którym chwile pogadałam i poszliśmy do 301 na imprezę z której dopiero co wyszłam. Ledwie weszłam 2 piętra po schodach (nawet nie weszłam do pokoju 301) wpadłam na A., który powiedział, żebym poszła z nim do 106. No to znowu na dół….
Weszliśmy do 106, dostałam nagrodę, m,in. koszulkę <3 gadamy, po 5 minutach przyszedł P. i tak sobie później gadaliśmy w trójkę. Fajnie było :D Nie wiedziałam że oboje są tacy spoko! W sumie nie chciało mi się wracać do siebie, ale w końcu wypadało…. Nie wiem o której (póóóóźno….), ale w końcu trafiłam do siebie do pokoju. Przed drzwiami przywitał mnie widok 3 kompletów prześcieradeł i gaśnica.. O.o Wszyscy spali, więc obudziłam tylko Nine i się jej pytam czy to na serio tam stoi czy mam jakieś omamy nocne. Nina coś przez sen mruknęła i poszła dalej spać. No dobra… to ja też pójdę. :D
Dzień na plus! Był meeeeeega! :D

PIĄTEK 22.03
Rano narty (wstałam niemal wraz ze wschodem słońca).
13- Freestyle. Ostatni. W sumie ciągle hopki leciały + Mateusz Nas nagrywał! Chciałam to później zobaczyć, ale niestety M. nie odpisuje. I już Freestyle do zdarcia czyli wróciliśmy do domu wszyscy freestylowcy (SKI i SB) razem jednym z ostatnich wagoników i razem zjeżdżaliśmy. Oj…. 100% wykorzystany ostatni dzień. Później nóżki bolały ^^
Magda zeszła do domu wcześniej, bo o 17:30 miała biegówki. Także podczas gdy ja miałam sieste i obiadek, Magdalena popylała a’la Justyna Kowalczyk :D
 O 19 poszliśmy na pokera. Ja Michał i Paweł. Michał oczywiście miał grać, ale…. No właśnie… jak się okazało jednak grać nie umiał i szkoda mu było 5 Euro na wejście dawać :D
Poker raczej słabo szedł, więc nasza trójka zajęła się organizacją gry „mafia” (znowu :D zdecydowanie gra wyjazdu :D )Niestety krótko wyszło, bo o 21 było pakowanie sprzętu. Jednak w 15 minut to ogarnęliśmy i wróciliśmy grać na „świetlice”. Ludzi było mało, więc wleciało „Makao”. Niestety przez hałas (wcale nie był duży), przyszła ochrona i kazała nam sobie iść…
Poszliśmy do … 109 !!! Tak- 109, czyli do naszego pokoju :D Pierwsza impreza w naszym malutkim pokoiku. Na szczęście nic złego się nie działo i szkód nie było. Graliśmy ciągle w mafie i szamaliśmy orzeszki.
Około 23 wszyscy się zebrali sprzątać apartamenty, szykować do podróży, spać, itp. My jednak powiedziałyśmy temu zdecydowane nie! Sprzątanie?? Do rana i tak znowu nabłocimy, nakruszymy, pobrudzimy,…. Bez sensu!  „Zrobimy to rano jak nasze rzeczy już wystawimy poza pokój”
Taaa… dobry pomysł, gorzej z realizacją… Ale po kolei. 
Po 23 Kornelia, Paweł (Gaduła, Czerwona twarz) i Michał (Kaczor, Łysy) poszli spać, a ja, Magda i Nina poszliśmy do 106. Niestety A. już się szykował spać (w końcu musiał wszystko poogarniać następnego dnia…), ale powiedział, że śmiało możemy balować- jemu to nie przeszkadza. No to z resztą staffu się bawiliśmy. Po drodze wleciały wafelki (które miały być na podróż!), prostowanie włosów B. i M. Generalnie było bardzo ciekawie :D P. (K.) co chwila zasypiał i budził się twierdząc, że teraz to już się wyspał i tak szybko nie pójdzie spać- taaa… jasne :P
Jeszcze P. i M. okleili drzwi paru pokoi taśmą (w tym pokoju 106), przykleili papierosa do stołu, skleili szczoteczkę B. z gąbką do naczyń, itd. :D Było mega śmiesznie :D
Około 3:30 zaczęłyśmy z Niną kierować się w stronę naszego pokoju. Jednak wychodząc- puapka! Oklejone drzwi! Oczywiście nie dałyśmy się wpakować w to tak jak Konrad (który poszedł dużo wcześniej bo już usypiał na siedząco :D), więc kocimi ruchami przemknęłyśmy między pasami z taśmy. Po przejściu nie wiem czemu w wejściu stał B. Podejrzewam, że chciał za nami zamknąć drzwi. Zupełnie nie wiem w jakim celu, widząc go tak stojącego pomyślałam że śmiesznie będzie jak go kopne. Oczywiście nie mocno… tylko tak- w zwolnionym tempie, bezboleśnie, dla fanu.  Tak też zrobiłam. Moja stopa zwinnie przewędrowała pomiędzy taśmą i lekko dźgnęła B. między biodrami, a talią. Teraz to naprawdę nie mam najmniejszego pomysłu w jaki sposób do tego doszło, ale…. Odpięłam mu spodnie i ponieważ były luźne spadły na ziemie, a naszym oczom ukazały się luźne, szare, kraciaste bokserki! Mina B. „WTF?! Co się dzieje?!?!”. Mina moja „WTF?!” i zaczęłam się tarzać (dosłownie) z Niną i M. po korytarzu. Miałam problemy, żeby złapać oddech i jak tylko podnosiłam głowę i widziałam B. zakładającego znowu spodnie to nawet bardzo chcąc nie mogłam się zebrać w sobie i opanować niekończącego się ataku śmiechu! Naprawdę! Nie wiem kiedy ostatni raz coś sprawiło mi tyle radości i śmiechu.
Magdalena też przyszła później do drzwi (pewnie po usłyszeniu naszych histerycznych śmiechów) spojrzała na Nas tarzających się po ziemi z politowaniem i niestety dopiero następnego dnia dowiedziała się co spowodowało u Nas tyle radości. 
Totalnie nie mogliśmy się zebrać z podłogi, ale w końcu jakoś doszłyśmy do pokoju i Ja od razu ległam na łoże i poszłam spać. Nina coś sobie gotowała, a Magda została jeszcze w 106. Wróciła około godziny 5.

SOBOTA 23.03
O 8 miały być oddane pokoje. Budzik miałam nastawiony na 6, ale jakoś nie wstałam… Nawet nie słyszałam jak dzwonił :D Nina mnie obudziła o…. 7:12 Jak zobaczyłam zegarek to się zerwałam, szybko pod prysznic, byle jak powrzucałam rzeczy do torby, złapała jakieś „śniadanie” i o 7:30 (razem z resztą współlokatorów, którzy też trochę się nie wyrobili- Np. Magda wstała o 7:20 :D Jedynie Nina już jakoś od 6 na nogach była) zaczęłam sprzątać. Poskładanie pościeli, umycie łazienki, pomycie garów, powycieranie garów, odkurzenie, wyniesienie śmieci, względne zmycie podłogi, …. Wyrobiliśmy się w 30 minut! Pani sprawdzająca co prawda przyszła trochę wcześniej, ale została przywitana przez Magdę z rozsypce, mnie ze szczoteczką w ustach mówiącą „What?! Now?!” i totalnym sajgonem w tle. Pani spojrzała na Nas z politowaniem i powiedziała tylko „Ok…. It’s not ready yet…. I’ll come later”.
Merci!!! 
Tak więc godzina 9- pokój posprzątany, bagaże w autobusie, zakupy zrobione…. Wyjazd o 11…. Dwie godziny nic nie robienia. Nie chciałam siedzieć już w autobusie, bo czekało mnie jeszcze 20 godzin grzania siedzenia, więc chciałam pochodzić i poruszać stare kości.  Były zdjęcia, rozmowy, pożegnania, itp. Smutno było… opuszczać miejsce w którym mimo tylko 7 nocy tyle się działo…
Podróż jak podróż… tyłek bolał, im bliżej Polski tym zimniej i paskudniej…. Filmy wleciały (kac Vegas, Pachnidło i coś jeszcze…) i jakoś zleciało…

NIEDZIELA  24.03.
Przed 5 byliśmy we Wrocławiu. Wypakowanie bagaży, sprzętu, itd… Na szczęście przemili panowie kierowcy nie pozwolili Nam (osobom spoza Wrocławia) tłuc się znowu tramwajem i podwieźli Nas pod dworzec. P.(K) i P. (-.-‘) podreptali na PKS, a ekipa Poznaniaków na PKP. Pociąg było o 7, więc po zakupie biletów udaliśmy się znowu do Coffee Heaven na dużą herbatę.
Podczas podróży w pociągu było na przemian spanie i nauka na egzamin z hotelarstwa. W końcu dojechaliśmy! Zostało tylko tramwajem nr 14 dojechać  do domu, wziąć kąpiel i położyć się do łóżka.

Zdjęcia part 2:
Z psem, który jadł śnieg, który mu się rzucało

"Braziliana"



Przerwa ^_^
A.

czwartek, 28 marca 2013

Valmeinier- narty :) Cz.1

15- 24.03.2013 byłam na wyjeździe w Valmeinier zorganizowanym przez SnowMotion.
Jak było?? G-E-N-I-A-L-N-I-E !!!!!

Organizacja super, ludzie mega, imprezy, stoki,...... Najlepszy wyjazd na narty na jakim byłam! :)

PIĄTEK 15.03
14:40-> pkp Poznań- Wrocław
Ciężko było z biletami, ale na szczęście Magda spotkała Kube w kolejce do kasy i nam je kupił :) Jak zawsze mogłyśmy liczyć na wysoki standard pociągów i na początku trafiły nam się unikatowe stojące miejscówki przy kibelku <3 Do tego ludzie nie mogli się zdecydować i latali jak szaleni z bagażami między przedziałami. A Nam nie za łatwo było się ruszyć, jak każda miała: duuuużą i ciężką torbę (Nina duży plecak), plecak lub torbę z butami do SKI/SB, spory bagaż podręczny i sprzęt (2x SKI; 1x SB).
Przed 18 byłyśmy już we Wro i piłyśmy herbaty w Coffee Heaven. "My" czyli ja, Magda i Nina- ekipa pociągowa. Potem szukałyśmy odpowiedniego przystanku tramwajowego i prawie bez problemów (po drodze połamała mi się rączka którą ciągnęło się walizkę) tramwajem nr 9 dojechałyśmy pod Uniwersytet Ekonomiczny.
20 -> godzina zbiórki. Grzecznie czekałyśmy już we wskazanym miejscu i oczekiwałyśmy informacji który autokar jest nasz, żeby móc się wprowadzać do środka. Tutaj też doszła do nas reszta naszej pokojowej ekipy, czyli Kornelia, Paweł (chłopak Korneli) i Michał (kolega Korneli i Pawła). Kornelie znałyśmy już wcześniej, natomiast obu chłopaków poznałyśmy dopiero wtedy.
20:30-> o tej godzinie miał być wyjazd, ale musieliśmy czekać na jedną osobę (jak się później okazało tą osobą był P.), która miała do nas przejść z autobusu z Warszawy.
21:15-21:30-> jakoś w tym czasie udało nam się ruszyć i czekało Nas tylko około 20 godzin w autobusie. Z tą miłą wizją wszyscy poszliśmy spać ^^ Jednak koleżanka siedząca akurat jeden rząd przed nami nie chciała spać, a wolała pić różne wysokoprocentowe napoje, przez co zorganizowała wszystkim dodatkową atrakcje w formie bardzo niemiłego zapachu :( <shit! czemu akurat przed nami?!?!>

SOBOTA 16.03
Jechaliśmy i poznawaliśmy się.....
około 17-18 dojechaliśmy na miejsce!!! Dostaliśmy swój pokój (109), i się powoli wprowadzaliśmy :)

Koło północy dostałyśmy smsa, że jest wyjazdowa impreza. Długo nie czekając, wraz z Magdaleną włożyłyśmy na siebie pierwsze lepsze ciuchy i wybrałyśmy się do Les 3 Diables. Był to bar, jednak "nasi" ludzie przerobili go na baro- klub :D Trochę pobłądziłyśmy zanim tam trafiłyśmy, ale było bardzo fajnie, poznałyśmy naszych pokojowych sąsiadów i innych ludzi. Po jakimś czasie dostałam smsa od chłopaków z pokoju, że idą do Nas, ale nie wiedza gdzie ten bar jest. Ciężko było to wytłumaczyć, więc napisałam im że poczekam na nich przy sklepie, czyli przy miejscu, które już każdy powinien znać. Niestety oni się zgubili, ja zmarzłam, do tego spotkałam dziwnych ludzi i gandarmerie :/ Doczekać się ich nie mogłam więc wróciłam, a oni mieli sobie radzić sami. W końcu trafili, ale akurat jak się wszyscy zaczęli zwijać do pokoi. Tak więc i my, posiedzieliśmy jakieś 15 minut i też poszliśmy. W końcu trzeba było rano wstać na stok :) Ludzie wołali że zapraszają do siebie na impreze, ale my już jakoś nie mieliśmy siły. Potem na schodach w naszym ośrodku spotkaliśmy Gandarmerie. Mysleliśmy że to nasi zabalowali, ale ponoć nic się nie stało (w umowie ośrodka było napisane, że za "wizytę" gandarmeri po godzinie 23 płaci się 4000 euro kary :/ Na szczęście podczas całego pobytu taka sytuacja nie miała miejsca)

NIEDZIELA 17.03
Rano na stok. Zapoznanie terenu, wyciągów, sprzętu.... bez większych szaleństw. Magda miała problemy z deską, tak więc mieliśmy dodatkowe atrakcje :D Ja 2 lata nart na nogach nie miałam więc powoli musiałam sobie przypominać jak to się jeździło:D
Niestety pierwszy dzień był fatalny... wiało, padał śnieg i nie było za ciepło.... więc po 14 się zwineliśmy i poszliśmy robić obiadek do pokoju :)
Po obiadku wykończeni udaliśmy się na drzemke, jednak po 20 minut obudziło mnie i Nine (nasze legowiska były w salonie) pukanie i...
Ja: Ej... ktoś puka
Nina: No wiem. To trzeba otworzyć....
Ja: No ale mi się nie chce...
Nina: No mi też nie.... dobra idę otworzyć...
Ja: Ej nie!!! Nie otwieraj!!! A jak to Gendarmerie?? Weź udajmy że nas nie ma...
Nina: No dobra.
<znacznie mocniejsze pukanie>
Ja: Ej znowu pukają... to może to coś ważnego??
Nina: Dobra. Ja idę otworzyć. I zobaczymy kto to.

Dzielna Nina jako jedyna miała tyle siły żeby otworzyć gościom drzwi... okazało się, że..... przyszedł Bartek z Piotrkiem na obchód. Rozmawiali przy drzwiach, ale że słyszałam tylko co drugie słowo to zaczęłam krzyczeć żeby weszli dalej bo ja nic nie słyszę!
No i tak ich oficjalnie poznałam- ze śpiochami w oczach owinięta kocem :D
Trochę pogadaliśmy, popytali czy wszystko ok., czy są jakieś problemy, itd. i poinformowali o planach na dalszą część dnia oraz na dzień następny.
Wieczorem była impreza w Brazylianie. Drogo, że ohoho.... Na dodatek przyczepił się do mnie pewien facet, który nie był od nas z grupy. Po prostu przyjechał ze swoimi znajomymi...
Tańczymy, tańczymy,.... (nie wiedziałam jak się go pozbyć) i nagle on wypala z tekstem:
- To Ty mówisz po polsku??
- yyy... troche?? (wtedy jeszcze myślałam że on jest od Nas więc to pytanie wydało mi się z lekka głupie)
- Ale super, bo ja tutaj ze znajomymi przyjechałem, a tutaj tyle polaków..... <historia jego wyjazdu>

W końcu coś tam palnęłam że muszę do koleżanki i potem omijałam go baaardzo szerokim łukiem. Jakiś straszny nie był.... ale wolałam się trzymać ludzi z którymi przyjechałam, bo wydawali się bardzo w porządku :)
Iiii.... "wygrałam" z Magdaleną "wojnę" :D Wynik 2:0. Jak się okazało później- spór zupełnie nie potrzebny :)
Jakoś do późna nie siedziałyśmy, bo w końcu "trzeba rano na stok" :)

PONIEDZIAŁEK 18.03
Rano na stok. Już jeździliśmy trójkami, a nie całym pokojem. było to zdecydowanie wygodniejsze. Łatwiej było pilnować się 2 osób niż 5 :)
O godzinie 13 odbyły się pierwsze zajęcia freestylu! Strasznie mi sie podobało! Co prawda pogoda znowu nie dopisywała i momentami nie było zupełnie nic widać.... ale jakoś daliśmy rade. Na pierwszy dzień była jazda tyłem, 180, jazda z trzymaniem nosków nart i inne teoretycznie proste rzeczy :)
Ze względów bezpieczeństwa szybciej skończyliśmy i przed 16 byliśmy w pokojach na obiadku :)

O 17:30 grupa pierwsza miała biegówki. Ja się na nie nie zapisałam i nie żałuje. Mimo że instruktor był bardzo przyjemny i ludzie wracali zadowoleni to jednak do biegówek jakoś mnie nie ciągnie... Z naszego pokoju zapisała się tylko Magda, ale była w grupie 3 więc miała zajęcia w piątek przed powrotem do Polski.

20:00- kurs salsy. Poszłam, ale tylko na chwile. Załamujący byli faceci, którzy przyszli i gapili się na tańczących ludzi:/ Ale Ci którzy brali udział w kursie plusowali :) Było ok., ale nudziło mi się :P

Potem było wyjście do trzech diabłów, jednak my zrobiłyśmy sobie babski wieczór. Facetów z pokoju wysłaliśmy szybko do łóżek a same zaczęłyśmy szaleć :D Było super! Kornelia porobiła dużo fajnych zdjęć, Nina dosyć szybko poszła spać, a ja i Magda całkiem zwariowałyśmy :D Latały narty i słoiki (zasługa Magdy), dwa razy wychodziłyśmy przez balkon na dwór, rzucałyśmy się śniegiem,.......
Było zdecydowanie pozytywnie! :)

WTOREK 19.03
Rano na stok i tu już było pięknie. Brzydka pogoda odeszła w niepamięć i świeciło piękne słoneczko! :) Warunki do jazdy genialne. Jedynie był lekki szok jak zobaczyłyśmy z Niną urwiska, koło których dzień wcześniej jeździłyśmy tyłem lub patrząc w dół na narty :D
13- freestyle i pierwszy raz w snowparku!!! :D Było fajnie! Głównie był Half Pipe, ale raz było też skakanie na hopkach (meeeeega!) :)
Jeździłyśmy do końca. Wieczorem salsa, potem jeszcze jakaś impreza w "świetlicy" (chyba mafia po raz pierwszy...).
Wieczorem wyjście do trzech diabłów i.... znowu trafiłyśmy na tych irytujących polaków co ich w niedziele w Brazylianie spotkałyśmy!!! :/ Zaczęli być lekko nachalni i niemili. Chcieli numery telefonów. Ja trzymałam się wersji, że "bez sensu kupiłam smartphona, który w tych temperaturach nie chce działać!". Chcieli się umówić następnego dnia u nich, a jak powiedziałyśmy że chcemy spędzić czas z ludźmi od Nas którzy nam organizują wyjazd to padł mega irytujący tekt z ust jednego z nich (To co Wy macie 5 lat, że musicie robić to co Wam karzą?? My tam przyjechaliśmy sami i robimy to na co my mamy ochotę.). Wtedy już był koniec uprzejmości i straciłyśmy siłę do bycia miłym. Totalnie ich olałyśmy i wyszłyśmy. Kiedyś ich tam jeszcze minęłyśmy, ale na szczęście się nie odezwali :)

c.d.n. a tymczasem parę pięknych zdjęć krajobrazu:


Zimno!!!!!! Ale to tylko 2 dni takie były :)






Iiii.... nasza wnerwiająca firanka od której można było dostać oczopląsów! 
A.

sobota, 9 marca 2013

Praga

Pod koniec stycznia byłam z grupą w Pradze na ćwiczeniach terenowych, aby zakończyć kurs pilota wycieczek. Wyjazd bardzo udany i zaliczony na 5 :)

Nocleg
www.hostel-emma.com
tel.: +420 222 521 269
Baaaardzo polecam! Warunki (jak na hostel oczywiście) super! Na piętrze -1 znajduje się kuchnia razem z duuużym stołem, kanapą. Można bez problemu robić tam spotkania, imprezy, prowadzić zajęcia, itd. Dodatkowo znajdują się tam 2 komputery ogólnodostępne. W całym hostelu jest darmowe wifi, trzeba tylko  o hasło spytać na recepcji.
W każdym pokoju są szafki na kluczyk. W kuchni darmowa herbata, kawa, cukier, ... Można też przed odbiorem klucza do pokoju lub też po wymeldowaniu zostawić bagaż w zamykanym pomieszczeniu.
Lokalizacja jest świetna. 15 minut spacerkiem do Mostu Karola, 15 minut do placu głównego. wszędzie dookoła puby, pare restauracji, sklepy.... Wszystko blisko! Zaraz za pierwszym zakrętem znajduje się praski krzywy dom (który miał zostać wybudowany w Warszawie, ale władze się nie zgodziły i teraz masa turystów przyjeżdża do Czech, a nie do Polski, żeby go zobaczyć):


Widząc powyższy budynek z miejsca zrobienia zdjęć należy na widocznym skrzyżowaniu skręcić w lewo, potem na następnym znowu w lewo i po przejściu ok. 300 m będzie hostel EMMA  po prawej stronie :)

Przewodnik
Mimo iż pojechaliśmy w celu zakończenia kursu pilota wycieczek to mieliśmy wynajętego przewodnika. Generalnie my mówiliśmy informacje o mijanych zabytkach, budynkach,... ale po Pradze trzeba mieć przewodnika z praską licencją. Inaczej mogą wlepić nie mały mandat :( Wyszło i tak super, bo przewodnik okazał się meeeega pozytywną osobą i dopowiadał różne fajne ciekawostki :) Po zakończeniu wycieczki dał nam namiar na pare fajnych klubów ;)
Namiar:
Piotrek Gawliński
+420 734 459 358
piotrekgawlinski@o2.pl
www.gawlinskipopradze.pl

To był mój 2 raz w Pradze, więc większego wrażenia na mnie to miasto nie zrobiło, ale uważam, że jest to jedno z miast które trzeba w życiu zobaczyć :)

Gra wyjazdu: TABU

A za 5 dni-> Francja  i narty! :D

A.

czwartek, 1 listopada 2012

Postanowienia i plany- podsumowanie


Przeglądałam bloga i 2 posty w których napisałam jakieś postanowienia czy plany na rok 2012...

Postanowienia
- więcej czasu mieć dla siebie, mniej dla innych (po przejechaniu się w zeszłym roku na paru osobach trzeba zmienić swoje nastawienie do ludzi). Nie dotyczy tych, którzy jeszcze nigdy nie zawiedli ;)
- przestać się bać i po prostu robić to na co mam ochotę, nie patrząc na reakcje innych :)
- mniej imprez- więcej robienia przydatnych rzeczy

Plany I
Za dużo o planach nie można, bo się nie spełnią. Ale tak ogólnie to:
- pierwsze 4 miesiące będą baaardzo nudne, ale trzeba troche kasy zaoszczędzić na drugą połowę roku
- Maj-> ok, 2 tygodnie w Monachium i Garmisch (zależy jak uczelnia pozwoli)
- od czerwca mam nadzieje że mnie w Polsce nie będzie przez dłuuuugi czas. 
Za rok i za dwa posta noworocznego mam nadzieje będę pisać z za granicy. W przyszłym roku z troche biższej zza granicy, a za dwa lata z tej bardziej odległej :) Ale zobaczymy czy się spełni...

Plany II
W planach:
- za równo dwa miesiące-> Monachium^^
- za równo 3 miesiące-> Wyspy Kanaryjskie :D
- za ponad 6 miesięcy-> Chorwacja (rejs)
- za 8/9 miesięcy-> Tajwan lub Tajlandia
- za rok i 3 miesiące-> USA na rok ... :D <California dream>

Trzymam sama za siebie kciuki, żeby wszystko wyszło (szczególnie USA, bo tutaj największe trudności i już było raz przekładane, więc mam nadzieje że teraz wypali^^)


Więc... postanowienia- wszystkie robię ^^ łącznie z tym że mnie imprezuje... nawet na Juwenalia nie poszłam O.o (chociaż tu akurat plan był inny ale w ostatnim momencie musiałam wyjechać z Poznania...). I od razu jakoś więcej pieniędzy w portfelu się zrobiło... :D

Plany I- tu już trochę gorzej... 
- pierwsze 4 miesiące były nudne, ale nie aż tak jak przypuszczałam... :)
- Maj-> wyjazd w czwartek, powrót w nocy pon/ wt więc tylko 4,5 dnia :( Ale za to bardzo intensywne 4,5 dnia :D 
-  od czerwca nie było mnie w Polsce, ale krócej niż myślałam, bo wróciłam ok. 30.09 :( 
Pisząc tamtego posta miałam w głowie wyjazd na erazmusa do Madrytu, ale nie dałabym rady połączyć z pracą, itp.

Plany II:
- Monachium->  
- Wyspy Kanaryjskie zamienione na Turcje:) Wróciłam 19.09-> 
- Chorwacja rejs 21-30.09-> 
- Tajwan lub Tajlandia. Do Tajwanu chciałam lecieć do U., ale bilety za drogie... A do Tajlandii, Kenii czy Dominikany po prostu nie mam z kim! To jest straszne... chce, mogę, ale nie mam z kim:/ Sama nie chcę. Najlepiej +1, ewentualnie +2 lub +3, ale nie sama!  :(

- USA na rok... I tu jest problem, bo mam 2 wyjścia
1. Zdaję w czerwcu licencjat i w terminie lipiec- koniec września wyjeżdżam do USA. Po roku wracam i robię magisterkę.
2. Zdaję w czerwcu licencjat, od czerwca do września jade na animacje do Turcji do tego samego hotelu co w tym roku (zarobie wtedy więcej bo już wiem jak wszystko załatwiać po jak najmniejszych kosztach;) ), koniec września-> erazmus w Madrycie (o ile program przetrwa) na semestr albo cały rok. Lub od stycznia na jeden semestr. Potem znowu animacja (ale już w innym miejscu),zdanie magistra, wyjazd na animacje tak na pół roku i wtedy mogę już sobie szukać na spokojnie rodzinki w USA, wyjechać wtedy kiedy znajdę moją "Perfect family", a nie kiedy będzie idealny termin wyjazdu.... i jak mi się spodoba to wyjechać nawet na dwa lata i może znajdę też jakieś ciekawe studia tam :)

Jak tak teraz to czytam to wyjście 2 jest o wiele bardziej... życiowe? ułożone? rozsądniejsze? Ale ja bym chciała USA już teraz! Jutro! Zaraz! A tak... jeszcze 2,5 roku?? :(
Pocieszam się tym że jestem młodsza od innych "śmiertelników" i jak zdam licencjat to będę mieć 21 lat, a jak magistra to będę dopiero co po 23 urodzinach. Także w jakimkolwiek wieku nie wyjadę to taka stara nie będę :)

btw. Miałam teraz być w Istambule, ale do Okana przyjechała dziewczyna, więc nawet mu nie powiedziałam że znalazłam w miarę tani lot. Jak polecę to końcówka grudnia + początek stycznia. Także być może będzie sylwester w Istambule! 
A jak nie wypali, to poniańczę dzieci przez noc, kiedy to rodzice zapłacą 300% normalnej ceny <3 A na impreze pójdę pare dni później :)

xoxo
A. ;)