niedziela, 12 lutego 2012

Szczęśliwy tydzień :D

Miały być Alpy, ale nie wyszło, więc luty będzie kolejnym miesiącem bez wyjazdów. Sesja zaliczona i teraz siedzę w domu nad morzem gdzie ciągle pada śnieg... Ale w sumie to nawet fajnie:) 
Ostatnie pare dni było baardzo szczęśliwe dla mnie


04.02. sobota-> impreza urodzinowa. Nie wyszła może do końca tak jak chciałam, ale było pozytywnie, bez policji, bez skarg sąsiadów i bez żadnej szkody :) I prezenty: torebeczka z kosmetykami "Inglot", cudowny kubek, 3 butelki alkoholu (takie fajnego, smacznego i kolorowego), bielizne, w której zamiar spać, śliczną apaszke i inne...

poniedziałek-> podczas nauki na prawo dostałam telefon z pewnego biura podróży gdzie składałam aplikacje że są mną zainteresowani i żebym w czwartek przyjechała na rozmowę kwalifikacyjną (do Warszawy) ^^

środa-> poprawka z prawa zdana na... 5 :D:D:D:D:D:D Do tego nasłuchałam się tyyyyyle komplementów jak to się super nauczyłam i że w ogóle bardzo fajnie o tym mówie :) Tylko że szkoda że na I termin się tak nie nauczyłam:/ Egzamin i poprawka były ustne i losowało się 3 pytania. Poziom wiedzy na obu egzaminach był podobny, tylko na poprawce wylosowałam lepsze pytania^^

czwartek-> kierunek Warszawa. Nie zaspałam. Jechałam mega nowym pociągiem (Express intercity). Za bilet studencki Poznań- Warszawa zapłaciłam 68zł., ale pociąg super. Idealna temperatura w środku, podczas podróży kawa/ herbata/ sok/ woda + ciasteczka za free ;) wszyscy bardzo mili. Fotele taaaakie wygodne... no po prostu jak nie pkp :) 

Dworzec Warszawa centralna jest dość spory i nie wiedziałam które wyjście jest na mój tramwaj. Trochę połaziłam bez celu po dworcu. Nawet nic nie czytałam. Weszłam na pierwszy lepszy przystanek tramwajowy który zobaczyłam i... to był mój:D 2 minuty poczekałam i przyjechał mój tramwaj. Poszukałam odpowiedniego budynku i nie spóźniłam się!!! :D Cz. I była w grupie. Prezentacja siebie (ja- tak jak 90% miałam multimedialną) przed całą grupą. potem prezentacja z ich strony na temat stanowiska. Zadanie w parach i przedstawienie ich przed wszystkimi. Potem "komisja" miała 20 minut przerwy na obradowanie kto przejdzie do następnego etapu. Usłyszałam swoje imie i nazwisko. Szooook:D ale dobrze. II część był spoko, bo rozmowa na osobności. Rozmowa o doświadczeniu, o życiu, o moim nastawieniu do niektórych spraw i pytanko po angielsku. Teraz mam czekać do końca lutego jak zadzwonią z informacją czy dostałam tę pracę czy nie. Niezależnie od wyniku nie żałuję że pojechałam. Bardzo mi się podobało. Atmosfera super. I dostałam fajnego powera do działania. Dodatkowo fajne doświadczenie i wiem na przyszłość czego się spodziewać :) Po zakończonej rozmowie niestety nie mogłam zostać dłużej w Warszawie i leciałam od razu na pociąg i zdążyłam na wcześniejszy niż się spodziewałam:)  W Poznaniu przesiadka na która również zdążyłam. Do tego na dworcu spotkałam starego znajomego, co było dla mnie dodatkowym miłym akcentem tego dnia :) W pociągu poznałam śmieszną babke ze Słupska i taaaak szybko cała podróż zleciała:)

Ogólnie wszystko czego się nie dotknę wychodzi dobrze. Z rozmowy też jestem zadowolona i mam optymistyczne przeczucie :)

Niech ma dobra passa trwa jak najdłużej:D

xoxo
A.

niedziela, 22 stycznia 2012

Leje się..... krew!!!

Wczoraj byłam na pobieraniu krwi razem z drużyną lacrosse. Przyszło aż 7 osób i.... było strasznie:/ Przed pobraniem najpierw biorą małą próbke krwi (chyba 12 ml.) do badania. Jak poszłam pierwszy raz w maju 2011 to nie mogłam oddać bo miałam minimalnie za mało leukocytów, a że wcześniej nigdy u nich nie byłam to nie wiedzą, czy jest to spowodowane chwilowym osłabieniem, czy coś mi jest. Więc poszłam kolejny raz wczoraj i wyszło że mam super zdrową krew i mogę jej oddać więcej. Dostałam żeton na kawe/ herbatę i "Grześka". Zajadając się i czekając cała w nerwach, przeczytałam podnoszący na duchu cytat:

Dawaj dobro, jakie dawać możesz , wszystkimi środkami, jakie posiadasz,
 na wszystkich drogach po których kroczysz, wszystkim ludziom których spotykasz,
 tak długo jak tylko możesz...

Trochę spokojniejsza, słysząc swoje nazwisko poszłam na fotel. Bardzo miła pani podłączyła mnie do wszystkiego i tłumaczyła co robi. Dostałam piłke do ściskania podczas pobierania. Straciłam 450ml. w ok. 8 minut, więc raczej wolno. Maksymalnie można być podpiętym przez 12 minut i jak nie zdąży przez ten czas nalecieć 450ml. to i tak Cię odłączają. I ile będzie tyle będzie. Najgorsze zaczęło się dopiero później... Dosyć długo leżałam po wszystkim na fotelu z naklejonym plastrem, bo byłam pierwszy raz i pani mówiła, żebym sobie dłużej poleżała. W końcu wstałam i wyszłam. Podpisałam co trzeba i jak już się chciałam ubierać zaczęła mi z ręki sikać krew. Wyglądało to mniej więcej tak:



Nawet nie wiedziałam że podobnie do tego może lecieć krew z ręki?!?!?! Myślałam że jak już to parę kropel spłynie, a tu sikało jak z kranu woda!!! Odrzuciłam torebke na jakieś krzesło i wróciłam z powrotem. Oczywiście nie obeszło się bez histerycznego płaczu i ataku duszności^^ Panie mnie posadziły na fotel i zaczęły coś z tym robić. Ostatecznie obie ręce miałam we krwi. I zrobiłam taką ścieżkę z krwi jak szłam. A obok fotelu na który mnie posadzili zdążyła się zrobić całkiem spora kałuża krwi zanim panie to uspokoiły.  Poleżałam tam jeszcze z 20 minut i poszłam znowu do bufetu, bo chłopcy lacrossowcy(:D) mieli dopiero wchodzić. Jak myślałam że już jest dobrze, to schodząc ze schodów zakręciło mi się w głowie i zrobiło słabo. Dopiero potem K. przypomniał o zjedzeniu czekolady. Rzeczywiście pomogło:) No i mój brat musiał po mnie przyjechać, bo sama bym nie doszła... 
Całą sobotę nie miałam na nic siły i prawie całą przespałam^^ No i dzisiaj trzeba się na szybko przygotowywać do tygodnia z 2 egzaminami, odpowiedzą zaliczeniową po hiszpańsku i napisać sprawozdanie z zajęć :( Na szczęście mam jeszcze 4 czekolady (było 8, ale 2 dałam M, która nie mogła oddać krwi, bo nie widać u niej żył?!, 1 zjadłam po pobraniu i 1 zjadł mój brat^^) więc z taką dawką magnezu powinnam dać rade:D



Mimo traumatycznych przeżyć, cieszę się że poszłam i uratowałam komuś zdrowie lub życie :)

A.

poniedziałek, 2 stycznia 2012

Happy New Year!!!

Podsumowanie roku 2011 i plany na rok 2012 (mam nadzieje, że końca świata nie będzie:D)

Styczeń
- sylwester w Ślesinie :)
- pierwsza sesja na studiach (bez poprawek^^),
- ostatnie "naste" urodziny (mimo, że podczas imprezy S. rozwalił głową ściane i teraz mam w meblościance taaaaką dziure, D.i P. skakali po samochodach i trzeba było ich siłą ściągać na ziemie, to baaardzo udane urodziny :) )

Luty
- Narty+ Deska-> Wyjazd z Dawidem i Łukaszem na Akademicki Campus edycja zimowa 2011- nie polecam. Szklarska w miare dawała rade, ale jak dla mnie to za dużo zapłaciłam, co do tego co dostałam. Nie podobało mi się nastawienie i zachowania organizatorów. I na tym zakończe. Był też wyjazd do Pragi, fajnie zorganizowany:)

Fantastyczna trójka ^^

Praga- Muzeum Figur Woskowych


Marzec, Kwiecień
Nic ciekawego....

Maj
- majówka- posiadanie dwóch uroczych istot w domu :D
- 05.05- 11.05 -> Gdansk- Oslo- Londyn- Poznań 
- potem już tylko zaliczenia, egzaminy....

Czerwiec
- egzaminów c.d.
- obóz sportowy!!! narty wodne, windsurfing, biegi na orientacje, pływanie w jeziorze, maraton pływacki, żagle, imprezy, integracja roku i wieeele wieeeele innych :)
Lipiec
- praca

Sierpień
- Miał być Ekwador, ale było: Monachium, Garmisch, Innsbruck 

Wrzesień
- pracy c.d.

Październik
Nic ciekawego part 2...

Listopad
- Konferencja w Łodzi

Grudzień
Najbardziej nie fajny miesiąc w całym roku. wszystko się zwaliło, wszystko co chciałam nie wyszło i w ogóle beznadziejnie było. W święta w końcu troche spokoju i postanowiłam wtedy odciąć się od wszystkich i po prostu posiedzieć w mojej małej miejscowości nie robiąc nic.
- Mikołaj był bardzo zadowolony z mojego zachowania w tym roku :)
- Sylwester udany, chociaż ostatni raz spędziłam ponad 5 godzin w podróży 31.12 po południu zaraz przed imprezą sylwestrową. Byłam tak zmęczona, że bardzo szybko po prostu poszłam spać...

Postanowienia
- więcej czasu mieć dla siebie, mniej dla innych (po przejechaniu się w zeszłym roku na paru osobach trzeba zmienić swoje nastawienie do ludzi). Nie dotyczy tych, którzy jeszcze nigdy nie zawiedli ;)
- przestać się bać i po prostu robić to na co mam ochotę, nie patrząc na reakcje innych :)
- mniej imprez- więcej robienia przydatnych rzeczy

Plany
Za dużo o planach nie można, bo się nie spełnią. Ale tak ogólnie to:
- pierwsze 4 miesiące będą baaardzo nudne, ale trzeba troche kasy zaoszczędzić na drugą połowę roku
- Maj-> ok, 2 tygodnie w Monachium i Garmisch (zależy jak uczelnia pozwoli)
- od czerwca mam nadzieje że mnie w Polsce nie będzie przez dłuuuugi czas. 
Za rok i za dwa posta noworocznego mam nadzieje będę pisać z za granicy. W przyszłym roku z troche biższej zza granicy, a za dwa lata z tej bardziej odległej :) Ale zobaczymy czy się spełni...

piątek, 2 grudnia 2011

Łódź

Sobota ok. 9a.m. Budzi mnie telefon z Samorządu:
Ja: -"yyy.... haaalllooo??"
D: -"No cześć. Co robisz w następny weekend??"
- "yy... no niewiem jeszcze a co??"
- "No to pojedziesz do Łodzi na konferencje ok??"
- "że co?? na weekend?? no dobra... ale o co chodzi??"

I w taki oto sposób spędziłam zarąbisty weekend w Łodzi:D
Codziennie były wykłady i inne takie. Ogólnie pare rzeczy się dowiedziałam, ale na jednym wykładzie byłam tak padnięta, że podczas przerwy 10minutowej między wykładami zasnełam (siedząc w pierwszym rzędzie) i nikt mnie nie obudził... :D Jak się obudziłam był 42 slajd... ^^

Co do Łodzi jako miasta, to mam mieszane odczucia... pierwsze wrażenie- tragedia. Zero życia w tym mieście, sami starsi ludzie, stare brudne kamienice wszędzie. Jednak po pokazaniu miasta przez studentów organizujących konferencje, zakochałam się w paru miejscach:)

Piątek wieczór:
Tramwajada- zwiedzanie Łodzi zza szyb zabytkowego łódzkiego tramwaju. Ja trafiłam akurat na wspaniałą panią przewodnik, która niesamowicie opisała nam Łódź. Przekazała Nam nie tylko te oficjalne informacje, ale również osobiste. Ponad 1/3 mieszkańców Łodzi nie ma pracy. Z powodu zamknięcia fabryk tam jest z pracą tragedia. A nawet jak praca jest to za bardzo niskie stawki. Sama przewodniczka miała 3 prace(!!!) Od 2 dni akurat pełniła "najmniej lubiany zawód świata", czyli była "kanarem". Opowiedziała nam jak ta praca wygląda i na jakiej zasadzie im płacą... Od tego momentu inaczej patrze na ludzi pracujących w tym zawodzie... Jest to mało opłacalna praca i trzeba wyrobić bardzo dużo kursów, żeby w ogóle coś dostać:/ I za rok planuje ślub razem z przewodnikiem który był w II wagonie:D Na ślubie ma być duuużo osób i odbędzie się w tramwaju^^

Spotkanie integracyjne w Domu piwa "Peron 6" przy ulicy Piotrkowskiej :)

No i powrót do hotelu ulicą Piotrkowską, która jest baaaaaaaardzo długa i bardzo ładna:) Jedno z miejsc w których się zakochałam:D (Zdjęcia z Internetu)



Sobota:
Pobudkę zafundowali H. i P., którzy nie wiadomo w jaki sposób dostali się do pokoju mojego i S. Ogólnie trochę zaspaliśmy, ale ciiii, nikt nie widział :D
wieczorem Bouling- Zawody o tytuł MISTRZA ŁODZI AKADEMICKIEJ odbyły się w kręgielni "GRAKULA"  C.H. Manufaktura :) 
Kolejne miejsce w którym się zakochałam:) (Także zdjęcia z neta)





Kręgielnia
To zdjęcie jest akurat parteru. My mieliśmy wynajęte korty na piętrze, gdzie były fajne kanapy a po drugiej stronie klub:)
Obok kręgielni jest też taki fajny bankomat z którego bez prowizji można wypłacać kase z każdego banku :)

Nocleg
Zakwaterowana byłam w hotelu Campanile, który polecam:) dobra lokalizacja, miła obsługa i w ogóle wszystko bardzo fajnie:) Hotel jest zaraz przy Galerii Łódzkiej. Trzy (albo cztery?) przystanki z dworca pkp "Łódź Kaliska" jadąc tramwajem nr 10 lub 14 :)
Bilety: 85gr. / 10min. 

I jeszcze jedno miejsce, z którego słynie Łódź, które widziałam niestety tylko z zewnątrz :(



To tyle z Łodzi:) 

A.A. ;)

niedziela, 27 listopada 2011

...

Dawno nic nie pisałam... bo w sumie nie mam czasu... :(
weekend 19-20.11-> konferencja samorządowa w Łodzi^^ 
weekend 26-27.11-> Akademia Animatorów Rainbow tours :) + Andrzejki na lodowisku :D

Oba weekendy były super i na dniach napisze coś o nich :)
taraz.... do nauki:( 
;)