niedziela, 13 września 2015

Au pair - kontakt z Host Family + Bilet

Cześć!
Od przedwczoraj jestem w Polsce, a wczoraj dostałam bilet do Nowego Jorku! AuPair in America ma idealne wyczucie czasu, bo akurat zmagam się z pokanaryjską depresją, więc tak miła wiadomość poprawiła mi humor i sprawiła, że zaczęłam znowu myśleć o USA. Brzmi dziwnie, że zapomniałam o wyjeździe? Zero stresu, przeżywania, planowania, itd. Zazwyczaj wszyscy ekscytują się wyjazdem, a ja nie. Ekscytacja była w maju i czerwcu. Późnej wyjechałam i... po prostu żyłam latem i starałam się maksymalnie wykorzystać Teneryfę. Teraz tęsknię za ludźmi (których pewnie już nigdy więcej nie zobaczę), pogodą, atmosferą, pracą i za całą resztą. No może poza karaluchami.... Ich to mi akurat nie brakuje!

Kontakt z Host Rodziną mam specyficzny. Znaleźliśmy się w maju i szybko "zaiskrzyło". Powiedzieliśmy sobie "tak", szybkie załatwianie papierów, rozmowa o wizę i wyjechałam. Na Teneryfie Internet miałam tylko w miejscu pracy, przez co w wolnym czasie wolałam tam nie siedzieć, jeżeli nie było takiej konieczności. Umówiliśmy się pare razy na Skypa, ale zawsze było to w środku nocy (u mnie), przez co nie rozmawialiśmy za długo, ale przynajmniej konkretnie. Powymienialiśmy się zdjęciami, powysyłaliśmy maile i tak zleciały 4 miesiące.

Moje przedwyjazdowe wrażenia o Host Rodzince:
Hostka - uwielbiam kobietę! Mimo, że jest mega zakręcona, szalona i ma problemy z liczeniem (różnicy godzin), to jest dobrze zorganizowana i punktualna. Bardzo pozytywna osoba, która zawsze uśmiecha się od ucha do ucha. Raz spóźniła się ok. 10 minut na rozmowę, ale napisała mi maila że się spóźni. Później wielokrotnie przepraszała za spóźnienie tłumacząc, że Młody spadł ze schodów i mu krew leciała, więc musiała się nim zająć. Nie wiem jak w ogóle mogła pomyśleć, że mogę mieć do niej pretensje za takie spóźnienie!

Host - najsłabiej go znam z całej rodziny. Tylko parę razy z nim rozmawiałam. Pozytywny (i podobnie jak Hostka - zakręcony) człowiek. Za każdym razem jak rozmawiałyśmy to pytał mnie się jak tam na Galapagos.... Najważniejsze, że pamiętał że jestem Polką :) 

Młody - wulkan energii. Przemądrzały i trochę pyskaty rozgadany chłopiec. Muszę uważać na początku, aby nie pozwolić mu za dużo, bo ciężko mi będzie później naprawić ten błąd. Jednak nie ma on samych wad. Ba! Zdecydowanie więcej ma zalet. Kochany, troskliwy, ambitny, bystry, umie dążyć do postawionych sobie celów. Oboje mamy silne charaktery, dzięki czemu sądzę, że fajnie nam będzie ze sobą (na pewno nuda nam nie grozi!).

Zdaję sobie sprawę, że moi Host Rodzice są bardzo zajęci - nie ukrywali tego przede mną. Host wyjeżdża do pracy po 5 rano, a wraca (najwcześniej) ok.19, a Hostka czasem wyjeżdża na drugi koniec USA w poniedziałek rano i wraca w piątek wieczorem. Ale nie przeszkadza mi to w ogóle. Mają ogromny szacunek do au pair. Co prawda będę dopiero ich drugą, a aktualna była przez rok, ale po sposobie mówienia i rzeczach jakie mi zapewniają, abym dobrze się czuła, uważam że wiedzą o co chodzi w programie i wcale nie szukają taniej siły roboczej. Na ten moment nie żałuję decyzji i jestem spokojna o rodzinkę :)

Na pewno dużym plusem jest to, że rodzice Młodego mają wszystkie weekendy  i święta wolne, dzięki czemu wolne będę mieć i ja. Są tak samo pokręceni na punkcie podróży jak ja i mimo, że jeszcze mnie tam nie ma, to już planujemy gdzie chcemy razem pojechać. Mają już wstępne daty wyjazdu do Kalifornii, Chicago, Las Vegas, Zachodniej Kanady i na Floryde. Co prawda są to dopiero plany, ale miło jechać z wizją, że i mnie w nich uwzględniają :)

BILET

Szczegóły lotu:
Warszawa - Nowy Jork (12:20-15:45)
Linia lotnicza: LOT
Lecę jeszcze w 8 innymi dziewczynami, więc będziemy chyba najliczniejszą polską grupą na szkoleniu jaka kiedykolwiek była!

8 dni do wylotu!!!

poniedziałek, 7 września 2015

Teneryfa + La Gomera

¡Hola!
Ciągle siedzę sobie na Teneryfie. Podróżuję ile się da i staram się wykorzystać pobyt tutaj na 100%. Pierwszy raz próbowałam surfingu! Fale były idealne na początek i nawet udało mi się (trochę) stanąć :) Miałam instruktora z Argentyny, który naprawdę zdziwił się, gdy powiedziałam, że wiem gdzie znajduje się kraj z którego pochodzi. Sama nie wiem co mam o tym myśleć...
Najpierw miałyśmy trening "na sucho" na plaży

Również mogę odhaczyć Paddle boarding. Godzina tego sportu jest świetnym ćwiczeniem na nogi. A to tego jakim przyjemnym!

Szukałam wielorybów i delfinów pływając katamaranem. Niestety delfiny się nie pokazały, ale wielorybów znaleźliśmy bardzo dużo! Wybrałam się tam z Pati, z którą pracuję oraz z Pauliną i z Marcinem, którzy przyjechali na dziesięciodniowe wakacje i mieszkali 10 minut pieszo od mojego mieszkania. Znamy się z Pauliną z czasów gimnazjum oraz liceum, a ostatni raz widziałyśmy się 5 lat temu, dlatego bardzo się ucieszyłam jak napisała do mnie, że przyjeżdżają na wakacje na "moją" wyspę.

Wspólna kąpiel z Pauliną :)
Poza wyprawami wodnymi również podróżowałam po lądzie, a nawet wybrałam się na pobliską wyspę - La Gomerę. Znana jest ona przede wszystkim z wyprawy Krzysztofa Kolumba, który podczas znanej wszystkim (nieplanowanej) wyprawy do Ameryki, na la Gomerze miał swój ostatni europejski przystanek (co upamiętnia tablica przed jego domem, na którego remont nie ma pieniędzy, dlatego nie można wejść do środka). Na tej wyspie było kręconych również kilka filmów, takich jak Park Jurajski, czy Gniew Tytanów.
Wyspa jest przepiękna - pomimo ogromu turystów, którzy każdego dnia przypływają z pobliskich wysp (głównie z portu w Los Cristianos na Teneryfie, gdyż taka podróż luksusowym promem zajmuje jedynie 35-45 minut) jej naturalne piękno jest nienaruszone. Turyści poruszają się jedynie już wydeptanymi ścieżkami, dzięki czemu nie ingerują oni zbytnio w przyrodę oraz w codzienne życie mieszkańców. Urokliwe kamieniczki w miasteczkach z panującym tam niepowtarzalnym klimatem oraz drzewka migdałowe, opuncje, plantacje bananów zapadn aw pamięci na bardzo długo. 
Hitem z La Gomery jest język gwizdany - jedyny taki na świecie! Jego nauka jest obowiązkowa dla dzieci w szkole. Poniżej filmik z krótką prezentacją :) 

Malownicza La Gomera

Chce ktoś banana?

San Sebastian

Tablica na domu Krzysztofa Kolumba w San Sebastian

Park Narodowy Garajonay - pomnik upamiętniający wielką miłość...

Banany!!!!

Co widziałam na Teneryfie? Między innymi:
- Los Gigantes

- Garachico

- El Teide

Selfie na szczycie wulkanu? Czemu nie :D

 - Masca

Tą drogą ścigał się pare lat temu Vin Diesel i Paul Walker w Szybkich i Wściekłych!

- Smocze drzewo


- La Orotava






- Siam Park (x3) i Loro Parque (x2)
Ten filmik najlepiej pokazuje piękno tych obu miejsc. Dla mnie są to najfajniejsze atrakcje na wyspie. Co prawda bardzo komercyjne, ale będąc tam cały dzień, spędzałam bardzo fajnie czas :)

Cała wyspa jest cudowna i ma wiele do zaoferowania. Każdy, kto przyjedzie tu na wakacje (czy to na urlop, czy tak jak ja do pracy), na pewno wróci z bagażem bezcennych doświadczeń i masą wspomnień :) Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś tu wrócę! 


Zostało mi tutaj jeszcze parę dni, które na pewno szybko zlecą. Jutro postaram się napisać posta o a pair- jak aktualnie wygląda moja sytuacja (kontakt z rodziną, załatwianie wszystkiego przez Internet, itp.). 
Lecę do NYC 21.09, ale w ogóle tego nie czuje. Jeszcze nie wierzę, że za niedługo będę musiała opuścić moją wspaniałą Teneryfę! Czas leci za szybko...

A.

niedziela, 19 lipca 2015

Teneryfa!

W końcu nadrobiłam zaległości w czytaniu blogów. Nie robiłam tego przez półtorej miesiąca, które zleciało mi jak jeden tydzień, a u Was tyle się wydarzyło! Gratuluję tym co znaleźli PM, a tym, którym to się jeszcze nie udało życzę cierpliwości (Sandra - naprawdę nie masz jeszcze PM?! I dlaczego nie mogę wejść na Twojego bloga... ). W końcu i Wam się uda. Trzymam za to mocno kciuki!

Paradoksalnie, mimo że jest teraz szczyt sezonu w turystyce, to w pracy mam luźniejszy tydzień. Także mam czas, żeby zaplanować wycieczki po Teneryfie, Gran Canarii i La Gomerze (dlaczego mam tylko jeden dzień wolny w tygodniu?!), w końcu zrobić część predeparture project (przez Internet, na szczęście w APiA nie muszę robić książeczki) i doszlifować  hiszpańską gramatykę, bo wszystko mi się miesza podczas rozmów z Hiszpanami.


Przepiękne Puerto de la Cruz

Wszystkie Au pair planują przed wyjazdem co będą zwiedzać, gdzie pojadą w USA, a ja w ogóle Stanów nie ruszam. Trochę mnie to przeraża, bo wszystko zostawiam na tydzień kiedy będę w Polsce. Nie wiem jak się wyrobię: lekarze, odbiór dyplomów z dwóch uczelni, zakupy, pożegnania. Jedyne co mam wpisane to impreza pożegnalna dla rodziny 18.09. Oficjalnie jest to impreza powitalna (powrót z Wysp Kanaryjskich) oraz opijanie ukończenia studiów. Przy okazji poinformuję wszystkich, że za około 48 godzin będę w Warszawie czekać na samolot do Stanów. Przynajmniej babcie krócej będą przeżywać, że znowu mnie nie będą widzieć przez jakiś czas :D 

Do napisania,
A.

P.S. Na Teneryfie mieszkam w miejscowości o nazwie: Playa de las Americas, co można by przetłumaczyć jako Plaża Amerykanów. Także trochę Ameryki mam już teraz :)

czwartek, 9 lipca 2015

To już minął miesiąc?!

Już miesiąc mieszkam na Teneryfie. Nie mam pojęcia kiedy to zleciało. Czas tutaj leci tak strasznie szybko... Myślę że tak samo będzie w Stanach. Chociaż jak pomyślę o tym, że za ponad dwa miesiące będę się musiała pożegnać z tym przepięknym miejscem i z ludźmi z pracy to jest mi mega smutno :( Jedynym pocieszeniem będzie dla mnie to, że po tygodniu w Polsce wsiądę w samolot do Nowego Jorku. Jednak teraz wiem, że mogłabym przedłużyć swój pobyt tutaj i wyjechać do USA trochę później no ale... mam nadzieję, że Stany mnie nie rozczarują, a jak tak będzie to zawsze mogę tutaj wrócić.

Pracuję 6 dni w tygodniu od 9:45 do 21 lub 23, więc cały dzień w pracy. Ale jest to coś co lubię robić, więc nie jest to dla mnie problemem. Jeden dzień podróżuję i poznaję wyspę. Wieczorami również. Wyspa jest przepiękna, chociaż minusem jest spora ilość imigrantów z Afryki oferujących narkotyki. W sobotę dostałam prezent za dobre wyniki od firmy dla której pracuję - kartę VIP do Loro Parque i Siam Parku. W Loro Parque byłam i zakochałam się w tym miejscu. Jako VIP zostałam oprowadzona po miejscach niedostępnych dla wszystkich turystów. Widziałam wszystkie zwierzątka z bliska! To jest niesamowite miejsce i wiem, że oni tam na prawdę dbają o zwierzęta. Podczas pokazów miałam także najlepsze miejsca! W najbliższą sobotę jadę do Siam Parku (ogromny aquapark). Także dużo się dzieje a czasu mało. Niestety w mieszkaniu nie mam Internetu, a szkoda mi w wolnym czasie siedzieć w hotelu. Wolę wykorzystać na 200% mój czas tutaj. 

Przepraszam, że nie czytam na bieżąco postów... Obiecuję że to nadrobię! Naprawdę jestem ciekawa jak tam poszukiwanie rodzin, czy pierwsze dni u rodziny (czy też życie w Australii - Ania :D ), także w najbliższym czasie usiądę i wszystko nadrobię! Nawet nie mam czasu, żeby napisać jakiegoś dłuższego maila do mojej Host Rodzinki i bardzo mi z tym źle :( Ale wytłumaczyłam im że mam dużo pracy i to rozumieją - są kochani <3 Wiem że podjęłam dobrą decyzję decydując się na nich!

Kilka zdjęć z przepięknej Teneryfy:
















Do napisania! 
A.

środa, 10 czerwca 2015

Visa approved!

W poniedziałek (08.06) otrzymałam paszport z wizą. Było trochę zamieszania, ale na szczęście w końcu do mnie dotarł. Ale.. wszystko po kolei.

26.05 napisałam ostatniego posta i chwilę po udostępnieniu go dostałam telefon z APiA, że moje dokumenty są w Warszawie i jutro wyślą. Udało mi się otrzymać parę informacji zanim kurier z papierami do mnie dojechał i już we wtorek wypełniłam prawie wszystko. Prawie, bo miałam problem z jednym punktem, a że było już po godzinach pracy to zadzwoniłam dopiero w środę o 10. Dokończyłam wszystko i zapłaciłam. Czytałam na forum, że dziewczyny czekały kilka dni na zaksięgowanie przelewu. Ja miałam już po paru godzinach :) 

Nie wiedziałam co wpisać tutaj:
Na szczęście pomoc innych au pair (nie tylko przy tym, ale i wcześniej) okazała się jak zawsze niezawodna (dzięki Anka i Ewelina!). Numer ten sam się uzupełni, jak wpłata zostanie zaksięgowana przez ambasadę. Wtedy można przejść dalej i pojawia się kalendarz z wolnymi terminami. Mi udało się zapisać jeszcze na 1.06 na 9:30. Wzięłam ostatnie wolne miejsce tego dnia. Zapłaciłam 592zł., także nie najgorzej.

01.06. rano wsiadłam w pociąg do Warszawy. Miałam być po 8:30, ale TLK popsuł się i wysiadłam z pociągu na Dworcu Centralnym o... 9:32! Pobiegałam po Warszawie w koszuli i o 9:45 byłam pod ambasadą. Była już mała kolejka, ale to były osoby na 10:00. Spytałam ochroniarza co mam zrobić jak się spóźniłam. Kazał mi normalnie czekać ze wszystkimi, także nie stresujcie się jak się spóźnicie! Mną się w ogóle nikt nie przejął. Po około 5 minutach weszłam do budynku. Nie można wnieść do ambasady płynów i elektroniki. Płyny trzeba wywalić gdzieś przed budynkiem, a elektronikę wrzuca się do koszyczka. Przeszłam przez bramkę, a torba przejechała przez taśmę i... oczywiście musiało zacząć pikać:
- Ma Pani jakąś elektronikę w torbie?
- Nie. Miałam tylko telefon, ale już oddałam.
- Jest Pani pewna że nie ma żadnej elektroniki?
- Tak, jestem pewna! Nie mam nic!
- Proszę wyjąć tą latarkę co ma pani przy kluczach.

Zapomniałam o niej! Zaczęłam go przepraszać, ale był spoko i się ze mnie śmiał tylko... Oddałam całe klucze w depozyt bo miałam przy nich też elektroniczny klucz do drzwi i wolałam już nie mieć więcej problemów.

Poszłam dalej. Młody chłopak sprawdził czy mam DS-2019, SEVIS, wniosek wizowy i paszport. Następnie czekałam w kolejce, żeby Pani po raz kolejny sprawdziła te dokumenty, dała pieczątkę i numerek. Później z tym numerkiem poszłam posiedzieć i poczekać na pobranie odcisków, a później siedziałam kawałek dalej czekając już (dłużej) na rozmowę z konsulem. Czekając tam usiadłam w pierwszym rzędzie i słyszałam wszystkie rozmowy przeprowadzane przez jedną z Pań konsul. Była to Pani, która chyba lubiła rozmawiać po polsku, bo ze wszystkimi w tym języku przeprowadzała wywiady. Nawet jedna au pair się trafiła i całą rozmowę miała po polsku. Ja trafiłam do młodej dziewczyny, która po polsku nie powiedziała nic poza "dzień dobry" z uroczym amerykańskim akcentem. 

Pytania jakie mi zadała:
- W jakim celu jadę?
- Jak się nazywa rodzina?
- Ile dzieci i coś o nich powiedzieć.
- W jaki sposób z nimi rozmawiałam i czy mamy ciągle kontakt?
- Czy mam doświadczenie w pracy z dziećmi?
- Co robiłam do tej pory? Czym się zajmowałam?
- Dlaczego chcę wyjechać?
- Co chcę robić jak wrócę?
- Czy dostałam broszurę na temat moich praw w US? Czy ją przeczytałam i czy wszystko jest dla mnie jasne? (nie pytała o nic więcej z niej)
- Pogadałyśmy też o miejscowości gdzie jadę, bo okazało się że Pani konsul pochodzi z Alexandrii :)

Dokumenty jakie musiałam pokazać (mimo całej teczki papierów):
- paszport
- DS-2019
- SEVIS
- wniosek wizowy

Siedziałam w ambasadzie prawie dwie godziny! Ale to była taka zła godzina... Jak skończyłam rozmowę, to może z 15 osób tylko jeszcze czekało. Także chyba najlepiej na późniejsze godziny się umawiać. Albo na te najwcześniejsze. 

Chciałam skorzystać z pobytu w Warszawie i trochę pozwiedzać. Trochę połaziłam po okolicy, ale dzieciaków było tyle (w końcu to był Dzień Dziecka), że wróciłam wcześniejszym pociągiem niż zakładałam.

Zamieszanie z kurierem!
2 dni po rozmowie (w środę) dostałam smsa, że w piątek (w czwartek było Boże Ciało) dostane paszport, a kurier wcześniej się skontaktuje. W piątek rano dostałam potwierdzenie że paszport otrzymam. Czekałam do 18 - nikt się nie odezwał. Sprawdziłam stan przesyłki przez Internet, gdzie było napisane, że 2 godziny temu kurier ją zabrał do doręczenia. Zadzwoniłam żeby się upewnić. Okazało się, że kurier już nie pracuje i że dostarczą mi paszport w poniedziałek, bo za daleko mieszkam i się nie wyrobił. Popsuło mi to wszystkie plany! Pani miała załatwić, że w poniedziałek z samego rana otrzymam przesyłkę, ale coś nie ogarnęła, bo jak w poniedziałek zadzwoniłam z przypomnieniem to powiedzieli mi że mieszkam daleko i najwcześniej 12-14:30 mogli by być. Nakrzyczałam na nich że tak się nie robi, bo widzą, że to ważny dokument, a nawet nie zadzwonią z przeprosinami, że zmienią datę dostawy tylko się człowiek musi sam dowiadywać. Udali zaskoczonych i przeprosili.

- Całe załatwienie wizy zajęło mi 14 dni (od momentu rozpoczęcia wypełniania wniosku do otrzymania paszportu), 
- Równo 7 dni po rozmowie kurier przywiózł mi z powrotem mój paszport 
- Od dnia zmatchowania do otrzymania paszportu minęło 23 dni.

AMERYKO NADCHODZĘ!!!!! :)