niedziela, 19 lipca 2015

Teneryfa!

W końcu nadrobiłam zaległości w czytaniu blogów. Nie robiłam tego przez półtorej miesiąca, które zleciało mi jak jeden tydzień, a u Was tyle się wydarzyło! Gratuluję tym co znaleźli PM, a tym, którym to się jeszcze nie udało życzę cierpliwości (Sandra - naprawdę nie masz jeszcze PM?! I dlaczego nie mogę wejść na Twojego bloga... ). W końcu i Wam się uda. Trzymam za to mocno kciuki!

Paradoksalnie, mimo że jest teraz szczyt sezonu w turystyce, to w pracy mam luźniejszy tydzień. Także mam czas, żeby zaplanować wycieczki po Teneryfie, Gran Canarii i La Gomerze (dlaczego mam tylko jeden dzień wolny w tygodniu?!), w końcu zrobić część predeparture project (przez Internet, na szczęście w APiA nie muszę robić książeczki) i doszlifować  hiszpańską gramatykę, bo wszystko mi się miesza podczas rozmów z Hiszpanami.


Przepiękne Puerto de la Cruz

Wszystkie Au pair planują przed wyjazdem co będą zwiedzać, gdzie pojadą w USA, a ja w ogóle Stanów nie ruszam. Trochę mnie to przeraża, bo wszystko zostawiam na tydzień kiedy będę w Polsce. Nie wiem jak się wyrobię: lekarze, odbiór dyplomów z dwóch uczelni, zakupy, pożegnania. Jedyne co mam wpisane to impreza pożegnalna dla rodziny 18.09. Oficjalnie jest to impreza powitalna (powrót z Wysp Kanaryjskich) oraz opijanie ukończenia studiów. Przy okazji poinformuję wszystkich, że za około 48 godzin będę w Warszawie czekać na samolot do Stanów. Przynajmniej babcie krócej będą przeżywać, że znowu mnie nie będą widzieć przez jakiś czas :D 

Do napisania,
A.

P.S. Na Teneryfie mieszkam w miejscowości o nazwie: Playa de las Americas, co można by przetłumaczyć jako Plaża Amerykanów. Także trochę Ameryki mam już teraz :)

czwartek, 9 lipca 2015

To już minął miesiąc?!

Już miesiąc mieszkam na Teneryfie. Nie mam pojęcia kiedy to zleciało. Czas tutaj leci tak strasznie szybko... Myślę że tak samo będzie w Stanach. Chociaż jak pomyślę o tym, że za ponad dwa miesiące będę się musiała pożegnać z tym przepięknym miejscem i z ludźmi z pracy to jest mi mega smutno :( Jedynym pocieszeniem będzie dla mnie to, że po tygodniu w Polsce wsiądę w samolot do Nowego Jorku. Jednak teraz wiem, że mogłabym przedłużyć swój pobyt tutaj i wyjechać do USA trochę później no ale... mam nadzieję, że Stany mnie nie rozczarują, a jak tak będzie to zawsze mogę tutaj wrócić.

Pracuję 6 dni w tygodniu od 9:45 do 21 lub 23, więc cały dzień w pracy. Ale jest to coś co lubię robić, więc nie jest to dla mnie problemem. Jeden dzień podróżuję i poznaję wyspę. Wieczorami również. Wyspa jest przepiękna, chociaż minusem jest spora ilość imigrantów z Afryki oferujących narkotyki. W sobotę dostałam prezent za dobre wyniki od firmy dla której pracuję - kartę VIP do Loro Parque i Siam Parku. W Loro Parque byłam i zakochałam się w tym miejscu. Jako VIP zostałam oprowadzona po miejscach niedostępnych dla wszystkich turystów. Widziałam wszystkie zwierzątka z bliska! To jest niesamowite miejsce i wiem, że oni tam na prawdę dbają o zwierzęta. Podczas pokazów miałam także najlepsze miejsca! W najbliższą sobotę jadę do Siam Parku (ogromny aquapark). Także dużo się dzieje a czasu mało. Niestety w mieszkaniu nie mam Internetu, a szkoda mi w wolnym czasie siedzieć w hotelu. Wolę wykorzystać na 200% mój czas tutaj. 

Przepraszam, że nie czytam na bieżąco postów... Obiecuję że to nadrobię! Naprawdę jestem ciekawa jak tam poszukiwanie rodzin, czy pierwsze dni u rodziny (czy też życie w Australii - Ania :D ), także w najbliższym czasie usiądę i wszystko nadrobię! Nawet nie mam czasu, żeby napisać jakiegoś dłuższego maila do mojej Host Rodzinki i bardzo mi z tym źle :( Ale wytłumaczyłam im że mam dużo pracy i to rozumieją - są kochani <3 Wiem że podjęłam dobrą decyzję decydując się na nich!

Kilka zdjęć z przepięknej Teneryfy:
















Do napisania! 
A.

środa, 10 czerwca 2015

Visa approved!

W poniedziałek (08.06) otrzymałam paszport z wizą. Było trochę zamieszania, ale na szczęście w końcu do mnie dotarł. Ale.. wszystko po kolei.

26.05 napisałam ostatniego posta i chwilę po udostępnieniu go dostałam telefon z APiA, że moje dokumenty są w Warszawie i jutro wyślą. Udało mi się otrzymać parę informacji zanim kurier z papierami do mnie dojechał i już we wtorek wypełniłam prawie wszystko. Prawie, bo miałam problem z jednym punktem, a że było już po godzinach pracy to zadzwoniłam dopiero w środę o 10. Dokończyłam wszystko i zapłaciłam. Czytałam na forum, że dziewczyny czekały kilka dni na zaksięgowanie przelewu. Ja miałam już po paru godzinach :) 

Nie wiedziałam co wpisać tutaj:
Na szczęście pomoc innych au pair (nie tylko przy tym, ale i wcześniej) okazała się jak zawsze niezawodna (dzięki Anka i Ewelina!). Numer ten sam się uzupełni, jak wpłata zostanie zaksięgowana przez ambasadę. Wtedy można przejść dalej i pojawia się kalendarz z wolnymi terminami. Mi udało się zapisać jeszcze na 1.06 na 9:30. Wzięłam ostatnie wolne miejsce tego dnia. Zapłaciłam 592zł., także nie najgorzej.

01.06. rano wsiadłam w pociąg do Warszawy. Miałam być po 8:30, ale TLK popsuł się i wysiadłam z pociągu na Dworcu Centralnym o... 9:32! Pobiegałam po Warszawie w koszuli i o 9:45 byłam pod ambasadą. Była już mała kolejka, ale to były osoby na 10:00. Spytałam ochroniarza co mam zrobić jak się spóźniłam. Kazał mi normalnie czekać ze wszystkimi, także nie stresujcie się jak się spóźnicie! Mną się w ogóle nikt nie przejął. Po około 5 minutach weszłam do budynku. Nie można wnieść do ambasady płynów i elektroniki. Płyny trzeba wywalić gdzieś przed budynkiem, a elektronikę wrzuca się do koszyczka. Przeszłam przez bramkę, a torba przejechała przez taśmę i... oczywiście musiało zacząć pikać:
- Ma Pani jakąś elektronikę w torbie?
- Nie. Miałam tylko telefon, ale już oddałam.
- Jest Pani pewna że nie ma żadnej elektroniki?
- Tak, jestem pewna! Nie mam nic!
- Proszę wyjąć tą latarkę co ma pani przy kluczach.

Zapomniałam o niej! Zaczęłam go przepraszać, ale był spoko i się ze mnie śmiał tylko... Oddałam całe klucze w depozyt bo miałam przy nich też elektroniczny klucz do drzwi i wolałam już nie mieć więcej problemów.

Poszłam dalej. Młody chłopak sprawdził czy mam DS-2019, SEVIS, wniosek wizowy i paszport. Następnie czekałam w kolejce, żeby Pani po raz kolejny sprawdziła te dokumenty, dała pieczątkę i numerek. Później z tym numerkiem poszłam posiedzieć i poczekać na pobranie odcisków, a później siedziałam kawałek dalej czekając już (dłużej) na rozmowę z konsulem. Czekając tam usiadłam w pierwszym rzędzie i słyszałam wszystkie rozmowy przeprowadzane przez jedną z Pań konsul. Była to Pani, która chyba lubiła rozmawiać po polsku, bo ze wszystkimi w tym języku przeprowadzała wywiady. Nawet jedna au pair się trafiła i całą rozmowę miała po polsku. Ja trafiłam do młodej dziewczyny, która po polsku nie powiedziała nic poza "dzień dobry" z uroczym amerykańskim akcentem. 

Pytania jakie mi zadała:
- W jakim celu jadę?
- Jak się nazywa rodzina?
- Ile dzieci i coś o nich powiedzieć.
- W jaki sposób z nimi rozmawiałam i czy mamy ciągle kontakt?
- Czy mam doświadczenie w pracy z dziećmi?
- Co robiłam do tej pory? Czym się zajmowałam?
- Dlaczego chcę wyjechać?
- Co chcę robić jak wrócę?
- Czy dostałam broszurę na temat moich praw w US? Czy ją przeczytałam i czy wszystko jest dla mnie jasne? (nie pytała o nic więcej z niej)
- Pogadałyśmy też o miejscowości gdzie jadę, bo okazało się że Pani konsul pochodzi z Alexandrii :)

Dokumenty jakie musiałam pokazać (mimo całej teczki papierów):
- paszport
- DS-2019
- SEVIS
- wniosek wizowy

Siedziałam w ambasadzie prawie dwie godziny! Ale to była taka zła godzina... Jak skończyłam rozmowę, to może z 15 osób tylko jeszcze czekało. Także chyba najlepiej na późniejsze godziny się umawiać. Albo na te najwcześniejsze. 

Chciałam skorzystać z pobytu w Warszawie i trochę pozwiedzać. Trochę połaziłam po okolicy, ale dzieciaków było tyle (w końcu to był Dzień Dziecka), że wróciłam wcześniejszym pociągiem niż zakładałam.

Zamieszanie z kurierem!
2 dni po rozmowie (w środę) dostałam smsa, że w piątek (w czwartek było Boże Ciało) dostane paszport, a kurier wcześniej się skontaktuje. W piątek rano dostałam potwierdzenie że paszport otrzymam. Czekałam do 18 - nikt się nie odezwał. Sprawdziłam stan przesyłki przez Internet, gdzie było napisane, że 2 godziny temu kurier ją zabrał do doręczenia. Zadzwoniłam żeby się upewnić. Okazało się, że kurier już nie pracuje i że dostarczą mi paszport w poniedziałek, bo za daleko mieszkam i się nie wyrobił. Popsuło mi to wszystkie plany! Pani miała załatwić, że w poniedziałek z samego rana otrzymam przesyłkę, ale coś nie ogarnęła, bo jak w poniedziałek zadzwoniłam z przypomnieniem to powiedzieli mi że mieszkam daleko i najwcześniej 12-14:30 mogli by być. Nakrzyczałam na nich że tak się nie robi, bo widzą, że to ważny dokument, a nawet nie zadzwonią z przeprosinami, że zmienią datę dostawy tylko się człowiek musi sam dowiadywać. Udali zaskoczonych i przeprosili.

- Całe załatwienie wizy zajęło mi 14 dni (od momentu rozpoczęcia wypełniania wniosku do otrzymania paszportu), 
- Równo 7 dni po rozmowie kurier przywiózł mi z powrotem mój paszport 
- Od dnia zmatchowania do otrzymania paszportu minęło 23 dni.

AMERYKO NADCHODZĘ!!!!! :)




wtorek, 26 maja 2015

Aplikacja i filmik - rady

Ciągle oczekuję na papiery wizowe... To już 11 dzień od zmatchowania, jednak był to weekend i agencja dopiero w poniedziałek (9 dni temu) napisała mi maila, że w ciągu 10 dni będę mieć 'visa package', także max. jutro. Mam nadzieje, że nie będzie dużego ruchu w konsulacie i uda mi się umówić na wizytę w tym tygodniu (ewentualnie na początku przyszłego), bo inaczej będzie lipa :(

Jako osoba, która pierwszy raz jako au pair miała wyjechać w 2010 roku, następnie w 2013 (napiszę kiedyś o tym), a ostatecznie wyjedzie w 2015 roku mogę powiedzieć, że dobrze wiem jak najlepiej przygotować aplikację. Byłam przekonana, że jak przyjdzie czas na mnie to moja aplikacja będzie super przemyślana i dopracowana, żebym miała pełno rodzin i zamieszkała z moją wymarzoną rodziną w San Diego. Ostatecznie całą aplikację tworzyłam w bardzo intensywnym dla mnie okresie i... zrobiłam ją na szybko nie poświęcając temu tyle uwagi ile przez wspomniane 5 lat zamierzałam poświęcić.

Od 2010 roku naczytałam się już trochę blogów i "wysłałam" pare osób do USA także chciałam Wam napisać, na co rodziny zwracają uwagę (wiadomo że każda rodzina jest inna i nie patrzy na to samo):
- umiejętności muzyczne;
- umiejętności sportowe (pływanie, sztuki walki, itp.);
- umiejętności plastyczne - czego nie mam! Jestem chyba największym plastycznym antytalenciem jakie chodzi po Ziemi!
- aktywny tryb życia;
- pierwsza pomoc;
- umiejętności kulinarne;
- pasje - Amerykanie lubią jak au pair ma jakąś/jakieś pasje, więc nie trzeba się z tym kryć;
- doświadczenie - każdy musi to mieć, jednak dużym plusem jest doświadczenie z dziećmi poniżej 2 lat.

W aplikacji nie radzę ściemniać, bo to wszystko wyjdzie na miejscu
Powiecie że umiecie pływać, grać na skrzypcach, pięknie rysować i w czasie wolnym najchętniej wsiadacie na rower i jedziecie przed siebie? Możecie być pewni, że na miejscu nic nie da się ukryć. O ile pojęcie "piękne rysowanie" można jakoś obejść, bo w końcu każdy ma inny wyznacznik piękna, o tyle inne umiejętności (lub tryb życia) zostaną zweryfikowane już na początku i pojawią się problemy. Masz pobawić się z dzieciakami w przydomowym basenie, a nie potrafisz pływać (o zgrozo - może jeszcze boisz się wody?!). Dziecko zakrztusi się wodą i co zrobisz? Jak już uda Ci się je wyciągnąć to nie udzielisz mu pierwszej pomocy, bo nie potrafisz (wiem że na orientation są podstawy pierwszej pomocy, ale wiadomo o co chodzi). Dlatego rada ode mnie - piszcie o wszystkich swoich atutach i umiejętnościach, nawet po kilka razy, żeby zapadło w pamięć, ale nie ściemniajcie, bo to nie ma sensu.

Rady radami, teraz trochę faktów z mojej aplikacji. Często przeglądając blogi innych au pair chciałam wiedzieć jak to mniej więcej wygląda w ich przypadku, ale informacji takich znalazłam bardzo mało, dlatego postanowiłam sama coś takiego napisać dla "przyszłych pokoleń" :)

Doświadczenie: 
4264h - prawdziwe. Pamiętajcie, że mam 23 lata i jestem (jeszcze) studentką, a jedną z najlepszych prac jaką można dopasować do planu zajęć jest właśnie praca jako niania - najczęściej wieczorna. Do tego wyjazdy na animacje i się zabrało. Ale jak widzę na stronie APiA, czy też innych agencji, dziewczyny 18-letnie mające 5000-6000 godzin opieki to na prawdę nie wiem jak one dały rade skończyć liceum pracując przy tym po 5,5h codziennie (łącznie ze świętami i weekendami) przez 3 lata! Przecież rodziny też nie są tak naiwne żeby uwierzyć w taką ilość! 

Prowo jazdy: 
prawie 5 lat (jednak nie jeżdżę za często i jazda po US trochę mnie przeraża...)

Palenie: 
Nie. Nie lubię smrodku papierosów.

List do rodziny goszczącej: 
1439 słów. Wiem - strasznie długi, ale jakoś wszystko wydawało mi się ważne. Także dobiłam górnego limitu słów (dolny wynosi 600) jaki jest w APiA. Podzieliłam go na działy tematyczne: wstęp (ogólnie o mnie, po jednym zdaniu o rodzicach i bracie, dlaczego chcę być au pair, dlaczego USA), education (ukończone szkoły, kursy, certyfikaty, zajęcia pozalekcyjne, itp.), hobbies, experience, why me? Nie wiem czy rodziny go czytały. Może tylko rzuciły okiem. mi by się chyba nie chciało takiego długiego listu czytać (dlatego też go nie dodaję tutaj).

Zdjęcia: 
Sześć: 4 z dziećmi, jedno moich rodziców (w zoo z osłem w tle -.-'), jedno z bratem i małymi kuzynkami.

Filmik:
10 z 13 moich rodzin jako pierwsze słowa w mailu napisali, że bardzo podoba im się mój filmik i chcą się umówić na Skypa. Tak jak pisałam wcześniej - nie wiem czy któraś z rodzin przeczytała mój list. Podejrzewam że im się nie chce. Filmik natomiast to 3 minuty, podczas których nie muszą się w ogóle 'wysilać', więc na pewno warto się nad nim zastanowić i zrobić coś ciekawego. Długo się ze swoim męczyłam, bo nie mogłam siebie nagrać. Albo sąsiad zaczynał wiercić, albo karetka przejechała pod oknem, albo coś spadło, albo się pomyliłam, albo zaczęłam śmiać... Miało być ładnie, a wyszło (nieplanowanie) pocięte w niektórych momentach. Filmik zmontowałam (tutaj niespodzianki nie będzie) w Windows Movie Maker, a skonwertowałam (bo nie chciał zmieścić się na stronę) nie pamiętam czym :( Ale pełno takich programów w Internecie jest. Dostałam informacje że filmik nie może być dłuższy niż 3 minuty i męczyłam z ucinaniem ile się da, a podobno może mieć nawet 3,5 minuty (APiA)! Chciałam zrobić trochę bardziej oryginalny film, dlatego postanowiłam zmienić kolejność i nie rozpoczęłam tradycyjnym przywitaniem się. Nie wyszedł tak jak chciałam i muzyka się trochę rozjechała. Planowałam w wakacje go poprawić i dopracować, ale PM znalazłam wcześniej. Polecam obejrzeć w HD. Przepraszam za "zawiechy" jakie łapie podczas gadania...


Rady do filmu: 
- uśmiechajcie się; 
- sprawdźcie tło (na zdjęciach i w filmie), co by jakieś skarpety stare na podłodze nie leżały;
- sprawdźcie muzykę. To że lubicie jakąś piosenkę nie znaczy że nadaje się do filmu - tekst ma znaczenie, więc warto posłuchać o czym ktoś śpiewa;
- podkład (muzyka) nie może Was zagłuszyć.
Pamiętajcie też, że filmik ma Was pokazać - Waszą osobowość, więc w filmikach innych au pair szukajcie inspiracji, a nie kopiujcie to co ktoś wymyślił :) 

PROBLEM!!!
Jak dało się zauważyć na filmiku, mam tendencje do szybkiego mówienia, co niestety spowodowało, że nie mam pojęcia o czym rozmawiać z moją Host Rodzinką przez Skype... 
"Jak tam tydzień w pacy minął?", "Jaka u Was dzisiaj pogoda?", "Co jedliście na obiad?" - błagam, nie zmuszajcie mnie do zadania takich pytań, więc liczę na Waszą pomoc i podanie paru tematów rozmów, co by nie siedzieć w milczeniu :)


czwartek, 21 maja 2015

Perfect Match - opis

Taaaak! Udało się i piszę już jako Pani Magister! :)

Jak wskazuje tytuł, post będzie zawierał opis mojej Perfect Family. Może być troszkę długo...

Dwóch tatusiów (producent filmowy i muzyk) z jednym cudownym, sześcioletnim synem mieszkający w Kalifornii, w klimatycznym miasteczku na północ od San Diego w uroczym, nie za dużym domku zaraz przy oceanie. Własny pokój, łazienka, samochód. Tylko zajmuje się HK, a moje gotowanie sprowadza się raczej do podgrzewania już zrobionych przez ojców dań. W czasie szkoły mojego host dziecka bez problemu mogę uczęszczać na jakieś fajne zajęcia.



Tak wygląda moja Perfect Family ze snów. Niestety w rzeczywistości trzeba było z czegoś zrezygnować i mam PM z rodziną, która... była moim prematchem 11 o którym pisałam tutaj

Lokalizacja: Alexandria, Virginia (15-20 minut od DC)
HK: chłopiec (6)
Zwierzaki: brak

Host dziecko:
Cudowne, urocze, takie "do schrupania", bardzo gadatliwe, dobrze wychowane. Ma dzienne limity na iPada. Chcą aby miał dużo ruchu i przebywał jak najwięcej czasu na świeżym powietrzu. Jest aktywnym dzieckiem, więc nie będzie z tym problemu.

Host rodzice:

Dużo pracują, ale każdą wolną chwile/weekend chcą spędzać ze swoim synem. Głównie rozmawiałam z hostką. Wspaniała kobieta i super się dogadujemy! Mamy podobne poglądy w sprawach wychowawczych oraz podejścia do życia. Jest kochana i powiedziała, że jak zobaczyła mój filmik to stwierdziła, że to właśnie mnie szuka. Rozmawiała z wieloma au pair, ale żadna jej się nie spodobała i z żadną nie czuła więzi, a u mnie od razu nie miała najmniejszych wątpliwości aby zaprosić do rodziny (a ja żeby do nich pojechać). Z HD rozmawiałam tylko przez chwilę. Przyszedł się przedstawić, pomachać i spytać kiedy lecę na Galapados :D Trochę nie ten ocean HD! W każdym razie umówiliśmy się, że koniecznie musimy mieć Skypa jak oni będą na Hawajach, a ja na Kanarach, bo to będzie takie "ekscytujące". Fajni są :)

Schedule:
Regularny schedule: po 7 budzę Młodego, ogarniam jakieś śniadanie (typu: płatki z mlekiem, "jajecznica z mikrofali" - nie mam pojęcia jak ją zrobić!!!) i pilnuję, aby wszystko zabrał i ładnie się ubrał, a następnie zaworzę go do szkoły oddalonej jakieś 5 minut od domu. Do 15:30 mam czas dla siebie i mogę robić co chcę. 15:45 odbieram moje HK ze szkoły i albo jedziemy na zajęcia dodatkowe, albo do parku (i w inne tego typu miejsca poruszać się: pograć w nogę, popływać), a jak jest brzydka pogoda to do domu. Jak Hostka ma tydzień kiedy pracuje w DC lub w domu to zajmuję się Młodym do 19-19:30, jak jest na wyjeździe to do 20:30, kiedy to moje HK idzie spać. Weekendy wolne, tylko okazjonalnie jakby wieczorem wychodzili to chcieliby żebym została, ale zawsze będę wiedziała w miesięcznym rozkładzie kiedy chcieliby abym została w domu. 

Dodatkowe obowiązki/sprzątanie:
- Raz w tygodniu zmienić Młodemu pościel;
- Dwa razy w tygodniu wstawić pranie z jego ciuchami;
- W piątek w czasie przerwy być w domu, bo Pani przychodzi posprzątać i nie ma kluczy. Mam być w domu, nic nie muszę robić;
- Sprzątanie z Młodym zabawek porozwalanych po domu, żeby wieczorem było przyjemnie. W play room może być bałagan, ale nie syf;
- Nie gotuję (lub robię to okazjonalnie). Jedzonko przygotowuje Hostka (jak wyjeżdża to pakuje w pudełka na cały tydzień), a ja tylko podgrzewam. 

Zasady domowe/dla au pair:
- Cały czas prowadzimy otwartą komunikację i mówimy jak ktoś ma z czymś problem. Raz w miesiącu robimy wieczór rozmów, kiedy każdy (również Młody) mówi co mu leży na sercu;
- Jedzą zdrowo. Jest lista zakupów na którą zawsze mogę dopisać to na co mam ochotę. Jako członek rodziny zostanę czasem poproszona o kupno np. galona (trzeba będzie się nauczyć nowych miar!) mleka, itp. w drodze do domu;
- Jak spodziewam się gości to powinnam ich uprzedzić;
- Każdy sprząta za sobą i nie robimy syfu;
- Nie używam telefonu jak zajmuje się Młodym (chyba że coś ważnego);
- Absolutny zakaz pisania smsów podczas jazdy oraz kierowania po spożyciu alkoholu lub narkotyków (dobrze, że mnie uprzedzili :D );
- Brak curfew i ograniczeń. Jestem dorosła i uważają, że wiem co robię. Chcieliby jednak wiedzieć (chyba że to dla mnie problem) gdzie wychodzę a szczególnie gdzie jadę (np. na weekend), bo będą się martwić;
- Obchodzą wszystkie Święta w okazały sposób;
- Są dla mnie 24/7 i cokolwiek się stanie zawsze mi pomogą :)

Lokalizacja: 
Alexandria, Virginia (15-20 minut od DC). Oczywiście, to nie jest moja wymarzona Kalifornia (od czego jest drugi rok?), ale miasteczko jest urocze, posiada przepiękną marinę (a ja - dziecko morza za długo bez wody nie wytrzymam!), a do tego jest dobrze skomunikowane. Bogata oferta uniwersytetów, itp. Dziękuję B. (o ile to kiedyś przeczyta), która mieszkała w okolicy przez rok i powiedziała, że Alexandria to najfajniejsze miasto w tamtym regionie i gdyby miała gdzieś na Wschodnim Wybrzeżu znowu zamieszkać, to wybrałaby właśnie Alexandrie. Rozwiała tym wszystkie moje wątpliwości co do lokalizacji. 


Przepiękna marina!
Pokój:
Znajduje się w piwnicy (ma duże okno i jest jasny, nie ma w nim robaków), jest spory i wyposażony we wszystko co niezbędne: duże łóżko, szafki nocne, komoda i... typowa amerykańska szafa (wiecie, taka z horrorów!). Nie wiem co jest więcej, bo obecna au pair tak szybko przeleciała, bo mówiła że ma bałagan. Ale jest ładny :) Hości cenią moją prywatność i nie będą wchodzić do mojego pokoju. Mam też swoją łazienkę i salon z wieeelkim telewizorem i całym sprzętem (DVD, nagłośnienie, itp.), stołem i innymi pierdołami. Pani sprzątaczka ogarnia też moją przestrzeń w domu.

Przywileje:
- Samochód SUV (nie wiem nic więcej). Teoretycznie do podziału z hostką, ale ona go sporadycznie używa więc jest mój. Mam tylko pilnować aby nigdy nie był pusty bak i zgłaszać jak coś się psuje. Jest curfew area;
- Telefon - iPhone z abonamentem miesięcznym 40$ zawierający nielimitowane rozmowy i smsy w USA i jakąś ilość Internetu. Za przekroczenie Internetu i rozmowy do innych krajów dopłacam sama.

Podróże:
Dużo podróżują. Weekendy zawsze spędzają rodzinnie, podróżując po okolicy i DC. Co jakiś czas jeżdżą na weekend do NYC. W każdej podróży jestem mile widziana. Podróżują też trochę dalej. Często do Chicago i Kalifornii, bo tam mają rodzinę. Niedawno wrócili z rejsu po Karaibach, a za miesiąc jadą na Hawaje. Jak chodzi o dalsze wyjazdy to zawsze dają mi wybór: mogę jechać i pracować, wtedy oni opłacają wszystko; mogę jechać i odpoczywać, wtedy płacę sama; mogę nie jechać lub jechać sama na swoje wakacje. Oczywiście planuje jeździć z nimi gdzie tylko się da i już nawet planujemy road trip po Florydzie i wizytę w Disney World. O podróżach bliskich dowiedziałam się z listu, natomiast o dalszych dopiero jak powiedziałam "tak". Potem już luźno rozmawiając powiedziałam, że liczyłam na "California dream", ale że są tacy fajni, że nie chce innej rodziny. Wtedy mi powiedziała, że często jeżdżą do Kalifornii i niedługo po moim przyjeździe jadą tam na ślub i czy chciałabym im towarzyszyć. No ba! Zgodziłam się natychmiast, a ona ucieszyła się, że znowu powiedziałam tak!

Minusy:
- brak 2 tatusiów (ale hostka jest mega, więc jakoś przeżyje);
- curfew area i sporadyczne dzielenia auta z hostką;
- nie będę ich pierwszą au pair (to ma plusy i minusy). Obecna jest bardzo sympatyczną Niemką;
- będzie śnieg (największy minus!);
- Alexandria, a nie San Diego. Czytając jednak "mrożące krew w żyłach" historie o braku szacunku do au pair i stresujących warunkach pracy stwierdziłam, że miejsce jest dla mnie mniej ważne. Nie jadę, żeby płakać w poduszkę i być niewolnikiem. Mam nadzieje, że moja rodzina okaże się być z tych normalnych :)  

Wylot:
21.09, czyli równo za 4 miesiące. Teoretycznie nie musiałam się na nich decydować. W końcu jeszcze tyle czasu,a większość rodzin szuka miesiąc lub dwa przed planowanym terminem. Tylko że za mniej niż 20 dni wylatuje na Kanary i wrócę 11.09. Jeżeli nie załatwiłabym wizy teraz (ciągle czekam na dokumenty, ale na dniach mają być) to mogłabym polecieć dopiero 05.10 albo później. A w sumie nie mam na co czekać. 10 dni na pożegnania (kolejne) i odwiedziny u lekarzy wystarczy :) U rodziny mam być 24/25.09, a obecna au pair wyjeżdża 06.10, także będę mieć wsparcie na początku. No i po prostu ich lubię. Są wspaniali, więc nie ma na co czekać! :) 

Wiem, że niektóre dziewczyny bardzo dużo rozmawiają z przyszłą rodziną. Ja rozmawiałam 2 razy po godzinie i raz z obecną au pair. Maile tylko żeby umówić się na rozmowę - zero pytań. Nie wiem nawet o czym miałabym rozmawiać i o czym będę rozmawiać przez najbliższe 4 miesiące... Dostałam też w mailu trzystronny "Household guidelines", który zawiera wszystkie zasady panujące w domu, itd. Jest to bardzo fajne, bo znam dokładnie ich oczekiwania i stosunek do programu :) Jak zakończyłyśmy rozmowę podczas której padły "te" słowa, dostałam maila: 
[...] I know this is a big step in your life and I know that you are probably
nervous, scared and excited all at the same time but I know that we will
have a wonderful time and we hope to be able to show you all the great
things that our country has to offer! [...]

Czas zacząć myśleć o prezentach :)