czwartek, 11 października 2012

Turcja- podsumowanie cz.1

Ramowy plan dnia:
9:30- pobudka
10:00- śniadanie (dla śpiochów)
10:30- 12:30-> zajęcia z dziećmi w mini klubie (przez pierwsze 3 tygodnie przychodziłyśmy na 10, bo tak nam powiedziano pierwszego dnia, więc małe nadgodziny wyrobiłyśmy -.-')
12:30- 13:00-> lunch time
13:00- 14:30-> próba do wieczornego show (+)
14:30- 17:30-> zajęcia z dziećmi w mini klubie
17:30- 19:30-> czas wolny (prysznic, spacer, sport wodny, kąpiel w basenie/ morzu, spanie)
19:30- 20:00-> obiad (mogłyśmy później też jeść, ale tak nam najlepiej pasowało)
20:00- 21:00-> odpoczynek po obiadku + dojście do hotelu gdzie pracowałyśmy na mini disco
21:00- 21:15-> przygotowanie do mini disco
21:15- 21:50-> mini disco time!
21:50- 22:00-> przygotowanie do show (+)
22:00-23:00-> show time! (+)
23:00- 00:00-> life music albo inne spotkanie przy snack barze (+)
00:00- 3/4 -> disco tour w mieście (+)-> tylko we wtorek, piątek i niedziele

Tak wygląda plan dnia animatora :) Tam gdzie jest (+) to były zajęcia dodatkowe których nie musiałam robić, ale chciałam. Nie były one moimi obowiązkami. Też nie zawsze je robiłam. Tylko jak mnie potrzebowali. Chociaż na próby zawsze przychodziłam. A show jak nie brałam udziału to siedziałam na widowni.

Spędziłam niesamowite wakacje. Pracy było dużo, ale takiej pozytywnej. Jak komuś nie podpasuje ten tryb życia to tę pracę znienawidzi. Nie jest ona dla każdego. Albo się ją kocha, albo nienawidzi. Ja ją zdecydowanie pokochałam :)

Jednak we wszystkim miałam bardzo dużo szczęścia. Miałam super warunki mieszkalne. Profesjonalny, ale przyjacielski team animacyjny. Dobrze dobraną partnerkę animacyjną.W obu hotelach panowała niesamowita atmosfera (i w tym w którym mieszkałam i w tym w którym pracowałam). Nawiązałam przyjaźnie zarówno z gośćmi (nie tylko z Polski), jak i z pracownikami (animatorzy, fotografowie, kelnerzy, barmani (tata Semi<3), menagerowie, i inni) Trudno było to zostawić. Szczególnie z wizją, że nigdy więcej ich nie zobaczę.

Historyjka z ostatniego dnia w Turcji-> podczas lunchu (siedzieliśmy teamem razem) wzięłam ryż z jogurtem naturalnym. Pomieszałam, powrzucałam winogrona i chciałam gruszkę pokroić i też wrzucić, ale tu się pojawił problem. Miałam tępy nóż i się strasznie się z nią męczyłam. Naprzeciwko mnie siedział Micho. Popatrzył na mnie jak 'tata', wziął gruszkę i mi ją pokroił na ryż. Patrzyłam na to i już mi oczy łzawiły. Pamiętam jak powiedziano nam na początku, że Micho to jest dla wszystkich w teamie jak tata. Nigdy nie spytałam, ale wydaje mi się że on nie ma dzieci, a jako szef animacji wszystkich nas jak swoje dzieci traktował.


taki miałyśmy widok z "balkonu" <3

Wyprawa po okolicy

Mili park- pan (podpity) goniący dzika -.-'

Mili park- ostatnia plaża (najczystsza, najładniejsza i najmniej tłoczna)

Efez- Biblioteka Celsusa


Przy domku Maryi- miejsce gdzie każdy pisze o co prosi. Ja nic nie napisałam. Ale pomyślałam ;)


Izmir! (Tak- turcy bardzo kochają swój kraj. Niemalże jak Amerykanie. Wszędzie wieszają flagi i obrazy/ rzeźby Ataturka)


Pomnik Ataturka w Kusadasi. Normalnie nie jest taki... "ozdobiony". Zdjęcie zrobione 30.08, czyli w Dzień  Zwycięstwa nad Grekami


Ponownie Kusadasi 30.08. normalnie tyle małych flag tu nie wisi.

Wszystkie zdjęcia z Turcji są albo moje, albo B. (nie podpisuję, która zrobiła które, bo mam to wszystko i tak pomieszane^^)

Część II jutro

A.

piątek, 21 września 2012

Wróciłam ?

19.09. wróciłam z Turcji. Powrót miły nie był. Płakałam (tak- ja, ta nieczuła istota płakałam!). Trzymałam się przez cały czas, ale ostatnie 15 minut nie wytrzymałam jak Ibo potrzedł i powiedział zwrot po turecku, który mnie nauczył... Wtedy sobie przypomniałam ten dzień i się zaczęło. Wtedy wszystko było łatwe... Teraz cały czas jestem smutna, jest zimno i musiałam wrócić do szarej, polskiej codzienności... :( M. i I. poczekali ze mną na autobus, który mnie zawiózł na lotnisko. Spotkałam wcześniej rezydentkę i powiedziałam jej że oczywiście, że nie będę płakać, a w autobusie mówiła, że chyba moje plany coś nie wyszły :D

Trochę lepiej mi się zrobiło, jak O. napisał że są na lotnisku:D lecieli do Istambułu o 22:40, a ja miałam lot o 23:20. Więc super, bo na koniec spotkałam się jeszcze z O., Y., i E. i już mi nie było smutno :) Przyszli specjalnie pod mój gate, bo sami z innej części lotniska lecieli niestety. Więc spotkaliśmy się tylko na jakieś 15 minut, ale dobre i to :) W ostatnim momencie poszli do swojego bramki. Niecałe 5 minut przed zamknięciem odeszli, a mieli pół lotniska do przejścia (gate na Poznań- 46,47, a na Istambuł 128 i to z innej części). Na szczęście zdążyli. I przed samym odejściem zabrali mi okulary przeciwsłoneczne (miałam je, bo nie chciałam, żeby ludzie widzieli łzy w moich oczach) i powiedzieli, że do odbioru będą w Istambule :D Także muszę się wybrać:D Może na początku listopada?? :D

Za godzinę i 40 minut mam odjazd z Poznania do Chorwacji. Jadę na rejs statkiem z uczelni, żeby zaliczyć turystykę kwalifikowaną. Nie chce mi się.Gdyby nie ten wyjazd zostałabym w Turcji jeszcze minimum 3 tygodnie. A tak jadę do Chorwacji, ale może będzie fajnie... ?

Turcjo- tęsknię, i wiem że to nie koniec mojej przygody z Tobą :)

P.S. 3 dni przed wylotem  w Turcji skradli mi kartę płatniczą i wybrali pieniądze które zarobiłam... ale dłuższą notkę o tym i wszystkim innym napiszę jak wrócę z Chorwacji :)


A.

czwartek, 23 sierpnia 2012

DAY OFF!!!

Jak jesteś animatorem, to znaczy to, że pracujesz 24h/6 dni w tygodniu. No właśnie- 6. 
Siódmy dzień jest dniem błogosławionym-> Day off!!! 
Na początku miałyśmy wtorki wolne, bo był to dzień transferów. Ciągle jest, ale zmieniłyśmy day off na środy, bo tak jednak jest lepiej. Jak się okazało nasze biuro w środy nie ma prawie żadnej wycieczki. Tylko na Samos (która jest prawie codziennie^^). Tak więc połowę day offów spędziłam śpiąc. Nawet nie miałam siły na nic bardziej ambitnego. A takie śpiące dni wolne wspominam najlepiej.

Za mną:
- Rejs na grecką wyspę Samos (wyspa Pitagorasa!). Ogólnie spoko, tylko jak się tam jedzie to obowiązkowo trzeba wypożyczyć samochód, albo chociaż skuter, bo tam gdzie jest port to jest koniec świata i nic się nie dzieje:/ Wycieczka pozytywna, chociaż nudna, bo bez samochodu i tylko poszłyśmy w pare miejsc. No i zakończyła się udarem słonecznym:/
- Park Narodowy- DILEK NATIONAL PARK, na który mamy przepiękny widok z balkonu. Super widoki- jak z filmów. Niesamowicie czysta woda. Łatwo dojechać dolmuszem. Najlepiej jechać na ostatnią plażę, bo najładniejsza, najczystsza i najmniej ludzi. Fajnie spędzony dzień :)
- Parę wypraw do centrum Kusadasi. Port, zwiedzanie miasta, zakupy, obiady w prawdziwych tureckich knajpkach,..... To miasto jest świetne! Niby zwykłe, ale ma to 'coś' :) 
- Ladies Beach. Po 10 minutach opalania już miałyśmy z B. dosyć, ale twardo leżymy z postanowieniem 
Nie możemy wrócić do Polski takie białe. 
Wytrzymałyśmy 40 minut i ja już umarłam. Zaczęło mi się kręcić w głowie, słabo.... ledwo się na nogach trzymałam. Szybko uciekłam w cień, zjadłam loda i od razu było lepiej. Morał?? Nie jestem stworzona do leżenia i nic nie robienia :D
- Adaland- część z Aquaparkiem. Bardzo fajnie. Chociaż szału mega mega nie było, ale bardzo mi się podobało. Tańczyłyśmy w na wieeelkim placu z fontannami:D Minusem było to, że pojechałyśmy tam jak był początek sezonu i niektóre zjeżdżalnie były w budowie jeszcze... (i to te najlepsze... :( ) No i rafting też był zamknięty:/ A szkoda mi kasy żeby jeszcze raz tam iść dla tych paru zjeżdżalni. Ale generalnie bardzo mi się podobało:)
- Spanie do 12-13, a potem wizyta w hotelu z czymś słodkim lub chłodnym dla pracujących w tym dniu animatorów. Baaaardzo się cieszyli jak przychodziłam i miło było. Mimo, że byłam w dniu wolnym w miejscu pracy, to fajnie wtedy spędzałam czas:D Podczas jednego z takich dni poznałam Ricardo- Niemca z włoskimi korzeniami. Bardzo sympatyczny. Ale tylko kolega;) Jakiś tam kontakt dalej mamy na fb :) To z nim pierwszy raz się kąpałam w basenie w miejscu pracy. Faaajnie było:D

Co w planach??
- Efes- półdniowa wycieczka. Jest tylko w niedziele więc wolne trzeba będzie ogarnąć... Ale to dopiero na wrzesień, jak chłodniej będzie...
- Pamukkale- chyba w następny day off.
- Izmir- wyjazd z M. do jego rodzinnej miejscowości. Więc mam prawdziwego przewodnika :D (i zjem domowe, tureckie jedzenie!!! To będzie miła odmiana po tym hotelowym, na które oczywiście nie narzekam, bo jest przepyszne, ale już trochę uszami wychodzi...)
- Adaland!!! Najlepsza dla mnie rzecz, która jest nr1 na mojej liście od kiedy się dowiedziałam gdzie mnie wysyłają. W Aquaparku już byłam, ale jeszcze zostały 2 części: Dolphin Park i Seapark. Nie wiem czy na 1 dzień brać obie, czy rozdzielić na 2 dni... 


Dolphin Park codziennie o 14:00 zaczyna się około 45 minutowe show. Potem będę chciała jeszcze pływać z delfinami.
Wejście + show: 15 euro
Pływanie z delfinami: 90 euro (lub 200 lir)

W Seapark też jest super. Można "pobawić się" z płaszczkami, ponurkować w rafie koralowej, podziwiać podwodny świat przez wielkie szyby, pobyczyć się na plaży (zdecydowanie nie dla mnie) iii... pływać z rekinami!!!! To zdecydowanie chcę!!!
Wejście: 40 euro (wg internetu cena ta zawiera nurkowanie z rekinami, ale tutaj się dowiedziałam że podobno trzeba trochę za to dopłacić...także już nie wiem^^ Dowiem się chyba na miejscu dopiero).

Adaland też poczeka sobie na wrzesień. 
1. będzie mniej ludzi.
2. Może do tego czasu znajdzie się ktoś kto będzie chciał ze mną pojechać, bo sama to nie chce... ale jak się nikt nie znajdzie to sama też pojade :) Jednak fajnie jakby ktoś chociaż zdjęcie zrobił.... Bo jak wszystkie wezmę z photoshopu to zbankrutuję!!! :(

Łącznie na 2 parki wydam minimum 150 euro

<Edit: Za pływanie z rekinami nic ekstra się nie płaci- jest w cenie biletu do seaparku. Dodatkowo płaci się tylko za pływanie z delfinami. Można to robić i w Seaparku (tutaj tylko pływają 2 delfiny. Bez żadnego pokazu show) i w delfinarium gdzie jest show (3 duże delfiny i jeden co miał dopiero 2 miesiące w sierpniu, ale oczywiście on nie jest jeszcze ani w show ani dotknąć go nie można. jak się ma szczęście to można go było tylko zobaczyć jak gdzieś przepływa) >

Dzisiejszy Day off??
Jestem sama, bo B. pojechała do Izmiru z chłopakiem. Więc chata wolna!!!
Wstałam (o dziwo) przed 12 (koło 11:30), kąpiel, na śniadanie pita (taka turecka pizza, ale dzisiaj niedobra była... i zimna:/ ). A później to już tylko siedzenie na łóżku, pisanie posta, nadrabianie zaległości serialowych (3. sezon Pretty Little Liars. Już jestem na 4 odcinku^^), wcinanie żelek i lizaków... Jeszcze jakieś małe pranie by się przydało zrobić... (bo to duże to nam pralnia hotelowa robi :D)
Ma dzisiaj jeszcze do mnie przyjść Lisa, bo chcę jej pokazać widok z okna:D No i jej się pewnie też nudzi, bo jej chłopak (kolega z teamu animacyjnego) dzisiaj pracuje. Więc można jakieś głupie rzeczy porobić wspólnie:)
I tak mój kuperek dzisiaj na cały dzień zostaje w pokoju pod wiatrakiem, bo na zewnątrz upały jakich Turcja nie widziała (nie jest najgorzej, bo (wg internetu) tylko 36 stopni, ale jakoś wydaje się na więcej...). Tak więc cieszę się że mam wolne dzisiaj i nie muszę wychodzić :D  

Ewentualnie wieczorem może się przejdę do M. (o ile do Izmiru nie pojechał) wyprostować loki :D Może B. przyjedzie wcześniej to by też poszła i fajnie wieczór można by spędzić razem :)

No to tyle na dziś. Czas wrócić do Pretty Little Liars:D

A.






niedziela, 19 sierpnia 2012

Turcja- ciekawostki

1. Crazy drivers!
Tutaj każdy jeździ jak chce. Znaki niby jakieś są, ale prawie nikt się do nich nie stosuje. 
- Czerwone światło na skrzyżowaniu?? Problem yok <Tr: Nie ma problemu>. Można jechać :D
- Wyprzedzanie w miejscu gdzie nie można?? Takich miejsc tutaj nie ma :D
- Samochód policyjny na sygnale?? I co z tego- i tak się przed niego wpychamy :D
- Ludzie przy przejściu dla pieszych?? Co tam- jedziemy dalej i nawet nie zwalniamy:D (ale generalnie ludzie tutaj nie przechodzą przez przejścia dla pieszych. Można chodzić jak się chce przez środek skrzyżowania, przed policją, itp., itd.... Policja tutaj chyba nie jest od takich błahostek, bo w ogóle nie zwracają na to uwagi).

Jestem ciekawa jak to wygląda w dużych miastach.... Będę na pewno w Izmirze i może w Istambule to sprawdzę jak tam z tym jest:)

2. Dolmusz <dolmuş>
Taki samochodzik- busik. Podstawowy sposób podróżowania w miastach oraz pomiędzy nimi, ale nie na duże dystanse, tylko te małe. W dłuższe trasy jeżdżą normalne autobusy. Pomimo tego, że mają swoje przystanki to i tak zatrzymują się tam gdzie się powie albo machnie ręką.  Przystanki są raczej dla turystów, którzy o tym nie wiedzą, że mogą wsiąść gdzie chcą. Nawet stojąc na przystanku lepiej machnąć ręką do dolmusza, bo czasem się może nie zatrzymać.... 
Czasem zdarza się, że jedzie w nich naprawdę dużo osób (nie ma limitu). Może wejść tyle osób ile chce (albo raczej ile się zmieści). Ale tylko 2 czy 3 razy jechałam przepełnionym dolmuszem, a tak to często jedzie mało osób i nie ma problemu z miejscem siedzącym:)
Dolmusz jest raczej tani. Ja płace 2.75 żeby dojechać do centrum. To jest niecałe 6zł. Super wygodne nie są, ale za to oryginalne i mają swój klimat :)
Oczywiście kierowcy dolmuszu jeżdżą (jak to w Turcji przystało) też jak szaleni i jest to szczególnie przerażające jak ludzie stoją przy drzwiach, które są otwarte, a kierowca nie przejmując się tym jedzie jak szalony. Podobno czasem ludzie wypadają, ale ja niestety (albo może na szczęście) jeszcze tego nie widziałam :D

Zdjęcia jakie pokazał mi wujek google są zupełnie inne od tych jak wygląda dolmusz tutaj. Chyba ze względu na to, że jest to region turystyczny to są one ładniejsze... 

3. Córeczki księżniczki
Dziewczyny tutaj są... troszkę dziwne^^ Na mini disco zawsze można rozpoznać, które dziewczynki są z Turcji. "Wyglądają" jak księżniczki. Ale tylko z ciuchów. "Wyglądają", a nie wyglądają, ponieważ rodzice na siłe próbują z nich robić księżniczkopodobne coś. Mają kiecki jak z bajki, ale ich twarz do tego nie pasuje. Dziwnie brzmi, ale nie wiem jak to napisać... Takie małe jeszcze wyglądają fajnie, ale te starsze już nie:/ Sukienki są często za małe, i stylem by pasowały na 5 letnią chudzinke, a są w nie poubierane pulchniejsze dziewczyny 10 letnie, albo i starsze. TRAGEDIA!!!! 
Wczoraj na mini disco jedna dziewczyna(11-12 lat) przebiła wszystko. Pół prześwitująca bluzka, białe mega obcisłe spodnie, które bardzo odznaczały jej fałdy. Dodatkowo się porobiło pare fałdek od za małych majtek, które było idealnie widać przez spodnie. Pół tyłka jej nie zasłaniały i wyglądały jakby miały zaraz pęknąć. Cały strój dopełniały buciki księżniczki na podwyższeniu za małe o jakieś 5 numerów:/

Ale to dzieci. Teraz trochę o starszych.
Koleżanki z teamu wszędzie mają swoje zdjęcia. Na tapecie telefonu, laptopa,...... I to nie takie w miarę normalne, tylko wyglądające na "popatrz jaka jestem śliczna". Jeszcze te 17-18 letnie mogę zrozumieć, ale te starsze już nie do końca... Ogólnie wszystkie są kochane i bardzo je lubię, ale takie dzieci jeszcze z nich. I chyba się nigdy nie zmienią, bo jak widzę turystki- mamy (o wiele starsze) to też tak się zachowują jak małe dziewczynki.
Poznałam tutaj jedną polkę. Bardzo sympatyczną. Która ma dziecko z turkiem i tak kursują Polska- Turcja. To też powiedziała, że tak to w Turcji jest i że dziewczynki wychowywane są na "księżniczki".

4. Easy life
Wszystko tutaj jest spokojne. Nikt się nie spina. Nie czuje takiego napięcia jak w Polsce... Jak się ktoś spóźnia to ok... (byle nie do pracy jako animator:D). Ogólnie taki spokój....

5. Sex??
Tak... temat bardzo popularny w Turcji. Turcy raczej szybko zaczynają i często zmieniają partnerów. Oczywiście nie chcę generalizować. Chodzi o to że nie jest to aż takie tabu i takie wyjątkowe jak w Polsce (chociaż w Pl. też się robi coraz mniej...). Pracując w hotelu i znając tam wszystkich zauważyłam, że często ludzie zdradzają. Przyjeżdżają na wakacje z obrączką, a potem jakoś jej zapominają... albo robią to z obrączką na palcu, żeby było wiadomo że chodzi tylko o przygodę.I co dziwne częściej zdradzają dziewczyny niż faceci. Chyba że to po prostu u nas tak. Trochę słabo... moja wiara w ludzi upadła. 

6. Tattoo 
Bardzo popularne w Turcji są tatuaże. Ma je prawie każdy i w dużej ilości. Gwiazdki, imiona, serduszka,..... wszystko.
Dziwi mnie tylko że tak często ludzie tatuują sobie imiona swoich chłopaków/ dziewczyn. Np. koleżanka z teamu ma teraz imię swojego ex chłopaka na 4 palcu z boku. Teraz ma innego i powiedziała że bardzo żałuje, ale i tak jej chłopak ma lepiej niż ona, ponieważ jej obecny chłopak ma imię swojej ex na plecach. I tak jak ona to może jeszcze jakoś schować żeby mu się nie rzucało w oczy, to on jak zdejmie koszulkę to już nie może... Ale są świetną parą i może za rok będą brać ślub :) Z kolei inna koleżanka z teamu zerwała z kolegą z teamu 3 tygodnie temu po 5 latach bycia razem, i ma wytatuowane jego imię na ręce. 

7. Atatürk
Wszyscy mają fobie na jego punkcie. Nic złego nie można o nim powiedzieć. Jest tutaj pełno jego pomników. Bardzo ważna postać dla wszystkich turków. Często można zauważyć u turków jako tatuaż. 
Trochę najważniejszych informacji z wikipedii: 

W 1922 stanął na czele ruchu nacjonalistycznego i obalając sułtanat, zakończył epokę Imperium osmańskiego. Po proklamowaniu republiki przeniósł stolicę kraju ze Stambułu do centralnie położonej Ankary. W 1923 został wybrany na pierwszego prezydenta Turcji, którym pozostał aż do śmierci w 1938, wprowadzając autorytarne rządy i modernizację oraz europeizację kraju.
Wśród przeprowadzonych reform prawnych i społecznych na uwagę zasługują m.in. wprowadzenie kalendarza gregoriańskiego, alfabetu łacińskiego, oczyszczenie języka tureckiego ze słów pochodzenia arabskiego i wprowadzenie nazwisk, sam Mustafa Kemal wybrał dla siebie nazwisko: „Atatürk”, czyli „Ojciec Turków”, którego nie wolno było nosić żadnemu innemu Turkowi. Znacznie ograniczył ingerencję islamu w politykę państwa wprowadzając kodeks karny. Za jego rządów wprowadzono obowiązkowe nauczanie kobiet, a także ustawy gwarantujące im równość społeczną i polityczną, promowano też zachodni styl ubierania się.


A.

czwartek, 16 sierpnia 2012

Turcja part 2

Wypadałoby znowu coś napisać:)
Wczoraj miałam day off i pojechałam z B. do centrum na zakupy. Wydałam duuużo pieniędzy, ale kupiłam pamiątki i pare rzeczy dla siebie:) W jednym sklepie obsługiwał starszy Pan, który cały czas się trochę trząsł. Bałam się o niego. Był bardzo miły. Stwierdziłam że kupie tam coś tylko ze względu na tego Pana bo było mi tak smutno jak go widziałam :( Kupiłam 2 pamiątki i wydałam 20 lir. Potem Pan mi zaczął mówić że ma chorobę Parkinsona. Że ona jest straszna, ale jakoś musi sobie dawać radę.
W innym sklepie jeden dziadzio dał mi turecką agrafkę i zawiesił sznurek który oznacza szczęście w miłości. I powiedział, że myśli, że w Turcji znajdę swoją miłość. Taa... jasne :D Także Panu się chyba jednak coś pomyliło :) Ale może w czymś innym będę mieć szczęście? 

A.