niedziela, 14 października 2012

Turcja- podsumowanie cz.2

Część 2 poświęcona będzie pierwszym razom jakie przeżyłam w Turcji. Brzmi kontrowersyjnie, ale dotyczyć będzie spraw dozwolonych do lat 18 :D (że tak to nazwę...)
1. Pierwszy raz wyjechałam zupełnie sama za granicę na tak długo.
2. Pierwszy raz pracowałam na własne konto. Nie była to praca w rodzinie, czy po znajomości. Sama ją zdobyłam i sama się w niej utrzymałam. Dałam sobie radę i jestem z siebie dumna! :D
3. Pierwszy raz byłam animatorką
4. Pierwszy raz wyjechałam z negatywnym nastawieniem, a wróciłam z zupełnie innym. Myślałam, że Turcja to koniec świata, że Turcy są dziwni i że będzie to bardzo nudny dla mnie czas. Okazało się zupełnie inaczej. Takie niespodzianki są jak najbardziej mile widziane:D
5. Pierwszy raz byłam na parasailingu :D


6. Pierwszy raz płaszczki ocierały się o mnie i pływały mi po stopach
7. Pierwszy raz karmiłam duże ryby(płaszczki) otwierając im pyszczek ręką i wsadzając tam małe rybki bez głów ^^ I jak na złość akurat jak ja dostawałam bezgłową rybe do ręki, to przypływały największe płaszczki jakie były w basenie! Ale już po trzech karmieniach przyzwyczaiłam się i dostawałam pochwały od Pana podającego rybki :)
8. Pierwszy raz pływałam z rekinami
M.in. z takimi rekinami nurkowałam. W akwarium spuścili nas w klatce. Liczyłam jednak na trochę większą adrenaline... ^^

9. i... pierwszy raz pływałam z delfinami <3
Mój "chłopak" Star :) <zdjęcie za 10 euro O.o sobie liczą nieźle...>
10. Pierwszy raz ukradli mi pieniądze. A dokładniej kartę płatniczą. Niestety zanim ją zablokowałam już zdążyli trochę wypłacić. Wszyscy mi suszą głowę, że jak to się stało, że nieodpowiedzialna jestem, itd. Byłam wściekła. Dalej jestem. Ale trudno. Stało się. Teraz muszę wyciągnąć morał z tego i na drugi raz być "mądrzejsza". Nie mam już siły rozmawiać z kimkolwiek o tym. I nienawidzę jak ktoś o tym chce rozmawiać, albo co gorsza pouczać ("A widzisz?? Trzeba się było pilnować. Jesteś bla bla bla....") bleeeee...
Ale tak na szybko. To nie Turcy tylko Arabowie. Było ich dwóch. Zablokowali bankomat przed hotelem. Pojawiłam się w złym czasie. To już nie pierwsza akcja. Policja w Turcji walczy z nimi jakiś czas.
Mam nadzieje że to był pierwszy i ostatni raz. Nigdy więcej takich rzeczy :(

Ale teraz też ukłon w stronę Turków. Bardzo mi wtedy pomogli. I osoby w hotelu, i w teamie i... na policji. Pierwsze moje spotkanie z policją było negatywne. Ale to było jak legalizowałam swój pobyt w Turcji. Pan był bardzo niemiły, czepiał się wszystkiego i doszukiwał się czegoś do czego mógłby się przyczepić. Za to drugi pobyt na policji (już dłuższy) był pozytywny. Panowie byli mili, pomocni. Nie oskarżali mnie. Współczuli. Powiedzieli, że zrobią wszystko żeby mi pomóc, że mam się nie przejmować. naprawdę się zainteresowali moją sprawą. Dużo czasu spędziłam na policji tłumacząc, opisując, zeznając. Potem musiałam podpisać papiery po turecku. Wcześniej mój tłumacz wszystko tłumaczył.  Dużo czasu mi to zajęło i byłam padnięta. A wieczorem jeszcze mieliśmy impreze pożegnalną, na którą nie miałam siły i nie chciałam iść. Ale poszłam. Nie żałuje. Przynajmniej nie leżałam u siebie w łóżku i nie przeżywałam. Byłam zajęta i miło spędziłam przedprzedostatni wieczór :)

A. ;)

sobota, 13 października 2012

I miss sooo much...

Temat na dzisiaj miał być inny (Podsumowanie cz.II), jednak po napisaniu wczorajszego posta długo latały mi w głowie wspomnienia z Turcji i nie dawały zasnąć. Może to się wydawać dziwne, ale to był po prostu inny świat. Na stałe bym tam zostać nie chciała, ale tak jeszcze z miesiąc... :)

I tak stwierdziłam, że wypiszę wszystkich animatorów i pare zdań o każdym z nich, aby za jakiś czas nie zapomnieć kto kim był (kolejność wg listy animatorów zrobionej dla Piotra, bo jakiś film chce montować ze swojego pobytu i na końcu będzie wszystkich imiennie wymienić):
Feyyaz: 
Pierwsze spotkanie-> pierwszego dnia jak nas Micho (szef animacji) oprowadzał na szybko po hotelu. Przy basenie. Z 3 lub 4 starszych dzieci. Pierwsze co się rzuciło w oczy to szeroki uśmiech i opalone, pięknie wyrzeźbione ciało.
Pierwsza myśl: Fuck... czemu on jest taki niski... I w ogóle jak on miał na imię?

Jako pierwszy dosiadał się przy posiłkach do mnie i B. Był bardzo przyjacielski i biło od niego ciepło. Pare osób z teamu myślało, że my coś do siebie (miał dziewczynę z Danii, która mieszkała w Turcji i pracowała jako rezydentka. A poza tym... kręcenie z kimś kto jest ok. 20 cm niższy?! Nigdy :P ). Cały czas ze sobą pisaliśmy smsy, gadaliśmy na próbach, śmialiśmy po kątach... Niestety po ok. 3 tygodniach został wywalony z naszego hotelu (totalne nieporozumienie z dyrektorem hotelu...) i pracował w innym hotelu niedaleko. Początkowo kontakt się utrzymywał, ale potem z czasem zanikał... Szkoda tylko, że nie pożegnałam się z nim:(
Niczym gwiazdy Hollywood, przyłapani na "randce" przez paparazzi :D
Anıl
Pierwsze spotkanie-> nie pamiętam, ale pierwsza impreza w Ex clubie była właśnie z nim. Pojechało wtedy bardzo mało gości z hotelu (5?). Poznałam wtedy też Shine ze Szwajcarii. Był bardzo miły i koleżeński, jednak na początku nie do końca komfortowo czułam się w jego towarzystwie i nawet trochę się go bałam :D Może to przez to, że właśnie na tej pierwszej imprezie wylałam mu przypadkowo CAŁEGO drinka i mimo, że mówił, że nie ma problemu, bo on i tak go za darmo dostał to ciągle się czułam głupio.
Jednak później traktował mnie jak kardeş, czyli młodszą siostrę- strasznie się o mnie martwił i "bronił" na imprezach przed pijanymi turystami. Jak Ricardo (turysta z Niemiec o włoskich korzeniach) się kręcił obok mnie i powiedział mu, że będzie coś ze mną próbował to się wkurzył i to tak fest. Ale potem się uspokoił i powiedział mu, że on mnie zna i że nie ma co liczyć na nic, bo ja taka głupia i łatwa nie jestem. I że jak mnie tknie to mu zrobi krzywdę :D Tą rozmowę widziałam z daleka i wyglądała dziwnie (jakby się mieli zaraz zacząć bić, czy coś). Od razu A. nie chciał mi powiedzieć o co chodziło, dopiero później się dowiedziałam.
Ma dziewczynę z Holandii którą ponoć kocha. Wątpię żeby im wyszło... ale życzę szczęścia :)
Raz po jednej z "poważnych" rozmów powiedział mi zdanie, które dało mi sporo do myślenia i które na pewno zapamiętam na zawsze :)
Mam nadzieje że obietnica nieupubliczniania na fb, dotyczyła tylko fb i nie zostanę za to zabita jak kiedyś przez przypadek na to trafisz :D 
Chu chu i jej chłopak Semih
Uwielbiałam ich jako parę i każdego z osobna również. Chu chu robiła mi za free tatuaże tak ładnie, czesała mi włoski, mówiła że mnie kocha, i że jestem taaaaka słodka^^ Ślicznie tańczyła i prezentowała się na scenie. Cały czas coś mi albo Burcu chciała zabrać:D Ale to jak wszystkie Turczynki z teamu. ooo... jaki śliczny zegarek... dasz mi to w prezencie jak będziesz wyjeżdżać?? a to jakie fajne... moge, moge, moge?? prooooszę... Mimo to i tak za nią tęsknię :* Semih też był super! Uczył mnie trochę tureckiego jak zamawiałam coś przy barze. Musiałam powiedzieć co chce po turecku, albo mi nie dawał :D Chyba że była kolejka to wtedy nie było czasu na takie "zabawy". A w Chu chu był tak zapatrzony, że świata poza nią nie widział. Szczęściara! Mam nadzieję, że długo będą razem, bo są idealną parą <3
<edit: 10.2013 wzięli ślub :) >

Ibo
Nie rozmawialiśmy za dużo (prawdopodobnie to przez jego dość słaby angielski), ale pare poważnych rozmów w Lunaparku się odbyło :) Uwielbiał mnie wnerwiać i wołać za mną A***** albo M***M***. :D Puszczał bąki podczas próby (w tak głupi, że aż śmieszny sposób), chrapał na backstage'u, 'bił' mnie i ganiał po scenie :D
Też mnie uczył tureckiego-> najczęściej używane: Naber bilader (Naber- co tam; bilader- brachu)

Melek i Zazu
Razem tańczyłyśmy na mini disco. Jak było Euro 2012 i mecz Polski to wszyscy na mini disco namalowali sobie flagi Polski na polikach. A biedna Melek namalowała odwrotnie kolory. Ale ewidentnie miała z tym problem, bo jak pisała na twarzy "LOVE" to też zawsze odwrotnie, bo patrzyła przodem do lustra. I zawsze z Burcu musiałyśmy jej to potem zmazywać i samemu robić :D Ale właśnie to w niej było wyjątkowe:D Nigdy nie było nudno. I malowała Nam paznokcie w miniklubie jak już posprzątałyśmy z B. po zabawach naszych urwisów :D
Zazu z kolei ciągle powtarzała "You speak english??" "ts you understand??", a jej angielski był delikatnie mówiąc tragiczny ^_^

Mero
Hmm... kolega z "Jamajki", a przynajmniej tak się przedstawił jak się poznawaliśmy. A ja naiwna uwierzyłam:D  Miał tak dużo włosów i to takich gęstych i kręconych, że nie jedna dziewczyna miałaby kompleksy stojąc obok niego. Nie wyglądał jak typowy Turek, a własnie bardziej jak ktoś z Jamajki, czy tego typu miejsca, mimo to i tak wszyscy się śmiali że dałam się nabrać :(

Micho
O nim co nieco napisałam we wcześniejszym poście. Nasz animacyjny tata :)Mimo że przez ponad 2 miesiące (z ponad 3) go nie było, bo miał problem wizowy to i tak smutno mi było podczas pożegnania z nim. Wszyscy w teamie go kochali. Ale tak naprawdę. Nie dlatego że był szefem animacji. Tak po prostu- jako człowieka.

Taylan i Bibi
2 animatorów od dekoracji. Bardzo zdolni. Oprócz tego że pracują w animacji to mają wystawy m.in. w Istambule. Na początku byli parą, ale jakiś miesiąc przed naszym wyjazdem zerwali. I co?? Idąc do baru po wode po wieczornym show wpadam na Bibi i...
Bibi-> [...] Proszę, porozmawiaj z Taylanem, żeby wszystko z nim było ok.;
Ja: Ale.. czemu ja?? W sensie... to wasze sprawy... 
Bibi-> proszę, wiem że macie dobry kontakt. Martwię się o niego i chcę żeby wszystko z nim było ok...

Chwile później sms od Taylana "Musimy porozmawiać. Gdzie jesteś? W hotelu czy w resorcie. To dla mnie bardzo ważne..."
-.-'
Nieprzespana noc, przesiedziana na plaży... ale przynajmniej trochę mu chyba pomogłam. A przynajmniej nie był sam, czego bardzo nie chciał. Po rozmowie z Bibi zrozumiałam, że ona boi się, że Taylan może coś sobie zrobić przez to zerwanie. Coraz częściej zaczynam zastanawiać się nad zmianą zawodu na psychologa ^^

A tak btw. dostałyśmy z Burcu od T. po pszczółce. Takiej malutkiej, zrobionej przez niego. Są mega! :D
Marina
31.07 skończyła pracę, ponieważ miała małą córeczkę i chciała trochę z nią też pobyć. Jest z Rosji (jedyna osoba w teamie, która nie była z Turcji) i była naszą choreografką. Niesamowita! Bardzo lubiłam próby z nią. A jak usłyszałam od niej pochwałę, to latałam między chmurami.

Tweety
O nim już wcześniej pisałam wspomnienia. Początkowo się trochę bałam. Dostałam od niego 3 róże. Ma niezwykły talent aktorski (ale z tanecznym już troszkę gorzej^^). Zastępca szefa animacji, ale jak Micho wyjechał to był szefem (czyli przez większość mojego pobytu). Pozytywna osoba, tylko prawie nigdy nie wiedziałam kiedy żartuje, a kiedy nie. A jak był szefem no to musiałam robić co kazał, a potem się okazywało że to żart -.-' Salak :D
Taki nasz "krejzol" :) Zdjęcie z imprezy na balkonie w animacyjnym domu:D
Memo
Chyba był Kurdem. Nie miałam z nim za bardzo przyjacielskich relacji. Czasem nie mogłam go zrozumieć...
Miało miejsce pare dziwnych sytuacji z nim, ale nie wiem, czy był taki specyficzny ze względu na pochodzenie, czy na osobowość.

<I tutaj lista dla Piotra się kończy, ale animatorzy nie!>

Toby
Przyjechał trochę później, bo jakoś na początku lipca. Mój "brat" (Kolejny... :D ). Czysto braterskie stosunki. Był nieziemsko zakochany w swojej dziewczynie z Holandii- Lisie, która była tam 3 razy (łącznie- ponad miesiąc!). Również bardzo o mnie dbał. Jak ubrałam trochę krótszą spódniczkę (oczywiście bez przesady, wiem w jakim kraju przyszło mi mieszkać ;) ), to mówił, że ona chyba trochę za krótka jest i że mam uważać, a najlepiej to się przebrać w spodnie :P. Troskliwy "braciszek" <3 Bardzo polubił moją bluzę firmową. Ogólnie wymienialiśmy się ciuchami. On chodził w moich za dużych bluzach, a ja we wszystkich jego ciuchach (trochę były za duże, ale dawały radę). Kochany był. I miał dobre serducho :) Bardzo jestem ciekawa jak dalej potoczą się jego losy i rodzinne, i miłosne, i sprawy ze studiami... Mam nadzieje, że wszystko będzie w jak najlepszym porządku :)

Okan
Też później przyjechał. Około tydzień po Tobym. Jego mama jest stylistką gwiazd (nie będę pisać jakich, bo to chyba tajemnica, ale takich z pierwszych stron gazet, znanych na całym świecie). Jak będę brać ślub to ona mi pomoże się ubrać :D
Nie będę tu rozpisywać jego życiowej historii, bo na pewno by tego nie chciał. Mieliśmy w naszej znajomości wzloty i upadki- dni gorsze i lepsze. Zawsze mówiłam mu prosto co myśle. I on tak samo, przez co czasem mieliśmy "ciche dni". Bardzo dużo rozmawialiśmy. Potrafił mi smsa w nocy napisać że ma problem i musi pogadać. Albo po pracy jak któreś miało problem to szliśmy na plaże na leżaki i gadaliśmy. Leżeliśmy i patrzeliśmy na gwiazdy i latające samoloty i po prostu spędzaliśmy tak czas czasem nawet do wschodu słońca! Dla niektórych byłoby to nie do zrozumienia... że na pewno "coś" się działo jak tak sami w nocy leżeliśmy na pustej plaży (no i do tego z Turkiem!). Otóż nie!
Jak już skończył prace (2 tygodnie przed nami) strasznie byłam smutna. Ale powiedział, że będzie jeszcze 2 tyg. w okolicy u kolegi w domku letniskowym i że nas zaprasza. Jak będziemy mieć chwile żeby wpaść. No i chwila się znalazła i to nawet nie taka krótka:D Prawie 2 dni. Po prostu wraz z B. wsiadłyśmy w autobus i pojechałyśmy. Dla jednych to może być szalone, bo przecież niby dobrze go nie znałam, a tam mają być jeszcze jakieś obce dla mnie osoby. Ale nie bałam się. W końcu do odważnych świat należy :D
Ostatecznie okazała się to super wyprawa. 2 piętrowy domek letniskowy na prywatnym terenie luksusowych domków, z bramą na pilota, ochroną, monitoringiem, itp. Ślicznie tam było. Ja, Burcu i 4 chłopaków. Szaleństwo? Prawie 2 dni siedziałam sobie na huśtawce przed domem i wcinałam jedzonko zrobione przez chłopaków. Nie dosyć że odebrali nas z dworca, na koniec zawieźli, gotowali dla nas, nie pozwolili nic tknąć (był wśród nich zawodowy kucharz, który wyganiał Nas jak chciałyśmy pomóc), robili zakupy i nawet nie pozwolili się dorzucić (co prawda kwota, jaką zapłacili za zakupy była przerażająco wysoka, ale zaproponowałyśmy zrzutę, jednak kategorycznie zabronili Nam się dokładać). W sumie i tak każdy z nich jadł 3 razy więcej niż my :D

Müleyke
Doszła do teamu około 10 dni przed moim wyjazdem. Super dziewczyna z ogromną ilością pozytywnej energii, którą zarażała wszystkich dookoła. Ciągle uśmiechnięta i bardzo przyjacielska. 

Meg
Szefowa Mini Klubu. Bardzo kochana istota. Jak miałam udar słoneczny to dała mi klucze od domku do baby sittingu i powiedziała że mam się położyć <3 Była od nas trochę starsza (38lat), ale była tak szalona i przyjacielska, że to nie miało żadnego znaczenia. Była tylko bardziej obyta w dzieciach :) Tęsknie za jej szalonym zachowaniem i specyficznym śmiechem, który często można było usłyszeć przez ścianę w naszej części mini klubu.... :)

Burcu
Moja polska koleżanka, czyli osoba z którą mogłam zawsze po polskiemu porozmawiać. Razem mieszkałyśmy, pracowałyśmy, spędzałyśmy czas wolny. Były wzloty i upadki. Czasem miałyśmy siebie dosyć, ale przeważnie jak się rozdzielałyśmy, to czekałyśmy aż się spotkamy i opowiemy sobie nowe ploty :D  Ja miałam parę rzeczy, które mnie denerwowały w niej, a ona pewnie nieraz zjadała sobie nerwy na moich dziwactwach :D Ale sezon nam się udał i obie będziemy go wspominać z uśmiechem na ustach (mam nadzieje... W każdym razie ja na pewno :) ). Między innymi też dzięki sobie. Jak kiedyś tego bloga upublicznie (w co wątpię) i to przeczytasz to wiedz, że mimo wszystko.... mimo że nie zawsze było tak super kolorowo... dziękuję. Dziękuję za te 100 dni. Dziękuję za współpracę, za dzielenie radości i smutków, za rozmowy z Panem Pepee, za naukę tureckiego i wplatanie w rozmowy słów z tego języka (których teraz- w Polsce nikt nie rozumie, nie łapie... nic... patrzą się na mnie jak z przyzwyczajenia mówię ,że coś jest yok, itp. :D ) za współudział w video pamiętniku, za ścieranie rozlanej wody spodenkami, za czepianie się mojego budzika, za wspieranie mnie w moim "związku" ze Starem :D, za "Hawaje" w Seaparku, za to że razem poszłyśmy nurkować z rekinami, za parasailing, za psie mordki na Flyerze, za wspólne imprezy, za siusianie pod płotem :D <może zdjęcie dodam?? :D->, za niełapanie czasem moich żartów <to ze zdjęciem to był żart oczywiście> no i oczywiście za to, że nie zostawiłaś mnie samej podczas pogoni za Niemcami w Izmirze! :D Była najważniejszą osobą wakacji i przede wszystkim dzięki niej mam tyle fajnych wspomnień.


Oczywiście o Drewnianej koleżance Sophie też nie zapomniałam, ale w sumie szkoda mi czasu żeby coś fajnego o niej napisać... :D W każdym razie było śmiesznie przez te parenaście dni jak pracowała :D WOODEN DANCE!!! :D


Team w ostatnim moim dniu w hotelu. Tweety yok, ale reszta już do domu na stałe wróciła.
 Micho, Chu chu,  Müleyke, Burcu; ja, Ibo, Memo; Mero


xoxo
A. ;)

czwartek, 11 października 2012

Turcja- podsumowanie cz.1

Ramowy plan dnia:
9:30- pobudka
10:00- śniadanie (dla śpiochów)
10:30- 12:30-> zajęcia z dziećmi w mini klubie (przez pierwsze 3 tygodnie przychodziłyśmy na 10, bo tak nam powiedziano pierwszego dnia, więc małe nadgodziny wyrobiłyśmy -.-')
12:30- 13:00-> lunch time
13:00- 14:30-> próba do wieczornego show (+)
14:30- 17:30-> zajęcia z dziećmi w mini klubie
17:30- 19:30-> czas wolny (prysznic, spacer, sport wodny, kąpiel w basenie/ morzu, spanie)
19:30- 20:00-> obiad (mogłyśmy później też jeść, ale tak nam najlepiej pasowało)
20:00- 21:00-> odpoczynek po obiadku + dojście do hotelu gdzie pracowałyśmy na mini disco
21:00- 21:15-> przygotowanie do mini disco
21:15- 21:50-> mini disco time!
21:50- 22:00-> przygotowanie do show (+)
22:00-23:00-> show time! (+)
23:00- 00:00-> life music albo inne spotkanie przy snack barze (+)
00:00- 3/4 -> disco tour w mieście (+)-> tylko we wtorek, piątek i niedziele

Tak wygląda plan dnia animatora :) Tam gdzie jest (+) to były zajęcia dodatkowe których nie musiałam robić, ale chciałam. Nie były one moimi obowiązkami. Też nie zawsze je robiłam. Tylko jak mnie potrzebowali. Chociaż na próby zawsze przychodziłam. A show jak nie brałam udziału to siedziałam na widowni.

Spędziłam niesamowite wakacje. Pracy było dużo, ale takiej pozytywnej. Jak komuś nie podpasuje ten tryb życia to tę pracę znienawidzi. Nie jest ona dla każdego. Albo się ją kocha, albo nienawidzi. Ja ją zdecydowanie pokochałam :)

Jednak we wszystkim miałam bardzo dużo szczęścia. Miałam super warunki mieszkalne. Profesjonalny, ale przyjacielski team animacyjny. Dobrze dobraną partnerkę animacyjną.W obu hotelach panowała niesamowita atmosfera (i w tym w którym mieszkałam i w tym w którym pracowałam). Nawiązałam przyjaźnie zarówno z gośćmi (nie tylko z Polski), jak i z pracownikami (animatorzy, fotografowie, kelnerzy, barmani (tata Semi<3), menagerowie, i inni) Trudno było to zostawić. Szczególnie z wizją, że nigdy więcej ich nie zobaczę.

Historyjka z ostatniego dnia w Turcji-> podczas lunchu (siedzieliśmy teamem razem) wzięłam ryż z jogurtem naturalnym. Pomieszałam, powrzucałam winogrona i chciałam gruszkę pokroić i też wrzucić, ale tu się pojawił problem. Miałam tępy nóż i się strasznie się z nią męczyłam. Naprzeciwko mnie siedział Micho. Popatrzył na mnie jak 'tata', wziął gruszkę i mi ją pokroił na ryż. Patrzyłam na to i już mi oczy łzawiły. Pamiętam jak powiedziano nam na początku, że Micho to jest dla wszystkich w teamie jak tata. Nigdy nie spytałam, ale wydaje mi się że on nie ma dzieci, a jako szef animacji wszystkich nas jak swoje dzieci traktował.


taki miałyśmy widok z "balkonu" <3

Wyprawa po okolicy

Mili park- pan (podpity) goniący dzika -.-'

Mili park- ostatnia plaża (najczystsza, najładniejsza i najmniej tłoczna)

Efez- Biblioteka Celsusa


Przy domku Maryi- miejsce gdzie każdy pisze o co prosi. Ja nic nie napisałam. Ale pomyślałam ;)


Izmir! (Tak- turcy bardzo kochają swój kraj. Niemalże jak Amerykanie. Wszędzie wieszają flagi i obrazy/ rzeźby Ataturka)


Pomnik Ataturka w Kusadasi. Normalnie nie jest taki... "ozdobiony". Zdjęcie zrobione 30.08, czyli w Dzień  Zwycięstwa nad Grekami


Ponownie Kusadasi 30.08. normalnie tyle małych flag tu nie wisi.

Wszystkie zdjęcia z Turcji są albo moje, albo B. (nie podpisuję, która zrobiła które, bo mam to wszystko i tak pomieszane^^)

Część II jutro

A.

piątek, 21 września 2012

Wróciłam ?

19.09. wróciłam z Turcji. Powrót miły nie był. Płakałam (tak- ja, ta nieczuła istota płakałam!). Trzymałam się przez cały czas, ale ostatnie 15 minut nie wytrzymałam jak Ibo potrzedł i powiedział zwrot po turecku, który mnie nauczył... Wtedy sobie przypomniałam ten dzień i się zaczęło. Wtedy wszystko było łatwe... Teraz cały czas jestem smutna, jest zimno i musiałam wrócić do szarej, polskiej codzienności... :( M. i I. poczekali ze mną na autobus, który mnie zawiózł na lotnisko. Spotkałam wcześniej rezydentkę i powiedziałam jej że oczywiście, że nie będę płakać, a w autobusie mówiła, że chyba moje plany coś nie wyszły :D

Trochę lepiej mi się zrobiło, jak O. napisał że są na lotnisku:D lecieli do Istambułu o 22:40, a ja miałam lot o 23:20. Więc super, bo na koniec spotkałam się jeszcze z O., Y., i E. i już mi nie było smutno :) Przyszli specjalnie pod mój gate, bo sami z innej części lotniska lecieli niestety. Więc spotkaliśmy się tylko na jakieś 15 minut, ale dobre i to :) W ostatnim momencie poszli do swojego bramki. Niecałe 5 minut przed zamknięciem odeszli, a mieli pół lotniska do przejścia (gate na Poznań- 46,47, a na Istambuł 128 i to z innej części). Na szczęście zdążyli. I przed samym odejściem zabrali mi okulary przeciwsłoneczne (miałam je, bo nie chciałam, żeby ludzie widzieli łzy w moich oczach) i powiedzieli, że do odbioru będą w Istambule :D Także muszę się wybrać:D Może na początku listopada?? :D

Za godzinę i 40 minut mam odjazd z Poznania do Chorwacji. Jadę na rejs statkiem z uczelni, żeby zaliczyć turystykę kwalifikowaną. Nie chce mi się.Gdyby nie ten wyjazd zostałabym w Turcji jeszcze minimum 3 tygodnie. A tak jadę do Chorwacji, ale może będzie fajnie... ?

Turcjo- tęsknię, i wiem że to nie koniec mojej przygody z Tobą :)

P.S. 3 dni przed wylotem  w Turcji skradli mi kartę płatniczą i wybrali pieniądze które zarobiłam... ale dłuższą notkę o tym i wszystkim innym napiszę jak wrócę z Chorwacji :)


A.

czwartek, 23 sierpnia 2012

DAY OFF!!!

Jak jesteś animatorem, to znaczy to, że pracujesz 24h/6 dni w tygodniu. No właśnie- 6. 
Siódmy dzień jest dniem błogosławionym-> Day off!!! 
Na początku miałyśmy wtorki wolne, bo był to dzień transferów. Ciągle jest, ale zmieniłyśmy day off na środy, bo tak jednak jest lepiej. Jak się okazało nasze biuro w środy nie ma prawie żadnej wycieczki. Tylko na Samos (która jest prawie codziennie^^). Tak więc połowę day offów spędziłam śpiąc. Nawet nie miałam siły na nic bardziej ambitnego. A takie śpiące dni wolne wspominam najlepiej.

Za mną:
- Rejs na grecką wyspę Samos (wyspa Pitagorasa!). Ogólnie spoko, tylko jak się tam jedzie to obowiązkowo trzeba wypożyczyć samochód, albo chociaż skuter, bo tam gdzie jest port to jest koniec świata i nic się nie dzieje:/ Wycieczka pozytywna, chociaż nudna, bo bez samochodu i tylko poszłyśmy w pare miejsc. No i zakończyła się udarem słonecznym:/
- Park Narodowy- DILEK NATIONAL PARK, na który mamy przepiękny widok z balkonu. Super widoki- jak z filmów. Niesamowicie czysta woda. Łatwo dojechać dolmuszem. Najlepiej jechać na ostatnią plażę, bo najładniejsza, najczystsza i najmniej ludzi. Fajnie spędzony dzień :)
- Parę wypraw do centrum Kusadasi. Port, zwiedzanie miasta, zakupy, obiady w prawdziwych tureckich knajpkach,..... To miasto jest świetne! Niby zwykłe, ale ma to 'coś' :) 
- Ladies Beach. Po 10 minutach opalania już miałyśmy z B. dosyć, ale twardo leżymy z postanowieniem 
Nie możemy wrócić do Polski takie białe. 
Wytrzymałyśmy 40 minut i ja już umarłam. Zaczęło mi się kręcić w głowie, słabo.... ledwo się na nogach trzymałam. Szybko uciekłam w cień, zjadłam loda i od razu było lepiej. Morał?? Nie jestem stworzona do leżenia i nic nie robienia :D
- Adaland- część z Aquaparkiem. Bardzo fajnie. Chociaż szału mega mega nie było, ale bardzo mi się podobało. Tańczyłyśmy w na wieeelkim placu z fontannami:D Minusem było to, że pojechałyśmy tam jak był początek sezonu i niektóre zjeżdżalnie były w budowie jeszcze... (i to te najlepsze... :( ) No i rafting też był zamknięty:/ A szkoda mi kasy żeby jeszcze raz tam iść dla tych paru zjeżdżalni. Ale generalnie bardzo mi się podobało:)
- Spanie do 12-13, a potem wizyta w hotelu z czymś słodkim lub chłodnym dla pracujących w tym dniu animatorów. Baaaardzo się cieszyli jak przychodziłam i miło było. Mimo, że byłam w dniu wolnym w miejscu pracy, to fajnie wtedy spędzałam czas:D Podczas jednego z takich dni poznałam Ricardo- Niemca z włoskimi korzeniami. Bardzo sympatyczny. Ale tylko kolega;) Jakiś tam kontakt dalej mamy na fb :) To z nim pierwszy raz się kąpałam w basenie w miejscu pracy. Faaajnie było:D

Co w planach??
- Efes- półdniowa wycieczka. Jest tylko w niedziele więc wolne trzeba będzie ogarnąć... Ale to dopiero na wrzesień, jak chłodniej będzie...
- Pamukkale- chyba w następny day off.
- Izmir- wyjazd z M. do jego rodzinnej miejscowości. Więc mam prawdziwego przewodnika :D (i zjem domowe, tureckie jedzenie!!! To będzie miła odmiana po tym hotelowym, na które oczywiście nie narzekam, bo jest przepyszne, ale już trochę uszami wychodzi...)
- Adaland!!! Najlepsza dla mnie rzecz, która jest nr1 na mojej liście od kiedy się dowiedziałam gdzie mnie wysyłają. W Aquaparku już byłam, ale jeszcze zostały 2 części: Dolphin Park i Seapark. Nie wiem czy na 1 dzień brać obie, czy rozdzielić na 2 dni... 


Dolphin Park codziennie o 14:00 zaczyna się około 45 minutowe show. Potem będę chciała jeszcze pływać z delfinami.
Wejście + show: 15 euro
Pływanie z delfinami: 90 euro (lub 200 lir)

W Seapark też jest super. Można "pobawić się" z płaszczkami, ponurkować w rafie koralowej, podziwiać podwodny świat przez wielkie szyby, pobyczyć się na plaży (zdecydowanie nie dla mnie) iii... pływać z rekinami!!!! To zdecydowanie chcę!!!
Wejście: 40 euro (wg internetu cena ta zawiera nurkowanie z rekinami, ale tutaj się dowiedziałam że podobno trzeba trochę za to dopłacić...także już nie wiem^^ Dowiem się chyba na miejscu dopiero).

Adaland też poczeka sobie na wrzesień. 
1. będzie mniej ludzi.
2. Może do tego czasu znajdzie się ktoś kto będzie chciał ze mną pojechać, bo sama to nie chce... ale jak się nikt nie znajdzie to sama też pojade :) Jednak fajnie jakby ktoś chociaż zdjęcie zrobił.... Bo jak wszystkie wezmę z photoshopu to zbankrutuję!!! :(

Łącznie na 2 parki wydam minimum 150 euro

<Edit: Za pływanie z rekinami nic ekstra się nie płaci- jest w cenie biletu do seaparku. Dodatkowo płaci się tylko za pływanie z delfinami. Można to robić i w Seaparku (tutaj tylko pływają 2 delfiny. Bez żadnego pokazu show) i w delfinarium gdzie jest show (3 duże delfiny i jeden co miał dopiero 2 miesiące w sierpniu, ale oczywiście on nie jest jeszcze ani w show ani dotknąć go nie można. jak się ma szczęście to można go było tylko zobaczyć jak gdzieś przepływa) >

Dzisiejszy Day off??
Jestem sama, bo B. pojechała do Izmiru z chłopakiem. Więc chata wolna!!!
Wstałam (o dziwo) przed 12 (koło 11:30), kąpiel, na śniadanie pita (taka turecka pizza, ale dzisiaj niedobra była... i zimna:/ ). A później to już tylko siedzenie na łóżku, pisanie posta, nadrabianie zaległości serialowych (3. sezon Pretty Little Liars. Już jestem na 4 odcinku^^), wcinanie żelek i lizaków... Jeszcze jakieś małe pranie by się przydało zrobić... (bo to duże to nam pralnia hotelowa robi :D)
Ma dzisiaj jeszcze do mnie przyjść Lisa, bo chcę jej pokazać widok z okna:D No i jej się pewnie też nudzi, bo jej chłopak (kolega z teamu animacyjnego) dzisiaj pracuje. Więc można jakieś głupie rzeczy porobić wspólnie:)
I tak mój kuperek dzisiaj na cały dzień zostaje w pokoju pod wiatrakiem, bo na zewnątrz upały jakich Turcja nie widziała (nie jest najgorzej, bo (wg internetu) tylko 36 stopni, ale jakoś wydaje się na więcej...). Tak więc cieszę się że mam wolne dzisiaj i nie muszę wychodzić :D  

Ewentualnie wieczorem może się przejdę do M. (o ile do Izmiru nie pojechał) wyprostować loki :D Może B. przyjedzie wcześniej to by też poszła i fajnie wieczór można by spędzić razem :)

No to tyle na dziś. Czas wrócić do Pretty Little Liars:D

A.