środa, 8 kwietnia 2015

Prawie Perfect Match

Prawie, bo... rodzina mnie chciała, a ja jej nie.

Na żadnym blogu nie spotkałam się z tym, że ktoś ma problem w odmawianiu rodzinom. A ja właśnie taki problem mam. Wiem, że jak nie ja to sobie znajdą kogoś innego, ale boję się, że mogę im sprawić przykrość, jeżeli napisze im, że nie jestem zainteresowana (wiem, dziwna jestem...). Ale postanowiłam wziąć się w garść i od teraz stanowczo mówić nie.

Tydzień temu myślałam o moich 2 rodzinkach, które siedziały mi na profilu i nie wiedziałam jak im podziękować, żeby im nie było przykro. W końcu postanowiłam co napisze, bo żadna z nich mi nie pasowała. Zabrałam się do pisania maila rodzince nr 2 i... nie mogłam tej wiadomości wysłać! Nie mam pojęcia czemu. Klikam "wyślij", a wiadomość się zapisuje a nie wysyła. Wylogowałam się i ponownie zalogowałam, zresetowałam ruter, następnie komputer... nic nie pomogło. Po około 30 minut w końcu się udało. Chciałam napisać takiego samego maila do rodzinki nr 1, ale nie zdążyłam. Kiedy ja męczyłam się z wysłaniem wiadomości do Nowego Jorku, Houston napisało do mnie przemiłą wiadomość. Nie było innej opcji niż zgodzić się na Skype.


W piątek po północy poznałam całą rodzinkę (oprócz hosta). Byli przemili! Fajnie mi się rozmawiało z hostką (45 minut, które zleciało nie wiem kiedy). Powiedziała, że jestem dorosła i nie odczuwa potrzeby wyznaczania mi curfew i ingerowania z kim co robię. Dzieciaczki trochę zagadywały, ale głównie biegały dookoła, rozwalały jajka wypełnione konfetti, a następnie same to sprzątały. Mieszkają w ścisłym centrum Houston w dużym domu z basenem, ogrodem i placem zabaw w którym każdy sprząta po sobie - ja bym pomagała w tym, a nie sprzątała za nich. Niedaleko jedne z najlepszych Uniwersytetów w Stanach, na których już przeglądałam co bym mogła studiować (tak - chcę się tam na serio uczyć). Dzieci są duże i mogłybyśmy ułożyć plan tak, abym od 9 do 13 mogła siedzieć na Uniwersytecie. Mój samochód, który miałabym do wożenia dzieci raczej mogłabym używać też w czasie wolnym. Ona nie widzi w tym problemu, ale musiała byłego męża dopytać, aby nie było nieporozumienia później. Poznałam również jej chłopaka, który na koniec rozmowy jak przepraszałam za błędy językowe powiedział, że mówię bardzo dobrze i znacznie lepiej niż większość imigrantów, którzy od wielu lat mieszkają w Houston. Więc plus dla niego!  Wtedy też jeden z bliźniaków podleciał i powiedział, że on będzie ze mną ćwiczyć angielski. Byli nawet gotowi zmienić datę od kiedy chcą mieć au pair pode mnie - potrzebna im jest od lipca, a ja mogę przylecieć dopiero w październiku, także aż 3 miesiące! Wszystko to spowodowało, że naprawdę ciężko mi było podjąć decyzję, aby powiedzieć nie.

Tak właściwie to dlaczego nie?
- hości są świeżo po rozwodzie i mam wrażenie, że nie do końca żyją w dobrych stosunkach;
- życie na dwa domy. Mieszkanie zawsze u hostki, ale jak dzieciaki są u ojca to au pair jedzie tam, żeby je obudzić, nakarmić i zawieść do szkoły + popołudnie;
- jedno z dzieci jest chore i tak naprawdę poznam dopiero na miejscu prawdziwe życie z takim dzieckiem i zaawansowanie choroby;
- HM jest politykiem, a ja nie lubię polityki;
- nieregularny rozkład dnia, do ustalenia po przyjeździe. Mniej więcej ramy te same, ale przez wyjazdy i wieczorne spotkania z tygodnia na tydzień będzie się zmieniać;
- byłabym pierwszą au pair. Nie jest to dla mnie problem, ale podejście do godzin bardzo formalne. Zawsze 40-45 godzin musi być wykorzystane. Jeżeli akurat w danym tygodniu nie wyrobię tego przy dzieciach to dostane ekstra prace (nie wiem do końca jakie) przy dzieciach, aby godziny wyrobić;
- życie pod jednym dachem z jaszczurką, którą bym się zajmowała przez 2 tygodnie w miesiącu, kiedy to dzieci są u ojca.


Także mimo, że ciągle mam dwie rodziny na profilu (jednej podziękowałam tydzień temu, ale ciągle tam są), to dalej jestem wolna...

wtorek, 31 marca 2015

Prematch 2

Czy ja już wspominałam, że liczyłam na trochę spokoju, abym mogła dokończyć pisać mgr? :/ W nocy zainteresowała się mną 2 rodzinka i oczywiście plan pracy na dzisiaj został zaburzony... ale w sumie nie specjalnie mi to przeszkadza :D Dzieci na zdjęciach i w tym przypadku są cudowne! 

Lokalizacja: New York (1,5h od Manhattanu)
HM: nieruchomości
HD: finanse? Pracuje w NYC
HK: 3 chłopaków (2,4,8), 1 dziewczynka (6)
Zwierzaki: brak


Rodzinka wydaje się być bardzo fajna i w sumie podoba mi się bardziej niż z Houston. Esej powiedział mi więcej o obowiązkach niż w przypadku pierwszego match'u i wydaje mi się, że będzie to bardziej poukładane. Praca od 7am do 9am i od 3pm do 7pm. Obowiązki standardowe. Dni wolne to czwartek i piątek, lub weekend, w zależności od tygodnia. Mają apartament w NYC, więc mogę sobie na weekendy tam jeździć i zwiedzać miasto - miło!

New York

Plusy:
+ jasny rozkład dnia i obowiązków;
+ mają drugą "lokalną" opiekunkę;
+ ich aktualna au pair została u nich na drugi rok;
+ apartament w NYC do mojej dyspozycji w weekendy;
+ dużo podróżują (4 razy w roku): 2 razy na narty, raz w "ciepłe miejsce" i raz do Europy. Nie napisali czy biorą au pair wtedy ze sobą, ale podejrzewam że tak :)
+ z listu i zdjęć wydają się być fajną rodzinką, która wie o co chodzi w programie au pair (rodzinka z Houston nie jestem pewna czy wie...);
+ mają dom przy oceanie (zatoczce) z łodzią do waterski i taką co można na ocean wypłynąć;
+ aktywna rodzinka.

Minusy:
- rodzice mają "busy schedules";
- NY, wiem że dużo osób chce tu trafić, ale ja nie specjalnie;
- 4 dzieci. Małych dzieci - 2 i 4 lata;
- dzieci bardzo żywiołowe. Z jednej strony to plus bo nie pozwolą mi się nudzić, ale z drugiej trochę strach, bo jest ich jednak aż czwórka;
- będzie zima i jesień :(


Zaraz napisze do nich jakiegoś grzecznościowego maila, ale to też raczej nie będzie mój PM. :(
Jednak jak na razie jest lepiej - match 2 podoba mi się bardziej niż match 1. Zobaczymy co przyniesie match 3!

niedziela, 29 marca 2015

A Host Family is Interested in You!

Seriously?! Przecież mam jeszcze 6 miesięcy do ustawionej przeze mnie daty wylotu! Myślałam, że przez jakiś miesiąc nikt się nie odezwie, no ale lepiej mieć zainteresowanie za szybko, niż nie mieć w ogóle. Także mam nadzieje, że jest to wróżba rozpoczęcia dobrej passy w rodzinkach. No własnie - rozpoczęcia, bo to raczej nie będzie mój PM :( Esej był długi, więc miło, a zdjęcia urocze. Dzieci (przynajmniej na zdjęciach) są cudowne! 

Lokalizacja: Houston, TX
HM: prawnik, polityk
HD: własny biznes
HK: 3 chłopaków (12,12,7), 1 dziewczynka (9)
Zwierzaki: Koty i ... jaszczurka!


I tu właśnie pojawia się problem - jaszczurka! Lokalizacja spoko, ilość dzieci dość spora, ale wiekowo są już ogarnięte, więc 4 nie jest zła. HM napisała fajną, miłą wiadomość powitalną i... chce się umówić na skype! Wolałabym najpierw pare maili popisać, no ale... pogadać też mogę :) Jednak ta jaszczurka pochodząca z Australii mnie trochę przeraża... generalnie to dzieci zajmują się zwierzakami, ale jak ich nie ma (czyli dosyć często) to fajnie jakbym się nimi zajęła, czyli... (jak przeczytałam w Internecie) pokarmiła jaszczura robakami :/ Zakwaterowanie: sypialnia i łazienka na osobnym piętrze (gdzie jest podobno cicho i będę mogła odpocząć do dzieci :D Nie wiem czy mam przez to rozumieć, że są takie męczące? Tak czy inaczej miło że HM ma spoko podejście). Co do sposobu wychowania dzieci to nie będzie mi on za bardzo przeszkadzać, o ile nie będzie problemów wychowawczych. Nie stosują kar. Podoba mi się to, jednak jeżeli dzieci to będą "diabły" to będę mieć przez to spory problem...

Houston, TX

piątek, 27 marca 2015

Akceptacja do programu au pair

Au pair (z fr. "równy", "w normie") – program łączący cechy wymiany młodzieży i programu zatrudnienia cudzoziemców, w którym uczestnicy otrzymują darmowe zakwaterowanie i wyżywienie, a czasami również niewielkie kieszonkowe od rodziny goszczącej, w zamian podejmując się udziału w pracach domowych i opieki nad dziećmi. (źródło: wikipedia)
W Stanach dodatkowym obowiązkiem jest nauka. Na uniwersytecie lub w collegu należy wyrobić 6 kredytów, aby pozytywnie zakończyć program. Wyjeżdżając jako au pair do USA trzeba jechać przez agencje. Jest ich parę, więc można wybrać najlepszą wg siebie. Ja zdecydowałam się na "Au pair in America".


Moja przygoda z Au pair zaczęła się dość niedawno, bo w dzień moich urodzin, kiedy to utworzyłam swoje konto na stronie Au pair in America (liczyłam na jakieś urodzinowe zniżki, ale nic z tego... )Po zalogowaniu pokazuje się regulamin, który czy chcesz czy nie, musisz zaakceptować. Jest to trochę dłuższe niż pare zdań, ale warto to przeczytać, bo nawet ja - osoba, która pierwszy raz miała wyjechać jako au pair do USA w 2010 roku, nie wiedziałam tego wszystkiego. Na przykład, że za uszkodzenie samochodu mogę maksymalnie zapłacić 500$. Nie mogę zostać pociągnięta do odpowiedzialności zapłacenia większej kwoty. Oczywiście mogę nie zapłacić nic, ale 500$ to absolutny maks. Wiedzieliście o tym? ;)


Zbieranie dokumentów i zaakceptowanie przez agencję zajęło niecałe 2 miesiące:
30.01 - otworzenie konta w Au pair in America;
07.02 - poszłam na spotkanie informacyjne;
20.02 - otrzymanie wszystkich referencji, dokumentów, itp;
26.02 - interview;
06.03 - dodałam filmik, z którym dosyć długo walczyłam i który zatrzymywał moją koordynatorkę przed wysłaniem mojej aplikacji dalej;
09.03 - wysłanie aplikacji do biura w Warszawie;
20.03 - wysłanie aplikacji do biura w Londynie;
26.03 - zaakceptowanie do programu!

Tak to wyglądało w moim przypadku - długo z mojego powodu, krótko ze strony koordynatorki i biura. Wiadomo - więcej chętnych to pewnie dłużej trwa, więc nie ma się co załamywać jak pare dni dłużej trzeba poczekać. Na razie nie liczę na zainteresowanie rodzin, bo date wylotu mam ustawioną dopiero... za pół roku, więc myślę że najszybciej za miesiąc coś się może ruszyć. Ale przynajmniej jedno z głowy i mogę zająć się pisaniem magisterki :)





środa, 18 marca 2015

St. Patrick's Day

Wczoraj (17.marca) był Dzień Świętego Patryka - patrona Irlandii, a ponieważ mieszkam z Irlandką, święto to było widoczne i u nas. Jednak sama A. twierdzi, że w ten dzień (wolny od pracy) w Irlandii ogląda się paradę, a później ciągle pije... Jedynie w Dublinie więcej rzeczy jest organizowanych (ale to też bez szału). Także po jej opowieści zniknęła magia tego święta, jaką wykreowała moja wyobraźnia - zielone elfy robiące psikusy i rozdające / kradnące złoto, a okazało się, że święto to kończy się tak jak niestety większość świąt na świecie :( Zero magi...

Z zasady w ten dzień powinno się ubrać na zielono (narodowy kolor Irlandii) i przypiąć lub zawiesić Shamrock - koniczynkę. Według legendy, St. Patrick użył koniczynki, aby wyjaśnić irlandzkim chrześcijanom istnienie Trójcy Świętej, czyli Trzech Osób w postaci jednego Boga. Obecnie koniczynkę bardziej łączy się z kulturą irlandzką niż z religią. Święto jest ściśle połączone z Irlandią, jednak poza nią również widoczne są obchody tego dnia. W USA sięgają 1737 roku, także może za rok uda mi się coś fajnego w związku z tym zobaczyć!

Nas (a raczej moją współlokatorkę) nawiedziły wczoraj dwa wcale nie takie małe elfy - rodzice A., i również mi dali prezenty (jak miło)! Mimo, że związane z obchodami Dnia Świętego Patryka jest tradycja picia whiskey, to ja dostałam LITR (!) oryginalnego, irlandzkiego likieru Baileys. Nie znam się za bardzo na alkoholach i nie jestem wielką fanką ich konsumpcji, ale po Wielkanocy będę mogła powiedzieć czy dobry, czy nie. Na razie mogę jedynie powiedzieć, że ładnie się prezentuje :D
Mój osobisty Shamrock i cudowna sakiewka!

Baileys - The Original Irish Cream; 1L liqueur; 17%