wtorek, 31 marca 2015

Prematch 2

Czy ja już wspominałam, że liczyłam na trochę spokoju, abym mogła dokończyć pisać mgr? :/ W nocy zainteresowała się mną 2 rodzinka i oczywiście plan pracy na dzisiaj został zaburzony... ale w sumie nie specjalnie mi to przeszkadza :D Dzieci na zdjęciach i w tym przypadku są cudowne! 

Lokalizacja: New York (1,5h od Manhattanu)
HM: nieruchomości
HD: finanse? Pracuje w NYC
HK: 3 chłopaków (2,4,8), 1 dziewczynka (6)
Zwierzaki: brak


Rodzinka wydaje się być bardzo fajna i w sumie podoba mi się bardziej niż z Houston. Esej powiedział mi więcej o obowiązkach niż w przypadku pierwszego match'u i wydaje mi się, że będzie to bardziej poukładane. Praca od 7am do 9am i od 3pm do 7pm. Obowiązki standardowe. Dni wolne to czwartek i piątek, lub weekend, w zależności od tygodnia. Mają apartament w NYC, więc mogę sobie na weekendy tam jeździć i zwiedzać miasto - miło!

New York

Plusy:
+ jasny rozkład dnia i obowiązków;
+ mają drugą "lokalną" opiekunkę;
+ ich aktualna au pair została u nich na drugi rok;
+ apartament w NYC do mojej dyspozycji w weekendy;
+ dużo podróżują (4 razy w roku): 2 razy na narty, raz w "ciepłe miejsce" i raz do Europy. Nie napisali czy biorą au pair wtedy ze sobą, ale podejrzewam że tak :)
+ z listu i zdjęć wydają się być fajną rodzinką, która wie o co chodzi w programie au pair (rodzinka z Houston nie jestem pewna czy wie...);
+ mają dom przy oceanie (zatoczce) z łodzią do waterski i taką co można na ocean wypłynąć;
+ aktywna rodzinka.

Minusy:
- rodzice mają "busy schedules";
- NY, wiem że dużo osób chce tu trafić, ale ja nie specjalnie;
- 4 dzieci. Małych dzieci - 2 i 4 lata;
- dzieci bardzo żywiołowe. Z jednej strony to plus bo nie pozwolą mi się nudzić, ale z drugiej trochę strach, bo jest ich jednak aż czwórka;
- będzie zima i jesień :(


Zaraz napisze do nich jakiegoś grzecznościowego maila, ale to też raczej nie będzie mój PM. :(
Jednak jak na razie jest lepiej - match 2 podoba mi się bardziej niż match 1. Zobaczymy co przyniesie match 3!

niedziela, 29 marca 2015

A Host Family is Interested in You!

Seriously?! Przecież mam jeszcze 6 miesięcy do ustawionej przeze mnie daty wylotu! Myślałam, że przez jakiś miesiąc nikt się nie odezwie, no ale lepiej mieć zainteresowanie za szybko, niż nie mieć w ogóle. Także mam nadzieje, że jest to wróżba rozpoczęcia dobrej passy w rodzinkach. No własnie - rozpoczęcia, bo to raczej nie będzie mój PM :( Esej był długi, więc miło, a zdjęcia urocze. Dzieci (przynajmniej na zdjęciach) są cudowne! 

Lokalizacja: Houston, TX
HM: prawnik, polityk
HD: własny biznes
HK: 3 chłopaków (12,12,7), 1 dziewczynka (9)
Zwierzaki: Koty i ... jaszczurka!


I tu właśnie pojawia się problem - jaszczurka! Lokalizacja spoko, ilość dzieci dość spora, ale wiekowo są już ogarnięte, więc 4 nie jest zła. HM napisała fajną, miłą wiadomość powitalną i... chce się umówić na skype! Wolałabym najpierw pare maili popisać, no ale... pogadać też mogę :) Jednak ta jaszczurka pochodząca z Australii mnie trochę przeraża... generalnie to dzieci zajmują się zwierzakami, ale jak ich nie ma (czyli dosyć często) to fajnie jakbym się nimi zajęła, czyli... (jak przeczytałam w Internecie) pokarmiła jaszczura robakami :/ Zakwaterowanie: sypialnia i łazienka na osobnym piętrze (gdzie jest podobno cicho i będę mogła odpocząć do dzieci :D Nie wiem czy mam przez to rozumieć, że są takie męczące? Tak czy inaczej miło że HM ma spoko podejście). Co do sposobu wychowania dzieci to nie będzie mi on za bardzo przeszkadzać, o ile nie będzie problemów wychowawczych. Nie stosują kar. Podoba mi się to, jednak jeżeli dzieci to będą "diabły" to będę mieć przez to spory problem...

Houston, TX

piątek, 27 marca 2015

Akceptacja do programu au pair

Au pair (z fr. "równy", "w normie") – program łączący cechy wymiany młodzieży i programu zatrudnienia cudzoziemców, w którym uczestnicy otrzymują darmowe zakwaterowanie i wyżywienie, a czasami również niewielkie kieszonkowe od rodziny goszczącej, w zamian podejmując się udziału w pracach domowych i opieki nad dziećmi. (źródło: wikipedia)
W Stanach dodatkowym obowiązkiem jest nauka. Na uniwersytecie lub w collegu należy wyrobić 6 kredytów, aby pozytywnie zakończyć program. Wyjeżdżając jako au pair do USA trzeba jechać przez agencje. Jest ich parę, więc można wybrać najlepszą wg siebie. Ja zdecydowałam się na "Au pair in America".


Moja przygoda z Au pair zaczęła się dość niedawno, bo w dzień moich urodzin, kiedy to utworzyłam swoje konto na stronie Au pair in America (liczyłam na jakieś urodzinowe zniżki, ale nic z tego... )Po zalogowaniu pokazuje się regulamin, który czy chcesz czy nie, musisz zaakceptować. Jest to trochę dłuższe niż pare zdań, ale warto to przeczytać, bo nawet ja - osoba, która pierwszy raz miała wyjechać jako au pair do USA w 2010 roku, nie wiedziałam tego wszystkiego. Na przykład, że za uszkodzenie samochodu mogę maksymalnie zapłacić 500$. Nie mogę zostać pociągnięta do odpowiedzialności zapłacenia większej kwoty. Oczywiście mogę nie zapłacić nic, ale 500$ to absolutny maks. Wiedzieliście o tym? ;)


Zbieranie dokumentów i zaakceptowanie przez agencję zajęło niecałe 2 miesiące:
30.01 - otworzenie konta w Au pair in America;
07.02 - poszłam na spotkanie informacyjne;
20.02 - otrzymanie wszystkich referencji, dokumentów, itp;
26.02 - interview;
06.03 - dodałam filmik, z którym dosyć długo walczyłam i który zatrzymywał moją koordynatorkę przed wysłaniem mojej aplikacji dalej;
09.03 - wysłanie aplikacji do biura w Warszawie;
20.03 - wysłanie aplikacji do biura w Londynie;
26.03 - zaakceptowanie do programu!

Tak to wyglądało w moim przypadku - długo z mojego powodu, krótko ze strony koordynatorki i biura. Wiadomo - więcej chętnych to pewnie dłużej trwa, więc nie ma się co załamywać jak pare dni dłużej trzeba poczekać. Na razie nie liczę na zainteresowanie rodzin, bo date wylotu mam ustawioną dopiero... za pół roku, więc myślę że najszybciej za miesiąc coś się może ruszyć. Ale przynajmniej jedno z głowy i mogę zająć się pisaniem magisterki :)





środa, 18 marca 2015

St. Patrick's Day

Wczoraj (17.marca) był Dzień Świętego Patryka - patrona Irlandii, a ponieważ mieszkam z Irlandką, święto to było widoczne i u nas. Jednak sama A. twierdzi, że w ten dzień (wolny od pracy) w Irlandii ogląda się paradę, a później ciągle pije... Jedynie w Dublinie więcej rzeczy jest organizowanych (ale to też bez szału). Także po jej opowieści zniknęła magia tego święta, jaką wykreowała moja wyobraźnia - zielone elfy robiące psikusy i rozdające / kradnące złoto, a okazało się, że święto to kończy się tak jak niestety większość świąt na świecie :( Zero magi...

Z zasady w ten dzień powinno się ubrać na zielono (narodowy kolor Irlandii) i przypiąć lub zawiesić Shamrock - koniczynkę. Według legendy, St. Patrick użył koniczynki, aby wyjaśnić irlandzkim chrześcijanom istnienie Trójcy Świętej, czyli Trzech Osób w postaci jednego Boga. Obecnie koniczynkę bardziej łączy się z kulturą irlandzką niż z religią. Święto jest ściśle połączone z Irlandią, jednak poza nią również widoczne są obchody tego dnia. W USA sięgają 1737 roku, także może za rok uda mi się coś fajnego w związku z tym zobaczyć!

Nas (a raczej moją współlokatorkę) nawiedziły wczoraj dwa wcale nie takie małe elfy - rodzice A., i również mi dali prezenty (jak miło)! Mimo, że związane z obchodami Dnia Świętego Patryka jest tradycja picia whiskey, to ja dostałam LITR (!) oryginalnego, irlandzkiego likieru Baileys. Nie znam się za bardzo na alkoholach i nie jestem wielką fanką ich konsumpcji, ale po Wielkanocy będę mogła powiedzieć czy dobry, czy nie. Na razie mogę jedynie powiedzieć, że ładnie się prezentuje :D
Mój osobisty Shamrock i cudowna sakiewka!

Baileys - The Original Irish Cream; 1L liqueur; 17%

wtorek, 6 stycznia 2015

Jarmark Bożonarodzeniowy i fabryka czekolady

W Mikołajkową sobotę (06.12) wybrałam się do Niemiec do parku księcia Pucklera w Branitz, fabryki czekolady w Hornow i na Jarmark Bożonarodzeniowy w Cottbus.

Miejsca te znajdują bardzo blisko siebie, a dojazd tam z Poznania zajmuje 3 - 3,5 godziny.

Park księcia Pucklera w Branitz
Bardzo piękne miejsce, ale raczej nie w środku jesieni i w zimie. Dużo prac renowacyjnych i kwiatów, które żyją tylko na wiosnę i w lecie. Park jest otwarty dla wszystkich, więc sporo osób biega, spaceruje z psami lub kijkami. Wejście jest bezpłatne. Do dworku, który znajduje się w parku można wejść nie tylko w dni, kiedy odbywają się tam jakieś wystawy. Nie byłam w środku, więc niestety nie wiem, czy wstęp jest darmowy, ale jeżeli jest płatny, to zapewne jest to opłata symboliczna.

Tym co było dla mnie najbardziej interesujące to historia życia Pucklera, o której trochę można poczytać tutaj. Prowadził dość... kochliwy tryb życia, potrafiąc od pań swego serca dostać całkiem spore majątki.
Wewnątrz tej piramidy pochowany jest  Puckler
F
ot. źródło własne
Fot. źródło własne
Fabryka czekolady "Felicitas" w Hornow
Myślałam, że będzie to najlepszy punkt wycieczki, ale trochę się przeliczyłam. Jadąc tam liczyłam, że będzie tak jak jak w fabryce czekolady Willy Wonka, czyli o tak:
Żródło: Internet
 Czekolada tryskająca z każdej strony, czekoladowe rzeki  zakręcony przewodnik. Oczywiście teraz wyolbrzymiam, ale spodziewałam się czegoś więcej. Było ok. Czysto, zadbano o szczegóły i ładny wystrój, ale... po prostu było ok. i nic więcej.
Pierwszą częścią wizyty w fabryce było obejrzenie filmu (ok.10 min.) o fabryce, jej założycielach (rodzinie z Belgii) i procesie powstania czekolady. Film był z polskim lektorem.
Panie przy wejściu częstowały kawałkiem czekolady oraz filiżanką gorącej czekolady
F
ot. źródło własne
Film
F
ot. źródło własne
Po filmie każdy dostał czekoladowego ogórka (zanim nie ugryzłam to serio się wkręciłam, że tam ogórek jest w środku!) i jeszcze jeden kawałek czekolady
F
ot. źródło własne
Kawiarnia w fabryce
F
ot. źródło własne
Kawiarnia w fabryce
F
ot. źródło własne
Jadąc tam liczyłam, że też tak będzie można sobie coś zrobić z czekolady. niestety- nie dla wszystkich takie atrakcje :(
F
ot. źródło własne
Urocza była :)
F
ot. źródło własne
Słoiczek z czekoladą- 5 euro.
F
ot. źródło własne
Sklep ze słodyczami z fabryki
F
ot. źródło własne
Sklep ze słodyczami z fabryki
F
ot. źródło własne
"felicitas chocolatier"
F
ot. źródło własne
Budynek był zadbany, ale zupełnie nie przypominał fabryki Willy Wonki
F
ot. źródło własne
Na koniec widząc te piękne produkcje w sklepie kupiłam dość sporo czekolad i figurek z czekolady, które później powrzucałam do prezentów 24.12 :)

Cottbus i Jarmark Bożonarodzeniowy
Ostatnim punktem tego dnia było zwiedzanie miasta Cottbus (zwanym też "Chociebuż") i Jarmarku Bożonarodzeniowego odbywającego się tam.



Fot. źródło własne
Figurka pocztyliona po wypadku :D
F
ot. źródło własne
Diabelski młyn! Oczywiście byłam tam ;)
F
ot. źródło własne
Fot. źródło własne
Fot. źródło własne
Fot. źródło własne
Pocztylion, który grał kolędy i w naprawdę fajny sposób opowiadało Cottbus
F
ot. źródło własne\
Stary tramwaj-tylko na specjalne okazje
F
ot. źródło własne
Pocztylion? Super człowiek!
Jarmark? Bez szału. Bardzo dużo budek z jedzeniem i tylko pare straganików z rzeczami z drewna. Ale miła atmosfera panowała :)
Diabelski młyn? Kupuje bilet po niemiecku- Pani mi odpowiada po polsku. W ogóle, jako że to teren przygraniczny to bardzo dużo polaków tam pracuje.

A.